Boks - czyli szlachetna walka na pięści

- George, nie boisz się, że nabawisz się od boksu urazu mózgu? - zapytano kiedyś George'a Foremana.

- Jeśli zacząłeś boksować, to znaczy, że już masz uraz mózgu - odpowiedział.

Oczywiście stary mistrz żartował, ale jak to z każdym żartem - jest w nim trochę prawdy

 

  

Początek szaleństwa

Na punkcie sportowej walki na pięści oszaleli już starożytni. Do programu igrzysk olimpijskich wprowadzono ją w 688 r. p.n.e. Początkowo dłonie dla ochrony oplatano miękkimi rzemieniami. Dopiero potem bokserzy odkryli, że wyprawione "na twardo" rzemienie chronią równie skutecznie, a krzywdę zrobią rywalowi większą. Walki trwały, dopóki jeden z zawodników nie mógł kontynuować pojedynku lub się nie poddał. Starożytni wpadli przy tym na oryginalny pomysł, aby nie przedłużać walk w nieskończoność. To było coś takiego, jak dziś rzuty karne w remisowych meczach w fazie pucharowej mundialu - rywale wymieniali po ciosie i nie mogli się przy tym bronić.

Rzymianie jeszcze bardziej zbrutalizowali boks, pozwalając nabijać rękawice ołowianymi ćwiekami. Walki były tak krwawe, że zakazano ich jeszcze przed naszą erą.

 

Krew się dalej leje

 

gentelman

 

 

Moda na obijanie się pięściami powróciła w Anglii jako rozrywka lordów, którzy do walki wystawiali swoich protegowanych. Jeden z nich - James Figg - wybudował z pomocą bogatych sponsorów amfiteatr w Londynie, w którym co jakiś czas lał kolejnych rywali i zgarniał kasę za bilety.

Trup słał się gęsto. Gdy w 1741 r. Jack Broughton pozbawił życia George'a Stevensona, pomyślał, że przydałyby się przepisy, które zapobiegną podobnym przypadkom. W ten sposób pojawił się ring, wprowadzono sędziów i sekundantów. W tamtych bowiem czasach runda kończyła się, dopiero gdy jeden z walczących (lub obaj) padał na ziemię. Wtedy zaczynał się czas sekundantów, którzy za pomocą wody mieli przywrócić swojego zawodnika do stanu bojowego. Jeśli nie udało im się to w ciągu 30 s, walka kończyła się. Liczba rund nie była jednak określona. W 1833 r. Anglik James Burke i Irlandczyk Simon Byrne stoczyli w sumie 99 rund (trwało to ponad trzy godziny). Do setnej Byrne już nie był w stanie przystąpić. Zmarł trzy dni później, a Burke trafił do aresztu za nieumyślne spowodowanie śmierci. Podczas rozprawy sędzia go jednak uniewinnił.

Dopiero jednak przepisy wprowadzone przez markiza Queensberry ucywilizowały boks. Wprowadził on m.in. trzyminutowe rundy z jednominutową przerwą między nimi; ustalił wielkość ringu (24x24 stopy); wprowadził zasadę, że zawodnik, który został powalony, ma 10 s na ponowne podjęcie walki - inaczej przegrywa; uznał, że za powalonego należy uznawać każdego, kto klęczy, siedzi, trzyma się lin ringu - nie wolno go wtedy atakować; nakazywał używanie rękawic. Większość z przepisów markiza obowiązuje po dziś dzień.

 

Wielka nadzieja białych

 

Światowa kariera boksu zaczęła się, gdy angielscy mistrzowie pięści powędrowali na drugą stronę Atlantyku. W Ameryce stał się rozrywką, która rozpalała miliony, przyciągała filmowe gwiazdy i gangsterów, powodowała ogólnokrajową euforię i zamieszki na tle rasowym.

Te ostatnie sprowokował choćby Jack Johnson, który w 1908 r. zdetronizował mistrza świata wagi ciężkiej - Tommy'ego Burnsa. Pojedynek odbył się w Sydney. W USA Johnsonowi - jako "kolorowemu" - odmówiono prawa do stoczenia walki o tytuł. Na wieść o triumfie pierwszego czarnoskórego mistrza świata w południowych stanach wybuchły zamieszki. Gdy wrócił do kraju, witały go transparenty: "Bić białych". Pokonać Johnsona miał były mistrz świata James J. Jeffries, który sześć lat wcześniej wycofał się niepokonany i wrócił na ring, "tylko po to, by udowodnić, że biały człowiek jest lepszy niż Murzyn". Wokół ringu w Reno w Nevadzie ponad 20 tys. białych ryczało "zabić czarnucha", ale wielka nadzieja białych (wtedy po raz pierwszy użyto tego terminu) został poddany przez swoich sekundantów po piętnastej rundzie.

 

Co Vietcong ma do boksu?

 

Rasowe konflikty w boksie odżywały co jakiś czas. Umiejętnie podsycał je nawet Muhammad Ali, który na tym tle budował swój wizerunek. Swojego pierwotnego nazwiska (Cassius Clay) pozbył się przede wszystkim dlatego, że było to - jak powiedział - nazwisko niewolników. Przyjęcie islamu miało drugorzędne znaczenie.

W 1967 r., w czasie wojny w Wietnamie, Ali postawił na szali całą swoją karierę, gdy odmówił przyjęcia powołania do wojska. - Nie mam żadnych zatargów z Vietcongiem. Oni nigdy nie nazwali mnie "czarnuchem" - powiedział.

Za odmowę przyjęcia powołania Ali został skazany na grzywnę 10 tys. dolarów i karę więzienia w zawieszeniu. Stracił też tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, który odzyskał dopiero po siedmiu latach.

 

Rumble in the Jungle

 



Stało się to w 1974 r., gdy zmierzył się w Kinszasie z Foremanem. Ta walka - nazwana "Rumble in the Jungle" (ang. Łomot w dżungli) - przeszła do historii jako jedna z najważniejszych w historii. Tak wspominał ją po latach Angelo Dundee, trener Alego, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": - Kiedy Ali zaczął opierać się o liny, zrobiło mi się słabo. Wydawało mi się, że to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić. Wszystko, co wymyśliliśmy, opierało się na jednym założeniu - Ali nie może dać się trafić. Tymczasem, patrząc na tę walkę z narożnika, czułem się, jakby mnie smażyli w piekle. Bałem się, że Ali nigdy nie wyjdzie z tych lin, że Foreman trafi go w szczękę jednym ze swoich potężnych ciosów. I będzie koniec.

Ali przetrzymał siedem rund ataków Foremana, nieustannie szydząc z rywala i dowcipkując. W ósmym starciu posłał go na deski. Foreman jakby siłą woli utrzymywał głowę kilka centymetrów nad ziemią, ale reszta jego ciała leżała bezwładnie jak kłoda.

 

Na skraju śmierci

 

 

Foreman i Ali rozpoczynali swoje wielkie kariery na igrzyskach olimpijskich. Obaj zdobyli złote medale - Ali w Rzymie w kategorii półciężkiej (w finale pokonał Zbigniewa Pietrzykowskiego), a Foreman - osiem lat później w Meksyku w ciężkiej. Cztery lata przedtem w Tokio w najcięższej kategorii triumfował Joe Frazier - inny słynny zawodnik z przełomu lat 60. i 70., który w 1975 r. stoczył z Alim wspaniały pojedynek w stolicy Filipin zwany "Thrilla in Manila" (ang. Dreszczowiec w Manili). Obaj zawodnicy po czternastu rundach byli zupełnie wyczerpani. Przed piętnastym starciem sekundant Fraziera rzucił na ring ręcznik, co oznaczało poddanie zawodnika. Ali był jednak w nielepszej formie, nie mógł opuścić ringu o własnych siłach.

- Frazier doprowadził mnie na skraj śmierci - powiedział potem.

Z bokserów bliższych nam czasowo po złoto na igrzyskach sięgali m.in. Lennox Lewis (w Seulu w 1988 r.), Władymir Kliczko (w Atlancie) oraz Aleksander Powietkin - wschodząca gwiazda wagi ciężkiej.

 

Złoto nie dla Holyfielda

 

boks5 

 

Nie wszyscy jednak wielcy mistrzowie mieli szczęście do igrzysk olimpijskich. Mike Tyson nie zdołał nawet zakwalifikować się do reprezentacji USA (w eliminacjach pokonał go Henry Tilman, który w Los Angeles zdobył złoto, ale potem wielkiej kariery zawodowej nie zrobił). Evander Holyfield zdobył tylko brąz, bo w półfinałowej walce znokautował rywala po komendzie stop. Kontrowersyjny werdykt wydał jugosłowiański sędzia Gligorije Novicić, dzięki temu złoto zdobył jego rodak Anton Josipović (walka w finale nie odbyła się, bo w boksie amatorskim zawodnik po nokaucie musi pauzować 28 dni). Amerykańska widownia wybuczała jugosłowiański hymn podczas dekoracji medalistów, choć Josipović zaprosił Holyfielda na najwyższy stopień podium.

 

Jeszcze większa niesprawiedliwość spotkała Roya Jonesa Juniora w Seulu, który potem na zawodowym ringu zdobywał tytuły mistrza świata w czterech kategoriach wagowych - od średniej do junior ciężkiej. W stolicy Korei Południowej Jones przegrał na punkty z Koreańczykiem Park Si Hunem. Co ciekawe, reprezentant gospodarzy został przepchnięty do finału, choć w zgodnej opinii wielu bezstronnych obserwatorów nie wygrał żadnej z czterech wcześniejszych walk. Co więcej, w pierwszej - z Sudańczykiem Abdallem Ramadanem - powinien zostać zdyskwalifikowany za zadanie ciosu poniżej linii pasa. W ćwierćfinale pokonany przez niego Włoch Vincenzo Nardiello wpadł w szał po ogłoszeniu werdyktu i z trudem włoska ekipa zdołała go wynieść do szatni. W finale Jones przegrał decyzją sędziów 2:3, choć zadał 82 celne ciosy, a jego rywal tylko 32. MKOl przeprowadził nawet dochodzenie, czy nie doszło do przekupienia arbitrów z Maroka, Urugwaju i Ugandy, którzy wskazali Koreańczyka jako zwycięzcę. Śledztwo nie wykazało żadnego przekrętu. Po latach "Sports Illustrated" napisał, że jeden z sędziów - Hiouad Larbi z Maroka - wskazał zwycięstwo Koreańczyka, bo był przekonany, że czterech jego pozostałych kolegów da zwycięstwo Amerykaninowi. On też uważał, że Jones wygrał, ale chciał, aby jego zwycięstwo nie było zbyt przykre dla gospodarzy.

 

 

Sędziowie liczą ciosy

 

Po skandalu z Royem Jonesem boks mógł nawet zniknąć z programu olimpijskiego, szefowie światowej federacji wpadli więc na pomysł reformy, jak sędziowanie uczynić bardziej obiektywnym. Wymyślili "maszynki" do liczenia ciosów. Od tej pory sędziowie mieli obserwować ring i po każdym celnym ciosie naciskać guzik czerwony lub niebieski. Reforma okazała się mało udana. Sędziowie - często zaawansowani wiekowo - mieli problemy. A to wzrok ich zawodził, a to brakowało im refleksu (aby cios był zaliczony trzech z pięciu sędziów musiało nacisnąć właściwy guzik w przeciągu jednej sekundy). W jednej z pierwszych walk z nowym systemem sędziowania podczas igrzysk w Barcelonie reprezentant gospodarzy Rafael Lozano dziwnym trafem pokonał głównego faworyta wagi papierowej, dwukrotnego mistrza świata - Amerykanina Erica Griffina 6:5. Wybuchł skandal, a gdy przeprowadzono śledztwo, okazało się, że cała piątka sędziów więcej ciosów zaliczyła przegranemu (19:9, 18:9, 26:17, 8:5, 10:9). Amerykanin przegrał, bo sędziom zabrakło refleksu.

 

Z zębami na rywala

 

 

Olimpijskich kuriozalnych wydarzeń w boksie było całe mnóstwo. Nawet słynny Mike Tyson, który w 1997 r. podczas walki o tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej odgryzł kawałek ucha Holyfieldowi, nie był pierwszym, który ruszył z zębami na nieprzyjaciela. Już w 1924 r. w Paryżu po ćwierćfinałowej walce w wadze średniej, którą wygrał Francuz Roger Brousse, jego rywal - Brytyjczyk Henry Mallin - podszedł do sędziego i pokazał mu wyraźnie ślady zębów na swojej piersi. Arbiter zignorował jego skargi, ale rozpatrzyła je bokserska federacja i uznała racje Mallina. Okazało się przy tym, że pogryziony schodził też z ringu poprzedni rywal Brousse'a - Argentyńczyk Marcelo Gallardo. Obrońcy Francuza wykazywali, że ma on specyficzny zwyczaj rozwierania szczęki przy wyprowadzaniu ciosu, a Mallin został ugodzony zębami, bo właśnie w tym momencie doszło między zawodnikami do klinczu. Jury odwoławcze uznało jednak, że choć Brousse gryzł w niezamierzony sposób, to jednak powinien zostać zdyskwalifikowany. Protesty i awantury ciągnęły się jeszcze przez dwa dni aż do zakończenia rywalizacji. Spokój na trybunach musiała zaprowadzać policja.

 

Został tylko Gołota

Przez lata świetnie walczyli w igrzyskach olimpijskich Polacy. W sumie wywalczyli w nich 43 medale (w tym osiem złotych) - więcej zdobyli reprezentanci raptem czterech państw - USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii i Kuby. Od lat polski boks jest jednak w kryzysie. Polacy nie zdobywają już medali w mistrzostwach Europy i świata (w ubiegłym roku na 88 zawodników w ćwierćfinałach był tylko jeden Polak). Boks jest jednak w pierwszej piątce najchętniej oglądanych sportów w naszym kraju. Wciąż niezmiennie popularny jest Andrzej Gołota, który już wkrótce może po raz piąty stanąć o tytuł mistrza wagi ciężkiej. Co prawda Polak ma już 40 lat, ale w USA ma markę i może "sprzedać" transmisje z walki o mistrzostwo w pay-per-view z większym sukcesem niż każdy z obecnych mistrzów świata. Obecnie wagę ciężką zdominowali bowiem bokserzy z byłego ZSRR, którzy w Ameryce są mało znani.

 

Boks to zdrowie?

 

Żeby uprawiać boks, nie trzeba od razu marzyć o karierze Alego czy Gołoty. Nie trzeba też mieć urazu mózgu, jak twierdzi Foreman, który w wieku 45 lat wrócił na ring, by zdobyć tytuł mistrza świata (znokautował Michaela Moorera). Bokserski trening nie jest tylko dla zawodowców. To też świetny sposób na rekreacyjne uprawianie sportu. Doskonale modeluje sylwetkę, rozwijając harmonijnie wszystkie partie mięśni, a do tego nie jest monotonny jak bieganie czy pływanie. Daje nieocenione możliwości wyżycia się na sparingach. Poza tym, jak to dumnie brzmi: "Uprawiam boks".

tekst | Michał Kiedrowski, "Gazeta wyborcza", sport.pl

 

Jak kończą się walki

KO (czyli nokaut) - kończy walkę, gdy zawodnik zostaje powalony przez rywala i wyliczony przez sędziego do dziesięciu.

TKO (nokaut techniczny) - kończy walkę, gdy jeden z zawodników nie jest w stanie fizycznie walczyć dalej. Decyzję o zakończeniu pojedynku przez TKO może podjąć sędzia ringowy (wtedy następuje tzw. RSC - referee stopped contest), lekarz przy ringu, sam zawodnik lub jego sekundant.

Werdykt sędziowski - kończy walkę, gdy zawodnicy przeboksują pełny zaplanowany dystans (lub walkę zakończy kontuzja po 3, 4 lub 5 starciu - w zależności od federacji). W boksie zawodowym sędziowie przyznają punkty za poszczególne rundy. Jeśli zawodnik wygrał rundę, dostaje w karcie punktowej 10 punktów, a rywal 9, jeśli był remis obaj dostają po 10 punktów. Sędziowie punktowi są zobowiązani do odejmowania punktów zawodnikom za każde ostrzeżenie od sędziego i każde liczenie.

Boks amatorski i zawodowy

W boksie amatorskim pięściarze muszą nosić kaski ochronne, koszulki i spodenki (zawodowcy walczą z odkrytym torsem).

Walka trwa cztery rundy po dwie minuty (u zawodowców runda trwa trzy minuty, walka może liczyć od 4 do 12 rund)

Rękawice bokserskie muszą ważyć 283 gramy i mieć aprobatę federacji AIBA (u zawodowców waga rękawic waha się między 227 a 283 g)

U amatorów, gdy zawodnik otrzymał silny cios sędzia ma prawo wyliczyć go do ośmiu w pozycji stojącej - jest to tzw. nokdaun (w zawodowców sędzia liczy dopiero, gdy zawodnik upadnie).

W boksie amatorskim wygrywa zawodnik, któremu sędziowie naliczą (przy pomocy specjalnego systemu komputerowego) więcej celnych uderzeń. W boksie zawodowym, jeśli walka nie została rozstrzygnięta przed czasem, sędziowie punktowi wskazują zwycięzcę przez punktowanie poszczególnych rund.

Gdzie dwóch się bije, tam prezes korzysta

federacja 

Organizacji bokserskich, które wyłaniają mistrzów świata, jest niemal dziesięć (wciąż powstają nowe). Najważniejsze są cztery: WBA (World Boxing Association), WBC (World Boxing Council), IBF (International Boxing Federation) i WBO (World Boxing Organization). Rola bokserskich organizacji przy walkach o tytuł ogranicza się do wytypowania sędziów i pobrania opłaty za uznanie walki. Czasem zdarza się, że federacja nakaże temu czy innemu mistrzowi zmierzyć się z najpoważniejszym pretendentem, ale to rzadkie wypadki. Mistrzowie świata są zazwyczaj zobowiązani do obrony tytułu co najmniej raz na pół roku, ale ten przepis nie jest ściśle egzekwowany. Federacje uznają te same limity wagowe, a różnice w przepisach są bardzo drobne.

Na przykład według IBF gong nigdy nie ratuje zawodnika przed wyliczeniem (w WBA, WBC i WBO gong to zbawienie w ostatniej rundzie). W IBF nie ma zasady, że trzy nokdauny w rundzie oznaczają poddanie zawodnika (tak samo jest w WBC, a w WBA i WBO zasada ta obowiązuje). W IBF, jeśli zawodnik zostanie kontuzjowany poprzez przypadkowe zdarzenie głową z przeciwnikiem, to walkę uznaje się za odbytą dopiero od szóstej rundy i dopiero wtedy o wyniku decyduje punktacja do momentu przerwania walki. W WBA i WBC w takim przypadku ogłaszany jest techniczny remis, jeśli przerwanie walki nastąpi do czwartej rundy (włącznie), a dopiero od piątej obowiązuje wynik z kart punktowych sędziów. Remis ogłasza się do trzeciej rundy włącznie.

 

Kategorie wagowe w boksie amatorskim

 

            Papierowa - do 48 kg

            Musza - do 51 kg

            Kogucia - do 54 kg

            Piórkowa - do 57 kg

            Lekka - do 60 kg

            Lekkopółśrednia - do 64 kg

            Półśrednia - do 69 kg

            Średnia - do 75 kg

            Półciężka - do 81 kg

            Ciężka - do 91 kg

            Superciężka - powyżej 91 kg

 

Kategorie wagowe w boksie zawodowców

 

            Słomkowa - do 105 funtów (47,627 kg)

            Junior musza - do 108 funtów (48,998 kg)

            Musza - do 112 funtów (50,820 kg)

            Junior kogucia - do 115 funtów (52,163 kg)

            Kogucia - do 118 funtów (52,524 kg)

            Junior piórkowa - do 122 funtów (55,338 kg)

            Piórkowa - do 126 funtów (57,153 kg)

            Junior lekka - do 130 funtów (58,967 kg)

            Lekka - do 135 funtów (61,235 kg)

            Junior półśrednia - do 140 funtów (63,503 kg)

            Półśrednia - do 147 funtów (66,678 kg)

            Junior średnia - do 154 funtów (69,853 kg)

            Średnia - do 160 funtów (72,575 kg)

            Super średnia - do 168 funtów (76,204 kg)

            Półciężka - do 175 funtów (79,379 kg)

            Junior ciężka - do 200 funtów (90,719 kg)

            Ciężka - ponad 200 funtów

Więcej o:
Komentarze (28)
Boks - czyli szlachetna walka na pięści
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Gość

    0

    boks obecenie przezywa kryzys związane to jest z rozwojem mma a ponadto gale bokserskie odbywaja sie za czesto i jest ich za duzo ufc pokazuje sie raz na miesiac a to czekanie nakreca publike w boksie tez namnozylo sie federacji rozdajacych paski od spodni jak to mowi pan Kostyra i jest w tym prawda za malo jest walk unifikacyjnych ktore wzbudzaje zainteresowanie kibiców na calym swiecie do tego dochodzi brak typowych chempionow ktorzy sa gotowi walczyc z kazdym i o kazdej porze jednakrze boks byl jest i bedzie dopoki sa zawodnicy pokroju Roya Jonesa czy Pacquiao ludzie beda przychodzic na boks a co do obrywania po glowie to jesli ktos chce trenowac itp to wie na co sie porywa jednakze od amatorskich treningow nikommu nie stala sie krzywda poprawia kondyche itp

  • Gość: Gość

    0

    to "mike tyson" - chyba masz problem z przeglądarką. ja obejrzałem filmki bez najmniejszego kłopotu...

  • Gość: Gość

    0

    Barbarzyństwo? Tylko ktoś wiecznie nieszczęśliwy może tak nazwac boks.

  • Gość: Gość

    0

    boksuje od 8 miesięcy (tak to naprawdę brzmi dumnie;) i kocham ten sport. ma to niewiele wspólnego z okładaniem się po gębie, jest to raczej walka z samym sobą. Wygrywa lepiej przygotowany - ten który więcej trenował. Wszystkim pseudo pacyfistom pode mną polecam wpaść na trening i samemu się przekonać. Pozdrawiam warszawski FENIX klub.

  • Gość: Gość

    0

    wszytkie sztuki walki rozwijaja charakter - na kazdym treningu czlowiek walczy nie z przeciwnikiem, tylko wlasnym strachem. to nie sa przeciwnicy - to partnerzy w treningu, ludzie nawzajem pomagaja sobie isc do przodu. a walki na ringu czy macie tocza sie miedzy zawodowcami, wg zasad itp. barbarzynstwo to raczej uprawiaja nastolatki z nozami w rekach.

  • Gość: Gość

    0

    po co wklejacie do artykułu fragmenty walk, z których żadna nie da się uruchomić, mondzioły!!!!!

  • Gość: Gość

    0

    Co za hipokryzja tych bez agresji. Stare łacińskie przysłowie mówi: Kochasz pokój szykuj się do wojny. Agresja, rywalizacja zawsze były i będą. Jeżeli boks daje możliwość skanalizowania tego to dlaczego nie? Jestem za nie wspominając o samozaparciu, adrenalinie, przełamywaniu włąsnych słabości a przede wszystkim o sporym wysiłku fizycznym, synchronizacji...to szermierka na pięści dla facetów a nie zawody w łaskotkach. Na pewno nie chodzi o mordobicie to masz bez boksu na ulicach.

  • Gość: Gość

    0

    Lipi: dziekuje, jeżeli żeby się wydostać z nieświadomości trzeba dostać po ryju, to ja postoję. Stanowczo wolę pozostać w nieświadomości tego, co fajnego jest w okładaniu się po ryjach ;-)

  • Gość: Gość

    0

    Współczuje wszystkim tym, którzy z góry objechali boks w tych komentarzach. Jak można komentować coś o czym nie ma się zielonego pojęcia?! Wszystko jest sztuką, walka od tego założenia nie odchodzi. Potrafi być piękna.... ale są ludzie i taborety. W XXI w. ludzie powinni być świadomi, że są różne poglądy i spojrzenia na każdy temat... ale czego ja wymagam?!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX