Gazeta.pl > Logo24 >  Moda >  Styl

TAKIE Buty

ZLLL
14.12.2007 13:29
A A A Drukuj

rzeżba

Pomnik Jana Kilińskiego, który stoi na warszawskim Podwalu, jest niekompletny. Nie, nie, sławnemu patriocie nic nie amputowano, nic mu nie odpadło. Po staremu dzierży w prawicy szablę. W czym więc problem? Ano w tym, że lewicę ma pustą.

 

 

klamra

 

Z lekcji historii pamiętam Kilińskiego jako szewca-pułkownika, patriotę radykalnego i społecznie postępowego. Wybrany na rad- nego do warszawskiego magistratu, przystępuje do antycarskiego spisku przygotowującego insurekcję kościuszkowską. W kwietniu 1794 roku na zebraniu spiskowców w swym mieszkaniu na Szerokim Dunaju podejmuje decyzję o wybuchu powstania. Wskutek bałaganu w pierwszej godzinie walk nie udaje mu się co prawda ująć - tak jak zamierzał - carskiego ambasadora Igestroema, ale dzielnie walczy na warszawskich ulicach z rosyjskimi sołdatami. Wreszcie już jako pułkownik insurekcyjnej milicji Kiliński tworzy z ochotników regiment piechoty, na czele którego broni Warszawy obleganej przez armie pruską i carską. Wtedy też odnosi dwie rany.

 

but kilińskiego 

 

Patriotą był Kiliński wzorowym. A jakim był szewcem?

Tego w szkole nie uczono. A szkoda. To, jak się człowiek przykłada do pracy, mówi o nim niewiele mniej od tego, jak się przykłada do szabli.

Nasz bohater był szewcem damskim. O szytych przezeń butach, niestety, nie wiemy zbyt wiele. Z pewnością były należytej jakości, bo Kilińskiemu zdarzało się dostarczać je nawet na wymagający dwór królewski Stanisława Augusta. Czy mistrz nadążał za paryskimi modami, czy raczej kroił buty wedle nadwiślańskich wzorców? Wymyślał nowe fasony czy niewolniczo trzymał się sprawdzonych modeli? Tego nie dowiemy się z kart dwóch "Pamiętników" Kilińskiego, bo wedle niego dla potomności liczyć powinna się tylko polityka i wojna.

 

but kilińskiego 

 

Coś jednak o trzewikach i pantoflach marki Kiliński sprzed ponad dwóch wieków możemy wydedukować, uważniej przyglądając się ich twórcy.

Po pierwsze, był on człowiekiem bardzo ambitnym. Urodził się w Trzemesznie, w rodzinie niezamożnego majstra budowlanego. W wieku lat 20 przeprowadził się do Warszawy, gdzie rychło z licytacji kupił kamienicę na ulicy Szeroki Dunaj. Zaczął budować przy niej oficynę, na którą nie było go stać.

I właśnie z powodu tejże inwestycji popadł w tęgie długi. Nie lubił, gdy ktoś inny miał rację - bijał swoich terminatorów (jeden z nich nawet pozwał go przed sąd), wadził się z sąsiadami.

Nietrudno sobie wyobrazić, że człowiek tego pokroju za punkt honoru postawił sobie szycie butów najlepszych w Warszawie, a może i w całym zaborze rosyjskim. O ich jakość chyba można być spokojnym.

 

but kilińskiego 

 

A jak z urodą?

Jan Kiliński do estetyki przywiązywał zaskakująco wielką wagę. W roku 1794 Tadeusz Kościuszko polecił mu zorganizować ochotniczy 20. liniowy pułk piechoty i uzbroić go. Nie wspomniał jednak nic o umundurowaniu, najwyraźniej w stanie pilnej wojennej potrzeby uznając to za rzecz drugorzędną. Cóż w tej sytuacji czyni pułkownik Kiliński? Za własny, ciężko zarobiony grosz kupuje materiały przedniej jakości, projektuje mundury swego pułku i najlepszych krawców popędza do szycia. Gdy kończy mu się gotówka, zabiega u innych rzemieślników o wsparcie swych wydatków.

Po latach wspomina ze smakiem: "Mundury pułku mego były takie: kurtki czarne, rajtuzy czarne, pąsowe kamizelki i pąsowe lampasy, ciżemki krótkie woskowane, czapki czarne, baranki czarne, kordony białe, guzki żółte, na każdym numer 20. Pierwsza kompania miała galony żółte u kołnierzy, do patronaszy pasy lakierowane czarne, pendenty toż samo, klamry żółte z białymi orłami, przy karabinach pasy pąsowe".

 

but Kilińskiego 

 

Czy ktoś, kto pieczołowicie stroi podwładnych idących pod kule i kartacze, mógłby szyć dla dam buciki inne niż przepiękne?

A przy tym wszystkim był Kiliński genialnym prekursorem marketingu: "Wrodzony spryt i gładkość obejścia, dowcip i znajomość rzemiosła sprawiły, że młody szewc ze Starego Miasta rozległe, u samego nawet dworu królewskiego, pozyskał wzięcie. Pełen zawsze humoru, zręcznym lubiący się popisać wierszykiem albo anegdotką, umiał Kiliński przy braniu miary na trzewiki powiedzieć coś pochlebnego, chwaląc małą nóżkę, jej tok i zgrabność; nieraz pokazywał zadziwienie na widok nogi jakiej magnatki, chociaż grubej i dużej, wynajdując w niej jakieś przymioty godne jego pochwały".

 

but Kilińskiego 

 

Ba, po klęsce powstania kościuszkowskiego, po powrocie z zesłania na Sybir, potrafił Kiliński zaprząc swą patriotyczną legendę do promowania bucików własnej marki: "Gdy się dowiedziano w Wilnie o jego przybyciu, najpierwsze osoby obojej płci starały się go poznać, wiedząc o jego poświęceniu i rzadkiej odwadze. (...) Miał piękny zapas garderoby polskiej i słuckich bogatych pasów, co dzień go więc prawie widziano w innym kontuszu sajetowym, innej czapce i innych kolorowych safianowych butach... tak wystrojony, wizytował wszystkie znakomitości litewskie; wszędzie był przyjmowany, zapraszany na obiady i wracał do domu z obstalunkami, nierzadko z pełnymi garściami złota".

Widać z tego, że buty były jednak drugą prócz polityki i wojny na czele pięknie umundurowanego pułku, pasją Jana Kilińskiego. Szewc-pułkownik stojący na cokole na warszawskim Podwalu powinien zatem trzymać w prawej ręce szablę, lecz w lewej - parę zgrabnych bucików. Gdyby Polska leżała gdzieś na uboczu głównego szlaku europejskich wojen, słowem gdyby nasi pradziadowie mniej uwagi mogli zwracać na ostrość karabel, a więcej na urodę damskich trzewików, wtedy być może Kiliński na pomniku miałby zajęte obie ręce. Albo wręcz jego jedynym pomnikiem byłaby firma Jan Kiliński. Być może dziś elegantki z całego świata płaciłyby bajońskie sumy za pantofelki od Kilińskiego, tak jak płacą za szpilki od Manolo Blahnika. Ale historia nie dała paniom tej szansy. Dwaj synowie Jana Kilińskiego, zamiast jąć się kopyta, zostali zawodowymi oficerami.

 

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX