Marcin Dorociński jako "Jack Strong"

Czy nosiłeś w sobie tajemnicę tak wielką, że latami nie mogłeś jej zdradzić nawet ukochanej kobiecie? Tajemnicę, przez którą każdego dnia umierała jakaś cząstka ciebie? Jeśli nie, to nie wiesz, co to samotność i rozdarcie. Ich smak poznał "Jack Strong", zagrany perfekcyjnie przez Marcina Dorocińskiego.

- Bohater jest tak tragiczny i tak niesamowita jest jego prawdziwa historia, że jako aktor mogę się tylko cieszyć, że dostałem szansę zagrania takiej postaci jak pułkownik Ryszard Kukliński - mówi Marcin Dorociński.

Z odtwórcą głównej roli w "Jacku Strongu" rozmawiałem w grudniu, tuż po kameralnym pokazie. Muszę przyznać, że jak nigdy dotąd z niecierpliwością czekałem na pierwsze kadry najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego. To dlatego, że mało jest postaci, które budzą tak wiele skrajnych emocji jak Kukliński - albo wielka postać, albo pieprzony zdrajca. Innych ocen praktycznie się nie spotyka.

"Nie chciałem sugerować, jaką postacią był Kukliński"

Jak reżyser przedstawi pułkownika, który będąc w środku komunistycznego systemu, zdecydował się na współpracę z CIA i stał się kluczowym, choć całkowicie wtedy anonimowym, aktorem zimnej wojny? Czy przerysuje postaci? Czy obejrzę biało-czarny obraz wyprany z szarości? A może będzie to plakatowy Bond w polskim wydaniu, gdzie pościg goni pościg, a trupy ścielą się na zawołanie?

Te pytania nie dawały mi spokoju. Obawy były zbędne. Większość akcji - jak na Pasikowskiego, którego znaliśmy dotychczas - toczy się w spokojnym tempie, ale to spokój pozorny. Podskórnie bowiem aż kipi od wielopłaszczyznowych dramatów, które oszczędną, ale sugestywną grą podkreśla Marcin Dorociński.

- Nie chciałem absolutnie sugerować widzom, jaką postacią był Kukliński. Chciałem, żeby ten film był inspiracją do poznania jego prawdziwej historii - tłumaczy aktor.

Obserwujemy więc kolejne etapy dojrzewania pułkownika do przejścia na drugą stronę. Krwawe stłumienie robotniczych protestów na Wybrzeżu, a potem zrozumienie, że Sowieci są gotowi poświęcić Polskę w imię wojny z kapitalizmem. To nie pozostawia mu wyboru.

Dramatyczny moment w historii

Dodatkowo z każdą minutą napięcie rośnie. Rosjanie wiedzą, że wśród Polaków mających dostęp do największych tajemnic Układu Warszawskiego jest szpieg, a krąg podejrzanych dramatycznie maleje. Poruszające są fragmenty, w których widzimy, jak Kukliński żyje niby-normalnym życiem. Pracuje, spotyka się z kolegami. Rozmawia z rodziną, ale tak naprawdę jest sam przeciw wszystkim. Samotny człowiek, który dźwiga ogromną tajemnicę, której zdradzenie dla niego i najbliższych będzie oznaczać śmierć.

- To taki bardzo rozdarty, romantyczny bohater. Człowiek potwornie samotny, żyjący z wiedzą, którą nie mógł się z nikim podzielić, w jakimś gigantycznym stresie - mówi Dorociński.

Część filmu opisująca to, co wydarzyło się pomiędzy zgłoszeniem się do Amerykanów a ucieczką z kraju, wydaje mi się najlepsza. To ona stanowi popis aktorski Dorocińskiego. Jest tu w stonowany. Gra w wyważony sposób. Nie szarżuje. Jest opanowany i niezwykle spokojny jak na sytuacje, z którymi musi się zmierzyć.

Jak wielkie było to napięcie Dorociński obrazuje prostym gestem - w chwili gdy Kukliński ucieka na Zachód, upuszcza zaciśniętą w dłoni fiolkę z cyjankiem.

Odcienie szarości

Reżyser opowiada historię Kuklińskiego nieco w stylu Johna Le Carre'a, jak nikt inny potrafiącego opisać historie szpiegów, którzy w bezwzględnych czasach zimnej wojny byli zmuszeni do rozstrzygania podobnych dylematów jak bohater filmu. Czyli precz z czernią i bielą. To szarości nas porywają. I to też chyba największa zaleta kreacji stworzonej przez Dorocińskiego. Uwierzyłem jego grze i z czasem wręcz fizycznie czułem brzemię, które niósł Kukliński. Niektórzy powiedzą, że Dorociński znowu zagrał twardziela. Fakt. Ale czy postać, w którą się wcielił, nie zasługuje na to określenie? Ja odniosłem wrażenie, że zasługuje - i że jest bohaterem.

Dorociński: - Jeśli pan ma taki odbiór, to rozumiem, ale nie tylko to wynika z tego filmu. Widzimy człowieka, który robi to, co uważa za słuszne, i jest w stanie zapłacić, i w ostateczności płaci, ogromną cenę.

To chyba prawda. To rozdarcie widać w scenie, gdy Kukliński stoi samotny i nie wie, co o sobie myśleć. Powinien się cieszyć, więc dlaczego jest taki smutny?

. . .

"JACK STRONG"

Od strony wizualnej "Jack Strong" trochę przypomina znakomity film „Szpieg” Tomasa Alfredsona. Zdjęcia Magdaleny Górki są chłodne i precyzyjne, montaż spokojny, a scenografia, jak na standardy polskiego kina, bardzo dobra. Wiem, co piszę, bo lata komuny dobrze pamiętam. Twórcy filmu przewertowali tomy dostępnych informacji i rozmawiali z ludźmi, którzy pułkownika znali. Między innymi z oficerem CIA Davidem Fordenem, który nadzorował działalność wywiadowczą Kuklińskiego. W sumie powstał dobry film sensacyjny o wcale nieodległej przeszłości, która ciągle ma wpływ na naszą rzeczywistość.

MARCIN DOROCIŃSKI

Aktor teatralny, telewizyjny i filmowy. Urodził się w 1973 r. w Milanówku pod Warszawą. Zagrał w 40 filmach, 31 serialach i wielu przedstawieniach teatralnych. Jego najważniejsze role to podkomisarz Despero w „Pitbullu” (2005 r.) Patryka Vegi, ubek Bronisław w „Rewersie” (2009 r.) Borysa Lankosza, kapral AK „Wydra” w „Obławie” (2012 r.) Marcina Krzyształowicza i Tadeusz w „Róży” (2011 r.) Wojtka Smarzowskiego.

Na ekrany weszły niedawno dwa nowe filmy z jego udziałem: „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego i „Pod Mocnym Aniołem” Wojciecha Smarzowskiego.

Więcej o:
Komentarze (4)
Marcin Dorociński jako "Jack Strong"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Viola Nowakówna

    Oceniono 4 razy 0

    Świetny film, świetna reżyseria, świetna Ostaszewska, doskonały Dorociński.

  • krytykwkapciach

    0

    Polecam recenzję filmu "Jack Strong" na blogu: krytycywkapciach.blogspot.com/2014/02/jack-strong.html

  • mer-llink

    Oceniono 7 razy -3

    Bardzo dobry film jako film.
    Z jednym felerem merytorycznym:
    stawia pomniczek ewidentnemu zdrajcy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX