Mój pierwszy bal, czyli drewniak na parkiecie

Uczyłem się tańczyć przez osiem tygodni, od kompletnego drewniaka. Efekt?

Już pod koniec kursu pięknie płynę z każdą partnerką.

Na co się może zapisać mężczyzna? Na siłownię, na krav magę, ostatecznie na squasha. A na taniec towarzyski? Zapisujemy się wraz z żoną na ośmiotygodniowy kurs pierwszego stopnia w Egurrola Dance Studio. Zajęcia raz w tygodniu po półtorej godziny.

 

 

16 października

 

Wchodzimy na salę - Kinga i ja. Duże lustro, instruktor w dżinsach i czarnym swetrze. Obok nas kilkunastu dwudziestoparolatków i kilka nastolatek. Większość facetów na sali też na sportowo. Myślałem, że w dżinsach i marynarce będę łachmytą, a wyszedłem na sztywniaka.

 

Stajemy przed lustrem i ćwiczymy walca angielskiego

 

Stajemy przed lustrem i ćwiczymy walca angielskiego. Instruktor liczy, a po kilku minutach każe ustawić się w parach i wykonywać to ćwiczenie, nadal licząc na trzy. Ćwiczenie, bo na razie to bardziej gimnastyka niż taniec.

- Partnerka jest jak skrzypce, a partner jak futerał - instruuje nas jeszcze. - Jeśli ten futerał jest zbyt luźny, to skrzypce latają. Jeśli za ciasny, skrzypce zostaną zgniecione.

Znów parę minut i włącza muzykę. Ruszamy w tan. Robi się tak romantycznie, że oświadczam się mojej żonie (bo my jesteśmy małżeństwo przed ślubem). Odmawia jak zwykle.

Instruktor bierze co chwilę kogoś z nas do demonstracji, ja też mam odtańczyć z nim jedno kółeczko. Potem wykonujemy obrót w walcu angielskim. Do kolejnej demonstracji instruktor bierze moją Kingę.

- Czułam, jak mnie wkręcał - szepce mi za chwilę Kinga do ucha. Też pociągam ją mocniej do siebie w obrotach. I dostaję pochwałę: - Kiciu, wreszcie prowadzisz!

 

Stajemy przed lustrem i ćwiczymy walca angielskiego

 

Po półgodzinie cza-cza.

- Zaufajmy partnerowi, to on ma nas prowadzić - apeluje instruktor.

Już nie wytrzymuję i ochrzaniam Kingę: - Przestań mi podnosić rękę, oprzyj swoją rękę na mojej.

Uczymy się jeszcze obrotu i pół godziny mija. Lista obecności i ostatni taniec: salsa.

To już niezłe dziwadło, tańczy się prawie w miejscu, trzy kroki, a czwarty to pauza. Instruktor, przechodząc obok Kingi i dziewczyny w różowym swetrze, dźga je w biodra - bo tylko one próbują nimi kręcić. To dobrze, dźga je, żeby kręciły bardziej.

Wychodząc, pytam instruktora, co mam robić z ciałem na górze.

- Przy walcu angielskim nic. Potem przy cza-czy dojdą ruchy bioder, ale naturalne, przy przenoszeniu ciężaru ciała z jednej nogi na drugą. Przy salsie ciesz się, że masz fajną partnerkę, która dobrze kombinuje z biodrami. Ale facet biodrami nie rusza, w tym tańcu on ma być maczo. Później dołożymy ruchy ramion.

 

 

23 października

 

Quick-quick-slow-slow. Ten refren to fokstrot. Taniec prosty jak marsz przedszkolaków, ale wymagający chyba finezji w całym ciele. Bo kiedy instruktor zapowiedział nam fokstrota, to chłopak w kapturze, który właśnie skończył zajęcia na naszej sali i pakował ciuchy do torby, wydał z siebie głośne: "Uuu, wiem coś o tym".

Dopiero po zajęciach Kinga mi powiedziała, że to był jeden z braci Mroczków. No tak, przecież oni też muszą gdzieś ćwiczyć do tego "Tańca z gwiazdami". W rogu sali stoi zresztą reflektor z logo TVN.

 

Rafał Mroczek  

Rafał Mroczek, były uczeń naszej szkoły, zwycięzca III edycji "Tańca z gwiazdami"

 

W dzieciństwie przez kilkanaście lat tańczyłem w zespole tańca nowoczesnego. Ale taniec towarzyski to całkiem inna bajka. Jakby ktoś trenował slalom gigant, a miał się przestawić na biathlon.

Na początku miałem problemy z koordynacją ciała. Musiałem uważać, żeby nie wyglądać jak dziewczynka, bo początkującemu tancerzowi łatwo podłapać ruchy partnerki.

Przed rozpoczęciem programu ćwiczyłem przez cztery tygodnie, a potem kolejne 10 tygodni już w trakcie emisji. Przez siedem dni w tygodniu po pięć godzin dziennie. Co mi to dało prócz zwycięstwa? Podobno bounce na imprezach robię trochę swobodniej.

Po półgodzinie fokstrota (najpierw tańczymy przez całą salę wszerz, a potem uczymy się też obrotu po kwadracie) pora na rock and rolla. Do tyłu - do przodu - palce-pięta w lewej - palce-pięta w prawej. I zauważam dwie ważne rzeczy.

Po pierwsze, Kinga cały czas usiłuje dominować. Zamiast oprzeć prawą dłoń na mojej lewej, trzyma moją dłoń podwieszoną pod swoją. Ściągam ją szybkim ruchem na dół, ale ona i tak odruchowo robi za chwilę to samo.

Po drugie, odkrywam magię tańca. Dotąd myślałem, że tylko walc jest na trzy, a zasadniczo wszystkie piosenki tańczy się na cztery. Ale prawda jest taka: walc jest grany na trzy i tańczony na trzy, większość zaś piosenek jest grana na cztery i tańczona na trzy. Bo fokstrota albo rock and rolla tańczy się właśnie na trzy. Zamknięcie frazy muzycznej i tanecznej następuje zatem co sześć taktów.

Na koniec jeszcze 20 minut disco samby. To już kompletne mydełko Fa.

W samochodzie gadamy z Kingą o tym, że ledwo pamiętamy tańce sprzed tygodnia. A na dzisiejszych zajęciach nie nauczyliśmy się absolutnie niczego fajnego poza podstawowym krokiem. Żadnych figur, nie możemy jeszcze tak po prostu wyjść na parkiet i swobodnie zatańczyć fokstrota. A co będzie za tydzień? Odfajkujemy następne trzy tańce?

Prawdę mówiąc, wolelibyśmy przez te osiem tygodni nauczyć się kilku tańców, ale za to o wiele dokładniej i z jakimiś fajerwerkami. Oboje postanawiamy postawić tę sprawę za tydzień na forum.

 

 

30 października

 

Na wstępie sondujemy grupę, kilka osób też wolałoby powtarzać tańce, ucząc się w każdym więcej elementów. Kiedy stajemy wszyscy gotowi do zajęć, pytam o to głośno prowadzącego.

- Będziemy powtarzać tańce. Dziś powtarzamy te z pierwszych zajęć i dodajemy nowe kroki - odpowiada.

Chyba mu wpadłem w oko, bo zaraz bierze mnie do demonstracji podstawowego kroku cza-czy.

 

Chyba mu wpadłem w oko, bo zaraz bierze mnie do demonstracji podstawowego kroku cza-czy.

 

- Kto prowadzi? Ja czy ty?

- Razem - odpowiadam. Ale już po pierwszym obrocie okazuje się, że prowadzi instruktor.

Do starych kroków dochodzą nowe instrukcje. Rękę lewą należy trzymać na wysokości oczu partnerki. Mamy też pamiętać, że w tańcach standardowych, takich jak walc, krok do przodu zaczynamy od pięty. A w cza-czy i salsie - od palców.

 

Chyba mu wpadłem w oko, bo zaraz bierze mnie do demonstracji podstawowego kroku cza-czy.

 

Robimy krok podstawowy, obrót. Ach, jak ta moja Kinga rzuca włosami!

- Nauczyłam się tego na zajęciach tańca w podstawówce. W czasie obrotu głowa na raz i na dwa patrzy w tę samą stronę, a potem trzeba ją błyskawicznie przekręcić - wyjaśnia mi.

Uczymy się nowej figury w cza-czy - new yorka. Partnerzy na trzy i cztery odwracają się od siebie na zewnątrz.

- Tylko uważajcie, żeby nie wykonywać ruchu ręką na zewnątrz zbyt zamaszyście. Bo jeśli tańczy koło was jakaś para, to będzie to ruch koszący - przestrzega instruktor.

Potem jest gorzej. Walc angielski tańczony w drugą stronę. Kroki te same co poprzednio. Nowe instrukcje: wchodzić śmiało nogą pomiędzy nogi partnerki. A że instruktor ma mnie na celowniku, demonstruje to na mnie. A potem na Kindze.

- Dłoń partnerki i łopatka są jak pilocik. Partner musi dawać znak, którą nogą wykonać krok.

Na koniec powtarzamy salsę. Panie ćwiczą obrót, trudno go szybko załapać. A panowie wykonują ciągle ten sam krok. Minutę przed końcem zajęć dochodzi nowy element. Partnerkę przed obrotem możemy trzymać lewą ręką za prawą, a prawą za lewą - ale też możemy trzymać na krzyż (lewa-lewa, prawa-prawa). Wtedy partnerka obróci się pięknie jak wielorękie hinduskie boginie. Tylko że prawe ręce, które były na górze, znajdą się na dole. Co z tym zrobić? Poćwiczymy kiedy indziej, bo wchodzi już następna grupa.

Wieczorem w domu robimy sobie małe cza-cza-cza. Powraca kwestia prowadzenia. - Złap mnie mocno - żąda Kinga. - Nie żebyś miażdżył mi dłoń, tylko napnij bicepsy. Nie możesz być flakiem.
O, teraz mnie prowadzisz jak instruktor. Nie puszczaj.

Spróbuję tak trzymać za tydzień na zajęciach.

 

Cza-cza

 

To młody taniec, jego reguły ustalono dopiero w 1953 r. Tancerze rumby zastosowali nieco inne akcentowanie oraz charakterystyczną "odbitkę".

Na Kubie popularny był też taniec mambo, który ewoluował w stronę cza-czy. Charakterystyczny dla cza-czyjest ruch ciała zwany "bouncing movement", łatwy do podchwycenia. W jednym takcie zawiera się pięć kroków (trzy wolne i dwa szybkie). Można go tańczyć wymiennie w trzymaniu zamkniętym (za łopatkę) lub otwartym (za dłonie).

 

 

 

Cza-cza

 

 

Kinga: sukienka Vero Moda, buty Salamander

Wojtek: koszula New Man, spodnie Vistula i buty Clarks

 

KROK* PODSTAWOWY DO PRZODU I DO TYŁU W MAŁYM OBROCIE W LEWO

 

1. Lewa noga w przód. Przeniesienie ciężaru ciała do tyłu na prawą nogę

2. Lewa noga w bok

3. Zbliżenie prawej nogi do lewej do połowy odległości

4. Lewa noga w bok

 

 

 

 

 

5. Prawa noga w tył. Przeniesienie ciężaru ciała do przodu na lewą nogę

6. Prawa noga w bok

7. Zbliżenie lewej nogi do prawej

8. Prawa noga w bok

 

 

Cza-cza

p.w. oznacza pozycję wyjściową tancerza

 

* Na tym i pozostałych schematach pokazujemy tylko kroki tancerza

 

 

6 listopada

 

Ale za tydzień tańczymy tylko nogami. Kinga, sportowa dusza, nadwerężyła mięśnie rąk na siłowni - ma rękę na temblaku.

Zaczynamy od tanga. Instruktor wbija nam do głowy nowy rytm: wolny, wolny, przekołysać, wolny, szybki, szybki. Kiedy wieczorem powtarzam to sobie w głowie, czuję w nogach kroki tanga.

Tańczymy krok podstawowy w kółko. A potem ćwiczymy obrót w prawo. I łączymy: dwa razy krok podstawowy i cztery obroty w prawo i tak w kółko. Ale jest kłopot. Krok podstawowy zaczynam lewą nogą do przodu, a obrót - lewą nogą do tyłu. Czyli co? Tańcząc z żoną, albo jeszcze lepiej: z inną kobietą, powinienem się wcześniej umawiać, ile razy wykonamy krok podstawowy i kiedy będzie obrót? Ależ to nieromantyczny absurd!

- Musisz tylko dać jakiś znak partnerce - wyjaśnia nam po zajęciach nasz instruktor. Delikatne uściśnięcie moją lewą dłonią za jej prawą powinno być jasnym sygnałem, że teraz będziemy tańczyć obrót. W porządku, nie jestem tylko pewien, czy wszystkie kobiety odbiorą taki sygnał właśnie w ten sposób.

Potem samba. O rany, chyba znalazłem swój taniec. Najpierw ćwiczymy przysiady, oczywiście delikatne, tylko z lekkim ugięciem kolan. A potem się uczymy, jak w tym pulsującym rytmie robić kroki w przód, w bok, w tył. Zapowiadam Kindze, że to będziemy tańczyć na wszystkich imprezach. Ciekawe, na ile kroki są uniwersalne? Czy ulubiony taniec pasuje do większości piosenek, czy tylko do nielicznych utworów?

Na koniec rumba. - Taniec miłości - mruga do nas okiem instruktor. Pokazuje kroki, a my odtwarzamy je w skupieniu.

- Stop, stop! - protestuje instruktor. I pokazuje jak tańczył rumbę na swoim pierwszym turnieju tańca towarzyskiego. Wykonywał poplątane sekwencje kroków, w ogóle nie patrząc na partnerkę. A potem pokazał, jak tańczy nasza grupa: panowie patrzą na stopy, a panie w dal.

- Patrzcie na siebie, zacznijcie tańczyć z partnerem - czaruje instruktor. Przechodząc obok nas, rzuca: - Was to nie dotyczy.

Ale nam miło powiedział! Sądziłem, że idziemy na kurs nauczyć się kilkudziesięciu kroków. A nauczyliśmy się okazywać sobie uczucie w tańcu.

 

Rock and roll  

Rock and roll

 

Ten taniec powstał w latach 20. dwudziestego wieku. Pierwszym jego idolem był Rudy Vallee. Potem został zapomniany i wrócił z wybuchem muzyki młodzieżowej, a nowymi idolami zostali Bill Haley i Elvis Presley. To wariacja starszego tańca jive'a (podstawowy krok jive'a pokazujemy na schemacie) - zamiast szybkich kroków są wolne, więcej za to ruchu ciałem. Początkowo potępiano go jako wyuzdany i nazbyt seksualny - amerykańscy operatorzy telewizyjni mogli pokazywać tańczącego Elvisa Presleya wyłącznie od pasa w górę!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kinga: sukienka Tally Weill, buty Salamander,

kolczyki: Zielony Kot

Wojtek: koszula Mustang, spodnie Vistula i buty Clarks

 

Rock and roll Krok podstawowy a (chassé w lewo)

p.w. oznacza pozycję wyjściową tancerza

Rock and roll Krok podstawowy B (chassé w lewo)

 

 

KROK PODSTAWOWY A (CHASSÉ W LEWO)

 

1. Lewa noga wykrok w tył

2. Przeniesienie ciężaru ciała na prawą nogę do przodu

3. Lewa noga w lewo

4. Dosunięcie prawej nogi do lewej

5. Lewa noga w lewo

6. Dosunięcie prawej nogi do lewej

do połowy odległości

 

KROK PODSTAWOWY B (CHASSÉ W PRAWO)

 

1. Prawa noga w prawo

2. Dosunięcie lewej nogi do prawej

3. Prawa noga w prawo

4. Dosunięcie lewej nogi do prawej

do połowy odległości

5. Lewa noga wykrok w tył

6. Przeniesienie ciężaru ciała na prawą nogę do przodu

 

 

13 listopada

Zaczyna się nawet fajnie: powtórka z rock and rolla. Uczymy się nowego obrotu. Bo mogę obrócić Kingę, sam tańcząc swój podstawowy krok, ona wtedy znajdzie się naprzeciwko mnie. A mogę ją obrócić, jednocześnie przechodząc do przodu i odwracając się o 90 stopni. A potem po dwóch krokach możemy wrócić przeciwnym obrotem do podstawowej linii.

Potem powtórka z fokstrota. Umieliśmy już chyba obrót w lewo, teraz uczymy się obrotu w prawo. Przy pierwszym mężczyzna jest stroną agresywną, napieram na kobietę. Przy drugim odwrotnie.

To jest trochę trudne. Jacek, nasz instruktor, pokazuje raz krok męski, raz kobiecy. Zaczynają się problemy z identyfikacją płci. - Panowie, tańczycie od lewej nogi do przodu, a my od prawej nogi do tyłu - i pokazuje na siebie i panie, a cała grupa pęka ze śmiechu.

Za chwilę prosi do demonstracji tańca jednego z kursantów. Przez chwilę nie jest jasne, kto tańczy krok męski, kto kobiecy. - Czy ja jestem facetem? - pyta poważnie kursant, a my znów ryczymy.

Na koniec żałosna disco samba. Doszła nowa figura, obrót robiony po literze L. Ale to jednak straszne majteczki w kropeczki.

Mamy już swoje ulubione tańce. Wieczorem włączamy muzykę i tańczymy rock and rolla i fokstrota. Postanawiamy sobie to ćwiczyć co parę dni, żeby nie zapomnieć.

 

 

19 listopada

 

Idziemy na wieczorek taneczny, bo w naszej szkole jest taka opcja - darmowe wieczorki taneczne w niedzielę. Uznaliśmy z Kingą, że nauczyliśmy się już na tyle dużo, żeby spróbować sił na pozorowanej potańcówce. W sali z przyciemnionym światłem instruktor puszcza kawałki, mówi, jaki to taniec, a pary ruszają do tańca, podpatrując się nawzajem.

Idzie nam nie najgorzej. W walcu płyniemy pięknie jak okręt, cza-cza i rock and roll wychodzą nam zupełnie nieźle, fokstrot też, rumba może być, samba słabo, tango w ogóle, a quick step to dla nas czarna magia. Tego tańca jeszcze nie przerabialiśmy, a szkoda, bo jest szybki i fajny. Może będzie jeszcze na zajęciach?

 

Walc angielski

 

Powstał w latach 20. dwudziestego wieku w Anglii z walca wiedeńskiego (wirowanie w miejscu) i bostonu (linearnych kroków). Stworzył go Victor Silvester, kierownik orkiestry tanecznej BBC, który w 1922 r. zdobył tytuł zawodowego mistrza świata w tańcu towarzyskim. To była rewolucja - krok taneczny podobny do chodu. Wcześniej obowiązywało odchylanie kolan i zwracanie nosków obuwia na zewnątrz. Dopiero w 1921 r. konfederacja angielskich nauczycieli tańca zaaprobowała nowy krok. Walca liczy się na trzy. Tańczy się parami w ścisłym objęciu.

Na turniejach obowiązuje zasada, że po przetańczeniu obrotu w jedną stronę robi się jeden krok zmienny i obrót w drugą stronę.

 

Walc angielski

 

Kinga: sukienka Aryton, buty Kazar

Wojtek: garnitur Vistula, krawat Pelo/Royal Collection i buty Clarks

 

FIGURA PODSTAWOWA

 

1. Prawa noga w przód

2. Lewa noga w bok

3. Dosunięcie prawej nogi do lewej

 

 

 

4. Lewa noga w tył

5. Prawa noga w bok

6. Dosunięcie lewej nogi do prawej

 

 

 

 

Walc angielski

p.w. oznacza pozycję wyjściową tancerza

 

 

20 listopada

 

- Pomieszam wam trochę w głowach - uprzedza Jacek. Ustawia nas do walca angielskiego. Do tej pory tańczyliśmy go na jednych zajęciach od prawej, a na drugich od lewej nogi. Teraz okazuje się, że te dwa warianty można skleić!

Przez 40 minut uczymy się nowego schematu. Zaczynam od nogi prawej do przodu i robimy dwa kroki po kwadracie (krok to sekwencja: prawa do przodu, lewa do przodu po skosie i dostawić prawą). Potem dwa obroty w prawo (przy obrocie w prawo ja zaczynam prawą nogą do przodu, wchodzę w Kingę). Potem jeden krok po kwadracie, to on właśnie zmienia nogę. A potem od nowa tę sekwencję od lewej nogi - dwa kroki po kwadracie, dwa obroty w lewo, jeden krok zmieniający i od początku.

Kiedy grupie przestają się mylić kierunki, uczymy się całkiem nowej figury, której nazwa wyleciała mi z głowy po kwadransie. Lewą do przodu, potem prawą i lewa w tzw. outsidzie. Czyli odwracamy się do siebie bokiem, potem robimy krokami "chassé" z przeskokiem na trzy i wracamy do początku. I zaczynamy schemat z poprzedniego akapitu.

 

wreszcie nauczyłem się prowadzić  

I pomyśleć, że na początku obrót w walcu wydawał nam się nieco skomplikowany.

Potem wałkujemy salsę. Najpierw od nogi lewej do przodu, potem ciężar ciała na prawą do tyłu i dostawić lewą do prawej, a na cztery pauza. Potem prawa do tyłu, wracamy z ciężarem na lewą i dostawiamy prawą, a na osiem znów pauza.

Panowie chodzą w kółko po tym sznureczku, a panie uczą się obrotu w prawo i w lewo. Po czym my też robimy obrót, przeprowadzając partnerkę dookoła siebie na drugą stronę.

Niestety. Wykonaliśmy swoje kroki prawidłowo, ale Kinga znalazła się nie naprzeciwko mnie, tylko o metr w prawo. I dzięki temu wreszcie zrozumiałem, o co chodzi w trzymaniu.

Jacek bierze Kingę do demonstracji kroku. I patrzę, jak ją trzyma. I, o zgrozo, słyszę, że ona mruczy z zadowolenia. A Jacek tłumaczy grupie, że trzeba na koniec tej figury partnerkę przeciągnąć. A żeby to zrobić, trzeba jej mocno popchnąć łopatkę. A żeby to się udało, trzeba mieć cały czas mocno napiętą prawą rękę. I trzymać ją wysoko, podpierając ramię partnerki.

Kiedy Kinga do mnie wraca, wiem, jak to zrobić. Otaczam ją żelaznym ramieniem, a ona mruczy z rozkoszy. I chwali, że wreszcie może się na mnie oprzeć.

Już chyba trzeci raz się okazuje, że "wreszcie nauczyłem się prowadzić". Ale tym razem naprawdę.

 

 

27 listopada

 

- Nie będę tańczył z facetami - zapewnia grupę Jacek. I za chwilę demonstruje sambę jako partnerka i prosi do tańca faceta. Chichramy się wszyscy.

Po lekcji wyjaśnia nam to na boku. Taniec ma cieszyć, bawić. Można tylko uczyć kroków. Ale można nauczyć też bawienia się tańcem. Pierwszy krok w tym celu to rozbawić grupę.

W sambie uczymy się trudniejszej figury - promenady, a wejście do niej będzie z whiska. Czyli z krzyżowania nogi za sobą. Przy czwartym kroku skrzyżnym stajemy biodrami do siebie i tańczymy cztery kroki w przód.

- Gdzie patrzycie?! - strofuje grupę instruktor. Bo większość obserwuje nogi partnera. Pękamy z Kingą z dumy, bo my od początku mamy wzrok skierowany śmiało do przodu. A przed nami lustro i całkiem nieźle (jak na pierwsze kroki) tańcząca para. To my.

Po promenadzie - obrót do siebie. I najpierw cztery kroki w lewo, potem do przodu (partner), potem znów w lewo i do tyłu. Dalej znów whisk - i jedziemy od początku.

A teraz, wieczorem, wstaję od komputera i nie mogę kroku zrobić. Pamiętam niby układ kroków, ale nie wiem, w jakim rytmie ciała w nie wejść. Może Kinga to zapamiętała.

Prostsza jest cza-cza. Jacek mówi nam po zajęciach: - Tańczcie cza-czę. Ten krok można wykorzystać do większości tańców na imprezie.

W cza-czy uczymy się całkiem efektownego układu. Krok podstawowy (zaczynamy w prawo - to znaczy ja w prawo) trzy razy. Za czwartym partnerka się obraca. I przechodzimy do figury new york (na koniec kroku obrót "na zewnątrz"). Za czwartym new yorkiem wykonujemy oboje obrót. W następnym od razu Kinga robi obrót w lewo, ja wtedy stawiam lewą nogę do przodu po skosie i lekko zakręcam partnerkę. Potem trzy razy figura hand to hand, czyli odwrotność new yorka. I od początku.

Opisuję to tak dokładnie, bo to jest właśnie skarb, który zdobyłem przez te dwa miesiące. Umiejętność zrobienia z żoną na parkiecie paru kroków, po których będzie się wyglądało powyżej przeciętnej.

Tydzień później ćwiczymy jeszcze raz cza-czę i tango. Kinga nie może przyjść na zajęcia, więc tańczę sam. A dwa razy Jacek mówi, żebym wybrał sobie do przećwiczenia kroku partnerkę z sali. Z obiema potrafię zatańczyć. Ale prawdziwy egzamin to taniec w prawdziwym klubie.

 

Fokstrot

 

W 1913 r. aktor amerykański Harry Fox wprowadził w swoim zespole tanecznym "kroki kłusujące" do muzyki ragtime.

Nazwano je "Fox's Trot". Jednocześnie "fox trot" oznacza krok lisa. Baletmistrz Oscar Duryca wpadł na pomysł sprowadzenia tancerek ze sceny na widownię, co wywołało modę na nowy taniec. Rok później amerykański związek nauczycieli tańca ustalił jego zasady. Temat składa się z czterech kroków wolnych i czterech szybkich po prostej lub w obrotach w prawo. Zakończenie tematu - dwa kroki wolne, drugi jest krokiem skrzyżnym. Tańczy się go na całych stopach na cztery czwarte.

 

 

 

 

Fokstrot

Kinga: sukienka Marco Cammi/Canada, buty Kazar

Wojtek: garnitur Vistula, buty Clarks

 

KROK PODSTAWOWY

 

1. Lewa noga w przód (wolny)

2. Prawa noga w przód (wolny)

3. Lewa noga w bok (szybki)

4. Dosunięcie nogi prawej do lewej (szybki)

 

 

 

 

5. Lewa noga w tył (wolny)

6. Prawa noga w tył (wolny)

7. Lewa noga w bok (szybki)

8. Dosunięcie prawej nogi do lewej (szybki)

 

Fokstrot

p.w. oznacza pozycję wyjściową tancerza

 

 

2 grudnia

 

Andrzejki, idziemy ze znajomymi do klubu, w którym DJ gra fajne kawałki z lat 70. Stajemy na parkiecie, pełna elegancja i tańczymy. Oczywiście cza-czę. Jacek chyba powiedziałby nam: "Fajnie!".

Ale ile można? Nawet jeśli cza-cza pasuje do każdej muzyki, nie można tańczyć jej na okrągło. Muzyka za wolna na rock and rolla, którego też potrafimy. Próbujemy salsę, idzie nieźle, chociaż za Chiny nie możemy sobie przypomnieć, jak wygląda "przejście partnerki na drugą stronę", ciągle w tym momencie drobimy. Już słyszę Jacka: "Houston! Mamy problem!".

Zabawa się rozkręca, więcej ludzi na parkiecie, więcej drinków we krwi i trzeba przejść na dyskotekowy luz. Do disco samby się nie zniżymy, zresztą, mało która para się trzyma za ręce. W tym luzie wychodzi ze mnie drewniak z wiatrakowatymi łapami. Niestety, gibkości się nie nauczyłem.

Nadchodzi trzecia faza zabawy. Drinków jeszcze więcej, luz jeszcze większy i większa potrzeba bliskości. Wirujemy z Kingą w cza-czy i chyba w rock and rollu. Zmiana partnerek, a ja ze wszystkimi pięknie płynę. Czuję się królem parkietu, choć nie jestem pewien, czy to tylko zasługa kursu tańca.

 

 

Jacek Kowalczyk, nasz instruktor z Egurolla Dance Studio  

Jacek Kowalczyk, nasz instruktor z Egurolla Dance Studio

Osiem tygodni kursu to abecadło, nauka podstawowych kroków.

Na początku jest problem z samym stawianiem kroków, bo inaczej się chodzi po ulicy, a inaczej tańczy. Efekt unoszenia-opadania, np. w walcu, ludzie często starają się uzyskać przez uginanie kolan. Ale tak się robi w polonezie.

W walcu ten efekt powstaje z ruchu pięta-palce, a tego nie da się nauczyć w kilka tygodni.

Cza-czę można zatańczyć właściwie do każdej szybkiej muzyki dyskotekowej. Do wolnych numerów wybieramy rumbę.

Ale trzeba pamiętać, aby w cza-czy nie stawiać zbyt długich kroków - to drugi częsty błąd. Trzecim błędem początkujących tancerzy jest zbyt szerokie tańczenie. Ludziom się wtedy wydaje, że płyną jak w telewizji. Ale ten efekt się uzyskuje dzięki technice oraz przez swing, ruch ciałem.

W waszej parze Kinga zawyżyła poziom, ma dużo swobody. Ty jesteś za sztywny, chociaż już pojawia się lekki luz w mięśniach. To ból większości facetów - stres (co ja tu robię?) i sztywne nogi. Ta cała sztywność jest w psychice - taniec może to trochę rozluźnić. Tylko na parkiecie trzeba przestać myśleć o krokach, bo taniec ma być zabawą.

Z tańcem jest dokładnie jak z nauką języków obcych. Ludzie boją się mówić - póki się nie przełamią.

 

 

Augustin Egurrola tancerz, choreograf, pedagog, sędzia. No i szef naszej szkoły

 

Teraz jest czas na taniec. Od momentu rozpoczęcia emisji "Tańca z gwiazdami", Polska kocha taniec. Liczba uczestników kursów, nie tylko w naszej szkole, zwiększyła się dwukrotnie. Szczególnie przybyło mężczyzn. Dawniej było ich na kursach może z 5% (kobiety ćwiczyły głównie taniec nowoczesny), a teraz już 30%. I mamy dużo więcej grup tańca towarzyskiego. Panowie widzą, że znajomość tańca podnosi ich atrakcyjność w grupie. Wraca moda na taniec w parach - żeby być bliżej z partnerką.

To też zasługa popularnych musicali, ostatnio "Zatańcz ze mną" z Richardem Gere'm i Jennifer Lopez. Społeczeństwo się bogaci, ludzie chcą spełniać swoje marzenia. A kursy tańca zrobiły się realnie tańsze. Od 2-3 lat szkoły nie podnoszą cen, za to poprawiają jakość oferty. Kiedyś kursy odbywały się w zwykłych salach gimnastycznych. Dziś standardem są lustra na sali, szatnie, łazienki. Osiem zajęć pozwala zapoznać się z krokami. Ale dopiero po trzech miesiącach nauki możemy dać gwarancję, że człowiek sobie poradzi - i u cioci na imieninach, i na prywatce.

 

 

 

 

 

 

Tekst: Wojciech Staszewski

Wiele cennych informacji znaleźliśmy w książce prof. Mariana Wieczystego "Tańczyć może każdy" (Ad Oculos, Warszawa - Rzeszów 2006)

Zdjęcia: CORBIS, Albert Zawada, TVN/W&G, PAP/Jacek Turczyk

 

Czytaj w serwisie Znam.to : Muzyka - co do słuchania, co do tańczenia?

 

Więcej o:
Komentarze (2)
Mój pierwszy bal, czyli drewniak na parkiecie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Szkoła Tańca Trójmiasto

    0

    SoSalsa najlepsza szkoła tańca
    W szkole So!Salsa znajdziesz zajęcia z różnych form tańca. Promujemy salsę, ale nie zamykamy się na inne nurty taneczne. U Nas każdy znajdzie coś dla siebie dzięki bogatej ofercie zajęć – od salsy zaczynając poprzez dancehall, taniec towarzyski, hip-hop i wiele wiele więcej.
    Szkoła tańca So!Salsa wyposażona jest według najwyższych standardów, profesjonalne parkiety, lustra oraz zaplecze sanitarne.
    Wszystko po to abyście czuli się u nas komfortowo i mogli z przyjemnością uczęszczać na Nasze kursy tańca. Ogromna i nowoczesna przestrzeń, najlepsi instruktorzy, unikalny klimat. To wszystko w So!Salsa!
    Zapraszamy do kontaktu!
    sosalsa.pl/

  • Gość: Nauka Tańca Gdańsk

    0

    Już nigdy nie będziesz musiał czuć się sztywno na parkiecie!
    To za sprawą Szkoły Tańca SoSalsa, w której pod okiem wspaniałych instruktorów nauczysz się tańczyć, tak jak zawsze marzyłeś!
    Po więcej informacji zapraszamy na sosalsa.pl

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX