E-papieros: dym bez ognia

Idziesz z duchem czasu i po zdrowego ducha? Od dzisiaj palisz tylko Janty, DSE901 albo RN4081 - papierosy elektroniczne!

 

Zdobywający coraz większą popularność gadżet wygląda jak zwykły fajek albo długopis. Działa na zasadzie odparowania szkodliwych składników aplikowanej w ampułce nikotyny - zostają one więc skroplone, nie spalone. Producenci zapewniają, że zaciągnięcie się wytwarzaną wówczas mgiełką jest całkowicie nieszkodliwe dla płuc i zapewnia podobną przyjemność z potrzebnego nałogowcom rytuału. Płyn w ampułce zawiera także aromaty smakowe. Do wyboru są tradycyjne - tytoniu i mięty, jak i wanilii, jabłka, wiśni czy truskawki. Gadżet występuje w różnych postaciach, coś dla siebie znajdą także miłośnicy fajek, cygar oraz cygaretek. Elektroniczną używką zasilaną z akumulatorka (ładowanego np. przez USB) możesz inhalować się w miejscach publicznych. Tylko jak przekonać szefa lub towarzyszy podróży, że to, co się wydobywa z papierosa, jest nieszkodliwym oparem, a nie rakotwórczym dymem....?
W Polsce, gdzie wokół patentu wyrosła już cała społeczność, e-papierosy dostaniesz np. tutaj. Cena: ok. 200 zł. Co jakiś czas trzeba wymieniać atomizer (to tu dokonuje się proces waporyzacji - 40 zł), wkład (4 zł) i płyn do jego napełnienia (25 zł). Czy się opłaca? Łatwo policzyć. Tylko uważaj: WHO nie wypowiedziało się jednoznacznie po stronie e-peta, a naukowcy na dwoje wróżą...

 

(fig)

 

 

Więcej o: