Pełne zanurzenie

Zejdź pod wodę.

Pod powierzchnią nawet polski Bałtyk przestaje być najnudniejszym morzem świata.

 

 

Są dwa obszary naszej planety, do których zwiedzania natura nas nie przygotowała: to, co znajduje się wysoko nad ziemią, i to, co pod wodą. Oczywiście, od zawsze pchaliśmy się i tu, i tu. Łatwiej szło nam, co prawda, pływanie niż latanie, ale swobodę poruszania się w obu żywiołach i tak zdobyliśmy dopiero w XX w. Co ciekawe, woda dłużej stawiała opór - w miarę wygodne i bezpieczne nurkowanie narodziło się dopiero w 1943 r., gdy legendarny Jacques Cousteau zbudował pierwszy akwalung, czyli automat do swobodnego nurkowania z otwartym obiegiem powietrza. A przecież w tym samym czasie w powietrzu szalały już asy z Dywizjonu 303. Jednak wynalazek Cousteau zmienił wszystko. Latanie to wciąż domena zawodowców i wyjątkowo zdeterminowanych amatorów, natomiast nurkowanie stało się zabawą dla każdego.

 

 

 

Do Egiptu bez kataru

 

Polacy, wbrew pozorom, mają niezłe warunki do nurkowania. Polskie wody, zimne, ciemne i zarośnięte, to świetne miejsce do mocnego treningu. Zaledwie o trzy godziny lotu od nas mamy Egipt i Morze Czerwone, gdzie są jedne z najlepszych raf koralowych na świecie. W dodatku polscy instruktorzy bardzo dobrze szkolą nurków, a na ambitnych czekają niezwykłe wraki Bałtyku. Jeśli jeszcze nie jesteś przekonany, to powiem krótko - nurkowanie to niezwykle przyjemny, relaksujący sport, który pozwala zupełnie zapomnieć o całym świecie. Jeśli raz go spróbujesz, dasz się wciągnąć.

Ale pamiętaj - nurkowanie to nie tenis, gdzie mniej lub bardziej nieudolnie można machać rakietą bez szkody dla siebie i innych. Jeśli nie wiesz, jak nurkować, zanurzenie ze sprzętem nawet na trzy czy pięć metrów może być wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Dlatego jeśli chcesz zobaczyć, jak jest pod wodą, zdecyduj się na zanurzenie tylko z wykwalifikowanym instruktorem, który najpierw wyjaśni ci dokładnie, co i jak masz robić.

Niewiele jest bezwzględnych przeciwwskazań zdrowotnych dla nurkowania. Nurkują, choć ostrożnie, ludzi z astmą, chorobami serca i innymi przypadłościami. Na pewno zanurzenie niemożliwe jest podczas infekcji ucha, silnego kataru, kłopotów z zatokami. Jednak zawsze ostateczna decyzja o dopuszczeniu cię do szkolenia musi należeć do lekarza mającego uprawnienia do wydawania zaświadczeń nurkowych. Gdy pierwszy raz idziesz na kurs, powinien skierować cię na dokładne badania. Potem co roku musisz przejść krótki "przegląd techniczny".

 

 

PADI, CMAS, TDI/SDI, SSI, IANTD

 

Gdy już połkniesz bakcyla, czeka cię decyzja o tym, gdzie iść na kurs. Składa się on z kilku czy kilkunastu godzin wykładów, po których przychodzi czas na 3-, 4-dniowe szkolenie praktyczne. Można zdecydować się na pływanie w jednym z jezior w Polsce lub na wyjazd do Chorwacji czy Egiptu.

Nauka w Polsce to zabawa dla tych bardziej zdeterminowanych. Nawet w środku lata na głębokości kilku metrów woda ma temperaturę poniżej 10 stopni Celsjusza, a widoki nie należą do powalających. Trzeba jednak przyznać, że osoby wyszkolone w Polsce zwykle lepiej sobie radzą podczas pierwszych nurkowań w ciepłych wodach - to trochę tak, jak zrobić kurs prawa jazdy w maluchu, a potem jeździć mercedesem. Jeśli nie masz ochoty na kurs dla twardzieli, wykup wyjazd do Egiptu. Tam przejrzysta woda będzie miała 26-30 stopni, a już na kilku metrach zobaczysz ryby i korale, które na pewno zmotywują cię do dalszej nauki.

Ważnym, choć często u nas przecenianym wyborem, jest decyzja o odbyciu szkolenia w jednej z kilku organizacji nurkowych. W Polsce przez wiele lat wszyscy należeli do CMAS - organizacji założonej w 1958r., której pierwszym prezesem został sam Jacques Cousteau. Jednak w ciągu ostatnich lat zaczęły u nas działać wszystkie liczące się organizacje z największą z nich - PADI.

 
Jedni mówią, że PADI szkoli po łebkach, a CMAS wymaga znacznie więcej. Z kolei zwolennicy PADI twierdzą, że ich organizacja uczy według ustalonych standardów, a CMAS to amatorszczyzna i towarzystwo wzajemnej adoracji. Na całym zamieszaniu korzystają inne organizacje, takie jak TDI/SDI, SSI czy IANTD, które nie wdają się w podobne spory, tylko zajmują szkoleniem. Jednak tak naprawdę ważne jest to, jaki instruktor nas uczy, a nie do jakiej organizacji należy. Polegaj na opinii znajomych, poczytaj internetowe fora.

Pierwszy stopień w większości organizacji nurkowych przygotuje cię przede wszystkim do tego, byś się mógł bezpiecznie zanurzyć i wynurzyć pod opieką bardziej doświadczonego nurka. Podczas podstawowego szkolenia kładzie się nacisk na tak zwane autoratownictwo - uczysz się, jak sobie radzić w nieprzewidzianych sytuacjach, takich jak spadnięcie pod wodą maski czy awaria automatu oddechowego. W mniejszym stopniu przygotowany zostajesz do udzielania pomocy innym - ten element rozwijany jest na kolejnych stopniach kursów. Zwykle dopiero drugi stopień da ci uprawnienia do nurkowania bez opieki kogoś z większym doświadczeniem. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z obowiązującymi wszędzie zasadami nigdy nie nurkujemy samemu. Warto więc idąc na kurs, zachęcić kogoś znajomego, by wybrał się z tobą - zawsze lepiej nurkować z kimś dobrze znanym. Szczególnie polecam pływanie z ukochaną kobietą - nic tak nie zbliża, jak kłótnia na migi na głębokości 20 m.

 

 

 

Martini pod wodą

 

Idąc na kurs, nie kupuj od razu całego zestawu sprzętu nurkowego. Na początku będziesz potrzebował trzech rzeczy - maski, płetw i rurki zwanej fajką. Kup je w wyspecjalizowanym sklepie nurkowym, bo takie z supermarketu nie nadają się do niczego. Sprzedawcy powiedz, że zaczynasz kurs - pomoże ci dobrać odpowiedni zestaw. Zwykle pierwszy wydatek sięgnie około 300 zł - trudno kupić sensowny zestaw za mniejsze pieniądze.

Sam kurs to teoria - poznasz sporo fizyki i fizjologii. Ale bez obaw - nie ma to nic wspólnego ze szkolnym kuciem formułek. Tu chodzi o czysto praktyczną stronę obu nauk. Musisz dowiedzieć się, co dzieje się z ludzkim ciałem podczas zanurzenia. Kluczową sprawą jest tu szybki wzrost ciśnienia. Już na 10 m działa na nas ciśnienie dwa razy większe niż na powierzchni, czyli dwie atmosfery, a potem co 10 m rośnie o kolejną atmosferę. Wbrew obiegowej opinii takie parcie wcale nie zamierza nas zgniatać - głównie składamy się bowiem z wody, która jest właściwie nieściśliwa. Problemem są przede wszystkim nasze płuca. Mięśnie klatki piersiowej przygotowane są do pracy przy ciśnieniu jednej atmosfery i nie mogą pokonać nacisku kilku metrów słupa wody. Dlatego nurek korzysta ze specjalnego urządzenia zwanego automatem oddechowym, którego zadaniem jest podawanie do płuc powietrza pod takim ciśnieniem, jakie panuje na danej głębokości. W ten sposób mięśnie oddechowe rozpychane są przez gaz i doskonale radzą sobie z wdechem.

Jednak większe ciśnienie gazu w płucach ma swoje konsekwencje. W każdym takim wdechu znajduje się więcej atomów gazów (tlenu i azotu), bo są one ściślej upakowane w tej samej objętości. Dlatego podczas każdego wdechu wziętego pod wodą do naszej krwi dostaje się więcej gazu, niż dzieje się to na powierzchni. W tej sytuacji powietrze, którym oddychamy, nabiera szczególnych właściwości. Azot, normalnie obojętny, przy zanurzeniu na głębokość przekraczającą 30 m zaczyna mieć działanie narkotyczne. Nazywa się to często "efektem martini" - każde 10 m poniżej 30 to jakby wypić kolejny kieliszek. Narkoza może wywoływać napady bezmyślnej euforii lub odwrotnie - nieopanowanej paniki. Niebezpieczny może być nawet tlen, który na głębokości przekraczającej 66 m staje się silnie toksyczny. Jednak na początku nie ma się czego obawiać - pierwsze stopnie nurkowe dają uprawnienia do zanurzania się maksymalnie na 20 m.

 

 

 

Księga zejść

 

Na zakończenie kursu czeka cię egzamin.

Jego przebieg zależy od wymagań organizacji, w której się szkolisz, oraz od twojego instruktora. Zwykle jest to część teoretyczna (podstawy pierwszej pomocy, zasady bezpieczeństwa) i praktyczna (ćwiczenia pod wodą - zdjęcie maski, awaryjne wynurzenie). Po zdanym egzaminie dostajesz tak zwany plastik - kartę poświadczającą zdobyty stopień. Plastiki honorowane są na całym świecie - niezależnie od tego, czy jesteś na Malediwach, Suwalszczyźnie czy Madagaskarze, twój stopień poświadcza twoje umiejętności. Wraz z plastikiem trzeba założyć książeczkę nurkową zwaną logbookiem. Zapisujesz w niej informacje o każdym odbytym nurkowaniu - miejsce, głębokość, czas zanurzenia, stosowaną mieszankę oddechową. Nie chodzi tu jednak tylko o miłe wspomnienia. Gdy jedziesz w nowe miejsce, gdzie nikt cię nie zna, twój logbook świadczy o twoim doświadczeniu. Można przecież mieć pierwszy stopień i pięć nurkowań na koncie, a można też z tym samym plastikiem odbyć 100 zanurzeń. Są miejsca, takie jak wspomniane Malediwy, gdzie ze względu na silne prądy od wszystkich nurków wymaga się doświadczenia minimum 30 zanurzeń. Dlatego wypełniaj pieczołowicie logbook i pilnuj go jak oka w głowie!

 

 

 

Pianka, fajka, nóż

 

No dobrze, co zrobić ze świeżo zdobytym stopniem? Zacząć zdobywać doświadczenie. Na początek najlepszy będzie Egipt. Niezłe warunki i infrastruktura nurkowa są na północy Morza Czerwonego. Kultowe miejsca to Dahab, Szarm el-Szejk i Hurghada. Działa tam sporo polskich lub współpracujących z Polakami baz nurkowych, łatwo więc będzie znaleźć coś dla siebie. Na początek nie ma sensu jechać na więcej niż tydzień nurkowania - nawet w ciepłej wodzie to dość męczący sport, przy dwóch, trzech zanurzeniach dziennie po tygodniu będziemy mieli dosyć. Jeśli ktoś nie lubi tłoku na rafie, może pomyśleć o safari nurkowym. To jedno- lub dwutygodniowy wyjazd bez schodzenia z łodzi. Po prostu samo spanie, jedzenie i nurkowanie. Łodzie safari pływają zwykle na południe Egiptu. Tam rafy są mniej zniszczone, łatwiej też spotkać duże zwierzęta. Widok ogromnej manty lub stada delfinów to coś, czego nie można zapomnieć.

 

 

Na tego typu wyjazdy musimy zabrać nieco więcej sprzętu. Nie zawsze warto go jednak kupować - jeśli myślimy o okazjonalnym, rekreacyjnym nurkowaniu, być może warto skorzystać z jednej z wielu wypożyczalni. Tak czy inaczej będziemy potrzebowali pianki (najlepiej własnej ze względu na higienę), automatu i komputera nurkowego. Butle są zawsze dostępne w bazach nurkowych na miejscu. Cienka pianka tropikalna to wydatek 400-800 zł. Własny automat kosztuje około 1,2-1,5 tys. zł. Komputer, w zależności od jego możliwości, to wydatek od 500 do 2 tys. zł. Na szczęście każda z tych rzeczy może służyć latami, inwestycja, choć spora, jest więc jednorazowa.

 

  

Scubatech. tabliczka naręczna do pisania pod wodą.

49 zł

 

Mares compact manometr.

310 zł 

 

Oczywiście Egipt to nie wszystko. Nasz własny Bałtyk jest niesamowitym, choć bardzo wymagającym miejscem nurkowym. By bezpiecznie w nim pływać, najlepiej zrobić kurs wrakowo-morski, który uczy radzić sobie z silnym falowaniem i awaryjnymi sytuacjami w rodzaju zaplątania się we wszechobecne sieci rybackie. Naprawdę przyjemne nurkowanie w Polsce wymaga ubierania się w suchy skafander, w którym nie marzniemy w wodzie mającej 5 czy 7 stopni. Taki sprzęt kosztuje zwykle od 2,5 do 4 tys. zł. i wymaga dodatkowej nauki pływania w nim. Do nurkowania w Polsce konieczny jest też nóż, przyda się latarka i parę innych dodatków.

 

  

Scubatech 122 cm bojka dekompresyjna

159 zł

 

Szpulka z karabinkiem do bojki.

71 zł

 

Na koniec ostrzeżenie. Nurkowanie wciąga! Nie skończy się na podstawowym kursie, będziesz zdobywać kolejne uprawnienia i nurkować w coraz ciekawszych miejscach.    

       

Eques Numo, skafander suchy 3599 zł

 

Eques Dual Flex, skafander 5 mm + docieplenie 7 mm 1299zł

 

 

  

Dive System Tekky jacket, tzw. skrzydłopoj. 40 l.

2200 zł

 

Eques. Torba na sprzęt.

399 zł 

 

 

Nahelowani

 

Od czasu do czasu nawet w telewizji można usłyszeć o nurkach, którzy schodzą pod wodę z "butlami z tlenem". Groza. Nurkowanie z tlenem skończyłoby się szybkim zgonem nurka ze względu na tzw. toksyczność tlenową pojawiającą się przy wyższych ciśnieniach tego gazu. Nurkuje się, używając przede wszystkim sprężonego powietrza.

Są jednak sytuacje, gdy stosuje się inne mieszanki. Najpopularniejszy jest nitrox, czyli powietrze o zawartości tlenu podwyższonej do około 32-36 procent. Pozwala on na dłuższe przebywanie pod wodą bez konieczności odbywania dekompresji i zapewnia lepsze samopoczucie przy częstych nurkowaniach.

Podczas zanurzeń na duże głębokości, gdy tlen działa toksycznie, a azot narkotycznie, używa się mieszanek typu trimix, w których tych dwóch gazów jest mniej, a ich miejsce zajmuje gaz chemicznie obojętny - hel.

Nurek schodzący na głębokości rzędu stu metrów zabiera ze sobą kilka mieszanek o różnych stężeniach gazów i wymienia je pod wodą.

Ostatnio coraz większą popularnością cieszą się rebreathery. Te używane początkowo przez wojsko urządzenia mają zamknięty obieg powietrza - nurek, robiąc wydech, nie traci gazu, lecz zwraca go do systemu, który oczyszcza mieszankę z dwutlenku węgla i wzbogaca w tlen. Dzięki reabreatherowi możliwe jest bardzo długie zanurzenie. Brak uciekających bąbelków sprawia też, że nie płoszą się co wrażliwsze podmorskie stworzenia.

 

Najlepsze miejsca do nurkowania

 

1. Bałtyk (wraki)

2. Morze Czerwone 

   (rafa i wraki, np.

   Thistlegorm)

3. Malediwy

4. Australia (Wielka

   Rafa Barierowa i

   wrak Yongala)

5. Kajmany

6. Hawaje

7. Galapagos

8. RPA

9. Mikronezja

10. Wyspa Man

 

 

 

Technika

 

Poza nurkowaniem rekreacyjnym coraz więcej ludzi zajmuje się tzw. nurkowaniem technicznym. To wyższa szkoła jazdy polegająca na schodzeniu na duże głębokości przy użyciu innych niż powietrze mieszanek oddechowych. W takim sporcie stosuje się szereg dodatkowych zabezpieczeń, np. podwajając krytyczne elementy wyposażenia.

 

 

Dziękujemy sklepowi Centrum Nurkowe Nowa AMA,

Warszawa, ul. Batorego 20/362, tel. 022 825 04 49, www.nowa-ama.pl

za pomoc w realizacji materiału

 

 

Tekst: Piotr Stanisławski

Zdjęcia: Shutterstock, Marcin Klaban

 

Czytaj też na Logo24:

 
 
 

Koniec świata piratów z Karaibów 

Miało być jak w raju. Drinki z parasolkami, muzyka do rana, piramidy Majów. I nurkowanie w jednych z najlepszych miejsc nurkowych świata. No i było! A nawet lepiej!

  Dla tasmańskich diabłów

Co łączy wiekowy drewniany kuter z gaflami, na którym w porcie wino leje się szeroką strugą między rozbawionymi załogantami, i ultranowoczesny jacht typu maksi wprost z superdrogiej pracowni projektowej? Obydwa mogą wystartować w 64. słynnych regatach z Sydney do Hobart.

 

Na koń! 

Marzy ci się galop po leśnych duktach, pagórkach zielonych, brzegiem morskiej plaży albo pośród pól w tumanach kurzu? Pewnie nawet nie wiesz, jak blisko jesteś od spełnienia tego snu.

 

Do śmierci lub bankructwa 

Ponoć kto zacznie grać w polo, ma już tylko dwie drogi, żeby przestać. Pierwsza - to śmierć, druga - to bankructwo.

Więcej o: