Mikołaj Lizut: Polska zgłupiała i złagodniała

W PRL-u do księgarń ustawiały się kolejki, by kupić "Ulissesa", ale łatwo też było dostać w mordę od kelnera czy milicjanta. Ćwierć wieku po upadku komunizmu żyjemy w świecie miłych, choć niepiśmiennych i nieczytających książek ludzi. Uprzejmy kelner, sympatyczna sprzedawczyni czy uśmiechnięty policjant nie są wcale legendarną rzadkością. Nasza rzeczywistość trochę zgłupiała i nieco złagodniała. A to właśnie potrafi czasem wyprowadzić z równowagi.

To nie jest mój najlepszy dzień w roku. Za oknem pogoda, że lepiej nie wychodzić z wyra. I chyba spóźnię się do pracy. Wychodzę z domu na głodniaka. Strzelę kawkę na stacji, bo i tak muszę zatankować. W radiu słyszę reklamę: "nawet łagodne mydło może wywoływać podrażnienia okolic intymnych". I od razu czuję to podrażnienie. Na stacji oczywiście kolejka. Koleś z plakietką z napisem "uczeń" pyta z głupkowatym uśmiechem:

- Faktura czy rachunek?
- Rachunek.
- Płatność gotówką czy kartą?
- Kartą.
- Czy zbiera pan punkty?
- Nie.
- Czy chciałby pan przystąpić do naszego programu lojalnościowego. Wiele atrakcyjnych nagród
- Nie.
- Czy może się pan skusi na napój energetyczny? Sto dodatkowych punktów.
- Nie. Nie zbieram punktów.
- Może chce pan zacząć?
- Nie!
- Proszę wprowadzić PIN. A może płyn do spryskiwaczy?
- Panie! Deszcz leje, nie widzi pan? Na cholerę mi płyn do spryskiwaczy?
- Odmowa. Ma pan inną kartę?
- Dobra, zapłacę gotówką.
- Pani kierowniczko, jak cofnąć transakcję kartą? Bo klient jednak chce gotówką.

Zapomniałem o kawie. Może wrócić? Nie, drugi raz już tego nie zniosę.
W aucie dzwonię do banku, żeby sprawdzić, co z tą kartą. "Dzień dobry!" - słyszę. "Dodzwoniłeś się do automatycznego systemu obsługi klientów. Obecnie wszystkie linie są zajęte. W trosce o najwyższy poziom usług..."
Na ulicy korek. A przede mną zgasła "nauka jazdy". Nie trąbię, bo nie jestem chamem. Próbuję ją wyminąć. Nikt przed siebie nie wpuści! Co za dzicz!

Z pracy już dzwonią. A mnie trzęsie ze złości. Na skrzyżowaniu zepsute światła i już żaden baran nie wie, co zrobić.

- No jedź, gospodarzu, jak pragnę zdrowia! - krzyczę. - Albo się prześpij, bo ewidentnie czas cię nie goni.

Nie wytrzymuję i trąbię.

- Ryj cię swędzi? - pyta dryblas o twarzy Mussoliniego z samochodu przede mną. Po czym wymyśla mi od żeńskich okolic intymnych. A ja, niemal jak w tej radiowej reklamie, czuję się już podrażniony do czerwoności. Wykonuję wulgarny gest, na wszelki wypadek zamykam drzwi auta i próbuję cerować poszarpaną dumę kolejnym telefonem do banku. Automatyczna konsultantka życzy mi miłego dnia. Jest tak miły, że zaraz coś rozpierdolę z radości!

Znacie to? Są nas miliony. Pamiętacie Michaela Douglasa z filmu "Upadek"? Zwykły księgowy w korku potrafi stać się psychopatą. A Czaban, król Youtube'a, który dzwonił do Lebiedzia z TP SA, by wyłączyć numer? A Adaś Miauczyński z "Dnia świra", którego świat przytłacza, wykańcza i upokarza? Czy powinniśmy się leczyć?

*O nas właśnie - o tych księgowych, Czabanach, Miałczyńskich - opowiadają "Dzikie historie", czyli zbiór argentyńskich nowelek filmowych w reżyserii Damiana Szafrona, które wyprodukował sam Pedro Almodóvar. To zabawne, jak niepozorni ludzie i błahe incydenty prowadzą do totalnych katastrof. Czasem pokazany przez szybę samochodu środkowy palec, upokarzająca bezduszność straży miejskiej, małżeńska zazdrość czy zadawniona krzywda przypomniana po latach, niczym klocek domina mogą doprowadzić zwykłych ludzi do kondycji masowych morderców. Pod względem czających się w głębi nas skłonności do psychopatii Argentyna jest łudząco podobna do Polski. Bezsprzeczną gorycz przesłania "Dzikich historii" łagodzi absurdalne poczucie humoru. To jeden z fajniejszych filmów, jakie widziałem ostatnio.

*Niestety zaliczyłem też totalną kinową skuchę, czyli ostatnią część "Hobbita" Petera Jacksona. Nie bardzo wiem, na co liczyłem. Obie trylogie na podstawie Tolkiena to oczywiście wielkobudżetowe giganty współczesnej kultury masowej. Już w trakcie powstawania były kanonem. A ja mam w tej materii gust podobny do Kevina Smitha, jednego z najzdolniejszych przedstawicieli mojej głupawej generacji, która wychowała się na MTV, komiksach i kulturze masowej. Ja i moi koledzy - tak jak bohaterowie filmów Smitha - prowadziliśmy zażarte debaty na szkolnych przerwach o tym, czy sperma Supermana jest toksyczna dla człowieka; czy to prawda, że Bruce Lee zginął od ciosu wirującej pięści za zdradzenie Zachodowi tajemnic kung-fu; dlaczego kosmici badają porwanych przez siebie ludzi przez odbyt. Dlatego też dla nas, urodzonych na początku lat 70., trylogia jest tylko jedna. To nie żadne pierścienie i hobbity, a już tym bardziej jakiś Sienkiewicz. Prawdziwa trylogia to "Gwiezdne wojny".

Choć film "Hobbit. Bitwa pięciu armii" to padaka totalna, odcinanie kuponów i skok na kasę, to jakoś nie dotknęło mnie to osobiście. Po prostu nie moja bajka, hobbity mnie nie kręcą. Ale na tegoroczną premierę "Star Wars VII", produkowaną przez Disneya, czekam w strachu. Bo już nowożytne części I, II, III sagi mocno nadszarpnęły legendę postaciami typu Jar Jar Binks. Boję się, co zrobią z tym kolesie od Kaczora Donalda. Premiera w grudniu tego roku.

*Sequele generalnie są podejrzane pod względem artystycznym, bo główna przyczyna ich powstawania jest biznesowa. Mimo to czeka się na nie z utęsknieniem, bo człowiek łatwo się przywiązuje do bohaterów. Tak po dilersku uzależnił mnie Tomek Sekielski od swoich książek. Znany dziennikarz telewizyjny okazał się megatalentem w pisaniu powieści kryminalno-szpiegowskich. Trylogię: "Sejf", "Obraz kontrolny" i "Gniazdo kruka" łyka się błyskawicznie. W dodatku branża medialna, obserwatorzy rynku, a także miłośnicy powieści z kluczem mają od Sekielskiego dodatkowy bonus.

Można sobie porozszyfrowywać pierwowzory postaci. Podejrzewam też, że niektórzy nasi wspólni znajomi odnaleźli w powieściach Tomka siebie, i nie byli tym zachwyceni. Świat z książek Sekielskiego jest soczyście krwisty. Język i kulturę osobistą dziennikarzy, policjantów, polityków, szpiegów i żołnierzy autor uchwycił z dużą zręcznością. Jacy są? Tak jak my, w zasadzie mili. Tylko czasem drobne rzeczy doprowadzają ich do furii. A wtedy bywa groźnie...

Więcej o:
Komentarze (16)
Mikołaj Lizut: Polska zgłupiała i złagodniała
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • kongregacja

    Oceniono 40 razy 36

    czuję niedosyt... zacząłeś pan coś pisać , fajnie się rozkręcało, liczy człowiek, że na jakiś extra finał, poinę, czy inną zajawkę, a tu parę niby-recenzji na koniec i dup, nic więcej... eee, idź pan.

  • jego-wysokosc

    Oceniono 25 razy 13

    Dobre, dobre... Tylko jedna uwaga Panie Mikołaju. Żaden kelner ani sprzedawca na stacji nie powie:
    - Faktura czy rachunek?
    - Płatność gotówką czy kartą?

    w realu będzie:
    - Fakturka czy rachuneczek?
    - Płatność gotóweczką czy kartą?
    itp.
    Więc, jeśli kiedyś pokażą w TV sensację jak spokojny i przeciętny facet zatłukł kelnera (na śmierć) a potem jeszcze skopał i opluł trupa po takiej serii wk* zdrobnień to mogę być ja.
    Cała reszta się zgadza. A trylogia jest jedna.

  • tylkoturbobenzyna

    Oceniono 9 razy 7

    Pie...nie o Szopenie. Kolejny raz z zażenowaniem czytam jak to w PRLu ludzie byli bardziej "światli" a jacy teraz nie są ... Otóż za dobrze pamiętnego mi syfiastego PRLu ludzie byli (o ile wolno mi generalizować) bardziej prymitywni niż teraz. Z wielu względów. Nie mam czasu, żeby pisać epistoły dlaczego. Problem leży gdzie indziej. Wtedy nie było niczego - parafrazując celne stwierdzenie niedocenianego Kononowicza. Gdyby teraz nie było internetu, kablówki, były tylko dwa kanały a na nich tylko "Kabaret Starszych Panów" albo "Potop" w wersji nieobciętej to jaką miałyby oglądalność ??? Dużą. Wiem to bo to już przećwiczyłem w PRLu - świecie niczego. Jak byłem chory to oglądałem nawet TTR (Telewizyjne Technikum Rolnicze) bo KU..., POWTÓRZĘ TO JESZCZE RAZ JEŚLI PAN LIZUT NIE ZAŁAPAŁ OD PIERWSZEGO ZDANIA : NIC, KU..., NIC NIE BYŁO !!!
    Nie dziwi więc, że w dziedzinie multimedialnej (też analogowej - książki) po cokolwiek ustawiały się kolejki. Kolejki ustawiały się też po dywany, telewizory, lodówki i kiepską konserwową szynkę w puszce.
    BARDZO proszę o nie manipulowanie faktami do własnych potrzeb i tez. Każdy kto za PRLu miał więcej niż 10 lat dobrze pamięta jaki to był "raj". Wyłączając oczywiście tych co czerpali profity. Tak jak czerpią profity z obecnego ustroju ludzie w sumie podobni - z kręgosłupem z masła i tylko własną dupą przed oczami.

  • bulbiakos

    Oceniono 10 razy 6

    Takie czasy, wszyscy starają się być uprzejmi na siłę, a wewnątrz zawiść i frustracja, ludzie już nie rozmawiają ze sobą tylko się komunikują. Przyjeżdżając na stację benzynową z góry już wiem, że wyjdę z niej wku...ony....

  • maxymus1

    Oceniono 5 razy 5

    Generalnie się z Panem zgadzam, a najlepsze jest z tymi telefonami do wszelakich instytucji, czy sieci telewizyjnych lub telefonicznych, najpierw uruchamia się bicie licznika w naszym telefonie, potem cała gama propozycji i instrukcji, typu , wciśnij 1, itd, czyli naciąganie ludzi na koszta, ale dobrze Pan napisał, popieram taki punkt widzenia, jest źle.

  • 111artur

    Oceniono 4 razy 4

    Dwa zdania, po pierwsze w ryj moge Ci dac w kazdej chwili. Nie potrzeba do tego kelnera, ktory nota bene powinien byc kulturalny, tym bardziej w miejsu publicznym jakim jest restauracja. Jest takie miejsce w Poznaniu, chyba nazywa sie Meridian. Tam kelnerzy maja klase wieksza od klientow, ktorych portfele widzialy nie jedna sume. Tacy wiecie, kelnerzy z czasow Kiepury, kultura i szacunek starej daty. No ale to dla dam i dzentelmenow.
    Po drugie, zwykly z Ciebie wsiok. Typowy uliczny kmiot co to morde drze na innych.
    Kazdy Twoj tekst sieje jadem. Znajdz se babe...

  • pardonsik

    Oceniono 3 razy 3

    Lizut to ten gościu co grał w jakimś filmie gdzie ukazano geniusz tymanskiego , ponoc sie na czymś zna i cos wie , ponoc ma gadane , cos z cyklu wojewódzki , sprzedaje jeden tekst i sprzedaje go do okakania skoro zarobiłem na nim miliony . Logo , lizut , wojewódzki , logo .... Czy da sie niżej upaść komuś kto sie mianuje conajmniej cwiercintelignetem ? Nie sadze .

  • arabstrap

    Oceniono 5 razy 3

    Chyba wszyscy odczuwają rzeczywistość - przynajmniej czasami - jak autor. W kontekście powyższego przypomniały mi się dwa wydarzenia: zejście ze sceny Morrisseya na warszawskim koncercie po obelgach pseudofana i przywalenie Materazziemu przez Zidana w finale MŚ, gdy ten go/jego rodzinę obraził. Jakaś zdecydowana i jednoznaczna odpowiedź i niezgoda na głupią, wypacykowaną, uśmiechniętą rzeczywistość, gdzie głupota ubrana w pozorną uprzejmość dostaje strzał w twarz.

  • Kate O.G.

    0

    Artykuł rozpoczęty PRL-em a zakończony rozmową z Palikotem.
    Taki chichot historii...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX