Make Life Harder: Polacy za granicą

Maciej, Lucjan
27.08.2012 10:44
A A A
Make Life Harder: jak unikać Polaków za granicą

Make Life Harder: jak unikać Polaków za granicą (fot. Make Life Harder)

Dla tych, którzy śledzą nasze przygody, słowo wyjaśnienia - ostatnio trochę nas nie ma, bo w ramach misji tropienia najnowszych trendów w modzie wyjechaliśmy na Bałkany, które nie od dziś nazwane są światową stolicą mody, szyku oraz mięsa mielonego. Niektórzy uważają, że taką stolicą jest Mediolan, ale tak twierdzą najczęściej ludzie bogaci, którym od żarcia złota już kompletnie pojebało pokiełbasiło się w głowach.

W ramach misji jeździmy po miastach, spisujemy raporty i wypytujemy lokalsów w Albanii jak pan na to wpadł, żeby zamiast swetra nosić na sobie żywą kozę obłożoną twarogiem ze szczypiorem. Efekt z tego mniej więcej żaden, bo jak na razie Maciek kupił sobie w Bośni podrobione rajbany za 3 euro, a Lucjan przytył pięć kilo od jedzenia kremów z filtrem dwudziestką i na nic zdały się tłumaczenia, że tego się nie robi i żeby - jak cała reszta wycieczki - jadł krem z dziesiątką.

Ale nie o tym. Problem, jaki chcemy dziś poruszyć, znany wszystkim globtroterom takim jak my, którzy byli za granicą już dwa razy (raz na wycieczce szkolnej w Czechosłowacji, a drugi raz w Hamburgu u wujka, żeby mu pomóc z ciałem tamtego Turka z parkingu), jest obrzydzenie i dyskomfort, kiedy spośród mieszanki języków wyłapujemy zdanie: "Iwona, weź już wyjmij Piotrusia z lodówki, dostał za swoje". Słowem - jak przeżyć spotkanie z Polakami za granicą.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że bycie Polakiem jest męczące jak każda chujowo kijowo płatna praca pod dużym stresem. Podczas gdy bycie Holendrem przypomina lukratywną posadę architekta w Amsterdamie, bycie Polakiem jest jak robienie w fabryce wkładek do butów pod Sieradzem. Dlatego wyjazdy za granicę to zawsze wspaniała okazja, żeby na chwilę zapomnieć, że jesteś smutnym polskim kasztanem, twoja żona kaszanką na dwóch krótkich nogach, a twoje dzieci skwarkami ze słoniną i że wszyscy mieszkacie w domku z cebuli.

Często jednak rodacy nie rozumieją idei wyjazdów Polaków za granicę i często siedząc w knajpie na zadupiu w południowej Serbii, można usłyszeć, jakże przykre dla każdego Polaka, słowa: "No cześć, widziałem rejestracje, panowie znad morza, no nieźle, my z Gorzowa, czyli też nieźle, to może jakiś mały polski melanżyk na obczyźnie, wiadomo, piweczko, paluszki, to może u nas w pokoju, halo, zastałem Jolkę, taki żarcik, hehehe, byśmy se pogadali jak Polak z Polakiem, zamknęli okna i posiedzieli we własnych bąkach. Co koledzy na to?".

Dlatego ogłaszamy wielki apel do Narodu Polskiego, do wszystkich razem i każdego z osobna, do ludzi z Krakowa, Kłączna i przedmieść Kędzierzyna Koźle, Koźla czy jak wy to tam w Kędzierzynie odmieniacie, do wszystkich Iwon, Zdzisiów Krzysiów, Ryśków i Patryków, do wszystkich wąsaczy, okularników i grubasów z koszulką "Piwo - moje paliwo": DAJMY SOBIE WRESZCIE ODPOCZĄĆ.

Nie po to jedziemy pięć tysięcy kilometrów w czterdziestostopniowym upale furą bez klimatyzacji, żeby gdzieś we wiosce na przedmieściach Kosowskiej Mitrowicy usłyszeć "O, widzę, że panowie też z Polski". Przyjmijmy jedną generalną zasadę: udajemy, że się nie widzimy. Kiedy wpadniemy na siebie w kiblu w hostelu w Belgradzie i nasze obydwie polskie mordy nie pozostawią złudzeń z kim mamy do czynienia, to w milczeniu rozchodzimy się do swoich pokoi i nigdy więcej do tego nie wracamy. Kiedy usłyszymy się w knajpie w centrum Zagrzebia, to drużyna, która pierwsza usłyszała, wychodzi z knajpy i natychmiast wyjeżdża z miasta. Zaufajcie nam, nic się wtedy nie stanie, świat się nie skończy, a polskie bloki wypełnione po sufit polską melancholią nie runą, albowiem co się odwlecze, to nie uciecze i już za tydzień i tak widzimy się na osiedlu w kolejce po chleb, gdzie ty będziesz próbował sprzedać mi kosę pod żebra, a ja ci spróbuję urwać łeb.

 

 

Zobacz też na Logo24:

Make Life Harder: urlop w korporacji

Make Life Harder: urlop w korporacji, make life harder

Make Life Harder uczy savoir vivre'u: powitanie

make life harder, Make Life Harder uczy savoir vivre'u: powitanie, savoir vivre

Make Life Harder: poradnik podróżnika

Make Life Harder: poradnik podróżnika, make life harder, autokar

Zobacz więcej na temat:

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (46)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    asia_wroclaw

    Oceniono 70 razy 48

    "jesteś smutnym polskim kasztanem, twoja żona kaszanką na dwóch krótkich nogach, a twoje dzieci skwarkami ze słoniną i że wszyscy mieszkacie w domku z cebuli."

    wypisz wymaluj moi sąsiedzi:)))

    jak zwykle się uśmiałam, ale widzę, że redachtorzy w lągo się przejęli hejterami z forum i kazali język wygładzić, co? trochę szkoda, bo stracą teksty na wyrazistości, ale cóż...

  • avatar

    Gość: Julia

    Oceniono 37 razy 33

    Koszulka z napisem ''Piwo- moje paliwo'' ;)

  • avatar

    tektek

    Oceniono 35 razy 31

    Wszyscy jestesmy Polaczkami! Rozumiem ze to satyra, ale tekst niechcacy uchwycil nasz najwiekszy narodowy kompleks - strach przed zasciankowoscia. A czym ten kompleks sie objawia? Przede wszystkim poprzez postrzeganie rodakow bardzo schematycznie, zawsze przez ten sam pryzmat: wasatych, pijanych, polanalfabetow. Abstrachujac od faktu ze ten wizerunek jest juz mocno przeterminowany (nie pamietam kiedy ostatnio widzialem wasatego Polaka ponizej 50tego roku zycia), a pod wzgledem ilosci spozycia alkoholu Polacy wypadaja marnie wsrod "swiatowej" zachodniej europy. Na sile udajac swiatowych erudytow, wpadamy w pewna pulapke: uciekajac od swojej "polskosci" stajemy sie jeszcze bardziej polscy. I kolo sie zamyka. Rozpici Anglicy, aroganccy Niemcy, halasliwi Wlosi nie wyznaja zbiorowej odpowiedzialnosci i niczego sie nie wstydza. Minie jeszcze pare lat i nam tez to przejdzie.

  • avatar

    nikodem_73

    Oceniono 65 razy 23

    Och jakże się wstydzę, że jestem Polakiem. Jak ja się wstydzę. Jak mi wstyd, żal i wstyd. No wstyd, wstydzę się, wstydźcie się i wstydźmy się. Bo polskość to plaga. To choroba. I wszyscy którzy na nią chorują powinni być świadomi swej ułomności, swej zaściankowości, ciemnogrodzianizmu, kołtuństwa, hipokryzji, nietolerancji i tego, że skarpet nie nosi się do sandałów, a wąsy goli.

    Przecież każdy wie, że Polak za granicą to obowiązkowo nosi wąsy, przepocony podkoszulek, porozumiewa się wyłącznie za pomocą słowa "k*wa" i jest nieustannie nawalony jak stodoła po klęsce urodzaju. O! Nie to co "PRAWDZIWI EUROPEJCZYCY".

    Furda z tym, że nadejście Niemców słychać jako falę uderzeniową na 3 dni przed ich pojawieniem się w okolicy, a gdy już nadejdą to można porozumiewać się wyłącznie językiem migowym. Kogo obchodzi, że Anglicy potrafią być tak nawaleni, że zostawią pawia przed wejściem do pokoju. Twojego. To są wymiociny EUROPEJSKIE a nie takie beznadziejnie zaściankowe - polskie. Nie mówiąc już o Rosjanach, którzy pełnymi garściami czerpią z tradycji europejskiej łącząc cechy Anglików i Niemców.

    Pamiętajmy! My mamy się WSTYDZIĆ miejsca urodzenia. A słowo wypowiedziane po polsku jest gorsze niż defekacja do basenu!

    A bez sarkazmu...

    Od pewnego czasu (będzie już parę lat) z premedytacją używam za granicą polskiego tak często jak tylko mogę (dopiero gdy nie mogę dojść do porozumienia przechodzę na angielski, niemiecki bądź rosyjski). Nie uważam abym swoim zachowaniem przynosił wstyd komukolwiek. A tempo w jakim "innostrańcy" podłapują polskie zwroty grzecznościowe utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robię.

    Nie jestem "Januszem" i nie widzę powodu dla którego miałbym się wstydzić za kogokolwiek innego. To już nie są wczesne lata dziewięćdziesiąte, gdy mówienie po polsku gwarantowało zwiększone zainteresowanie obsługi/ochrony.

    Jestem dobrym klientem - kupuję niemało i bez marudzenia. Gdy mi obsługa nie podpadnie to zostawiam napiwki. NICZYM się nie różnię od stereotypowego "PRAWDZIWEGO EUROPEJCZYKA". No może nie rozmawiam tak głośno jak Niemcy i nie piję tyle co Anglicy, ale to już jest mój wybór.

    Gdy zaś za granicą spotykam rodaka to zachowuję się dokładnie tak samo jak gdybym spotkał go w Polsce. Jeżeli mi jego towarzystwo odpowiada - spotykam się z nim. A jeżeli nie to unikam. To naprawdę proste.

    Nie pasuje wam, że "polaczki" was zaczepiają za granicą? No to po drodze, za pierwszą granicą, wynajmijcie sobie samochód. A jeżeli to zbyt wielki koszt to naklejcie sobie na szybę kartki "spieprzać polaczki - my SOM buce". Efekt gwarantowany.

    I przykro mi bardzo, ale unikanie innych Polaków to, moim zdaniem, objaw najczystszych KOMPLEKSÓW.

  • avatar

    hasparagus

    Oceniono 18 razy 18

    Mam dwie uwagi - jedną pod adresem autorów i druga pod adresem niektórych komentujących.

    Drodzy autorzy - odkąd przeszliście na 'zawodowstwo' lipę jakąś tworzycie. Weźcie się w garść, poczekajcie na wenę, a nie bo termin goni i trzeba coś wymyślić.
    Drodzy niektórzy komentujący - te teksty nie są na poważnie, więc przestańcie się spinać.

  • avatar

    golass

    Oceniono 29 razy 17

    ajajajaj, cieniutko chlopaczki piszecie....

  • avatar

    birdy-niam-niam

    Oceniono 39 razy 17

    chyba się rozpłaczę, bo tekst tak siusiakowy, że aż w oczy szczypie.
    na szczęście już niedługo instrument o nazwie piano odetnie mnie od maniakalnej obsesji czytania waszych tekstów, które kiedyś były śmieszne (zdarzały się też zayebiste, oraz zayebiście śmieszne).
    przyznać muszę, że teraz też trzymacie równy poziom, szkoda, że wyznaczony przez otylię na ostatnich igrzyskach.
    chwilami się łapię na myśli, że jesteście tak śmieszni jak wojewódzki z tym drugim.

    ps. napiszcie proszę - ale tak na serio - co was zmusza do pisania takich sucharów ?
    piniendze ? duma waszych mam z tego, że synów drukują w ogólnopolskiej gazecie ? (to możecie sobie zrekompensować dając teksty i zdjęcia do gazet "gejzer", wamp" albo "nowy wamp radomski"), szacun "na dzielni" ? zniżki na pkp ? ku... co ???

  • avatar

    gupek-wioskowy

    Oceniono 16 razy 16

    i kiedy widząc na stacji benzynowej w Polsce samochód z niemiecka rejestracją, kiedy sami jeździmy na niemieckich numerach, usłyszymy, że kierowca mówi po polsku, to nie zachowujmy się tak, jakbyśmy w oazie na Kalahari po dwóch tygodniach błądzenia i umierania z pragnienia, spotkali rodaka.....

  • avatar

    mocarzu

    Oceniono 31 razy 15

    Chłopcy, wrócicie do nasmiewania się z bogoli? Bo zaczynaliście od obnażania pustaków dla których rower za parę tysi jest głównym celem w życiu w tym miesiącu, a teraz widzę, że dołączyliście już do warszaffki i naśmiewacie się ze mnie.
    A ja lubię spotkać innego poloczka w madrycie i przegryźć wódę kiszonym. Nawet jak jest dwa razy starszy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy