Dla tasmańskich diabłów

Co łączy wiekowy drewniany kuter z gaflami, na którym w porcie wino leje się szeroką strugą między rozbawionymi załogantami, i ultranowoczesny jacht typu maksi wprost z superdrogiej pracowni projektowej? Obydwa mogą wystartować w 64. słynnych regatach z Sydney do Hobart.

 

Najbardziej ekscytujący jest pierwszy i ostatni dzień regat - uważają żeglarze, którzy mają za sobą wiele startów w wyścigu z Sydney do Hobart, organizowanym nieprzerwanie od 1945 r. Inauguracja zawsze wypada w Boxing Day, czyli dla nas drugi dzień świąt Bożego Narodzenia - flota startujących manewruje w zatoce Sydney, między setkami jachtów kibiców. W Nowej Południowej Walii, a zwłaszcza w Sydney posiadanie własnego jachtu jest równie powszechne jak lodówki, więc wszystko, co się rusza, rusza w morze. Rok temu manewry z brzegu obserwowało 300 tys. szczurów lądowych.
I ostatni dzień regat, kiedy jachty po zwykle kilkudniowej żegludze zmieniają kurs z południowego na zachodni, wchodzą do Zatoki Sztormów przy Tasmanii i płyną w górę rzeki Derwent, do portu Hobart. Ta zmiana kursu oznacza bliski koniec wysiłku, czasami na granicy wyczerpania.

 

Przełom grudnia i stycznia w Australii jest środkiem lata i najczęściej pogoda jest wspaniała. Kiedy jachty płynące na południe mają na prawej burcie cieśninę Bassa, wyścig w pięknym słońcu zwykle się kończy i czas zabrać się za porządną pracę. Akwen oddzielający Australię od Tasmanii uchodzi za jeden z najtrudniejszych do żeglowania z powodu silnych wiatrów i układów niżowych nakładających się na przeciwne prądy morskie. Powoduje to wielkie falowanie morza. Specyficzny układ klimatyczny był przyczyną tragedii w 1998 r., gdy zginęło  
 

sześciu żeglarzy, a do mety dopłynęły zaledwie 44 jachty ze 115, które wystartowały z Sydney. W największej akcji ratowniczej z wody uratowano wtedy 56 żeglarzy, dzięki aktom największego poświęcenia ratowników, skaczących w morze z helikopterów.
Wtedy sztorm uderzył w nocy i to właśnie noc jest dla żeglarzy najtrudniejsza. - Nie widać siły wiatru, nie można odpowiednio szybko zareagować, zmniejszyć powierzchni żagli. Wydaje się, że to już największe uderzenie, a za chwilę wali w żagle jeszcze coś mocniejszego i wtedy jacht się przewraca - tłumaczy Karol Jabłoński, skiper jachtów w Pucharze Ameryki i prestiżowych regat pełnomorskich Admiral's Cup u wybrzeży Wielkiej Brytanii.
W Cieśninie Bassa zderzenie niżów łatwo wywołuje huragan. Wówczas z jachtami dzieją się dziwne rzeczy. Polak Roman Paszke brał udział w Admiral's Cup w 1979 r., kiedy podczas wyścigu Fastnet zginęło 19 żeglarzy. - Przez kilka godzin wiało z prędkością ok. 85 węzłów (150 km/godz., czyli tyle, ile relacjonowały służby meteo w 1998 r. w regatach Sydney-Hobart). Chcieliśmy wtedy zmienić przedni żagiel na sztormowy. Nie dało się, więc go odcięliśmy. Normalnie, przytrzymywany poluzowanymi szotami, wpadłby w łopot. Przy takim wietrze tkanina zmienia się w sztywną blachę, zaś liny w metalowe pręty, wiszące poziomo nad falami. Mój brat na dziobie w ogóle nie wiedział, że krzyczę do niego z rufy. A to było kilka metrów. Po otwarciu ust z żołądka robił się balon.

 

  

 

Wypadki z 1998 r. spowodowały szereg zmian w regulaminie. Głównie dotyczyły minimalnego wieku i doświadczenia. W tamtych regatach sprzed 10 lat najmłodszym uczestnikiem był 12-letni żeglarz, pływający na jachcie z ojcem. Teraz limit określono na 18 lat. W związku z tym najmłodszym uczestnikiem był w zeszłym roku Will Ryan, który 18 lat skończył na trzy dni przed startem. Górnej granicy wieku nie ma. Najstarszy był w zeszłym roku
85-letni John Walker. Niektórzy startowali kilkadziesiąt razy. Rekordzistami są Lou Abrams i Tony Cable, którzy będą próbowali ukończyć regaty po raz 45.
Jachty zwykle są o wiele młodsze od żeglarzy, choć zdarzają się wyjątki - w 1998 r. zatonął w sztormie "Winston Churchill", który brał udział we wszystkich regatach. Aż do tych feralnych, przed 10 laty, które dla "Churchilla" skończył się na dnie Cieśniny Bassa.

 

 

Tym razem do startu szykuje się trzykrotny zwycięzca regat i rekordzista trasy 30-metrowy "Wild Oats XI" i jego 24-osobowa załoga. Jacht od marca był trzymany w hangarze, gdzie dokonano kilku ściśle tajnych zmian. "Wild Oats XI" jako drugi jacht w historii wygrał
regaty trzy razy z rzędu. Lepszy od niego jest tylko "Mourna/Kurrewa VI", który w latach
40. i 50. siedem razy wygrał regaty (w tym trzy razy z rzędu) pod dwoma nazwami i z dwoma różnymi właścicielami.
"Wild Oats XI" będzie miał trudnych rywali. Wśród nich pierwszy od 20 lat jacht z Rosji.
27-metrowy aluminiowy "Trading Network Alia Parusa", własność poszukiwacza przygód Fiodora Koniukowa, ma załogę rosyjsko-australijską, ze skiperem Markiem McRae. Koniukow zdobył oba bieguny na nartach, przepłynął Atlantyk łodzią wiosłową, zdobył Mount Everest, pokonał jachtem przylądek Horn.
Czas na kolejny żeglarski szczyt. 

 

 

QZ Sydney do Hobart


Najbardziej prestiżowe regaty na półkuli południowej, jedne z najbardziej szanowanych klasycznych regat na otwartym morzu (inne to Fastnet Race na Morzu Irlandzkim i Newport
- Bermudy). Rozgrywane są nieprzerwanie od 1945 r. na dystansie 628 mil morskich (1163 km). Jacht "Wayfarer", który wtedy zwyciężył, potrzebował na przepłynięcie 11 dni i 6 godzin. Aktualny rekord trasy - 1 dzień, 18 godzin, 40 minut i 10 sekund - należy do jachtu "Wild Oats XI", klasy maksi. Został ustanowiony w 2005 r.

 

Rekord frekwencji padł w 1994 r., kiedy na starcie stanęło 371 jachtów. Po regatach w 1998 r. zaostrzono warunki uczestnictwa i teraz startuje zwykle 80-100 jachtów. Są dwa rodzaje trofeów. Pierwszy puchar - dla załogi, która osiągnie metę jako pierwsza. Zwykle są to ultranowoczesne jachty typu maksi. Drugie trofeum przyznaje się najszybszej łodzi po uwzględnieniu handicapów. Obowiązuje skomplikowany przelicznik stosowany przez federację żeglarską, biorący pod uwagę powierzchnię żagli, długość kadłuba w linii wody itp. Najbardziej utytułowanym konstruktorem regat jest Nowozelandczyk Bruce Farr. Według jego projektów zbudowano 15 zwycięskich łodzi.

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

Mrówki na przystawkę

 

Szybki jak wiatr .

 

 

 

Tekst: Radosław Leniarski

 

Zdjęcia: Daniel Forster/Rolex, Carlo Borlenghi/Rolex

Więcej o: