Superteoria superwszystkiego: Kim pan jest, panie Aragorn?

ZLLL
06.12.2011 07:39
A A A Drukuj
Władca Pierścieni Fot. materiały prasowe (montaż)
Czyli teoria spiskowa we "Władcy Pierścieni", którą traktuję bardzo serio.

Uwaga, tekst w zasadzie tylko dla fanów powieści J.R.R. Tolkiena. Na dodatek dla fanów powieści Kiryła Jeskowa - przewidywalny jak jasna cholera.

 

tolkien, yeskov, ostatni, jeskow, władca pierścieniMam dla ciebie ćwiczenie - jeśli miałeś w swoim życiu epizod, w którym chciałeś być bohaterem „Władcy Pierścieni”, będzie ci łatwiej. Wyobraź sobie, że jesteś... nie, Boromirem, nie Gandalfem, nie Galadrielą, nie - uchowaj! - Aragornem. Wyobraź sobie, że jesteś przyzwoicie sytuowanym mieszkańcem Gondoru, może kupcem, a może rzemieślnikiem, z rodziną na utrzymaniu, kamienicą w pobliżu Trzeciej Bramy Minas Tirith i udziałami w faktorii handlowej, prowadzącej całkiem udane interesy z różnej maści biznesmenami z Umbaru. Interesujesz się polityką z konieczności, bo zawsze warto wiedzieć, co w liściach athelas piszczy, co zdrożeje, a co stanieje i jakie będą od tego podatki.

 

Wyobraziłeś sobie? Idziemy dalej.

 

tolkien, yeskov, ostatni, jeskow, władca pierścieni, BożymorStarszą córkę wydałeś za mąż za kupca z Dol Amroth, żeby umocnić „wielokrotne i tradycyjne więzi przyjaźni”, młodsza rwie się w świat, ale machasz ręką, taki okres w życiu każdej młodej damy. Z trzech synów najstarszy, łeb nie od parady, już przejmuje rodzinny interes, średni terminuje w Banku Gondorskim, najmłodszy służy w Drugiej Kompanii Straży Cytadeli i przynosi czasem do domu ciekawe plotki, których słuchasz z niekłamanym zainteresowaniem. Twoja ukochana żona celebruje mieszczańskie uciechy, to prosząc do was, to bywając u innych. Krótko mówiąc, wygląda na to, że masz wszystko pod kontrolą.

Potem przychodzi wojna z Mordorem, ale szybko się kończy. Valarowie patrzą na ciebie i twoją rodzinę przychylnie, zarobiłeś kawałek grosza, a najmłodszy syn dostał nawet medal za odwagę. Trochę sposępniał, ale wiadomo jak to na wojnie - nic wesołego tam się nie ogląda. Bardziej podejrzane by było, gdyby wrócił radosny jak vivino.

Wszyscy mówią o armiach Mordoru nie inaczej jak o „potężnych siłach odwiecznego Zła”, ale tak się mówiło o wrogach zawsze, nie tylko zresztą w Śródziemiu.

I wtedy życie wyskakuje z utartych kolein i zaczyna się toczyć zupełnie nieprzewidywalnie. Pamiętaj, że interesujesz się polityką.

Dotychczasowy Namiestnik - Denethor - którego ceniłeś za zdroworozsądkowe podejście do rządzenia, umiera. Dość niespodziewanie, ale trzeba przyznać, że w tym wieku i na jego stanowisku, serce rzeczywiście mogło nie wytrzymać. Ale coś tu się poważnie nie zgadza. W opowieści o szaleństwie Namiestnika trudno uwierzyć. Świadek jest jeden - kolega twojego syna ze Straży - ale mówić nic nie chce, a po pewnym czasie wyjeżdża do Ithilien.

Ale dobrze - władcy umierają, czasem nawet w tajemniczych okolicznościach, a interes musi się kręcić. Z tym, że jak ma się kręcić, skoro nie wiadomo, kto pobiera podatki? Nagle bowiem w Minas Tirith pojawia się jakiś obdartus z Północy, wymachuje mieczem, dokonuje kilku spektakularnych uzdrowień (wprawdzie tylko na tych, którzy przyjechali do Minas Tirith razem z nim) i twierdzi, że jest potomkiem króla. Którego, dodajmy, nie widziano w Minas Tirith tysiąc lat, bez mała. Nie możesz sobie przypomnieć, kto był ostatnim królem Gondoru, ale podejrzewasz, że utrzymanie dworu musiało sporo kosztować.

tolkien, yeskov, ostatni, jeskow, władca pierścieniŻeby na tym wariacie się skończyło! Może nie trzeba go było, biednego w końcu człowieka, zaraz wyrzucać z miasta, ale znaleźć mu wygodne łóżko w Domu Uzdrowień, dać ciepłej strawy, zapewnić że wszystko się jakoś ułoży - wypadałoby. Ale zamiast niego, na Komnaty Valarów, do Domu Uzdrowień trafia Faramir, następca tronu. Mieszkańcy Gondoru w prywatnych rozmowach nie kryją zdziwienia, ale publicznie nikt się nie wychyla, po co kusić los? Niech się rzeczy wyklarują, wtedy się opowiem. Ale rzeczy się nie klarują, a wręcz przeciwnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę tajemniczą śmierć starszego z synów Denethora, Boromira i chorągwie Rohirrimów w rozbitym na Polach Pelennoru obozie, które przybyły z bratnią pomocą, dziękujemy bardzo, ale nie wygląda na to, żeby zbierały się w drogę powrotną.

Czy może być dziwniej? Kolejne wypadki pokazują, że owszem, może. Książę Dol Amroth, lowelas ze starannie zadbaną fryzurą i ciągłymi pustkami w skarbcu, w przerwach między kolejnymi wizytami w najlepszych karczmach (i wiadomo gdzie jeszcze...), potwierdza prawa tego przybłędy do tronu i składa hołd lenny! Jak mu, Arabon, Alaton? A, Aragorn...W mieście nagle pojawiają się - to już naprawdę koniec świata - elfy. Z nikim nie rozmawiają, chyba że za rozmowę uznać wydawane stanowczym tonem rozkazy - przynieś, zanieść, wyczyść. Karczma pod Łagodnym Strumieniem, której właściciel w słusznym gniewie wyrzucił elficką hałastrę na ulicę, dwa dni później spłonęła. Podobno ktoś nie dopilnował ognia w kominku, zajęły się zasłony i potem już fiu, poszło!

Bywałeś w Łagodnym Strumieniu nie raz, nie przypominasz sobie żadnych zasłon. Prawdę powiedziawszy, kominka także.

W końcu przytomność odzyskuje Faramir, blady jak ściana przemawia do ludzi tolkien, yeskov, ostatni, jeskow, władca pierścienizgromadzonych pod pałacem. Mówi niewyraźnie, ale można z tego wywnioskować, że zrzeka się tronu, pakuje kufry i wyjeżdża z miasta. Ma nadzieję zabrać ze sobą rohirrimską księżniczkę, w której zakochał się bez pamięci. Księżniczka, oczywiście, przyjechała do miasta razem z Aragornem, zdaje się że nawet na jednym koniu.

A czy Boromir na pewno zginął? Ktoś widział jego ciało? Przecież to jakaś hucpa, a nie poważna polityka.

Tak, zginął, jest jeden, jedyny świadek. Aragorn... Trzymał umierającego Boromira w rękach.

 

PS. Powyższy tekst to tylko przedsmak tego, czego możesz dowiedzieć się o Śródziemiu, jego historii i geopolityce ze wspaniałej powieści Kiryła Jeskova „Ostatni Władca Pierścienia”. Jeśli się skusisz - pamiętaj, żeby przeczytać ją albo w oryginale (po rosyjsku), albo w angielskim tłumaczeniu, a jeśli po polsku - to pod tym właśnie tytułem. W księgarniach można znaleźć też wersję pt. „Ostatni Powiernik Pierścienia”, ale to tłumaczenie (którego pochodzenia mimo wielu prób nie udało mi się ustalić), a zwłaszcza jego redakcja, to zbrodnia na literaturze.

 

Bohdan Pękacki

Fot. Bierieżnoj Siergiej/Wikipedia CCASA 3.0,T-Jacques/Wikipedia CCUA 3.0. materiały prasowe (montaż)

 

Zobacz Inne felietony Bohdana Pękackiego

Podziel się