Testowane Matuszewskim: markety Alma pod lupą

?Z klasą, czasami podklasą...? - nasz tester bierze na siebie ryzyko, żebyś ty nie musiał.

W ubiegłym miesiącu wziąłem pod lupę nieco produktów Piotra i Pawła, więc pomyślałem, że następna musi być Alma. To już najwyższa półka w dużych sklepach samoobsługowych. Piotr i Paweł przekonywał wygodą i kulturą obsługi, dobrą ekspozycją towarów i zniechęcał raczej średnim poziomem produktów sygnowanych własnym logo.

I prawdę mówiąc, zdziwiłem się, że i Alma ma własną markę. Nazywa się Food & Joy i wyróżnia się znakomitym designem opakowań. Czy to jogurt, czy paczka makaronu, czy kawa, jeśli tylko nazywają się Food & Joy, wyglądają świetnie. Wkurza mnie tylko niekonsekwencja w używaniu języka polskiego, ale widać to ma być taki sznyt. Głupi, ale może na niektórych klientów działa.

Kupiłem, zjadłem, zamyśliłem się. Spodobało mi się (jak Stirlitzowi), więc zamyśliłem się jeszcze raz. No bo sprawa własnej marki w sieciach delikatesów to nie jest taka oczywista sprawa. No bo niby po co właściwie? Jak jadę do Almy, to chcę kupować dobre produkty. Dobre, czyli markowe.

A co to niby za marka ta Food & Joy? A co to za marka spożywcza Piotr i Paweł. Oni znają się na sklepach, nie na jedzeniu przecież. Więc dla mnie to nie jest proste. Tym bardziej że marka własna zazwyczaj jest najtańsza. Czyli - właściwie - najgorsza. Czyli marka własna, ma sugerować, że sklep produkuje najniższej jakości jedzenie? Bzdura. No więc po co?

Dzień z Almą zacząłem jogurtem i chrupkami. Jogurt dobry, tłusty (bynajmniej nie śniadaniowy, bo to jogurt tzw. grecki), nie za kwaśny. Musli, a konkretnie crunchy, też w porządku, ale wcale nie takie świetne. Zresztą od czasu jak Sante opanowało rynek crunchy i granoli, właściwie żadna firma w tym przedziale cenowym jej nie podskoczy. Znaczy się Sante lepsze. Dużo. Potem cieniutkie parówki. Marne, mimo że ponoć z cielęciną. Konsumpcja natchnęła mnie do refleksji natury gastronomiczno-filozoficznej.

Że parówki są smaczne tylko wtedy, kiedy żaden z naszych zmysłów nie zadaje żadnych pytań. Że niby coś za kwaśne, źle zmielone, czy aby dobrze pachnie itp. Przy parówkach Food & Joy zarówno mój zaprzyjaźniony zmysł smaku, jak i równie mi bliski węchu zadały stanowczo zbyt dużo pytań. Fatalnych kiełbasek nie stłumił nawet całkiem dobry, zadziwiająco tani, pikantny ketchup o beznadziejnym zamknięciu. Z moją opinią zgodziła się łaskawie naczelna recenzentka tomatowych sosów - mała N. Na słodko była grzanka z bardzo smacznym, gorzkawym dżemem pomarańczowym. O dziwo, z Polski I szklanka niezłego, ale zbyt drogiego soku z pomarańczy. Fajne opakowanie 0,75 l.

Całkowicie prawdziwa jest opinia, że najbardziej tyjemy od podjadania. Ja a przykład przed obiadem zaserwowałem sobie wafelki i czipsy. Te pierwsze kupiłem z niezdrowej ciekawości. Bo czerwone. Czyżby farbowane sokiem z buraków? Skądże, to po prostu ciasteczka z jagodami goji. Znaczy się zdrowe. Kolor okropny, całkowicie nie waflowy, smak nieszczególny. Owoce szczęśliwie niewyczuwalne. Paprykowe czipsy? Nieco mniej słodkie niż rynkowa średnia. Ale to wciąż czipsy, bez względu na markę. Albo ktoś lubi nałogowo, albo nie. Ja jestem z tej drugiej grupy.

Na obiad kluski i pierogi. Te ostatnie zaskakująco duże i grube. Tłuste, by nie sklejały się podczas gotowania. Ruskie trochę zbyt kwaśne, ale niezłe, z mięsem zaś trochę zbyt suche. Food & Joy robi niezbyt urodziwe, niezbyt finezyjne, ale przyzwoite pierogi. Szkoda, że w tych mięsnych brakuje wołowiny. No, ale sorki, taki w Almie mamy przepis.

Do makaronu kupiłem różne dodatki. Po pierwsze gorgonzolę i ricottę. Zrobiłem sos: nieco czosnku na oliwę, do tego sery, podlałem lekką śmietanką (12%), zagotowałem, tęgo dopieprzyłem, dolałem wody z makaronu i już. Sos dobry, ale nie wybitny, bo gorgonzola zbyt łagodna w smaku. Słodka, owszem, taka jak powinna, ale niesłona, niearomatyczna. No marna po prostu. Ricotta bez zastrzeżeń.

Uwaga! Bardzo dobry firmowy makaron. Szczerze polecam. Tzw. drugi wybór to był gotowy sos pomidorowy. Wybrałem amatricianę z boczkiem. Na zimno, na nos był OK. Niestety po podgrzaniu okazało się, że jest dość kwaśny. Zbyt kwaśny. Szkoda. No i po kawałku czekolady na deser: mlecznej, szwajcarskiej, z orzechami, dość drogiej. W tej cenie, z tym zapewnieniem na opakowaniu (że szwajcarska) to kompletne rozczarowanie. W moim przekonaniu ta tabliczka powinna być po prostu trzykrotnie tańsza. Lindt może spać spokojnie. Za to sok multiwitamina z marchwią nie rozczarowuje.

Kolacja: znakomite kabanosy z Food & Joy nie dziwią. Dlaczego? Bo w ciągu ostatnich pięciu lat polskie masarnie uzyskały tak znakomite efekty w tym gatunku kiełbasek, że dziś rzadkością są złe kabanosy. Do tego zaserwowałem sobie ogórkowe, pikantne, doskonałe pikle. Niedawno miałem okazję spróbować wyśmienitych konserwowych ogórków ze szczyptą chilli, przygotowanych przez A. spod Reszla.

Te z Food & Joy były niemal równie dobre. A to spory komplement. Piękna duża fasola jaś z puszki też zasługuje na uwagę. Świetna np. do rozmaitych sałatek, ale może też służyć jako gotowy dodatek do barszczu. A skoro sałata, to i oliwa. I tu po raz kolejny zastanawiam się, po co Almie marka Food & Joy. Bo oliwa F&J niezbyt droga, ale i nietańsza od niektórych markowych włoskich. A ja chyba wolę markowe

Smaczny łosoś, ale stanowczo za drogi (100 zł/kg!). I na koniec nagroda za trudy całego dnia. Prawdziwa rewelacja, smakołyk z innej planety: ciasteczka orkiszowo-owsiane z dodatkiem syropu ryżowego. Boże, dla tych crunchy warto było nawet zjeść te wstrętne parówki. Marsz do sklepu!Materiały Prasowe

fot. materiały prasowe

Food & Joy - wszystkie produkty z rabatem 15%:

1. Ketchup pikantny, 500 g - 3,29 zł, 2. Parówki drobiowo-cielęce, 150 g - 2,99 zł, 3. Ciasteczka owsiane z jagodami goji, 150 g - 4,99 zł, 4. Chipsy paprykowe, 150 g - 3,49 zł, 5. Łosoś wędzony, 100 g - 9,99 zł, 6. Ogórki konserwowe piri-piri, 600 g - 7,99 zł, 7. Kabanosy wieprzowe, 175 g - 8,90 zł, 8. Fasola biała jaś, 240 g - 3,49 zł, 9. Oliwa extra vergine, 750?ml?- 19,90 zł, 10. Jogurt naturalny typu greckiego, 340 g - 2,99 zł, 11. Crunchy owocowe, 350 g - 5,49 zł, 12. Sok pomarańczowy, 0,75 l - 4,29 zł, 13. Dżem pomarańczowy, 240 g - 4,29 zł, 14. Makaron tagliatelle, 500 g - 4,99 zł, 15. Pierogi ruskie, z mięsem, 380 g - 10,49 zł, 16. Gorgonzola, 150 g - 7,99 zł, 17. Sos pomidorowy amatriciana z boczkiem, 350 ml - 5,99 zł, 18.?Sok multiwitamina, 0,33 l - 1,29 zł, 19. Ciasteczka orkiszowo-owsiane, 180 g - 5,69 zł

Dołącz do nas na Facebooku!

Więcej o:
Komentarze (13)
Testowane Matuszewskim: markety Alma pod lupą
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Oceniono 15 razy 15

    Pan Maruszewski gani Almę za niekonsekwentne stosowanie języka polskiego, a sam robi to samo "znakomitym designem opakowań". Słowo "design" tłumaczy się bez problemu. To jest po prostu "wzornictwo". Można napisać "znakomitym wzornictwem opakowań".

  • nfinity

    Oceniono 11 razy 1

    Te cudowne Crunchy orkiszowo-owsiane mają robaki niestety. Kupiłam 3x w Almie, z Food&Yoy - 3 razy to samo. Niby nic nie widać w opakowaniu, ale jak sobie z tydzień poczekamy, to larwy zaczynają wyłazić - to larwy takich moli orzechowych. A jak poczekamy dłużej, to i mole się wylęgną.. Takie crunchy z mięsną wkładką.

  • Karolina Michalska

    0

    ten food&joy bez rewelacji, w tej półce cenowej znajdziemy o wiele lepsze produkty, skład zostawia wiele do życzenia, a po przeczytaniu, że ktoś trafił na robaki, to aż mi się śniadanie cofnęło :/

  • Aneta Majchrzak

    0

    mi tam ta marka food&joy d**y nie urwała, jest wiele lepszych produktów w podobnych cenach. Z resztą co do tej całej almy mam mieszane uczucia, ale co kto lubi, ja tam wole nie przeplacac :/

  • ami_lii

    Oceniono 5 razy -1

    Do Almy jeżdzę tylko po jedną rzecz - po herbatę Bio Active Yunnan z brzoskwinią. Niby herbata za nieco ponad 5 zł więc nie jest to jakiś wielki luksus ale Alma to praktycznie jedyny sklep w mieście w którym można ją kupić! Kiedyś jeszcze jeździłam po fenomenalne nerkowce z ziołami ale od co najmniej 3 miesięcy ich już chyba nie sprzedają :// Reszta jest po pierwsze droższa niż w innych sklepach a po drugie Almę mam na drugim końcu miasta.

  • Mirosław Rejfur

    Oceniono 51 razy -9

    Panie MAtuszewski!
    Kim Pan jest, że się Pan wymądrzasz na temat produktów spożywczych?
    Czy ktoś Pana zna??
    Czy jest Pan uznanym krytykiem kulinarym??
    Czytając Pana komentarze mam wrażenie, że do ich pisania został zatrudniona pierwsza "lepsza" osoba.

  • strass1

    Oceniono 72 razy -16

    Po co przepłacać w Almie,skoro te same produkty ,PO ZNACZNIE NIŻSZYCH CENACH można dostać w każdej wsi.
    A na pewno obsługa czystsza i kompetentniejsza niż w Almie !!

  • strass1

    Oceniono 27 razy -17

    Matuszewski,gdzie się smędzisz ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX