Lekcja kręgli u magika

Widzieliście kiedyś uśpioną kręgielnię? Miejsce, które kojarzy się z gwarem, adrenaliną i doskonałą zabawą, pozbawione ludzi i pogrążone jeszcze w półmroku, wygląda kosmicznie. Można wyłowić tylko zarys torów, kule czekające na graczy i martwą jeszcze paszczę, w której znikają strącone kręgle.

Nagle ciemność rozświetla blask jarzeniówek, a wtedy w oczy od razu rzuca się wielka złota ściana. To stojące za barem dziesiątki pucharów. Większość z nich zdobył człowiek, zagrać partyjkę z którym przyjechałem do Inowrocławia - Emil Polanisz, trzykrotny mistrz Polski w bowlingu.

Perfect Game

Mój rekord to 156 punktów i doskonale pamiętam, jak pękałem z dumy po jego uzyskaniu. Wydawało mi się, że to wspaniały wynik. W Bowling Magic Center, gdzie miało dojść do mojego pojedynku z mistrzem, szybko zrozumiałem, na co się porywam. Wystarczyło, że spojrzałem na karteczki z rekordami wywieszonymi nad każdym torem: 300, 300, 286, 300, 297...

Nie skończyłem studiować wszystkich, gdy usłyszałem Emila: - To dawno nieaktualne. Na każdym torze jest 300, ale komu chciałoby się przystawiać drabinę. W ułamku sekundy mój rekord skurczył się do mikroskopijnych rozmiarów. 300 punktów to tzw. perfect game.

Oznacza to, że za każdym rzutem gracz strącał wszystkie kręgle (otrzymuje za to specjalny bonus). Rzutów jest dziesięć, a w przypadku strącenia w ostatnim z nich wszystkich kręgli uzyskuje się dodatkowe dwa rzuty. Suma bonusów z perfekcyjnej dwunastki daje 300 pkt. 
- Spokojnie, mnie przecież też nie na co dzień udaje się strącić wszystkie - pociesza Emil. - Widzisz wyniki, w których do 300 brakuje kilkunastu punktów? Oznacza to, że w jedenastu rzutach były strącone wszystkie kręgle, ale przy ostatnim gracz nie wytrzymał ciśnienia. Normalnie pewnie by strącił, ale sparaliżowała go wizja perfect game.

Poślizg, ważna rzecz

Emil włącza komputery sterujące systemem i gigantycznymi bębnami do ustawiania kręgli. Na tor wypuszcza automat do smarowania nawierzchni. - Każdy tor wymaga systematycznej konserwacji. To zwiększa ich trwałość i ułatwia poślizg kuli - tłumaczy. - Są różne rodzaje smarowania, o zróżnicowanym stopniu trudności. Nie martw się, w praktyce ma to znaczenie wyłącznie dla zawodowców, ciebie nie dotyczy. Wyjaśnia, że długość smarowania mistrzowskiego podaje się w stopach - od 32 do 47. Na każdym z nich wymagana jest nieco odmienna technika rzutu. Osiągnąć na nich naprawdę wysoki wynik potrafią wyłącznie profesjonaliści.

Tory gotowe - u Emila smarowanie mistrzowskie, u mnie dla zwykłego śmiertelnika. Zajmujemy dwa sąsiednie stanowiska. Na swoim mistrz rozkłada prawdziwy arsenał - jego kule, buty, smary, szmatki do przecierania mieszczą się w kilku przepastnych torbach. Z ciekawością spoglądam na tajemnicze nakładki. Jest ich kilkadziesiąt.

- To pod buty. Każda nawierzchnia wymaga innego rodzaju ślizgu. Łatwiej jest wymienić podeszwę na rzepy, niż każdorazowo zmieniać buty - tłumaczy. - A ja jakie mam założyć? Podobno lepiej większe, wtedy łatwiej o poślizg. - Nie wiem, skąd to wziąłeś. Może i łatwiej o poślizg, ale stopy w bucie, nie buta na podłożu - zanosi się śmiechem Emil. - Mają dobrze pasować i tyle. Nosisz numer 43, to zakładaj 43. Uwierz, na standardowe podłoże, a takie jest na kręgielniach dla amatorów, zwyczajne buty w zupełności wystarczą. Rozgrzewaj się.

sport, mój pierwszy razSzybko się uczę!, fot. Albert Zawada

Nie patrz na kręgle

Ostatnich wskazówek udziela mi ojciec Emila, Mieczysław Polanisz. On również jest wytrawnym bowlingowcem. Jego niepokój budzi już dokonany przeze mnie wybór kuli. Chwytam jak zawsze za "11" (każda kula ma cyfrę oznaczającą wagę w funtach). - No co ty, to dobre dla dziewczyny, albo wyrośniętego dziecka - strofuje mnie senior Polanisz. - Facet powinien rzucać minimum "12", a maksymalnie "16", od której cięższej kuli już nie ma. Wybrałeś taką, do której pewno nie jesteś w stanie prawidłowo wepchnąć palców.

Ma rację, czuję, że palce w otwory kuli wchodzą z nieznacznym, ale jednak, oporem. Jak szaleć, to szaleć. Zmieniam na "14". Teraz palce wysuwają się bez problemu. - Jeśli otwory są zbyt małe, nie ma mowy o wykonaniu dobrego rzutu - upomina trener. - To najczęstszy z błędów. Przypomina mi się przerysowana scenka z "Flinstonów", gdy Barney na siłę wciska palce w kulę, a po wykonaniu rzutu frunie ciągnięty jej ciężarem. W rzeczywistości to oczywiście niemożliwe, ale zbyt mocny kontakt palców z kulą w końcowej fazie popsuje każde podejście do zbicia.

Za chwilę okazało się, że błędów można zrobić więcej. Nigdy wcześniej nie przywiązywałem wagi do kropek umieszczonych na początku toru. Wydawało mi się, że stanowią one wyłącznie element wykończenia. - Oj, to zupełnie nie tak - zanosi się śmiechem trener. - To miejsce, z którego wykonujesz rozbieg. Jeśli istotnie stąd zaczynałeś, to masz intuicję, bo wielu graczy staje dwa, trzy kroki przed linią rzutu - dodaje na pocieszenie.

Ustawia mnie na środkowej kropce i każe próbować. Wykonuję polecenie i popełniam kolejny błąd. - Źle celujesz, bo patrzysz na kręgle. Patrz nie na nie, a na celownik. - Jaki celownik? - Nie widzisz kropek i strzałek? Istotnie, dostrzegam je w odległości kilku metrów od linii, z której wykonuje się rzut. Podobnie jak w przypadku tych z początku toru myślałem, że to ozdobnik.

- To jak w karabinie muszka i szczerbinka. W co łatwiej trafić, w te położone blisko ciebie punkty czy w odległe o kilkanaście metrów kręgle - pyta retorycznie. Radzi, bym na razie celował tylko w strzałki. Ponieważ jestem praworęczny, mam wybrać nie środkową, ale trzecią z prawej. Rzucam i okazuje się, że to działa. Kula uderza centralnie w szczytowy kręgiel! Popadam w euforię.

Pozwól kuli pracować

Cóż, samouwielbienie przyszło za wcześnie. Kilka pierwszych rzutów wyszło mi nie najgorzej, zachęcony więc powodzeniem, zaczynam używać coraz więcej siły. Nie raz widziałem, jak kule wyrzucone przez co bardziej krzepkich graczy frunęły daleko w powietrzu, by z prędkością światła uderzyć w kręgle. Spektakularny efekt wywołujący zachwyt na twarzach ich towarzyszek.

- Hola, hola, nie tak szybko - powstrzymuje mnie mój opiekun. - Przestałeś trafiać. Jak napniesz mięśnie, zakłócisz naturalny kierunek, w którym porusza się kula. To nie twoja siła, a jej ciężar ma wykonać robotę. Spójrz, jak robi to Emil. Mistrz, choć jest zdecydowanie szczuplejszy ode mnie, rzuca "15" i nie widać aby wkładał w to jakąkolwiek siłę. Wykonuje płynny rozbieg, kula porusza się po linii wahadła i ląduje w środku trójkąta, który tworzą kręgle. - Widzisz? Tak rzucaj, a wszystko będzie w porządku. - A jak mam zrobić zawijasa jak Emil?

Nie daje mi spokoju, że jego kule nie lecą, jak moja, po linii prostej. One robią efektownego banana, a gdy już wydaje się, że za chwilę wypadną z toru, wracają i pod kątem uderzają w szczyt piramidy. - To już naprawdę wyższa szkoła jazdy - wyjaśnia Mieczysław Polanisz. - Żeby osiągnąć taki efekt, musiałbyś najpierw uwolnić kciuk, a kulę puszczać po pozostałych dwóch palcach. Oczywiście oprócz treningu do?tego potrzebne jest duże wyczucie i talent. 

Zresztą nie tylko to. Kule, którymi grają tacy profesjonaliści jak Emil, dopasowywane są indywidualnie do ich dłoni. Mają też wymienną tuleję specjalnie odlaną do ich kształtu kciuka. To sprawia, że uchwyt jest wyjątkowo pewny. Nie bez znaczenia jest i to, że kule profesjonalistów mają przesunięty środek ciężkości, a to sprawia, że przy wprawnym rzucie, mocniej skręcają.

Chwila prawdy Koniec treningu. Przede mną najtrudniejsza partia bowlingu w życiu. Pierwszym rzutem strącam wszystkie kręgle. Strike! Fuks nowicjusza? Nieważne. Czuję moc. Uczucie potęguje się, bo Emil na strącenie wszystkich kręgli potrzebuje dwóch rzutów. Kręci z niezadowoleniem głową. Spare.

Jeśli teraz oczekujecie na opis porywającej walki, aż do ostatniej tury, rozczaruję was. Oczywiście mój pierwszy rzut okazał się fuksem, bo następne były już o wiele gorsze. W efekcie w czasie swojej "gry życia" zdobyłem zaledwie 96 punktów. A Emil? Położył mnie na łopatki - 246. Pod koniec bardziej interesowały mnie jego wyczyny niż własne próby. Kule mistrza za każdym razem poruszały się po tym samym, łukowatym torze (po wielu próbach widać ścieżkę, jaką kula robi w smarowaniu toru) i uderzały z zabójczą precyzją.

Już po partii Emil wyjaśnił mi, że "banan" jest po to, aby kula trafiła w centralny kręgiel pod kątem. W ten sposób ona sieje spustoszenie z jednej strony, a odrzucony przez nią kręgiel robi to samo z drugiej. Dlatego przy rzucie po linii prostej szanse na strącenie wszystkich kręgli dramatycznie spadają. Jest coś, do czego muszę się przyznać. Nie mam do końca pewności, ale przy jednej z prób chyba sfaulowałem, czyli przekroczyłem linię rzutu. Fotokomórka nie zareagowała, a i Emil przymknął na to oko. Nie zawsze i nie wszędzie możecie liczyć na taką wyrozumiałość.

Pamiętacie scenę z filmu "The Big Lebowski" braci Coen? Kiedyś możecie trafić na takiego gracza jak Walter, w którego postać wcielił się John Goodman - za odstępstwo od reguł był gotów ukarać przeciwnika śmiercią. No, teraz to odjechałem, ale kręgle to fantastyczna zabawa, która w każdym wyzwala niezgłębione pokłady emocji. Są one wprost proporcjonalne do osiąganych wyników. Bo kto nie chciałby krzyknąć dwanaście razy pod rząd: Strike, strike, strike... Perfect game! Zbić dwanaście razy pod rząd wszystkie kręgle, zdobyć 300 punktów - tak musi wyglądać bowlingowy raj. Zagrałem z kimś, kto trafia do niego w miarę często.


Jak rzucać?

sport, mój pierwszy raz

fot. Albert Zawada


1. Stań na linii rozbiegu. Jedną nogę nieznacznie wysuń (przeciwną do ręki, w której trzymasz kulę). To noga wykroczna. Emil jest leworęczny, dlatego wysunął prawą nogę. 

2. Pierwszy krok wykonujesz nogą wykroczną. Ma on na celu odpowiednie wejście w tzw. timing, czyli poprawne wykonanie całej fazy rzutu.

3. Idziesz normalnym krokiem. Rękę z kulą opuszczasz...

4. ...A potem unosisz energicznym ruchem przed siebie. Noga, przeciwna do ręki trzymającej kulę, idzie do przodu.

5. Kula rozpoczyna "wędrówkę" w tył.

6. Idąc, kontynuujesz swobodny wymach kulą do tyłu. Zaczynasz się lekko pochylać. Kula znajduje się w najwyższym punkcie za tobą.

7. Swobodny wymach kuli do przodu i poślizg na przeciwnej nodze.

8. Pozycja końcowa. Kula już toczy się po torze, ale po jej wypuszczeniu nie opuszczasz od razu ręki. Ma ona w sposób naturalny kontynuować ruch do góry.

Więcej o: