Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Zdjęcia: materiały prasowe Veuve Clicquot (montaż)
Tej marki, jej potęgi, prestiżu i zasięgu nie byłoby, gdyby nie śmierć. Zgon francuskiego winiarza z Reims, niejakiego Franciszka Clicquot, choć przedwczesny, nastąpił zarazem w bardzo stosownym momencie. Rodzinny biznes przejęła wtedy jego młoda, zaledwie 27-letnia małżonka. Szanowni Państwo, przedstawiam wam jedną z najbardziej dynamicznych i wizjonerskich bizneswomen w dziejach, wdowę Clicquot. Po francusku: veuve Clicquot.
![]() Eleganckie pudełka najdroższych odmian często stylizowane są tak, by pasowały np. do pokładu luksusowego jachtu Riva. |
Klikowskoje szampanskoje
Rozpoczęcie tej historii od niej byłoby jednak niesprawiedliwe, zwłaszcza wobec jej teścia, założyciela imperium. Rodzina Clicquotów składała się głównie z bankierów i kupców bławatnych, ale - jak każda znaczniejsza familia w Szampanii - uprawiała też winorośl. Dopiero jednak Filip Clicquot w 1772 r. postanowił skupić się na tym wycinku działalności.

Miał wizję. - Moje wino będzie przekraczać wszelkie granice - oświadczył już na samym początku i, jakby na potwierdzenie tych słów, wysłał pierwszy transport szampana do Wenecji. Rok później celem była Szwajcaria, potem Wyspy Brytyjskie, Niemcy i USA. Kolejne transporty szły też do Moskwy, wkrótce roczna sprzedaż na rynek rosyjski sięgnęła 25 tys. butelek! To wyraźne nastawienie na eksport jednego z największych francuskich bogactw było obecne w polityce firmy przez następnych 200 lat. Weźmy choćby 1814 r., kiedy Anglicy trzymali napoleońską Francję w żelaznym uścisku blokady kontynentalnej, nie pozwalając żadnym statkom handlowym na wpłynięcie czy opuszczenie któregokolwiek portu. Stojąca już wtedy na czele domu wdowa Clicquot sobie tylko znanym sposobem wyekspediowała 10 tys. butelek rocznika 1811 do rosyjskiego Królewca. - Od dziś nie piję niczego innego - miał ponoć oświadczyć car Aleksander po otwarciu pierwszej flaszki. Trudno mu się dziwić, rocznik 1811 do dziś uchodzi za jeden z najlepszych w historii, co rzekomo zawdzięcza przelotowi nad Szampanią komety Flaugergues (astronomowie znają ją pod mało poetycką nazwą C/1811 F1). Przez cały XIX w. Rosjanie z upodobaniem pijali „Klikowskoje szampanskoje”, peany na jego cześć głosili m.in. wielcy literaci - Puszkin, Czechow czy Gogol.
Dziś Veuve Clicquot eksportuje się do 150 krajów na świecie, zaledwie jedna dziesiąta produkcji pozostaje we Francji.



Ten diabeł Bonaparte
Skąd w ogóle wzięła się w rodzinie Filipa ta, która później zdobyła sławę jako Wdowa Clicquot? Barbe-Nicole Ponsardin pochodziła z zamożnej i szanowanej w Reims rodziny. Papcio Ponsardin zawsze doskonale wyczuwał, w którą stronę wieje wiatr historii. Podczas rewolucji przyłączył się do jakobinów, co jednak nie przeszkodziło mu później - jako burmistrzowi miasta - przyjąć od cesarza arystokratycznego tytułu barona. Wiedział też, co robi, wydając w 1798 r. córkę za Franciszka Clicquota, syna Filipa.
Ożenek potomka i jego ustatkowanie były dla założyciela firmy dobrą okazją, by najpierw dopuścić syna do spółki, a potem przekazać mu rodzinny interes. Franciszek nie cieszył się jednak długo z fotela „prezesa”. W 1805 r. zmarł, według oficjalnej wersji - na tyfus. Jak na ironię, za najlepszy lek na tę chorobę uchodził wówczas... szampan.
Biografowie podejrzewają jednak, że młody Clicquot mógł popełnić samobójstwo, rzekomo z powodu kłopotów finansowych.
Patrząc na portrety Barbe-Nicole pędzla Leona Cognieta, zastanawiam się, czy prawdziwą przyczyną nie była perspektywa spędzenia całego życia z tą damą. Z obrazów (przyznajmy, namalowanych kilkadziesiąt lat później) patrzy na nas bowiem sztywna, antypatyczna ropucha z ustami wykrzywionymi w czymś, co zapewne miało przypominać uśmiech, ale wygląda raczej na grymas pogardy i niechęci wobec całego świata. Cóż, legendarni przedsiębiorcy rzadko bywają sympatycznymi ludźmi, a pani Clicquot musiała działać w szczególnie trudnych warunkach. Po pierwsze, według ówczesnych przekonań miejsce kobiety było w domu, a nie na czele przedsiębiorstwa - choć akurat wdowieństwo było tu atutem, prowadzenie biznesu po zmarłym mężu było społecznie akceptowalne. Po drugie, szalejące na kontynencie wojny napoleońskie to nie były sprzyjające okoliczności dla handlu międzynarodowego. Po trzecie wreszcie, sam cesarz sprzyjał raczej jej rywalom. Moët miał jego pełne wsparcie, a u Jacquessona zamówił Napoleon szampana na swoje wesele z arcyksiężniczką Marią Ludwiką. Barbe-Nicole szczerze nienawidziła Bonapartego, nazywając go w swych listach diabłem. |
|
Korek nr 51
Jeśli więc wdowa Clicquot miała odnieść sukces, silny charakter był jej niezbędny. Ale samym charakterem nie osiągnęłaby wiele, gdyby nie geniusz marketingowy i doskonała znajomość branży.
| W podbijaniu światowych rynków pomagał jej, zatrudniony jeszcze przez męża, handlowiec Louis Bohne, Niemiec z Mannheim, prywatnie przyjaciel rosyjskiej rodziny cesarskiej. W Szampanii Barbe-Nicole rządziła już sama. Wykupywała najlepsze, najżyźniejsze działki, które dziś podpadają pod prestiżową kategorię grand cru. To ona wymyśliła też proces zwany remuage, później przejęty przez wszystkie inne domy szampańskie - dziś to abecadło bąbelkowego rzemiosła. Chodzi o usunięcie osadu, który zbiera się w butelkach szampana podczas tzw. wtórnej fermentacji. Wdowa Clicquot wpadła na pomysł, by na skonstruowanych według jej wskazówek stołach z wywierconymi otworami butelki trzymać dnem do góry, pod kątem. Pracownicy winiarni codziennie przekręcali każdą butelkę, a co jakiś czas przechylali je coraz mocniej. Dzięki temu osad zsuwał się coraz bardziej do szyjki. Kiedy już osiadł przy korku, butelkę otwierano na chwilę i usuwano farfocle. W efekcie otrzymywano krystalicznie czyste wino, rzecz uprzednio nie do pomyślenia. Dziś ten proces jest częściowo zautomatyzowany. Ręcznie obraca się tylko niektóre butelki odmiany „La Grande Dame”, najbardziej prestiżowej w ofercie firmy. |
Barbe-Nicole dbała o wszystko sama. Osobiście wybrała gatunek szkła, z którego potem ręcznie produkowano butelki na jej szampana. Uważnie selekcjonowała też korek - ponoć któregoś razu odrzuciła 50 próbek, zanim wreszcie złożyła zamówienie.
W przeciwieństwie do swojego małżonka pani Clicquot okazała się nadzwyczaj długowieczna. Przeżyła nie tylko teścia Filipa i męża Franciszka, ale także swojego głównego współpracownika Bohnego. Na jego miejsce wprowadziła do firmy Édouarda Werlé, który w 1841 r. oficjalnie przejął interes. Wdowa do swojej śmierci w 1866 r. (miała wtedy 89 lat) trzymała jednak rękę na pulsie firmy.
Wdowa na dnie Na początku XX w. pewien fiński rybak z Wysp Alandzkich na północnym Bałtyku natrafił na wrak statku leżącego 55 m pod powierzchnią morza. Jednostka była mała, więc długo nikt nie wierzył, że we wraku będzie coś wartościowego. Kiedy 16 lipca 2010 r. grupa nurków zeszła wreszcie na dno, automaty musiały powypadać im z ust ze zdumienia. W resztkach XIX-wiecznego szkunera odnaleźli 168 butelek szampana! Kiedy wyłowili jedną z flaszek, pod wpływem zmiany ciśnienia korek wyskoczył z szyjki. Nurkowie postanowili więc wypróbować wino. Okazało się, że mimo upływu blisko 200 lat szampan wciąż jest znakomity. Trunek zachował swoje właściwości dzięki warunkom panującym na dnie morza - stałej, niskiej temperaturze, ciśnieniu, ciemności i całkowitemu bezruchowi. Rozpoczęła się trudna operacja wydobycia cennego ładunku na powierzchnię, a na wyspy zjechali najlepsi enologowie i sommelierzy z całego świata. Pierwsze wyłowione butelki pochodziły z nieistniejącego już domu Juglar, ale 47 zidentyfikowano jako produkt Veuve Clicquot z 1841 r. Były w znacznie lepszym stanie niż reszta frachtu, co trzeba zawdzięczać wadze, jaką wdowa przywiązywała do jakości zarówno wina, jak i jego opakowania.
Kiperzy dostawali gęsiej skórki na samą myśl, że szampan, którego mieli wkrótce posmakować, pochodził z produkcji osobiście nadzorowanej przez legendarną Barbe-Nicole Clicquot Ponsardin. Nie zawiedli się. Dostali nektar o „radosnym nosie z sugestią kawy, o całkiem przyjemnym smaku z nutką kwiatową i akcentami cytrusowymi”. Oczywiście, wino miało zupełnie inny charakter niż dzisiejsze szampany, z zawartością cukru ok. 10 g/l. Alandzki trunek był 10-krotnie słodszy (ponoć Rosjanie pijali go jeszcze z kostką cukru). Szybko okazało się, że w butelkach trzeba jak najszybciej wymienić korki - po wyciągnięciu z wody i zmianie warunków szybko uległyby zniszczeniu. Na zaproszenie władz Alandii i Veuve Clicquot na wyspach zjawili się przedstawiciele firmy Amorim, największego na świecie producenta korka. Opracowali najlepszą i najbezpieczniejszą metodę ponownego zakorkowania butelek, tak by nie naruszyć ich drogocennej zawartości. Ostatecznie z dna wyłowiono 145 butelek szampana Juglar, Veuve Clicquot i Heidsieck. W czerwcu tego roku jedną z butelek VC sprzedano na aukcji w Mariehamn, stolicy wysp, za 30 tys. euro. Nikt do tej pory nie zapłacił tyle za flaszkę szampana. |
Ramię w ramię z wrogiem Po jej odejściu domem szampańskim rządzili już mężczyźni - Édouard Werlé, jego syn Alfred, potem Bertrand de Mun (przy okazji deputowany republikański), jego zięć Bertrand de Vogüé i syn Bertranda Alain. Żaden z nich nie wywarł jednak na firmie takiego piętna, jak ich wielka poprzedniczka. W 1963 r. przedsiębiorstwo trafiło na giełdę, a dwie dekady później znalazło się portfelu grupy Louis Vuitton. W sąsiedniej przegródce tego portfela (znanego dziś lepiej pod nazwą LVMH) jest... Moët, producent szampana niegdyś faworyzowanego przez cesarza Francji, główny rywal wdowy Clicquot. Ot, kolejna ironia losu. Dziś na tych samych działkach, które z takim zapałem wykupywała Barbe-Nicole, na kilkudziesięciocentymetrowej warstwie ziemi (pod którą leży kredowa skała, znakomicie regulująca temperaturę i wilgotność gleby), rosną najlepsze winogrona odmian pinot noir, pinot meunier i chardonnay. Gdyby nie było Veuve Clicquot, ktoś inny uprawiałby te grunty. Ale gdyby nie było wdowy Clicquot, nie byłoby dziś jednej z najsłynniejszych marek szampana. Ba!, w ogóle nie byłoby szampana takiego, jaki znamy. |
|
Projekt Veuve Clicquot
Firma już jakiś czas temu postawiła na kooperację ze współczesnymi projektantami, czego efektem jest m.in. dzisiejszy wizerunek marki nie tylko prestiżowej, ale też nowoczesnej. O ile La Grande Dame będzie godnym uczestnikiem wytwornej kolacji, o tyle butelka z jaskrawożółtą etykietką znakomicie nadaje się na imprezę w modnym klubie.

Ale najfajniejsze są wymyślone przez tych designerów gadżety. Jest stół inspirowany służącym do remuage'u wynalazkiem Mme Clicquot. Jest intensywnie żółte pudełko Ice Box, w którym sprzedaje się butelkę szampana z dwoma kieliszkami - umieszczone w pudełku chemikalia po przełamaniu specjalnej pieczęci schładzają wino do odpowiedniej temperatury. Jest Ice Jacket, neoprenowa koszulka utrzymająca szampana w chłodzie. Są i bardziej wypasione przedmioty - szafka na wina autorstwa projektantów z Porsche Design (70 tys. dol.) albo podwójny fotel dla kochanków Karima Raschida (10 tys. dol.)
| Z czym to się je? Odmiany mieszane
1. Veuve Clicquot Brut kaczka, łosoś, krewetki Cena: 203 zł
2. Veuve Clicquot Demi Sec desery brzoskwiniowe, gruszkowe, jabłkowe, ananasowe, malinowe, z wanilią i cynamonem Cena: 207 zł
3. Veuve Clicquot Rosé tuńczyk, kaczka, krewetki Cena: 266 zł
Odmiany Rocznikowe
|
Tekst: Mikołaj Kirschke
Zdjęcia: materiały prasowe Veuve Clicquot (montaż)
Czytaj też na Logo24:
alkohole, wino, historie słynnych marek
![]() | Czy da się odróżnić dobre wino musujące od prawdziwego szampana? Koneser wypija odrobinę z kieliszka i już wie. Nie masz tak wyczulonego smaku? |
![]() | Szampan jest rasowy i elegancki. Traktujemy go delikatnie i z atencją, choć są i takie okazje, gdy wystrzał korka brzmi jak salwa, a gejzer bąbelków kojarzy się, panowie, już wiecie z czym. |
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX