"Zarabiam pijąc whisky" [WYWIAD]

Maciej Kabsch
18.09.2013 07:32
A A A
Każdego roku Szkocja eksportuje whisky o wartości 4,2 mld funtów

Każdego roku Szkocja eksportuje whisky o wartości 4,2 mld funtów (Fot. Johnbraid / Shutterstock.com)

O lokowaniu pieniędzy w szkocką whisky, francuskie wino, stare samochody i dzieła sztuki rozmawiamy ze specjalistą od tzw. inwestycji alternatywnych Krzysztofem Maruszewskim.

Maciej Kabsch: Zajmuje się pan chyba najprzyjemniejszym biznesem na świecie, zarabiając na kupowaniu beczek whisky.

Krzysztof Maruszewski*: Jeszcze lepiej! Ja zarabiam pijąc whisky.

To znaczy?

- Muszę przecież najpierw spróbować trunków, w które później lokuję pieniądze swoje i klientów. To testowanie, oczywiście, najbardziej cieszyło mnie na początku, gdy odkryłem beczki whisky jako jedną z inwestycji alternatywnych. Ale proszę sobie wyobrazić, że gdy odwiedzając Szkocję mam do zwiedzenia kilka destylarni w ciągu jednego dnia, a w każdej do spróbowania kilkanaście próbek najlepszej whisky, jest to również trochę ciężkie...

Rzeczywiście, to ciężki chleb! Ale czy jest pan zawsze pewien pieniędzy ulokowanych w whisky próbowanej pod koniec tak intensywnego dnia?

- Jak najbardziej. Smak whisky gra we wzroście jej wartości tak naprawdę niewielką rolę, powiedzmy 20 proc. Cała reszta to takie twarde czynniki jak cena, rozpoznawalność marki i mieszanka trunku. 

Kupuje pan beczkę whisky i co się dalej z nią dzieje?

- Beczki są deponowane w destylarniach i składach celnych w Szkocji. Tamtejsze prawo jasno precyzuje, że prawdziwa whisky single malt, jaką kupujemy, musi leżakować w beczce co najmniej przez 3 lata. Nasze beczki leżakują najczęściej nawet do 6-7 lat. 

Whisky single malt (słodowa) to najcenniejszy półprodukt używany do produkcji mieszanych whisky blended, jak Johny Walker czy Chivas. To od klienta, który kupi taką beczkę, zależy jednak, czy po zakończeniu leżakowania zostanie ona sprzedana do którejś z renomowanych wytwórni, czy może będzie butelkowana jako czysta single malt, niezwykle też ceniona przez niektórych koneserów. 

W każdej chwili można przyjechać, by zobaczyć swoją beczkę?

- Klient może oczywiście to zrobić, ale zazwyczaj obserwuje całą operację, wraz ze sprzedażą trunku, na ekranie swojego komputera. Osoby, które kupują tylko jedną beczkę, rzadko kiedy przyjeżdżają, aby sobie zrobić z nią zdjęcie z uwagi na cenny czas i koszty podróży. Wielu klientów życzy sobie natomiast, by im przysyłać co roku próbki trunku z ich własnej beczki.

Ile się na tym zarabia?

- Zysk z transakcji bezpiecznie liczymy na 12 proc., chociaż niektóre beczki przynoszą znacznie lepsze wyniki. Najtańsze z nich można kupić od 10 - 12 tys. zł. Głównym plusem tej inwestycji jej bezpieczeństwo. Szkockie "piwnice" to dziś jedno z najspokojniejszych miejsc na świecie, poza tym towar jest ubezpieczony. Nie musimy też oglądać się np. na wojnę w Syrii, jak w przypadku rynku ropy. Co najważniejsze, za kilka lat chętnych na naszą beczkę nie ubędzie, ponieważ ludziom zawsze będzie chciało się pić ekskluzywną szkocką...

Ale dlaczego destylarnie chcą się dzielić zyskami, sprzedając niegotowy produkt w beczce i przechowując go potem na własnych półkach?

- Bo mogą liczyć na pozytywny efekt marketingowy. Obrót beczkami whisky odbywa się za pośrednictwem wyspecjalizowanych brokerów. Sprzedając im whisky, producent wie, że jego trunek trafi prawdopodobnie w jakiś zamknięty krąg kolekcjonerów, klubów whisky, dziennikarzy, wpływowych blogerów itd. 

A pan, jak rozumiem, jest pośrednikiem między tymi dobrze ustosunkowanymi szkockimi brokerami a klientami, np. w Polsce...

- Powiedziałbym raczej, że jestem doradcą i to o sporym doświadczeniu. W szczytowym momencie zarządzałem alkoholowymi portfelami o łącznej wartości około 130 mln zł. Dobrze znam rynek, dlatego jestem w stanie tanio kupować i drogo sprzedawać.

Niełatwo jest innej firmie wejść w złocisty biznes z destylarniami?

- Cóż, w obrocie alkoholem liczy się przede wszystkim zaufanie. Tak przy okazji, często słyszę pytanie: Co się stanie, gdy destylarnie nagle przestaną sprzedawać brokerom beczki? Zwykle odpowiadam, że tylko na to czekam, bo ja już mam swoje beczki whisky. 

Roczny eksport szkockiej ma dziś wartość 4,2 mld funtów. Oceniamy, że wartość beczek w obrocie rynkowym wynosi tylko około 50 mln funtów. Jeżeli więc w ten biznes zechcą wejść przebojem np. Chińczycy, ceny moich beczek również pójdą w górę.

Nie lubi pan irlandzkiej whisky?

- Tu nie chodzi o indywidualne gusta. Szkocka whisky jest po prostu najsławniejsza. To jest legenda, a legenda najlepiej na świecie się sprzedaje. Z tego powodu inwestuję też w beczki czerwonego wina z Francji, niezależnie od tego, czy uważam je za najsmaczniejsze, czy nie. 

W 2008 r. na światowym rynku wina miało miejsce pewne ciekawe wydarzenie. Chiny zniosły cła na białe wina słodkie, przez co stały się one na ich wewnętrznym rynku znacznie tańsze. Wtedy wszystkim wydawało się, że na te słodkie wina - o smaku bardziej zbliżonym do gustu chińskiego konsumenta - nastąpi wielki boom. Ale nic się takiego nie stało, ponieważ dla kupującego eleganckie wino Chińczyka najważniejsze są społeczne aspiracje. Chce on np. zaimponować swoim gościom, stawiając na stole czerwone, francuskie Mouton Rothschild. Dlatego po zniesieniu ceł na białe wina, ich sprzedaż w Chinach w ogóle nie wzrosła.

Zarabiam pijąc whisky, alkohol, szkocka whisky, whisky

Fot. Stilnovisti Investments

Inwestowanie w wino mocno się różni od tego w whisky?

- Ma wiele cech wspólnych, chociaż trzeba pamiętać, że ten rodzaj inwestycji jest już na świecie znacznie popularniejszy. Trochę inaczej wygląda logistyka, ponieważ najdroższe wina z okolic Bordeaux tylko przez pierwsze dwa lata leżakują w beczkach w winnicach. Później są butelkowane i wędrują w skrzynkach do Wielkiej Brytanii. To właśnie na Wyspach są największe na świecie magazyny jakościowego wina i największe zgrupowanie winnych brokerów.

Działa pan też na rynku sztuki. To jeszcze popularniejsza branża, ale chyba bardziej niepewna od alkoholu. Licząc na zysk, trzeba pewnie trochę się znać na prawach rządzących tzw. contemporary art bubble...

- Owszem, dlatego też wszystkich namawiam, aby kupowali to, co im się rzeczywiście podoba. Gdy cena danego dzieła nie wzrośnie, po prostu zostajemy z ulubionym obrazem. Na całym świecie tzw. art banking polega na tym, że strona inwestycyjna wiąże się ze stroną kolekcjonerską. Ja mam z żoną własną kolekcję, w powiększaniu której kierujemy się wyłącznie naszym gustem. Wiele rzeczy, które kupowaliśmy okazały się świetną lokatą, ale z niektórych cieszymy się po prostu dlatego, że nam się podobają.

Warto też pamiętać, że rynek sztuki jest bardzo mało płynny. Kiedy kupujemy nowy obraz, poczekamy przynajmniej 5 czy 7 lat na wzrost jego wartości. Przyznam, że ze względu na tą specyfikę dzieła sztuki stanowią ogólnie niewielki odsetek portfeli naszych klientów.

Niektórzy z nich mają w tych portfelach również stare samochody. To chyba dla wielu czytelników temat równie ciekawy, jak beczka najlepszej whisky.

- Inwestowanie w zabytkowe auto ma z kupnem beczki whisky również trochę wspólnego, bo zwykle nie sprowadzamy go do kraju, ale deponujemy o zagranicznego pośrednika. Robi się tak po pierwsze dlatego, aby uniknąć ewentualnych problemów z ponownym wywozem zabytkowego auta z Polski. Po drugie, brakuje u nas specjalistów od konserwacji najwyższej klasy pojazdów, takich jak przedwojenne bugatti czy rolls royce. Po trzecie, w renomowanym punkcie sprzedaży za granicą mają do tego auta większy dostęp potencjalni nabywcy.

Pochwali się pan, co ma w garażu?

- Wolałbym nie. 

A w kwestii kupna jakiego samochodu ostatnio pan doradzał?

- Np. mercedesa gullwinga z lat 50. To słynna pierwsza seria SL z podnoszonymi drzwiami. Oryginalny egzemplarz w dobrym stanie kosztuje dziś około 1,5 mln euro.

Zarabiam pijąc whisky, inwestycje alternatywne, mercedes gullwingFot. KENCKOphotography / Shutterstock.com

Chyba trochę szkoda kupić takie auto i trzymać je przez cały rok gdzieś w Szwajcarii...

- Samochody kupowane jako forma lokaty zazwyczaj nie mają ubezpieczenia pozwalającego na jazdę nimi po normalnych drogach. Garaże pośredników, o których wspominałem, znajdują się jednak zwykle w sąsiedztwie toru wyścigowego. 

To takie bezpieczne, zamknięte strefy dla bogaczy?...

- Cóż, prawdę mówiąc słyszałem ostatnio historię, że jeden ze skrzydlatych mercedesów gullwing został rozbity właśnie na takim torze przez młodych chłopaków, którzy go serwisowali. Właściciel jakoś przełknął stratę, ponieważ ubezpieczył samochód na 2,5 mln euro. Ale zniszczenia jednego z ponad tysiąca wyprodukowanych egzemplarzy klasycznego mercedesa 300 SL pewnie również mu, tak po ludzku, trochę szkoda.

 


*Krzysztof Maruszewski to biznesmen specjalizujący się w inwestycjach alternatywnych i zarazem najbardziej doświadczony fund manager na rynku alkoholi w Europie Środkowej. Jest założycielem i prezesem Stilnovisti Investments S.A., firmy od 2006 r. prowadzącej dla swoich klientów inwestycje przede wszystkim na rynku wina, whisky i sztuki. Prywatnie jest kolekcjonerem dzieł sztuki.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • Ostateczna wersja Nowej Warszawy na tle panoramy stolicy. Rozmawiamy z twórcą 600-konnej Nowej Warszawy
  • Łukasz Simlat Łukasz Simlat: wolę śmiech od oklasków
  • Drinki na bazie whisky Drinki na bazie whisky

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (20)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    bmiara

    Oceniono 52 razy 32

    "Co najważniejsze, za kilka lat chętnych na naszą beczkę nie ubędzie, ponieważ ludziom zawsze będzie chciało się pić ekskluzywną szkocką..."

    Tak, tak, spekulującym cebulkami tulipanów w 17-stym wieku też się tak wydawało. Jakież to niepokojące, że ludzie przez tyle lat dzielących nas od tego wydarzenia, nie nie nauczyli się, że wszystkie bańki spekulacyjne w końcu pękają...

  • avatar

    Gość: contact_front

    Oceniono 27 razy 25

    "Whisky singel malt (słodowa) ..."

    A blended nie jest słodowa????? Autor wie o co chodzi w single malt? Nawet o wódzie nie potraficie pisać?

  • avatar

    soyokaze

    Oceniono 28 razy 24

    Potrzebuję pomocy.

    Otóż jestę biznesnenę i prowadzę Biuro Inwestycji w Nawozy Naturalne Wysokogatunkowe i też bym sobie jakiś artykuł w gazecie zafundował. Ktoś wie, po ile taki wywiad? Bo kliętów nie mam, a jak zima przyjdzie, to sam pierun widłami nie ruszy moich dóbr alterenatywnych.

  • avatar

    Gość: kerkopithekion

    Oceniono 24 razy 22

    przepraszam, czy aby na pewno "SINGEL malt"...?

  • avatar

    Gość: inwestor hahahaha

    Oceniono 20 razy 18

    "whisky singel malt"

    Dziękuję. Dobranoc

  • avatar

    nwowatch

    Oceniono 21 razy 15

    Wszelkie depozyty (pieniądze, lokaty złoto, wina) mają to do siebie, że ci co je złożyli w depozycie nigdy na raz nie przyjdą a zatem można bez ryzyka zabrać dla siebie 80% depozytowanych dóbr a gdy istnieje możliwość bezproblemowego uzupełnienia w przypadku paniki (pieniądze w bankach) to nawet 90%.
    Druga cecha depozytów (jakiegokolwiek rodzaju) że przynoszą zysk dopóki sytuacja jest stabilna. Gdy zaczyna się zamieszanie (i właśnie wtedy by się przydało wycofać z inwestycji) to ... "nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?"

  • avatar

    maly_obibok

    Oceniono 16 razy 10

    irlandzka to raczej whiskey i rzeczywiście może nie jest tak dobra do handlowania, ale za to lepsza do picia, bo do gardła leje się już sam trunek a nie sławę.

  • avatar

    Gość: zuzica

    Oceniono 13 razy 9

    singel malt? Chyba singLE drogi autorze

  • avatar

    Gość: Nazwa_niepoprawna

    Oceniono 17 razy 7

    "Osoby, które kupują tylko jedną beczkę, rzadko kiedy przyjeżdżają, aby sobie zrobić z nią zdjęcie z uwagi na cenny czas i koszty podróży" - OoooO. Dziada stać na beczkę tego kompotu na myszach, a na podróż już nie? Do tego zdjęcie z beczką - z pewnością dodaje nie tylko powagi, ale i prestiżu. W złocone ramki oprawić, na ścianie powiesić i nie zapomnieć wrzucić na instagrama czy fejsa. Litości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy