Ale kozak! Strzelanie z łuku

W tarczę niełatwo trafić nawet stojąc pewnie na ziemi. A zrobić to w pełnym pędzie z końskiego grzbietu? Nie połamać sobie karku? Przeżyć? Cóż, najwyraźniej spotkałem łuczniczego czarodzieja.

Z odległości piętnastu metrów tarcza jest wielka jak stodoła. Trafię w sam środek, to oczywiste. Napinam łuk, podnoszę do góry. Celuję. Krótki świst. Kopnięcie w przedramię i zaliczam spektakularne pudło. Spokojnie, przecież to musi być proste - powtarzam sobie w duchu. Kolejna strzała. Teraz powinno być dobrze. Nie jest. Tak samo w kolejnych próbach.

Choć kompletnej klapy nie ma, to chwalić się nie ma czym. Powoli zaczynam myśleć, że opowieści o skuteczności angielskich łuczników to nie przesada. Ot, jak stanęło ich kilka tysięcy naprzeciwko francuskiej jazdy, to kilkuset musiało trafić. Przecież mój łuk jest niemal taki sam jak ten, z jakich strzelali pod Crécy, Poitiers, Azincourt. Z takiego podobno szyli mityczny Robin Hood i Odyseusz.

Zbuduj mur i strzelaj

Gdy po raz kolejny nie trafiam, lituje się nade mną Norbert Kopczyński. To on, mistrz świata w łucznictwie konnym, jest moim przewodnikiem po świecie łuków, cięciw i strzał.- Nie bądź spięty. Mięśnie rozluźnione - radzi i podnosi do góry moje ręce. - Mają bezwładnie opaść. Nie naprężaj ich. O, teraz w porządku.

Co jeszcze robiłem źle? Przede wszystkim nie wybudowałem wokół siebie wirtualnego muru. Norbert rzuca na ziemię cztery strzały i układa z nich prostokąt. Z lewej i prawej zamyka się on na linii wyznaczonej przez moje barki, z przodu przez stopy, z tyłu przez plecy. Stoję bokiem do tarczy, centralnie w jej osi.

- Nie garb się, brzuch wciągnięty. Nie dotykaj muru - napomina instruktor. - Będzie lepiej.Posłusznie napinam łuk i jest trochę lepiej. Trochę - wywaliłem mur tyłkiem, a lewą ręką zbyt ostro naciskałem na majdan. No, ale postęp jest. Kolejna rada Norberta - mam nie ściskać łuku lewą ręką i nie pchać go nią do przodu. Ona ma jedynie przeciwstawiać się sile, z jaką napinam cięciwę. Patrzę na lewą rękę, a kostki rzeczywiście jakieś bladziutkie od tego ściskania. Próbuję dalej, stosując się do wskazówek. Mur stoi, łuku nie ściskam, ale dziesiątki jak nie było, tak nie ma. Co znowu?

- Biceps. Napinasz go. To nie pokaz kulturystyki. Luźno ma być - to Norbert. No, teraz przesadza. Ciekawe jak mam napiąć cięciwę, panie łuczniku. Wyjaśnienie jak zwykle proste: - Mięśnie pleców, to one wykonują pracę. Musisz wyczuć moment, kiedy odprowadzając rękę, nie będziesz mógł więcej ściągnąć łopatek. Właśnie wtedy zwalniasz cięciwę.

ffot. Kuba Atys

Za chwilę słyszę pierwszą pochwałę. Pękam z dumy, ale zostaję szybko sprowadzony na ziemię: - Nie zapominaj, że strzelasz z łuku o bardzo małej sile naciągu. To tylko jedenaście kilogramów, angielscy łucznicy używali przeważnie ?sześćdziesiątek?.?Sześćdziesiątka? to w uproszczeniu ciężar, jakiego trzeba było do napięcia cięciwy i wypuszczenia strzały.

Biorąc pod uwagę, że taki łucznik strzelał setki razy w ciągu bitwy, to krzyż musiał mieć chyba ze stali. Posłałem w tarczę już kilkadziesiąt strzał i zaczyna mnie boleć obtarte przedramię - to efekt początkowo źle założonego ochraniacza. Cięciwa nie wybacza takich błędów i tnie do krwi. Między łopatkami też czuję już mięśnie pleców. Uważam, że zasłużyłem na przerwę. A tu Norbert peroruje w najlepsze: - Wiesz, że koreańskie dzieci, które trenują łucznictwo, oddają po 600 strzałów dziennie? A łuki mają tylko trochę słabsze od twojego.

Teraz nie mogę pęknąć. Przegrać brakiem pracowitości z dziećmi nie zamierzam. Zaciskam zęby i walę dalej. Skupienie mam już nawet niezłe.  Problem polega na tym, że strzały za diabła nie chcą lądować tam, gdzie celuję czubkiem grotu, a celuję oczywiście w środek.

Podpowiedź: - Nie mierz końcem strzały. Niech twoja prawa i lewa ręka oraz środek tarczy tworzą jedną linię. Jeśli ustawisz ten element, musisz trafić. Przy statycznym strzelaniu oczy nie są ci prawie potrzebne. Dlatego do łuków prostych nie stosuję żadnych celowników.

Dobre sobie, oczy mi niepotrzebne. Żarty sobie stroi? Patrzę, a tu kamienna twarz, więc to na poważnie. Ale dalej robię po swojemu, czym w końcu irytuję nauczyciela.Przejmuje łuk. Przyjmuje pozycję. Zamyka oczy. Wypuszcza strzałę. Niech to, tak dobrej próby ja jeszcze nie miałem!- Strzał musi być intuicyjny, automatyczny. Musisz czuć swoje ciało. Wszystko płynne, bez szarpnięć. Nie nauczysz się tego od razu. Gdy do ostatniej chwili szukasz celu wzrokiem, nie ma siły, nie będziesz miał trafienia idealnego, bo będziesz rozproszony - radzi Norbert.

OK. Od tej pory będę jak mistrz Yoda. Koncentracja nade wszystko - postanawiam.

Łucznicza czapka na miarę czasów

I koncentracja nie pomoże łucznikowi, gdy pada deszcz. Strzelamy w Bohonikach na Podlasiu, w gospodarstwie agroturystycznym Janusza, którego Norbert zaraził łucznictwem kilka lat temu. Nad zagubione wśród pól i lasów zabudowania nadciągają chmury. W dawnych czasach woda była przekleństwem strzelców. Nasiąknięte nią konopne cięciwy nie nadawały się do użytku i w bitwie łucznik z łowcy stawał się ofiarą. Dlatego linki nasączano tłuszczem i starannie skrywano pod czapkami.

Już pogodziliśmy się, że musimy przerwać naukę, gdy nagle z oddali usłyszeliśmy następujące szybko po sobie: bum, bum, bum.- Borówki strzelają! Deszczu nie będzie - ucieszył się Janusz.

Popatrzyłem, nic nie rozumiejąc. Co mają borówki do deszczu? Gospodarz zobaczył moje zdumienie. Wyjaśnił, że chodziło mu o znajdującą się gdzieś za wzgórzami plantację borówki amerykańskiej. Właściciel z obawy, że deszcz postrąca cenne owoce, zaczął odpalać rakiety ze związkami chemicznymi, które rozpędzały chmury. Ponieważ to tekst o łucznictwie, nie o metodach odganiania lub sprowadzania opadów (to także możliwe), wybaczcie, nie będę zagłębiał się w szczegóły tego skądinąd interesującego procesu. Poprzestanę na tym, że określa się go ?zasiewaniem chmur?, a masowo jet stosowany w Chinach.

Janusz miał rację, do nas deszcz nie dotarł. ?Zasiewanie? stało się dla nas XXI-wieczną czapką na cięciwy. Mogliśmy wrócić do strzelania.

Niespodziewanie zacząłem mieć kłopot z utrzymaniem strzały we właściwej pozycji - co napinałem łuk i cięciwę, to ona myk z małej, plastikowej podpórki. - Poruszasz palcami - to znów nieoceniony Norbert. - Wcześniej tego nie robiłeś, to może być wynik zmęczenia.Zacząłem się przyglądać. Istotnie. O ile nasadka strzały po wykonaniu charakterystycznego kliknięcia siedziała twardo na cięciwie, to palce ręki podtrzymującej łuk nieznacznie myszkowały, strącając ją z podpórki.

Po rozwiązaniu problemu z tym elementem zacząłem strzelać pewniej - płynnie zakładałem strzałę, napinałem łuk, celowałem, ściągałem łopatki i wypuszczałem pierzasty pocisk. Dość, czas zobaczyć w akcji mistrza.

strzelanie z łukufot. Kuba Atys

Samouk mistrzem świata

Byłem niesamowicie ciekaw, jak można sobie poradzić przy strzelaniu z konia. Stojąc, zależysz wyłącznie od siebie, a tu dochodzi czworonożny, nie zawsze przewidywalny partner.

Do pokazu Norbert spośród dwunastu koni Janusza wybiera 10-letniego Persjana po arabie od klaczy małopolskiej. Widać, że siwy wałach naładowany jest energią. Narowisty, ale ma podstawową zaletę, nie boi się dźwięku wypuszczanych strzał.Janusz rozstawia wzdłuż toru do strzelania białe liny. Wzdłuż nich obciągnięte folią bele słomy z tarczami. Podziurawione są jak sito.- Persjan lubi sobie nagle pogalopować do stajni, więc po to taśmy - wyjaśnia Janusz.

Tymczasem Norbert rozgrzewa konia. Stęp, kłus, galop - wałach błyskawicznie przemierza tor. Gdzie tu czas na strzał? Norbert ma ze sobą łuk refleksyjny. Jest krótszy od tego, z którego uczył mnie strzelać, z charakterystycznymi zawijanymi końcówkami. Ze względu na długość łatwiej jest posługiwać się nim w siodle. W odróżnieniu od łuku prostego w tym przypadku energię nadają strzale końcówki ramion.

Patrząc na jeźdźca, aż trudno uwierzyć, że jest samoukiem. 20 lat temu koleżanka zaciągnęła go na tor łuczniczy warszawskiego Drukarza. O ile dla niej była to pierwsza i ostatnia wizyta, dla niego był to dzień, w którym odkrył swoją pasję. Już jako łucznik wstąpił do Bractwa Miecza i Kuszy, które zajmowało się rekonstrukcjami historycznymi. Kolejny przełom w jego strzelaniu nastąpił dwa lata później, gdy w Wyszehradzie na Węgrzech zobaczył pokaz Lajosa Kassai, legendy łucznictwa konnego i prekursora tego sportu w Europie.

- Od razu zacząłem się zastanawiać, gdzie mogę tego spróbować. Był pewien drobny problem. Nie potrafiłem jeździć - śmieje się Norbert. Na służewieckim torze od zawsze potrzebowali ludzi do rozgrzewania koni. Norbert zaczął od stajni, a gdy już obył się z końmi i jako tako potrafił dosiąść, wyjeżdżał nimi na tor... zabierając ze sobą łuk.

- Pomyślałem, że od razu muszę uczyć się i jazdy i strzelania konnego - tłumaczy. - Nie było nikogo, kto mógłby mi udzielić wskazówek, a intuicyjnie czułem, że tak będzie najlepiej. Służewiec przestał mu wystarczać. Trenował w stajni Rumak w Beskidach, pokazami zarabiając podczas festynów na rzecz odbudowy drewnianej cerkwi w Krępnej.

- W 2007 r. dowiedziałem się, że w Niemczech zaczął się boom na łucznictwo konne. Pojechałem na zawody - opowiada Norbert. - Komiczna sytuacja. Organizatorzy najpierw dopytywali, kto ja jestem i skąd. Nie dowierzali, że ktoś w Polsce strzela z konia. Potem stwierdzili, że mogę startować, ale najpierw muszę pokazać, że umiem jeździć. Chyba zdałem, bo dopuścili mnie - śmieje się.

To w Niemczech po raz pierwszy zetknął się z jeźdźcami z Korei. Mieli pecha. Ci genialni łucznicy przyzwyczajeni są do swoich małych koników, o których można powiedzieć (nieco złośliwie), że przypominają wyrośnięte psy. W Niemczech musieli dosiąść wielkich europejskich koni.

- Ich ?maluchy? są trochę wolniejsze i jeździ się na nich nieco inną techniką, więc jak Koreańczyk wsiadł na ?naszego? ogiera, to zanim naciągnął cięciwę, był już w połowie toru - opisuje Norbert.

Występem w Niemczech, choć nie wygrał, zapracował na to, że zaczęto go zapraszać na kolejne zawody. W 2009 r. pojechał na mistrzostwa świata do Korei (gospodarze dosiadali już swoich wierzchowców) i on, Norbert Kopczyński, z kraju nie będącego łuczniczą potęgą, został najlepszym łucznikiem konnym świata.

strzelanie z łukufot. Kuba Atys

Strzał co dwie sekundy

Persjan już rozgrzany. Podniecony, tańczy na starcie. Za chwilę pokona 90 metrów toru. W czasie tylko nieco dłuższym od mrugnięcia okiem Norbert będzie musiał trafić w trzy tarcze umieszczone na centralnie ustawionym słupie - z najazdu, na wprost i z tyłu. To tzw. tor węgierski. Liczą się celność i czas.

Poszli. Kopyta konia wyrzucają fontanny piachu. Jego sylwetka gwałtownie rośnie w oczach. Norbert puszcza wodze. Błyskawicznie wyciąga strzałę, nakłada na cięciwę, naciąga łuk, strzela. Strzała jeszcze nie wbija się w tarczę, a on już jest przygotowany do kolejnej próby. Mija nas w pędzie i zwalnia cięciwę. Persjan niesie dalej. Teraz Norbert, skręcając się w siodle do granic wytrzymałości, wypuszcza ostatni pocisk. W chwili gdy z charakterystycznym furkotem wbija się w tarczę (trzeci trafiony!), jeździec i koń hamują na końcu toru. Pomiędzy strzałami upływały 2 sekundy - angielscy łucznicy sławieni za szybkość wystrzeliwali 12 w ciągu minuty!

Mój nauczyciel wykonał wszystkie czynności, które mi demonstrował, w niewyobrażalnym tempie i warunkach, w jakich ja walczyłbym nie o oddanie strzału, ale o przeżycie. - No, musiałem nieco popracować nad szybkością, bo nie byłbym w stanie wygrywać zawodów - skwituje później Norbert.

Czy zaraziłem się łucznictwem? Na pewno jeszcze będę strzelał, ale... raczej pozostanę przy tym na ziemi.

Więcej o:
Komentarze (4)
Ale kozak! Strzelanie z łuku
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: chloropikryna

    Oceniono 3 razy 3

    tego lucznika mozna spotkac osobiscie na torach warszawskiego Marymontu. Zapraszamy

  • hrkukus

    Oceniono 1 raz 1

    Z jakiego łuku strzelał Odyseusz chyba nie jest takie oczywiste. W Odysei wspomina się łuku wykonanym z rogu. To by nie był łuk długi, sądząc po trudnościach z napięciem mógł być refleksyjny. Poza tym, jak czytałem gdzieś, nie pamiętam gdzie, Grecy strzelali napinając łuk prostopadle do ciała, stąd łucznik musiał być bardzo silny. Ale nie wiem czy to wszystko prawda. Może ktoś się na tym zna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX