Osa nie tylko dla młokosa

- Ładna zabaweczka, ale nikt tego nie kupi - orzekli eksperci, którzy zobaczyli pierwszą wersję maszyny. Ciekawe, co by powiedzieli dziś, gdyby usłyszeli o 16 milionach sprzedanych skuterów. Wehikuł sklecony na zgliszczach II wojny światowej otworzył bowiem nowy rozdział w historii motoryzacji, którego tytuł brzmi: Vespa!
 

 

Każde słowo uruchamia nam natychmiast w głowie wyświetlarkę obrazów. I tak, na hasło "ptak" większość z nas oczyma duszy widzi wróbla. Gdy natomiast usłyszmy "wędlina", z miejsca pomyślimy o szynce (a nie o suszonej koninie, na przykład). Dostać się do panteonu obrazów oznaczających całą kategorię - to jest dopiero sukces! To znaczy: zmienić na trwałe ludzkie myślenie. Nieźle, co?

Co więc odpowiedzą faceci (i babki), jak świat długi i szeroki, gdy ktoś oznajmi im: - Wiesz, kupiłem sobie skuter? Tak jest, zgadłeś. Powiedzą: - Farciarzu! Masz vespę!

 

 

Przemiana kaczora w osę

 

to dzięki niemu to wszystko - Enrico Piaggio przy swojej pierwszej vespie.

  Historia motoroweru zaczęła się jesienią 1945 r. w słonecznej Italii. Dwaj Genueńczycy, Enrico i Armando Piaggio, w wyniku działań wojennych stracili rodzinny interes. Do tej pory produkowali samoloty wojskowe, nic więc dziwnego, że po przelocie alianckich bombowców z ich fabryczki zostały zgliszcza. Zgliszcza, trochę pojedynczych elementów oraz zdolni inżynierowie. Wśród nich niejaki Corradino D'Ascanio, który, podobnie jak jego przełożeni, doskonale rozumiał, że nowe czasy potrzebują nowych rozwiązań. Zrujnowani przez wojnę Włosi nie będą wydawać fortuny na drogie maszyny. Potrzebują taniego środka transportu, lekkiego, nadającego się i dla mężczyzn, i dla wyemancypowanych podczas wojny kobiet. Takiego, którym można pojechać do pracy i na wycieczkę. Wpasowującego się jednocześnie w indywidualny styl i umożliwiającego przewiezienie worka z węglem. Pojazdu wszechstronnego.

 

Taki był intelektualny background pierwszego skutera Vespa, który wyszedł z warsztatu pana D'Ascanio. Różnił się zasadniczo od znanych wcześniej motorów. Bak na benzynę i silnik umieszczono z tyłu, pod obudową o opływowym kształcie. Nowością był przedni błotnik, także aerodynamiczny w formie (te aerodynamiczne kształty zawdzięcza vespa lotniczym korzeniom firmy Piaggio), który osłania nogi kierowcy: dzięki temu pan i pani mogli dotrzeć do pracy w czystych ubraniach, czego nie gwarantowały inne jednoślady. W dodatku damy mogły tym jeździć w spódniczkach, bez konieczności siadania okrakiem. Wyrazisty przód, przewężenie w środku konstrukcji i pękaty tył nadały całości kształt owada. - On wygląda zupełnie jak osa - zakrzyknął ponoć Enrico Piaggio, gdy signior D'Ascanio pokazał mu ostateczną wersję swojego skutera. Efekt wzmacniało bzyczenie silnika. Wyglądał jak osa, brzmiał jak osa, osą więc został (vespa to nazwa tego owada, zarówno po włosku, jak i w łacinie), choć jego pierwowzór nosił miano Paperino, co po włosku oznacza kaczora. Zgodzisz się chyba, drogi czytelniku, że to nie jest to samo: jeździć na osie brzmi całkiem seksy, jeździć na kaczorze - już niekoniecznie. Ulga, prawda?

 

Vespa MP6 z 1945 r., pierwszy model legendarnego skutera.

Ponoć jego nowatorska forma wynikała z niechęci projektanta do klasycznych motocykli.

 

 

Niewiarygodne przyspieszenie

 

Pierwsze recenzje vespy nie były jednak szczególnie pochlebne. Eksperci twierdzili, że choć jest lekka, łatwa w prowadzeniu i wygodna, to jednak zbyt skromna, by podbić serca klientów. Niezrażony Enrico Piaggio zaryzykował produkcję pierwszych dwóch tysięcy skuterów. Debiut maszyny odbył się na eleganckim polu golfowym w Rzymie, natomiast szeroka publiczność ujrzała ją parę tygodni później. I machina ruszyła całą parą. Dwa i pół tysiąca egzemplarzy w 1946 r., rok później - 10 tysięcy, w 1948 r. - prawie dwadzieścia tysięcy. Niemcy, którzy podśmiewali się, oglądając pierwsze vespy, w 1950 r. kupili licencję na jej produkowanie, a trzy lata później z niemieckiej fabryki wyjechało dokładnie 171 200 skuterów. Natomiast w 1956 r. w macierzystej fabryce oblewano szampanem milionową maszynę. Vespy, niczym, nomen omen, dziki rój rozleciały się po całym świecie. Między innymi dzięki sprytnej polityce Enrica Piaggia, który stworzył ponad 10 tysięcy punktów serwisowych, nie tylko w Europie, ale też w obu Amerykach i w Australii. Wielbiciele nowego środka transportu jednoczyli się w ekskluzywnych klubach vespy, organizujących dziesiątki wyścigów. W ciągu zaledwie paru lat niepozorny motorek stał się synonimem swobody, radości życia, młodości, nieskrępowanych kontaktów międzyludzkich i cudownego włoskiego lifestyle'u. Słowem, tego wszystkiego, czego zmęczony wojną świat tak bardzo potrzebował. "The Times" pisał: "Od czasów rzymskich powozów Europa nie widziała czegoś, co byłoby tak doskonałą kwintesencją włoskiego stylu".

 

Vespa 90 SS (Super Sprint) z 1966 r. Między innym dzięki nietypowemu umiejscowieniu koła zapasowego jest to jeden z najbardziej oryginalnych projektów firmy. Ceniony przez kolekcjonerów.

 

 

Te, co skaczą i fruwają...

 

Nieco brzydszą, ale za to bardziej pracowitą kuzynką osy jest pszczoła (wł. ape). Mianem Vespa Ape ochrzczono więc serię trójkołowych, "roboczych" modeli legendarnego skutera - m.in. autoriksze czy półciężarówki.

 

Gdy tylko się okazało, że prosty jednoślad podbija serca i drogi na całym świecie, tropem rodziny Piaggio ruszyli także inni producenci. Najbardziej znany model skutera wyprodukowała firma Innocenti - mowa oczywiście o lambretcie. Ale to nie wszystko. Za żelazną kurtyną, bez żadnej licencji, w Kirowie ruszyła produkcja wiernej kopii vespy pod nazwą Wiatka (ta sama fabryka produkowała identycznie nazywające się pralki, w których prał cały PRL, czego dziś szczęśliwie nie pamiętamy). Także Warszawska Fabryka Motocykli, po nieudanych próbach ze skuterami Żuk oraz Bąk, wypuściła na drogi zgrabne maszyny o oryginalnym imieniu... Osa. Oczywiście polskie osy nie były tak bezczelną zrzyną jak dzieło radzieckich inżynierów, niemniej nazwa mówi sama za siebie: wiadomo, czyim tropem podążyli konstruktorzy. W tym samym czasie twórcy oryginalnej vespy tworzyli coraz to nowsze modele, przystosowane do rozlicznych zadań. Były więc, oczywiście, vespy wyścigowe, zdolne rozwijać prędkość do 170 km/h (jedna z nich dojechała do mety w wyścigu ParyżDakar), vespy o wzmocnionej ramie (do wożenia broni, na potrzeby wojska), również wojskowe vespy desantowe (można je było zrzucić ze spadochronem), a w 1952 r. pewien Francuz biorący udział w wyścigu ParyżLondyn stworzył vespę amfibię, którą szczęśliwie "przejechał" kanał La Manche. Skromny, wydawałoby się, skuterek uzyskał też nowy byt w świecie filmowej fantazji: w filmie o niezawodnym detektywieszpiegu Dicku Smarcie pojawia się Vespa Alpha, która nie tylko jeździ i pływa, ale też lata, i to jak szybko!

 

 
Vespa z silnikiem ... 750cmm

 

 

Wielka kariera w świecie kultury

Skoro znamy już najbardziej stylowy jednoślad, to zastanówmy się - kto był najpiękniejszą kobietą w dziejach? Niektóre publikowane w internecie sondaże palmę pierwszeństwa dają aktorce Audrey Hepburn. Otóż te dwa niedoścignione wzorce piękna spotkały się w jednym filmie. Były to "Rzymskie wakacje", którym splendoru dodał jeszcze Gregory Peck, partnerujący ślicznej Audrey. Tak zadebiutował skuter na wielkim ekranie, a potem było już tylko lepiej i lepiej. Wystąpił w "Dolce Vita" Felliniego czy w "Złodzieju w hotelu" Hitchcocka, a z późniejszych produkcji w "Amerykańskim graffiti", w "Utalentowanym panu Ripleyu" oraz "102 Dalmatyńczykach" - żeby wymienić tylko kilka z blisko 80 filmów z jego udziałem. Do posiadania skutera przyznają się tłumy celebrytów, choćby Jude Law, Eddie Murphy, Antonio Banderas, Matt Damon, Gerard Depardieu czy Anthony Perkins. Na vespie sfotografował się nasz papież, a także szach Iranu. Pomalował ją (surrealistycznie) Salvadore Dali.  

Skuter w wizji młodego brytyjskiego artysty Gavina Turka.

 

O vespie powstały piosenki - jak choćby dzieło "50 special" w wykonaniu włoskiej grupy Lunapop, która twierdzi, że gdy jeździ się vespą, znikają wszystkie problemy, i w niedzielę, i w środku tygodnia (warto sprawdzić - mogą mieć chłopaki rację). A nasz rodzimy zespół ska o nazwie (tak, tak) Vespa dodaje: "Bo nie ma to jak skuter, na dwóch kółkach czad. Mam w d... motocykl, bo żółtą vespę mam".

 

 
  
Reklamy Vespy w brytyjskiej telewizji

 

 

Młodość i ekologia

 

Można by się zastanowić, czemu taka w gruncie rzeczy niespecjalnie wyszukana maszyna zyskała sobie tylu sympatyków. Powodów jest zapewne wiele (dobra cena w porównaniu z samochodem, prosta obsługa - wsiadasz i jedziesz), jednak nie to wydaje się najważniejsze. Otóż VeZspa stale się kojarzy, po pierwsze, z młodością, po wtóre - z ekologią. A to z bardzo konkretnych powodów: jej pojawienie się na drogach towarzyszyło zmianie we włoskim prawodawstwie, które w latach 50. zezwoliło na prowadzenie jednośladów osobom bez prawa jazdy i poniżej 18. roku życia. Tłumy nastolatków natychmiast wsiadły na vespy (stała się ulubionym podarkiem z okazji pierwszej komunii czy zaliczonych egzaminów), a tłumy dojrzałych kierowców uznały ją za symbol młodzieńczego entuzjazmu. Poza tym był to okres, w którym zaczęto (bardzo powoli, ale jednak) zwracać uwagę na zanieczyszczenie środowiska, spowodowane między innymi ruchem samochodowym. Skutery są w tym kontekście o wiele mniej szkodliwe niż auta. Producenci vespy wielokrotnie w swoich reklamach odwoływali się do tego ich waloru. Również taki wydźwięk ma słynne hasło reklamowe: "Vespiarze jedzą jabłka".

 

Piękne kobiety lgną do vespy jak... osy do słodkiego.

   

 

 

Ci piękni Włosi

 

Jakoś w Polsce, o dziwo, skutery ciągle należą do marginesu motoryzacyjnego. Choć mamy punkty sprzedaży produktów Piaggio w całym kraju (w samym województwie mazowieckim jest ich dziesięć), odstrasza nas cena. Lifestyle mniej się liczy niż prestiż, a prestiż to jednak wypasiona bryka. Nowy model Vespy kosztuje około 15 tys. zł. Chiński odpowiednik można mieć już za 2 tys., nad czym się więc tu zastanawiać? Zaprzyjaźniony z redakcją sprzedawca skuterów, jeden z pierwszych, którzy po 1989 r. wprowadzali na polski rynek włoskie maszyny, otwarcie przyznaje, że przerzucił się na "chińczyków", bo Piaggio jest dla Polaków ciągle za drogie. Wystarczy zresztą przyjrzeć się temu, co jeździ po drogach.

 

 
  
Muzeum Vespy

 

Ale... Jak parę tygodni temu donosił pewien opiniotwórczy tygodnik, Polacy kochają Włochów właśnie za umiejętność ładnego życia, radosnego spędzania czasu, za dobrą kuchnię oraz, uwaga, uwaga, piękne wzornictwo. A zatem mały zgrabny pojazd, przyjazny dla środowiska, o ślicznym rysunku ramy, to zdecydowanie coś dla faceta z klasą. Poza tym, panowie, jeśli zabierzecie po drodze do pracy śliczną recepcjonistkę z waszej firmy - z pewnością będzie się musiała do was przytulić. Czy to nie wystarczający argument, aby kupić vespę?              

 

 

Vespa bazooka

 

W 1956 r. francuskie ministerstwo obrony zamówiło w firmie ACMA (przedstawiciel Piaggia na Francję) kilka modeli jednośladu specjalnie na potrzeby wojska. Powstały trzy wojskowe wersje vespy zwane TAP (Troupes Aeról Portées) Mle 56, ale najdziwniejsza z nich była ta, na której zamontowano amerykańskie bezodrzutowe działko M20 (kaliber75 mm). Skuter, nazywany potocznie Vespa Bazooka, przeznaczony specjalnie dla afrykańskich oddziałów Legii Cudzoziemskiej, można było zrzucić na spadochronach, a wyszkolony żołnierz mógł odpalić pocisk (zdolny przebić pancerz czołgu T34) nawet podczas jazdy! Vespy wzięły udział w walkach o Kanał Sueski, w Indochinach i Algierii.

Dziś są kolekcjonerskim rarytasem.

 

 
   
Vespa w różnych odsłonach

 

 

Ile to kosztuje?

 

Najtańszym modelem Vespy jest LX 50 T - w Polsce kosztuje 10,6 tys. zł. To skuter o pojemności silnika poniżej 50 cm3, do jego prowadzenia niepotrzebne jest więc prawo jazdy kategorii A. Nieco droższa jest Vespa S, stylizowana na modele z lat 70. - Special i Primavera. Wersja z silnikiem 50 cm3 kosztuje 10,9 tys. zł. Jeśli masz motocyklowe prawo jazdy, powinieneś raczej zainteresować się mocniejszymi modelami. Vespa LX 150 kosztuje 14,9 tys. zł. Ale prawdziwym kilerem jest model GTV 250 - w klasycznej formie kryje się silnik zdolny rozpędzić maszynę do 120 km na godz. Cena: 20,5 tys. zł.

 

Czytaj także: Rzymskie wakacje na Vespie

Czytaj w serii "Logo z klasą" na Logo24:

 

 

 
 
Wózek po byku   Jaguar - kot wśród jaskółek  
  Ręce precz od kwarcu!
 
Zegarkowa Formuła 1
 
Burberry, czyli wszystko w kratkę
 
Krokodyl na korcie
 
 
 
Leica - koniec pewnej epoki      

 

Tekst: Izabela Kiminowicz

 

Zdjęcia: PPA, PAP, FOTOLINK, BULLS, materiały promocyjne

 

 

Więcej o: