Testujemy Porsche Macan Turbo. 400 KM, 269 km/h

WIEM, ŻE BĘDZIESZ MI TEGO ZAZDROŚCIĆ. JEŹDZIŁEM PO MAROKU PORSCHE MACAN. A TO JEST PIERWSZY NAPRAWDĘ SPORTOWY SUV NA ŚWIECIE.

Mam pięć dych na karku, a nigdy tego wcześniej tego nie robiłem. Za każdym razem, gdy przyszło mi pisać o samochodzie tej marki, wstydziłem się, że nigdy jeszcze nim nie jeździłem. Nazywają go prosiak, porszawka, porszak i jest najprawdziwszą legendą motoryzacji.

Dziennikarze motoryzacyjni mówią o nim z takim pożądaniem, jakby chodziło o seks ze Scarlett Johansson albo Anją Rubik. Opowieści o ich wyczynach za kierownicą porsche słuchałem z uwagą, z jaką prawiczek słucha przechwałek starszych kolegów. Oczywiście, najbardziej marzyłem, by mój pierwszy raz odbył się w 911, ale dziewictwo przyszło mi stracić z Porsche Macan.

DO ZAKOCHANIA JEDEN KROK

Randka zapowiadała się romantycznie, bo Porsche urządziło pierwsze jazdy w Maroku. Kwiecień to chyba najlepszy czas, by tam pojechać. Przybysza z północy wita oślepiające słońce, 30 stopni, pierwsza wiosenna zieleń pokrywa doliny, a w górach czekają puściusieńkie, wąskie i kręte drogi. Podobno często o zakochaniu decyduje już pierwsze spotkanie. Nasze takie nie było, choć Marek z polskiego oddziału Porsche, który zaaranżował nasze tete-a-tete, wybrał dla mnie topową wersję turbo. Owszem, samochód jest ładny, wygląda trochę jak dziewięćset jedenastka umieszczona na platformie, ale jego wymiary wydawały mi się dalekie od idealnych 90/60/90, jakie powinno mieć sportowe auto. Macan Turbo ma 4699 mm długości, 1923 mm szerokości i 1624 wysokości, czyli jest po prostu duży i wysoki.

Ale przecież najważniejszy jest temperament. A tego porszakowi nie brakuje. Na papierze informacje o mocy silnika i przyśpieszeniu są imponujące. 400 KM, 550 Nm momentu obrotowego i 4,6 sekundy do setki zapierają dech w piersi.

UKRYTY SMOK

Już samo uruchamianie porszaka przypomina, po co buduje się te samochody. Kluczyk wkładam do stacyjki umieszczonej po lewej stronie. To ukłon w stronę tzw. startu w stylu Le Mans, wyścigu, w którym kierowcy zyskują cenne mikrosekundy, lewą ręką odpalając silnik, podczas gdy prawą mogą od razu wrzucić bieg. Ja tego robić nie muszę, bo macana wyposażono w automatyczną skrzynię biegów. Dla mnie to rozwiązanie idealnie sprawdza się w samochodach sportowych: można całkowicie skoncentrować się na prowadzeniu.

Pierwszy odcinek trasy wiedzie przez góry. Później okazało się, że Porsche po raz kolejny wybrało tę drogę do testowania nowych modeli. Wiem dlaczego. Wąziutka nitka asfaltu wije się przez jeden z najbardziej malowniczych krajobrazów, jakie w życiu widziałem. Kilometrami nie spotykaliśmy żadnego pojazdu czy człowieka. To dobrze, bo od momentu włączenia silnika mam ochotę tylko na jedno. Najlepiej ujęła to koleżanka z prasy ukraińskiej: "Gazowat, gazowat, gazowat!".

Już po kilku minutach zdaję sobie sprawę, na czym polega fenomen porsche. Samochód prowadzi się nieprawdopodobnie lekko. Nie wiem, jak inżynierowie z Stuttgartu to zrobili, ale wielki, ważący prawie dwie tony macan prowadzi się jak elektryczny samochodzik w wesołym miasteczku. Jest inaczej niż w BMW, w którym układ kierowniczy stawia wyraźny, ale przyjemny dla kierowcy opór, i inaczej niż w MINI, którego prowadzenie najlepiej opisuje wyświechtane porównanie do gokarta. Porsche to klasa sama w sobie. Wsiadasz i po prostu jedziesz. Zero wysiłku, a bez względu na twoje umiejętności wszystko ci wychodzi. Ośmielony tą łatwością, daję ognia.

Samochód ma napęd 4x4, więc naprawdę trudno wyprowadzić go z równowagi, ale po minie Marka, który jedzie ze mną jako przyzwoitka, widzę, że często jesteśmy blisko tej granicy. Udaję, że nie dostrzegam jego grymasów i jadę coraz szybciej. Kop w hamulec przed samym zakrętem, neutralne przejście po krzywiźnie i gaz do dechy na wyjściu z wirażu. I tak kilkaset razy. Coraz bardziej mi się to podoba, bo we krwi mam tyle adrenaliny, że mógłbym stanąć do pojedynku z Pudzianem i Khalidovem równocześnie. Droga jest tak wąska, że prawie cały czas koła po jednej ze stron auta szorują po szutrowym poboczu. Na samochodzie nie robi to specjalnego wrażenia. Teraz rozumiem, dlaczego nowe porsche nazwano Macan, co w języku indonezyjskim znaczy tygrys. Auto jakby wgryza się w każdy zakręt. Zawieszenie, silnik, skrzynia biegów i układ kierowniczy współpracują ze sobą, tak jak to się zdarza tylko w konstrukcjach technicznych najwyższej jakości.

Tylko raz, gdy wpadamy na pokryty drobnym żwirem kawałek asfaltu, czuję, że auto jakby płynęło po wodzie, a Marek mówi, że było naprawdę niebezpiecznie. Coraz śmielej ścinam zakręty. Błąd, na jednym z nich staję czoło w czoło z ciężarówką. Niemal czuję, jak klocki hamulcowe wbijają się w tarcze, ale samochód nie rzuca na boki i staje wryty jak byk na korridzie. Dopiero po chwili dociera do mnie, że omal nas nie zabiłem, a z opresji uratowały nas tylko refleks kierowcy ciężarówki, hamulce i szczęście. Czas na spokojniejszą jazdę.

W MIEJSKIEJ DŻUNGLI

Kupując macana, większość ludzi będzie marzyła o takim właśnie korzystaniu ze swojego nabytku. Egzotyczne wakacje, boczne drogi, na których przyda się wyższy prześwit oraz napęd 4x4. No i ta nieuchwytna aura przygody, którą mają w sobie SUV-y. Do takiej roli porszak nadaje się nieźle. Po pierwsze, jest wygodny i praktyczny. Jak na to, co potrafi w czasie szybkiej jazdy po zakrętach, nawet zaskakująco wygodny. Siedzi się niżej niż w większości tego typu aut. Nisko poprowadzona linia deski rozdzielczej dodaje wnętrzu lekkości. Sportowe fotele podtrzymują ciało pewnie jak sanitariusz w izbie wytrzeźwień. Wnętrze wygląda jak definicja pojęcia "made in Germany". Nawet podsufitka zrobiona jest z alkantary. Plus bagażnik o bardzo przyzwoitej pojemności 500 l.

Nie będę kłamał, że siedziałem z tyłu. Nie wiem też, ile porsche pali. Są rzeczy, których się nie robi i o które się nie pyta na pierwszej randce. A ta jak wszystko, co dobre, powoli się kończy. Jeszcze tylko kilkudziesięciokilometrowy sprint po płaskiej drodze przez dolinę w stronę Marrakeszu, w czasie którego przekonuję się, że obiecywana prędkość maksymalna, czyli 269 km/h, nie jest czczą przechwałką, bo jadąc 180 na godzinę, mam wrażenie, że to tylko początek zabawy. Jeszcze kluczenie po wąskich uliczkach medyny, które przekonuje mnie, że to nie jest auto stworzone do miasta. Jest na to za szybkie, za duże i zbyt pełne temperamentu. Przypomina arabskie rumaki ciągnące w Marrakeszu dorożki. Aż szkoda, że większość macanów spędzi swoje życie, wożąc dzieci do szkoły i wspinając się na krawężniki.

Z żalem oddaję kluczyki i żegnam się z samochodem. Jestem pewny, że macan będzie przebojem. Aż trudno zrozumieć, dlaczego nie powstał wcześniej i przez lata Porsche pozwoliło bezkarnie hulać BMW X3 i mercedesowi GLK. To świetne, uniwersalne sportowe auto dla każdego, na które będzie stać bardzo nielicznych.

DANE TECHNICZNE

Porsche Macan Turbo

PRZYŚPIESZENIE DO 100 KM/H: 4,6 s

PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA: 269 km/h

SILNIK: benzynowy V6 o pojemności 3,6 litra

MOC: 400 KM

MOMENT OBROTOWY: 550 Nm przy 1350 obr./min

MASA: 1947 kg

ŚREDNIE SPALANIE: 9,2 l na 100 km

POJEMNOŚĆ BAGAŻNIKA: 500 l

CENA: 79 826 euro

Więcej o: