Mój pierwszy raz: wojskowy spływ Pliszką

Hardkor to moje prywatne, nieprofesjonalne określenie. Profesjonalnie kajakarze nazywają Pliszkę, niewielką rzekę płynącą w lubuskiem - uciążliwą. No, ale kajakarze nie wpadli na pomysł, żeby na spływ zabrać ciężkie wojskowe pontony.

Taki ponton z plecakami na pokładzie waży ponad 100 kg. A że na Pliszce co kilkadziesiąt metrów czekały na nas zwalone drzewa, płycizny, sterczące pnie i kamienie, musieliśmy podpływać do brzegu, przenosić ponton, wodować go i ruszać dalej. Do godziny 13 było to nawet fajne. Trochę wprawdzie zmokły mi spodnie, ale co tam. Potem kolejne drzewa na drodze stały się nużące.

Gdy zaczęło się zmierzchać, mieliśmy już serdecznie dość. Żarty stawały się coraz ostrzejsze, zaczynaliśmy się kłócić o głupoty - źle położony karabin, podeptaną rękawiczkę... U nas i tak nie było źle - koledzy z kolejnego pontonu w pewnym momencie przestali się do siebie odzywać, nie uzgadniali, co robią, więc od czasu do czasu kręcili pontonem bączki po rzecze.

Dopłynęliśmy przed 21. Na około 10 kilometrach Pliszka wymeandrowała ponad dwa razy większy dystans. Ile z tego płynęliśmy? Według klasyfikacji U4 to rzeka, na której przeszkody zabierają od 50 do 100 proc. czasu przeznaczonego na płynięcie. Uciążliwa? Moim zdaniem hardkor.

 

Kurs Patrol

mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz: wojskowy spływ Pliszkąfot. Robert Kowalewski

Co roku kończy go z certyfikatem zaledwie kilka osób. Po ponad miesiącu spędzonym na forsownych górskich marszach, ćwiczeniach z wspinaczki, desantowaniu ze śmigłowców czy robieniu zasadzek zmęczeni kursanci wsiadają na pontony i muszą przepłynąć około 20-kilometrowy odcinek Pliszki. Jeśli to przetrwają, czeka ich jeszcze kilkudniowy ostateczny test.

Z kilkudziesięciu osób, które rozpoczynają Patrol, do końca dochodzi zazwyczaj tylko kilkanaście, ale tylko kilka otrzymuje certyfikat ukończenia kursu.

Uczestnicy są oceniani przez cały czas, prawie 24 godziny na dobę przez doświadczonych instruktorów - głównie z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu.

mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz: wojskowy spływ Pliszkąfot. Robert Kowalewski

Najgorsza jest monotonia: zakręt, zwalone drzewo, przenoszenie pontonu, zakręt, zwalone drzewo... I tak kilkanaście godzin. Do tego wilgoć i chłód. Wieczorem wszyscy mieliśmy dość.

Więcej o: