Uwaga, lawina!

Jak nie dać się zabić pod zwałami śniegu? Najlepiej nie łazić tam, gdzie może się przytrafić lawina. A kiedy już nas porwie, próbować utrzymać się na powierzchni i... modlić się, by jak najszybciej znaleźli nas znajomi i ratownicy.

Czarny scenariusz opisany obok jest, niestety, realny. Kilka lat temu w Świńskim Kotle w Dolinie Goryczkowej duża lawina zeszła na grupę narciarzy freeride'owców i snowboardzistów. Na szczęście, całkowicie zasypane zostały tylko plecaki. Ludzie sami wydobyli się spod śniegu.

 

lawiny - szkolenie lawinowe dla dziennikarzyEkraniki i detektor

Stoję na stoku Kasprowego Wierchu. Marcin Józefowicz, ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, prowadzi szkolenie lawinowe dla dziennikarzy.

- Lawina może zejść już przy 20 cm śniegu. Taka mała lawinka, o rozmiarach 100 na 100 m, będzie się składać wtedy z dwóch tysięcy metrów sześciennych śniegu. Każdy kubik waży przeciętnie 400 kg. Razem daje to 80 ton, pędzących w dół z szybkością 200 km/h. W trakcie obsuwania się całość ma konsystencję przypominającą wodę. Śnieg pod wpływem tarcia rozgrzewa się do temperatury powyżej zera. Kiedy wszystko się zatrzymuje, pod wpływem minusowej temperatury otoczenia błyskawicznie kamienieje - snuje przerażającą wizję Józefowicz.

Dwadzieścia procent ludzi porwanych przez lawinę ginie już w trakcie jej schodzenia. Na skutek uszkodzenia głowy, kręgosłupa i urazów wewnętrznych. Dla reszty liczy się, po jakim czasie zostaną odkopani. Pierwszych 15-18 minut przeżywa 91 proc. zasypanych. Do 35 minuty dożywa już tylko co trzeci.

W Polskich Tatrach lawiny schodzą w terenach niezamieszkanych. Na Słowacji i w Alpach jest inaczej, dlatego każda szanująca się zachodnia firma produkująca odzież dla osób uprawiających sporty zimowe lub turystykę wysokogórską zaszywa w swojej garderobie ekraniki Recco. W Polsce dwa ekraniki kosztują ok. 50 zł, można je nakleić np. na buty.

Po zasypaniu trzeba jednak czekać na ratowników ze specjalnym detektorem.

LVS, czyli detektor, to drugi sposób ułatwiający poszukiwanie zasypanego w lawinie. To urządzenie nadawczo-odbiorcze, dzięki któremu możesz poszukać zasypanych znajomych jeszcze przed przybyciem ratowników. Detektor kosztuje od 800 do 1500 zł i swobodnie mieści się w kieszeni. To sprytne urządzenie można też wypożyczyć za 30 zł w kilku miejscach w Zakopanym.

lawiny

 

Pomoc koleżeńska

Ratownicy docierają helikopterem na lawinisko zwykle najwcześniej po kwadransie. Los zasypanych często zależy więc od tego, jak szybko zostaną wykopani przez swoich współtowarzyszy.

- Terenu zagrożonego zejściem lawiny nigdy nie można eksplorować samemu. Rozsądne minimum to trzy osoby, z których każda wyposażona jest w zestaw lawinowy: detektor, sondę i łopatkę - mówi Józefowicz.

Telefony alarmowe:

TOPR: 601 100 300

HZS (Słowacja): 18 300

Alpy: 112

 

Dodatkowe informacje:

www.avalanches.org

www.tpn.pl

www.topr.pl

www.freerajdy.pl

www.wspinanie.pl

Przed wyprawą trzeba sprawdzić zagrożenie lawinowe. Informują o nim szczegółowo ekrany rozmieszczone we wszystkich schroniskach w polskich Tatrach. Jeżeli w ciągu jednego, dwóch lub trzech dni spadło 10-20 cm śniegu, przy wietrze w okolicach 14 m/s, to znaczy, że zagrożenie jest duże. Bo wiatr odłożył więcej śniegu w formacjach wklęsłych, np. w żlebach. Przy takich podmuchach będzie go nawet 60 cm.

Stosunkowo niski stopień zagrożenia lawinowego nie oznacza, że można bez stresu iść w góry. Bo to wszystko są tylko procentowe szacunki liczby miejsc zagrożonych lawiną.

- Jeśli trafisz w taki punkt, to możesz spowodować lawinę nawet przy pierwszym stopniu. Najwięcej lawin schodzi przy trzecim, przy którym śniegu mało stabilnego w Tatrach jest "zaledwie" 20 proc. - wylicza Józefowicz.

Najbardziej ryzykowne są stoki o nachyleniu od 30 do 50 stopni. Na bardziej stromych śnieg obsypuje się pod wpływem grawitacji. - Jeżeli musisz przejść teren zagrożony, pokonuj go pojedynczo. Bądź przygotowany do szybkiego zrzucenia rzeczy, które mogą być obciążeniem (narty, kijki, plecak), a nie są niezbędne przy ratowaniu życia. Plecak noś tylko na jednym ramieniu, narty powinny mieć odpięte paski zabezpieczające - mówi ratownik. - Gdy już znajdziesz się w lawinie, możesz zrobić naprawdę niewiele. Wszystko dzieje się potwornie szybko. Spróbuj pływać, by utrzymać się na powierzchni. A potem zasłoń ręką usta i nos. Dzięki temu śnieg nie dostanie się do dróg oddechowych i przed twarzą wytworzy się przestrzeń umożliwiająca oddychanie, tzw. kieszonka powietrzna - radzi Józefowicz.

 

Pierwszy kwadrans pod śniegiem przeżywa 9 na 10 zakopanych. 20 minut później żywy jest już tylko co trzeci. Jeśli więc nie zabił cię sam impet setek ton śniegu, każda minuta jest stąpaniem po cienkiej linii oddzielającej życie od śmierci.

 

Akcja ratunkowa

Przechodzimy do praktyki. Ratownicy zakopali żółte walizki odgrywające role zasypanych ludzi. Emitują sygnał detektora. Przestawiam swojego piepsa (patrz butik na dole strony) na odbiór. Na ekraniku pojawia się liczba 19. To wskazanie dystansu w metrach. Słychać też rzadkie pikanie sygnału dźwiękowego. Robię dwa kroki do przodu. Jest 18! A więc kierunek jest dobry. Pikanie jest coraz częstsze. Staram się iść jak najszybciej, ale jest strasznie ślisko. W końcu docieram do miejsca, w którym na ekranie widać już tylko 1,5 m.

Zgodnie z instrukcją wykonuję ruchy po kształcie krzyża. Ustalam punkt, w którym dystans wynosi tylko pół metra. Sięgam po sondę. To długa na prawie trzy metry składana tyczka. Turyści zwykle używają krótszych, poręczniejszych. I nic w tym złego, bo większość zasypanych znajduje się na głębokości około jednego metra, choć bywają i tacy, którzy ukryci są nawet na kilku metrach. Wbijam sondę w śnieg. Dwa razy, za trzecim słychać stuknięcie w drewnianą ściankę walizki. Gdyby to było ludzkie ciało, sonda wyprężyłaby się w charakterystyczny sposób.

- Sześć minut. Źle, powinieneś to załatwić w ciągu dwóch - podsumowuje Józefowicz. Sięgam po łopatkę i wycofuję się na odległość równą głębokości zasypania. Zaczynam kopać. Przepycham śnieg w dół stoku i przesuwam się do grota sondy. Śnieg tworzy platformę, na której ułożę wyciągniętego poszkodowanego. I, jeśli będzie to konieczne, rozpocznę reanimację.

Dokopuję się do walizki i wyciągam ją na śnieżną platformę. A co byłoby gdybym wykopał naprawdę człowieka?

 

 

lawina

 

 

Reanimacja

- Na początku trzeba ocenić funkcje życiowe. Sprawdzamy, czy wykopany jest przytomny. Halo, stary, jesteś tu?! - krzyczy do skrzyneczki Józefowicz. - Jeżeli gość nie reaguje, to przez co najmniej 10 sekund słuchamy, patrzymy i sprawdzamy dotykiem, czy oddycha. Jeśli nie, to zakładamy brak tętna i przechodzimy do reanimacji - dodaje.

Po 35 minutach pod śniegiem może wystąpić związane z hipotermią obkurczenie naczyń krwionośnych kończyn i tzw. centralizacja krążenia. Wtedy organizm ogrzewa tylko najważniejsze narządy. Takim człowiekiem nie wolno gwałtownie poruszać, bo zimna krew z kończyn wymiesza się gwałtownie z krwią centralną. A gdy temperatura tej ostatniej spadnie poniżej 32 stopni, serce może stanąć.

Jeśli serce zatrzymało się w wyniku wychłodzenia, a nie uduszenia, to człowiek ma szanse na przeżycie. Zwykle mózg umiera cztery minuty po ustaniu pracy serca. Ale w niskiej temperaturze uruchamiane są mechanizmy zabezpieczające ten najważniejszy organ przed uszkodzeniem. Dzięki temu przywracano do życia ludzi, których odkopywano spod lawin nawet po kilkudziesięciu minutach. Warunkiem jest jednak to, że zaginiony mógł oddychać pod śniegiem.

 


Zanim wjedziesz na niepewny stok

lawiny - Zanim wjedziesz na niepewny stok

Strzeż się tych miejsc. Gdzie spodziewać się lawin?

lawiny - Gdzie spodziewać się lawin

Anatomia lawiny. Jak śnieg staje się śmiertelnym żywiołem

lawiny - Anatomia lawiny


 

 

Dla wyczynowców

 

Najwięcej bezpieczeństwa daje plecak z systemem ABS, chroniący przed zasypaniem. W chwili zejścia lawiny uruchamia się go jak spadochron. W plecaku jest balon i butla ze sprężonym azotem. Napełniony gazem balon wynosi człowieka na powierzchnię lawiny.

W ciągu ostatnich kilku lat na całym świecie plecaki zostały odpalone w akcji 180 razy. Tylko trzy osoby się nie uratowały. Jedna z nich dlatego, że została zasypana przez lawinę wtórną.

Plecak wraz z kompletnym system ABS kosztuje od 2400 zł. Można go używać wielokrotnie, napełnienie butli to koszt około 50 zł. - Jeżeli człowiek porywa się na działalność sportową w górach, na jazdę poza trasami, na ekstremalnych stokach, musi liczyć się z podwyższonym ryzykiem. Wtedy rozsądnie jest sięgnąć po ABS. Turysta, który nie musi się pchać w takie sytuacje, nie ma po co sięgać po tak drogie środki - kończy Józefowicz.

 

To był zwykły, od dawna zaplanowany wypad do Zakopanego na narty i deskę.

 

Wsiedliście wieczorem do pociągu do Zakopanego. Prosto z dworca ruszyliście w góry, do Świńskiego Kotła w Dolinie Goryczkowej. Rzut beretem od Kotła Goryczkowego, w którym jeżdżą setki narciarzy korzystających z wyciągu. Zabawa pyszna, w pełnym słońcu. Do momentu kiedy ktoś się zdecydował na przejazd w wyższej partii kotła. Pod jego ciężarem obsunął się śnieg.

Na dole, pod nim było pięć osób. Wszystkich zaalarmował huk. Zanim zdążyliście się zorientować, porwała was rzeka śniegu. Kiedy lawina stanęła w miejscu, okazało się, że z waszej szóstki tylko dwie osoby pozostały na powierzchni. Prawie, bo ty byłeś zasypany do pasa, a twój kolega po szybkim uwolnieniu się z sypkiego śniegu krzyknął, że ma uwięzione nogi.

Ale tylko do wysokości kolan i zaraz na pewno przyjdzie ci z pomocą. Nic z tego. Śnieg stwardniał tak, że przyjaciel bezsilnie miotał się w miejscu. Na szczęście miał telefon i zadzwonił na górski numer ratunkowy (601 100 300). Z Kotła Goryczkowego wyruszyła ekipa TOPR na skuterach śnieżnych. Z zakopiańskiej centrali wystartował sokół z grupą szturmową na pokładzie.

Po piętnastu minutach lawinisko było pełne uwijających się gorączkowo ludzi. Zasypanych szukał też pies lawinowy. Mieliście szczęście. W pociągu ktoś rozdał wszystkim małe, niepozorne kawałki plastyku z napisem Recco. Mieliście je schować w kieszeniach kombinezonów. Choć wszystko działo się pomiędzy kolejnymi drinkami, zrobiliście, co należało. Ratownicy wyposażeni w urządzenia nadawczo-odbiorcze szybko namierzyli cztery zakopane osoby. Niestety, jeden z kolegów był martwy. Odcinek szyjny kręgosłupa nie wytrzymał nacisku.

 

 

Na wypadek śnieżnej powodzi

 

lawiny -

Łopatka lawinowa, 130-250 zł

lawiny - Plecak z balonem

Plecak z balonem lawinowym (tzw. ABS) , od 2400 zł

 

 

 

Kurtka z systemem Recco Berghaus Innsbruck, 779 zł

lawiny - Kurtka z systemem Recco
lawiny - detektor lawinowy lawiny - detektor lawinowy Detektory lawinowe: Pieps Freeride lekki i poręczny, wielkości telefonu komórkowego, 599 zł; Pieps DSP zasięg 60 m, trzy anteny, 1543 zł

lawiny - Sonda lawinowa

Sonda lawinowa (225 cm) Pieps Carbon Tour, 254 zł

 

 

Tekst: Alex Kłoś

Zdjęcia: PAP/Grzegorz Momot, Łukasz Falkowski, Agata Jakubowska, Shutterstock, materiały prasowe (montaż)

Infografika: Wawrzyniec Święcicki

 

Zobacz też na Logo24:

Przygotowanie podróży bez internetu? Nonsens! Jak inaczej kupić bilet na samolot, znaleźć hotel i zarezerwować bilety do muzeów? Oto 10 stron, które naszym zdaniem najbardziej przydadzą się miłośnikom zwiedzania świata.

10 razy w góry!

Najciekawsze, najlepsze albo najpopularniejsze trasy w polskich górach. Na jednodniową wycieczkę dla wytrawnego górołaza (Orla Perć) i zupełnego amatora (wejście na Turbacz). Od Bieszczadów przez Tatry po Karkonosze.

Nie taka zima zła

To ma być zima stulecia. No, może dekady...

W najgorszym wypadku na pewno zima roku. Tak czy inaczej, trzeba być przygotowanym. Zwłaszcza na zjazdowych stokach.

Producenci odzieży narciarskiej już są gotowi.

Więcej o: