Wielka nadzieja Polaków

Trzy decyzje zaważyły na bokserskim życiu Tomasza Adamka. Kiedy je podejmował, nikt nie wiedział, czy będą słuszne.
 

Dziś 30-letni Adamek jest mistrzem świata zawodowców w wadze półciężkiej, ma dom w Gilowicach, jeździ pięknym czerwonym Infiniti FX35, po wspaniałych, wygranych walkach z Paulem Briggsem w Ameryce czekają na niego z otwartymi rękami HBO i Showtime - telewizje z wielomilionowymi budżetami przeznaczonymi na boks.

Wygląda więc na to, że sny się spełniły i że decyzje - choć wyglądały na desperackie i karkołomne - były ciosami w punkt.

 

  

 

Pierwsza decyzja

Adamek rzuca w kąt olimpiadę

 

Był koniec 1998 r. kilkanaście miesięcy przed olimpiadą w Sydney, kiedy pięściarz-amator Adamek nieoczekiwanie zdecydował, że będzie zawodowcem.

Aby w pełni docenić ryzyko tej decyzji, trzeba znać kilka szczegółów. Otóż przejście na zawodowstwo z medalem igrzysk olimpijskich, najlepiej złotym, daje wymarzoną pozycję przetargową w negocjacjach z promotorami - najważniejszymi ludźmi w boksie zawodowym. A oni na igrzyskach są, obserwują i na wyścigi łowią talenty. Tak zaczęła się kariera Muhammada Ali, mistrza olimpijskiego z 1964 r., tak stało się potem z Georgem Foremanem, (1968 r.), Lennoksem Lewisem (1988) i Oscarem de la Hoyą (1992).

 

 

 

Przejście na zawodowstwo bez medalu olimpijskiego to degradacja do ligi okręgowej jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek.

Tymczasem Adamek na medal miał wielkie szanse, największe od czasów Andrzeja Gołoty (brąz w Seulu).

Po drugie, od wielu lat polscy bokserzy nie znaczyli w świecie właściwie nic. Medale z igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata trafiały się rzadko i, co tu kryć, jak ślepej kurze ziarno. W tej sytuacji przejście na zawodowstwo boksera bez medalu, pochodzącego z kraju bez bokserskich tradycji to minus 10 punktów w tej okręgówce. Przed rozpoczęciem rozgrywek.

Po trzecie przejście na zawodowstwo i podpisanie kontraktu z polskim trenerem, menedżerem i promotorem, choćby nie wiem jak uczciwym i rzutkim, a takim jest Andrzej Gmitruk, to ryzyko, że nie uda się dociągnąć nawet do połowy tych cholernych rozgrywek. W Polsce boks zawodowy nie istniał - Gołota zaczął i skończył karierę w USA, a Dariusz Michalczewski w Niemczech. Obaj z Polski uciekli.

 

 

A mimo wszystko Adamek - po wygraniu 108 amatorskich walk i po 12 porażkach, po brązowym medalu mistrzostw Europy w 1998 r. - podpisał kontrakt z Gmitrukiem. W Polskim Związku Bokserskim zawrzało. Działacze byli wściekli, przeklinali Gmitruka za wykradzenie zawodnika, który mógł im dać kilka punktów klasyfikacji olimpijskiej, czyli pieniądze na działalność i premie.

Argumenty Gmitruka były łatwe do rozszyfrowania i trudne do odparcia:

 

a. Adamek, Gołota i Michalczewski to najmłodsi mistrzowie Polski w historii,

 

b. Gołota i Michalczewski w 2000 roku byli już milionerami,

 

c. trenerem Gołoty, Michalczewskiego i Adamka w kadrze był Andrzej Gmitruk.

 

Wniosek: Adamek też może zarobić fortunę. Ryzyko jest, ale minimalne.

 

 

Decyzja druga

Adamek rzuca się w objęcia Dona Kinga

 

Bokserskie podwórko jest małe, ciasne i ma jednego szefa - Dona Kinga. Jego imperium się kurczy i może dlatego w 2004 r. King zdobył się na odwagę i podpisał kontrakt z Polakiem. Obiecał mu walkę o tytuł mistrza świata. Adamek był wtedy czwarty na liście pretendentów do tytułu mistrza jednej z trzech najważniejszych bokserskich organizacji - World Boxing Council.

 

 

 

Podpisując kontrakt, Adamek też ryzykował. King jest znany ze sprytu i z tego, że często procesuje się z pięściarzami. Część z nich nazywa go bez ogródek złodziejem - jak Mike Tyson lub Tim Witherspoon - bo uważają, że przywłaszczył sobie ich pieniądze.

Gmitruk i Adamek mieli już za sobą nieudany związek z promotorem Panosem Eliadesem, który zajmował się też karierą wielkiego Lennoksa Lewisa. Eliades do dziś nie może wyplątać się z procesów, jego firma splajtowała, a Lewisowi na sam dźwięk słowa Eliades dynamicznie prostuje się lewa ręka.

 

 

Z drugiej strony Adamek miał już 28 lat, córka Roksana 6 lat, druga - Weronika - trzy, trzeba więc było podjąć jakieś zdecydowane kroki. Czas najwyższej formy przeciekał przez palce.

Rok później King załatwił to, co obiecał w kontrakcie - walkę o tytuł mistrza świata wagi półciężkiej. Ale w tym roku Adamek (jak wielu innych) oskarżył Kinga, że ten nie dba o jego interesu, nie stara się organizować mu kolejnych pojedynków. I wytoczył mu proces.

 

 

Decyzja trzecia

Adamek mówi przez nos

 

Na początku maja 2005 r. Adamek podjął decyzję, która uratowała walkę o mistrzostwo świata. Była to decyzja dość karkołomna. Ale dzięki niej zarobi teraz setki tysięcy dolarów, a może i więcej.

 

 

W chicagowskiej sali Windy City Gym Adamek ?tarczował" z trenerem Samem Colonną. Po treningu zauważyli, że nos Polaka spuchł. Sądzili, że to infekcja. Adamek zamówił lekarstwa, ale opuchlizna nie zeszła. Okazało się, że to złamanie. - Słuchaj. Możemy odwołać walkę. To zbyt niebezpieczne - mówił Colonna, świadomy że:

 

a. trzeba będzie odwołać sparingi w ostatnich trzech tygodniach przed walką o tytuł mistrza świata, a to oznacza gorsze przygotowanie.

 

b. złamanie może nie wygoić się do dnia pojedynku,

 

c. Briggs może w pierwszej rundzie trafić Polaka w nos, ponownie go złamać i walka będzie wtedy nierówna, prawie na pewno przegrana.

 

Na te argumenty Adamek odpowiedział przez nos: - Walczymy. Teraz albo nigdy!

Trzy decyzje zaważyły na bokserskim życiu Tomasza Adamka. Kiedy je podejmował, nikt nie wiedział, czy będą słuszne.

 

 

 

Tekst: Radosław Leniarski

Zdjęcia: Wojciech Surdziel, Kuba Atys, Bartosz Bobkowski, Maciej Zienkiewicz

 

 

Zobacz też na Logo24:

 

  spaRing z mistrzem

Myślałem głównie o tym, żeby chronić nos. W drugiej rundzie, kiedy zaczęły się pierwsze przerwy w świadomości, Tomek Adamek krzyknął: - Trzeba kończyć! Redaktor sinieje!

  Kinga Baranowska 

Filigranowa, kiedy dociera do bazy, niewiele osób wierzy, że ma zamiar wejść na szczyt. Wielokrotnie słyszała pytanie: co to dziecko tu robi? Teraz, gdy jak burza zdobyła pięć ośmiotysięczników, zagraniczne ekspedycje dopytują się: "A gdzie ta śliczna blondynka z Polski?".

Kinga Baranowska, Kaszubka, która wie, czego chce.

 

Tylko jazda. Ostra jazda 

Milionowe zarobki, luksusowe jachty, szybkie samochody, zdjęcia i wywiady we wszystkich największych gazetach świata - najlepsi kierowcy Formuły 1 czerpią z tego pełnymi garściami. A Robert Kubica?

  Baluty Boy

Syn boksera i siatkarki z sukcesami pchał kulą, skakał wzwyż i bronił piłkarskiej bramki.

Marcin Gortat został jednak koszykarzem i pierwszym Polakiem, który wystąpił w finale NBA

Więcej o: