Jurgen Klopp - Another Special One

Po tym jak Liverpool pod wodzą Kloppa w brawurowy sposób ograł Borussię Dortmund w półfinale Ligi Europejskiej, napisałem na Twitterze, że klub z Anfield w przyszłym roku zdobędzie mistrzostwo Anglii. Opinię podtrzymuję, bo Jurgen Klopp to obecnie najlepszy trener na świecie.

To zdanie futbolowego, mimo wszystko, żółtodzioba, który owszem, pamięta wspaniałą bramkę Zinedine'a Zidane'a z finału Ligi Mistrzów w 2002 roku, ale nie wie, co działo się w futbolu pod koniec zeszłej dekady. Zdanie laika, który o każdej porze dnia i nocy wymieni kilkunastu czołowych europejskich kopaczy, ale nigdy nie poda dokładnych statystyk, danych i tabel. Zdanie, które przychodzi z trudem, bo jest opinią fana bezgranicznie wierzącego w talent Jose Mourinho - trenera tyleż wybitnego, co ekscentrycznego.

Moment, w którym portugalski szkoleniowiec objął stery Realu Madryt, tworząc z Cristiano Ronaldo duet piekielny - choć momentami przeceniany - był spełnieniem marzeń. Oto trener, któremu taktyka rywali nie sprawiała większego problemu niż szkolna czytanka, połączył siły z najwybitniejszym piłkarzem naszych czasów, no, ustępującym może jedynie swojemu "imiennikowi" zza Oceanu Atlantyckiego. Choć był to okres, kiedy Barcelona co raz wpychała Królewskich do futbolowego Guantanamo, bawiłem się doskonale, oglądając nie zawsze tryumfującego, ale zawsze charyzmatycznego Mourinho.

Taki też jest Klopp. Rzadziej jest na cenzurowanym, bo jednak firmy, które prowadzi - Borussia czy Liverpool - do piłkarskich potentatów spod znaku Bayernu Monachium i Chelsea Londyn, mimo wszystko, jednak nie należą. Energią obdzieliłby cały stadion, a gify z jego niekontrolowanymi wybuchami radości robią furorę w mediach społecznościowych. A wszystko to bez ani grama kreacji, tak widocznej przecież u Mourinho. Przykład? Jakiś czas temu, niemieckiego szkoleniowca po meczu zagadnął dziennikarz jednej z polskich telewizji. Gdy Klopp dowiedział się, że przepytujący jest znad Wisły, nie omieszkał podzielić się swoimi umiejętnościami lingwistycznymi: "Rusz d***"!, zażartował.

Dlatego "The Special One" - przydomek, który samozwańczo nadał sobie Jose Mourinho - aktualnie znacznie bardziej pasuje do Jurgena Kloppa. Trener znający się na taktyce, z charyzmą, cieszący się szacunkiem u piłkarzy i kibiców. Kiedy Liverpool niedawno w dramatycznych okolicznościach pobił Borussię, owację na stojąco zgotowali mu nawet sympatycy drużyny z Dortmundu. W niektórych kręgach Niemiec ma wręcz opinię trenerskiego Mesjasza. Aż strach pomyśleć co w przyszłym sezonie wyniknie ze skrzyżowania dwóch tak nieprzewidywalnych żywiołów jak Klopp i klub z Anfield. Szykują się bajeczne widowiska i batalia o najwyższe stawki.

Ale Jurgen Klopp to nie tylko futbol. Szkoleniowiec jakiś czas temu został ambasadorem Opla. W Dortmundzie na co dzień jeździł Insignią, po przeprowadzce na Wyspy to się nie zmieni: Vauxhall - producent tych samochodów - to jeden z głównych sponsorów słynnego klubu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Niemiec pasuje do tych samochodów jak mało kto. Niech dowodem będzie ta oryginalna kreacja reklamowa, świetnie wykorzystująca atuty Kloppa:

Jurgen Klopp w reklamie Opla Astra

No bo legendy są ponadczasowe. A diamenty - i te piłkarskie, i motoryzacyjne - wieczne.

Advertisement

Więcej o: