Biegówki: królowe sportów i odwieczna norweska specjalność

Poprowadziły nas na biegun, poniosły tam, gdzie się zapuszczały tylko najodważniejsze niedźwiedzie polarne. - Jeżeli cokolwiek zasługuje na miano sportu sportów, to musi być właśnie bieg na nartach - powiedział ponad sto lat temu niezwykły badacz polarny Norweg Fridtjof Nansen.

Byłeś kiedyś w Fennoskandii? Pierwszy raz słyszysz tę nazwę? Kiedy poczujesz pod nartami skrzypienie śniegu, twoje mięśnie będą pulsować bólem po pokonaniu kolejnego podbiegu, a nos zaczerwieni się od mrozu, przystań na chwilę i pomyśl, że to, co dziś jest dla ciebie przyjemnością, przed setkami lat było sposobem na przeżycie. To właśnie w Fennoskandii, czyli krainie, która obejmuje tereny Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji, człowiek pierwszy raz założył na nogi narty. Na początku to były niestarannie przytroczone do butów gałęzie świerków, później specjalnie wyplatane rakiety. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o rozrywce czy sporcie. Narty ułatwiały myśliwemu przemieszczanie się po świeżym śniegu w pogoni za reniferem czy łosiem.

Miejsca w szczelinie

Rysunki naskalne w norweskim okręgu Nordland wskazują, że Norwegowie używali nart już cztery tysiące lat temu. To w staroskandynawskiej mitologii pojawia się Ull, bóg narciarstwa. Narciarstwo, które znamy dziś, ma jednak swój początek dopiero w XIX w. Pierwszym mistrzem był urodzony w 1825 r. Norweg Sondre Norheim. Pochodził z okręgu Telemark i tak też nazwał swoje narty. Telemarki poniosły go do mety podczas pierwszych zawodów narciarskich w 1867 r. w Christianii (dziś Oslo).

Potrafisz sobie wyobrazić, że zakładasz narty, chwytasz za kijki i przemierzasz na własnych nogach Grenlandię?! No dobrze, dziś, w czasach GPS-ów, liofilizowanej żywności i tkanin chroniących nawet przed trzydziestostopniowymi mrozami, może to nie robi aż takiego wrażenia. Ale 121 lat temu? A był taki śmiałek - niezwykły badacz polarny (później też polityk i działacz społeczny, laureat Pokojowej Nagrody Nobla) Norweg Fridtjof Wedel-Jarlsberg Nansen. Oj, drwiono z jego odważnego pomysłu! "W przyszłym roku zoolog Nansen zamierza dać pokaz długodystansowego biegu narciarskiego przez grenlandzki lód śródlądowy. Miejsca siedzące - w szczelinach lodowców. Bilety powrotne - nie będą potrzebne" - pisały norweskie gazety.

Mimo drwin Nansen swój cel osiągnął! Dzięki jego niezwykłemu wyczynowi, dzięki nartom ludzkość dowiedziała się, że cała Grenlandia jest skuta lodem. - Jeżeli cokolwiek zasługuje na miano sportu sportów, to musi być właśnie narciarstwo - powiedział po szczęśliwym powrocie do domu.

W tamtych, pionierskich, czasach narty częściej służyły poznawaniu nieznanego niż sportowej rywalizacji. Bez ich pomocy pierwszy człowiek nie stanąłby na biegunie południowym - Norweg Roald Amundsen pokonał trzy tysiące kilometrów zaopatrzony we własnej konstrukcji narty i ważący 12 kg śpiwór z foczych skór.

Na początku XX w. bieganie na nartach było już popularne wszędzie tam, gdzie występowały śnieżne zimy. Gdy 25 stycznia 1924 r. w Chamonix, małym francuskim miasteczku u podnóża Mont Blanc, rozpoczynały się pierwsze zimowe igrzyska olimpijskie, wśród siedmiu dyscyplin nie mogło zabraknąć narciarstwa klasycznego. Kto wygrał? Głupie pytanie. Oczywiście Norweg! 30-letni Thorleif Haug z Drammen nie miał sobie równych zarówno na dystansie 18, jak i 50 km. O olimpijskie medale rywalizowali też wówczas nasi rodacy. Najlepsze miejsce zajął Szczepan Witkowski, który był 21. na dłuższym dystansie. Polacy nie mają, oczywiście, takich tradycji w wymachiwaniu kijkami jak Skandynawowie, ale warto wspomnieć, że pierwsze narty pojawiły się nad Wisłą już w roku 1865. Przywiózł je - naturalnie z Norwegii - Károly Cornidesz, lekarz z Wielkiej koło Popradu. Do popularyzacji biegów na nartach najbardziej przyczynił się jednak Stanisław Barabasz - architekt, malarz, pedagog i myśliwy z Bochni. Rok 1894 r., w którym Barabasz pojawił się z deskami w Zakopanem, przyjęło się uznawać za początek polskiego narciarstwa.

Alpy w Jakuszycach

Wielką siłą biegania na nartach jest masowość. Szacuje się, że każdej zimy, gdy tylko spadnie śnieg, biegówki wyciąga z szafy ponad 14 mln osób na całym świecie. W tym sporcie fajne jest to, że można uprawiać go niemal wszędzie. Nie trzeba, jak w narciarstwie alpejskim, szukać na mapie wyciągów, kurortów, stać w długich kolejkach po bilet. Wystarczy zaśnieżona polna droga. Równie dobrze sprawdzą się mazurskie lasy, jak i pagórki w Jurze Krakowsko--Częstochowskiej.

To wbrew pozorom wcale nie jest takie trudne - podstawowy krok biegowy jest niemal tak samo naturalny jak wycieczka do sklepu po butelkę piwa. Na nartach biegają kilkuletnie maluchy, ale nierzadko spotkamy też 80-letniego staruszka z kijkami. Na deskach można człapać, a można też śmigać - wszystko zależy od kondycji i sprawności. Co ważne, podczas biegu pracują niemal wszystkie mięśnie, a na dodatek trudno o kontuzję. Ten sport może być świetnym uzupełnieniem diety odchudzającej. Wystarczy pół godziny biegu, by spalić 234 kilokalorie - swojej żonie/mamie/dziewczynie przekaż, że by osiągnąć ten sam efekt podczas zamiatania, trzeba machać miotłą prawie cztery razy dłużej.

W Polsce prawdziwą mekką biegaczy są Jakuszyce w Górach Izerskich. Panuje tam specyficzny, niemal alpejski klimat, dzięki któremu można biegać na nartach, gdy w innych regionach kraju ludzie myślą już o windsurfingu. Siłą Jakuszyc są także świetnie przygotowane trasy, których łączna długość przekracza 100 km. Są bardzo zróżnicowane technicznie, bezpiecznie będzie się więc czuł na nich zarówno zupełny nowicjusz, jak i wymagający zawodowiec. Znakiem firmowym Jakuszyc jest Bieg Piastów.

Zaczynali od baloników

Gdy uznacie, że kijki i narty to dla was za mało, zawsze możecie jeszcze zarzucić na plecy karabin. Wtedy nie mówimy już o narciarstwie klasycznym tylko biatlonie. Taki pomysł na katowanie mięśni zawdzięczamy żołnierzom. Oddziały narciarskiej piechoty stanowiły ważne ogniwo każdej skandynawskiej armii. Gdy karabiny nie były jeszcze w powszechnym użyciu, za oręż wystarczały kusze i zaostrzone narciarskie kijki. Pierwsze zawody w biatlonie rozegrano w 1767 r. Rywalizowały ze sobą kompanie norweskich żołnierzy. O tym, że takie jednostki sprawdzały się w boju, świadczy opór Finów podczas sowieckiej agresji na ich kraj w 1939 r., zwanej wojną zimową. Czterokrotnie mniej liczne wojska fińskie (samolotów miały 30 razy mniej, czołgów aż 200 razy!) długo powstrzymywały Armię Czerwoną dzięki taktyce zwanej motti. Strzelcy na nartach, w zimowym kamuflażu, przewyższali tradycyjne wojska sowieckie mobilnością. Jak stado wilków pojawiali się znienacka to z przodu, to z tyłu, to z boku i śmiertelnie kąsali wroga. W bitwie pod Suomussalmi

11 tys. Finów zdziesiątkowało dwie dywizje wsparte brygadą pancerną (zginęło prawie 30 tys. Sowietów).

Patrol wojskowy (prekursor biatlonu), tak jak narciarstwo klasyczne, zadebiutował w zimowych igrzyskach już w Chamonix. Biegało się wtedy na dystansie 25 km i strzelało z odległości 150 m do trzech baloników o średnicy 20 cm. O zwycięstwo rywalizowali również Polacy, ale nasz zespół, niestety, nie ukończył konkurencji z powodu pecha Zdzisława Wóycickego, który złamał nartę.

Po II wojnie światowej tradycja biegów z karabinem zaczęła podupadać. Odrodziła się jednak za sprawą Szwedów, którzy w 1957 r. zaproponowali, by bieg patrolowy zastąpić zimowym dwubojem, czyli tzw. biathlonem (łac. bi - dwu, gr. athlon - zawody). Nie strzelano już do baloników, tylko do specjalnych tarcz. Ustalono także, że biegacz będzie trafiał do celu z pozycji stojącej i leżącej. Trzy lata później, w amerykańskim Squaw Valley, biatlon był dyscypliną olimpijską. I całe szczęście, bo dzięki temu w 2006 r. podczas igrzysk w Turynie mogliśmy się cieszyć ze srebrnego medalu Tomasza Sikory - najlepszego zawodnika w historii polskiego biatlonu.

Najsłynniejsze biegi masowe

Skupia je organizacja Worldloppet, czyli Światowa Liga Biegów Masowych, która działa od 1981 r.

Bieg Wazów, czyli Vasaloppet w Szwecji

Najstarszy masowy bieg świata, rozgrywany co roku w pierwszą niedzielę marca w szwedzkiej prowincji Dalarna. Zawodnicy rywalizują na dystansie 90 km. Ro wielkie święto biegów, która przyciąga każdego roku około 40 tys. miłośników nart z całego świata. Bieg Wazów upamiętnia ucieczkę przyszłego króla Gustawa Wazy przed oprawcami Chrystiana II w 1520 r.

 

Bieg Piastów w Polsce

Zaczęło się skromnie - od 531 uczestników w 1976 r. Dziś obowiązuje limit startujących (2,5 tys.), bo więcej osób po prostu nie pomieści się na Polanie Jakuszyckiej. Tegoroczny bieg jest wyjątkowy, bowiem impreza pierwszy raz w historii odbędzie się w ramach Worldloppet. To wielki sukces Juliana Gozdowskiego, pomysłodawcy i komandora zawodów.

 

Birkebeinerrennet w Norwegii

Rywalizacja toczy się na 54-kilometrowej trasie i upamiętnia wydarzenie z 1206 r., kiedy dwóch dzielnych Norwegów biegło na nartach po tej samej drodze, żeby uratować życie i przenieść w bezpieczne miejsce nowonarodzonego przyszłego króla Haakona Haakonssona. Teraz też nie biega się lekko - trasę Birkebeinerrennet trzeba pokonać z plecakiem ważącym minimum 3,5 kg!

 

American Birkebeiner

Najtrudniejszy i najdłuższy (51 km) wyścig na nartach w Ameryce Północnej. Każdego roku, od 36 lat, wyzwanie podejmuje około 10 tys. śmiałków. Ciekawostką jest, że zwycięzcy tzw. Birkie wygrywają wyjazd na Bieg Wazów.

 

Canadian Ski Marathon

Uczestnicy sami określają, jaki dystans chcą przebiec po wyznaczonej trasie. Maksymalnie 160 km, dzięki czemu jest to najdłuższy bieg narciarski świata. Na najbardziej wytrwałych czeka złota nagroda Coureur de Bois (Leśny Biegacz) przyznawana tym, którzy pokonali całą trasę, spędzili noc w namiotach oraz przynieśli ze sobą wyżywienie i sprzęt. Zawody odbywają się od 1967 r. i nie należą do organizacji Worldloppet.

 

Pięć rad mistrza świata

Józef Łuszczek to pierwszy i jak dotąd jedyny Polak, który zdobył tytuł mistrza świata w biegach narciarskich. W 1978 r. w Lahti nie miał sobie równych na dystansie 15 km. Podkreśla, że w życiu przebiegł już na nartach ponad 150 tys. km.

1. Po pierwsze, nie bój się. Nie potrafisz biegać? Możesz chodzić, kiedyś się rozpędzisz.

2. Kup narty. Nie muszą być drogie. Starczą proste, szerokie dechy. Najlepiej jakby były z "łuskami". Wtedy nie trzeba smarować. Smarowanie jest ważne, bo dzięki smarom narta jedzie na zjazdach i trzyma się śniegu na podbiegach. Na początek nie ma jednak co sobie zawracać tym głowy. Do nart kup buty z dobrymi wiązaniami (mogą być używane), do tego kijki, czapkę, rękawiczki - bo na śniegu bywa zimno.

Przy doborze sprzętu warto poprosić o pomoc fachowca. Pamiętaj, że długość nart i kijków należy dopasować do wzrostu.

3. Masz sprzęt, możesz iść pobiegać. Przed wyjściem trzeba coś zjeść. Lekkiego, ale pożywnego, bo na trasie mogą cię opuścić siły.

Kto wie, że szybko zgłodnieje, niech weźmie ze sobą czekoladę i sok w bidonie przytroczonym do paska.

4. Wybierz sobie miejsce do biegania. Na początek to nie musi być trasa z wytyczonymi torami. Wystarczy kawałek placu czy boiska, byle było równo. Zacznij od kroku klasycznego - jest łatwiejszy, łyżwy nauczysz się później.

5. Na trasie, tak jak na drodze, obowiązuje ruch prawostronny. Trzeba też utrzymywać bezpieczną odległość, żeby kogoś nie zadeptać. Największą czujność i koncentrację utrzymuj na zjazdach, żebyś nie nabił sobie guza.

Więcej o: