Jak długo można na nią czekać?

Droga redakcjo! Długo się zbierałem, żeby napisać ten list. Jednak gdy przekonałem się, że większość znajomych ma podobne problemy, przestałem się wahać. Ale do rzeczy... Myślę, że co najmniej 90 proc. awantur między mną i moją partnerką jest wynikiem jej guzdralstwa.

 

Gdy wychodzimy z domu, ja zakutany w kurtkę pocę się pod drzwiami, a ona (choć przygotowania do wyjścia zaczęła wcześniej) ciągle się guzdrze. "Już, już, kotku, jeszcze momencik" - słyszę co chwila. Staram się zachować spokój. Liczę powoli do dziesięciu, tłumaczę sobie w myślach, że to nic takiego, że tak być musi, że nie ma się o co pienić. Jednak po pewnym czasie czuję, że robi mi się gorąco, gula rośnie, ręce zaczynają latać. I awantura gotowa. Takich sytuacji jest więcej. Na przykład gdy ?mój piesek" wpada do sklepu po drobne zakupy, a ja czekam w samochodzie. Czekam i czekam, patrzę na zegarek i znów zaczyna mi się robić gorąco. I kolejna awantura. Co z tym począć? Czy jest jakiś sposób, aby ją zdyscyplinować? A może macie jakiś pomysł, jak przetrwać wydłużające się chwile oczekiwania i nie kończyć ich awanturą?

 

Michał

 

 

Jakoś zupełnie nie dziwi mnie Twoja irytacja i całkowicie ją usprawiedliwiam, ale dziwi mnie, że w ogóle się na to godzisz!

 

Wściekasz się, pocisz, robisz z siebie głupka, a jednak czekasz! Po co? Czyżbyś się bał, że Pani się obrazi albo, co gorsza, odstawi Cię od stołu i łoża? Jeśli sądzisz, że kolejna awantura, kolejne Twoje pretensje zmienią dziewczynę i zdyscyplinują, to jesteś w błędzie. Przypuszczam, że ona w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, do jakiego stopnia Cię denerwuje i być może nikt jej nigdy nie powiedział, że punktualność jest grzecznością królów. Co więcej, pewnie jest przekonana, że taki bezradny i bezładny sposób bycia ma w sobie urok i czar stuprocentowej kobiecości i wdzięku, a przy tym ma tę zaletę, że ćwiczy faceta w pokorze. Jesteś zły, ale czekasz, to znaczy, że kochasz, że Ci na niej zależy. Ot, taka swoista babska logika, którą Ty, niestety, całkowicie potwierdzasz, i to wbrew sobie! A zatem jeśli naprawdę masz dość, musisz przejąć inicjatywę.

 

Są co najmniej dwa sposoby na ujarzmienie guzdrały. Pierwszy to podstępne przestawianie zegarów, podawanie wcześniejszej godziny rozpoczęcia imprezy, jednym słowem zabawa. Sposób dobry dla tych, którzy mają dużo czasu, cierpliwości i sami się przy tym nieźle bawią.

 

Ja wolę drugi sposób, zdecydowanie bardziej radykalny. Po prostu NIE CZEKASZ! Dajesz czas, a kiedy mija, wychodzisz, odjeżdżasz i nie ma Cię. Na początku dziewczyna będzie zszokowana, obrażona, pewnie się rozpłacze i wyrzuci Ci, że zepsułeś jej wieczór, zakupy czy cokolwiek innego, ale potem powinna się pojawić refleksja, że może jednak trzeba bardziej liczyć się z Tobą, z Twoim czasem, że nie możesz jak palant wystawać w przedpokoju albo spędzać kwadransów przy samochodowym radiu.

 

Nie można wykluczyć i tego, że żadna refleksja się nie pojawi, a dziewczyna dostanie furii i Wasz związek zawiśnie na włosku... Ale czy wyobrażasz sobie życie z kimś, kto będzie cię nieustająco ćwiczył w pokornej cierpliwości? Zastanów się.

 

EWA ŻEROMSKA, pedagog, seksuolog

Więcej o: