Maja Włoszczowska

Maja Włoszczowska

Maja Włoszczowska

Sylwetki pozazdrościłaby jej niejedna dziewczyna. Smukła, szczupła, wysportowana. 250 dni w roku spędza na zgrupowaniach. Nie ma czasu na długie przyjaźnie. Pizza i piwo to rarytasy, na które może sobie pozwolić poza sezonem. Czyli w listopadzie.

 

Urodzona 9 listopada 1983 r. w Warszawie. Zawodniczka kolarstwa górskiego. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu, złota medalistka mistrzostw świata w maratonie MTB, wielokrotna mistrzyni Polski w cross-country. Zdobyła 23 tytuły Mistrzyni Polski oraz 15 medali mistrzostw świata i Europy. Absolwentka Politechniki Wrocławskiej na wydziale podstawowych problemów techniki, kierunek: matematyka stosowana. Związana z grupą kolarską CCC Polkowice. Mieszka w Jeleniej Górze, której twarzą jest od 2009 r., i tam współorganizuje wyścig Jelenia Góra Trophy - Maja Włoszczowska MTB Race, zaliczany do kalendarza Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Godzinę po naszym spotkaniu na Okęciu wylatywała do Kanady na mistrzostwa świata w Mont-Sainte-Anne. Wróciła ze złotem. 

Na mecie w Pekinie płakała ze szczęścia, po wypadku w Australii chciała natychmiast wsiadać na rower. Twarda, zdyscyplinowana, kobieca.

Trenuje codziennie. Bez wyjątków. O swoim sporcie mówi: to moje życie.

Aktualna mistrzyni świata - Maja Włoszczowska.

 

 

Maja Włoszczowska  

Zwycięstwo

 

To ruletka. O tym, że jest dobrze, wiem już w pierwszych 20 minutach. Ale to wcale nie znaczy, że wygram. Mogę jechać na pierwszej pozycji nawet przez trzy czwarte wyścigu, a na końcu "odetnie mi prąd" i opadnę z sił. Jeden skurcz może przekreślić wszystko.

 

 

Facet

 

Powinien być obok. I akceptować to, co robię. Nie cieszyłabym się związkiem, który wymagałby od mnie rezygnacji z kolarstwa. To chyba nie byłaby miłość...

Może jestem idealistką, ale ludzie w związku powinni rozumieć swoje pasje i wspierać się wzajemnie.

 

 

Kobiecość

 

Lubię się fajnie ubrać. Szpilki są, owszem, niezwykle kobiece, ale i niebezpieczne dla nóg i kręgosłupa. Powiedzmy... kontuzyjne. Mój styl życia uniemożliwia mi ich noszenie. Pomiędzy treningami odpoczywam, ale nie będę przecież chodziła w szpilkach po hotelu...

 

 

Rowery

 

Prywatnie mam trzy. Dwa olimpijskie (z Pekinu i Aten) oraz szosowy. Zawodowo korzystam z czterech - szosowego, dwóch górskich i "zimówki". Zawsze mam problem, który rower wybrać - ten, który jest lżejszy i bardziej sztywny (jest lepszy pod górę), czy ten, który zapewni mi bezpieczny zjazd.

 

 

Strach

 

Czasami się boję na trasie. Lubię zjazdy, ale nie do tego stopnia, by wypróbować downhill. Trasa na mistrzostwach w Australii była tak skonstruowana, że podjeżdżałam pod górę bez pewności, czy bezpiecznie pokonam zjazd. Pierwsza myśl tuż po upadku? Czy jestem w stanie wsiąść na rower. Druga: czy wsiądę na rower w sobotę, na wyścigu. Kiedy zobaczyłam krew, a potem nie mogłam wypowiedzieć ani słowa, dotarło do mnie, że mistrzostwa właśnie się dla mnie skończyły. O tym, że mogę mieć złamaną szczękę i blizny na twarzy, pomyślałam na końcu...

 

 

Jazda

 

Zwykle wyścig trwa od półtorej godziny do dwóch godzin. To czas na wykorzystanie maksimum energii. Wysiłek jest naprawdę potężny. Podczas każdych zawodów zastanawiam się, dlaczego wybrałam tę dyscyplinę sportu.

 

 

Kryzys

 

Na trasie zdarza się za każdym razem. Ale nigdy się nie zatrzymałam.

Na treningach - ze dwa, trzy razy w życiu. Na zawodach: absolutnie nie. Jeśli się wycofasz, wykończą cię wyrzuty sumienia.

Ja bym sobie nie darowała.

 

 

Gwiazda

 

Bycie rozpoznawaną i rozdawanie autografów jest fajne. Ale nie do końca rozumiem, kto jest gwiazdą, bo w Polsce mamy "nie-wiadomo-dlaczego-gwiazdy".

Ja jestem normalną osobą, która wykonuje swoją pracę i wcale nie czuję się od nikogo lepsza. Matka wychowująca pięcioro dzieci ma cięższe zadanie do wykonania niż ja... Wokół mnie jest wielu mistrzów w swoich dziedzinach, ale o nich się nie mówi i nie pisze. Gwiazda? Wolę, by mówiono o mnie "wicemistrzyni olimpijska", "mistrz świata" albo po prostu "sportowiec".

 

 

Pani od ryzyka

 

Skończyłam matematykę finansową i ubezpieczeniową. Po tym kierunku mogę być analitykiem finansowym w bankach, spółkach giełdowych. Akcje, kontrakty, opcje, ryzyko finansowe - wiem, o co chodzi. Mogę wykonywać elitarny zawód aktuariusza (po serii egzaminów). Gdy studiowałam, w Polsce aktuariuszy było jedynie 200. Póki co nie wyobrażam sobie, że siedzę w szklanym budynku od 8.00 do 16.00, przykuta do biurka i komputera. Jeszcze nie teraz. A może nigdy?

 

 

Przed startem

 

Kolarze życzą sobie przed każdym startem "połamania szprych".

To niewykonalne - raczej zrywamy łańcuchy albo łapiemy gumę. Przesądni twierdzą, że nie można kłaść kasku na ziemi, bo prowokuje się wypadek, ani przed zawodami golić nóg, żeby nie stracić formy. Nie wierzę w to. Ja przed dużymi wydarzeniami maluję paznokcie na biało-czerwono. Od 2003 roku. Lakiery na Kanadę mam w bagażu...

 

Tydzień później wiedziałam już, że metoda Mai nie zawiodła. Ani jej doskonała forma. 

 

 

Maja Włoszczowska o...

 

Zwycięstwie: Uczucie, gdy pierwsza przekraczam linię mety? Tego nie da się do niczego porównać. Nie da opisać. To zrozumie chyba tylko drugi sportowiec... Dla tego uczucia warto poświęcić kilka miesięcy Życia.

 

 

 

Tekst: Monika Bielkiewicz-Kirschke

Zdjęcia: Łukasz Giza, materiały prasowe CCC (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

       

ZOBACZ WIDEO

Polecamy