Abelard Giza: "Stand-up luzuje majty"

Jak media złapią za ryj, to rozszarpują. Ja mam wrażenie, że jestem zapisany gdzieś w bazie danych jako: ?Giza: bąki, Wawel, papież, skandal?.

Jacek Łuczak: Często rozpuszczasz włosy? A przepraszam, to było pytanie do Marii Peszek Co cię śmieszy: to, że ktoś, komuś podstawi nogę, wpadnie do basenu, polscy politycy?

Abelard Giza*: - To, że ktoś wpada do basenu może być śmieszne, jeśli robi przy tym naprawdę głupią minę. Śmieszne są też wygibasy naszych polityków. Bardzo lubię oglądać stand-up zachodni, żeby się pobawić, ale także, żeby się czegoś nauczyć. Uwielbiam Louis'a C.K. Śmieszy mnie Monty Python, seriale „Statyści”, „Louie”, „Przyjaciele”. Wiele rzeczy z różnych półek. Czasem uśmiech wywołuje wymyślna, cudowna gra słów pana Przybory, a czasem do łez doprowadza mnie wywrotka na skórce od banana.

Niektórych matematyków śmieszyła styczna do okręgu...

- No właśnie, a ja nawet nie wiem, o co chodzi. Życie mamy złożone z wielu elementów: z disco polo na weselu i z koncertu Leszka Możdżera, jeśli mamy ochotę się odchamić. Ale czemu mielibyśmy spotykać się tylko z Możdżerem, albo wyłącznie tłuc disco polo? Jednolitość i jednowymiarowość, nawet ta najwyższej klasy, powoduje, że jesteś ograniczony. Warto się rozejrzeć.

Znany jesteś jako twórca kabaretu Limo, ale ostatnio zająłeś się stand-upem, niektórym może nawet wydawać się, że to ty go w Polsce wymyśliłeś.

- Nie, nie, to nie ja wymyśliłem stand-up, nawet nie byłem pierwszym stand-uperem w Polsce.

A kto?

- Nie wiadomo, kto był pierwszy, tak jak nie wiadomo, kto wynalazł koło. W moim środowisku zaczął Kacper Ruciński. Mnie też zawsze kusiło, żeby wychodzić samemu na scenę, ale to działania Kacpra stały się impulsem. Równocześnie z nim w Warszawie stand-up zaczęły robić chłopaki z grupy Stand-up Polska. 

To, że ludzie kojarzą mnie ze stand-upem, może brać się stąd, że już wcześniej byłem znany z kabaretu Limo, który bywał często w telewizji, a że mieliśmy już pierwszą aferę z Wawelem [skecz o Krypcie na Wawelu, w którym Piłsudski mówi do nowo przybyłego Lecha Kaczyńskiego: „spierdalaj” - przyp. red.], media przyczepiły się do mnie. Wiesz, że jak media złapią za ryj, to rozszarpują. Spłycają i wybierają tylko to, co jest im potrzebne.

Mam wrażenie, że jestem zapisany gdzieś w bazie danych jako: „Giza: bąki, Wawel, papież, skandal”. 

A czym stand-up różni się od kabaretu?

- Podstawowa różnica pomiędzy stand-upem a kabaretem jest taka, że stand-up to występ solowy, a w kabarecie zwykle gra kilka osób. Odłamów i podgrup w stand-upie jest bardzo dużo, m.in. storytelling czy one man show. Mówi się, że to, co robią Jerzy Kryszak czy Cezary Pazura, to jest stand-up. Ale my nie do końca kontynuujemy tę linię.

Nie wcielam się w żadną postać, mówię jako Abelard Giza, który tym a tym się wkurzył, to a to go zajarało. Nie mam też żadnego tabu. Pomiędzy widzem a mną buduje się jakaś specyficzna więź, czasem w rozmowie, czasem tylko w energii. Nie mogę udawać, że jest między nami ściana. Jeśli będziesz krzyczał, kasłał, spadniesz z krzesła, a ja tego nie zauważę i będę leciał dalej z programem, to będzie to fałszywe, bo widzę przecież, że coś się dzieje, i powinienem to skomentować. 

Nie odgrywasz scenek, jak w kabarecie.

- Nie w stand-upie. Skecze kabaretowe, zwłaszcza te telewizyjne, są raczej grzeczne. W Ameryce wszyscy są bardziej wyluzowani. Tam są programy, w których opowiada się takie rzeczy, za które u nas można by było być wyrzuconym, zwolnionym, pobitym i zakopanym. Tam gwiazdy mają do siebie większy dystans, nawet Barack Obama jest w stanie odwiedzić tego typu show. A u nas wyobrażasz sobie prezydenta Komorowskiego w takim komediowym programie? Co się stało, kiedy Tusk zaśpiewał w internecie „Hey, Jude”? Wszyscy go krytykowali, że to polityczne, bo się wygłupia, że to walka o głosy. 

Stand-up jest czymś, co luzuje majty. Ludzie nie mają mi za złe, że przeklnę, że powiem coś o księdzu. Oni przychodzą na mój występ z własnej woli, siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu i żartujemy. Nic więcej. Jednak panuje przekonanie, że Abelard Giza to zło, człowiek, który napadł papieża. 

W Stanach kilkadziesiąt lat temu Lenny Bruce był nawet skazany za używanie przekleństw na scenie i żarty o seksualnym podtekście. Nas oczywiście nikt nie skazuje, ale czasem mam wrażenie, że Polska jest dziś na podobnym etapie, jak USA wtedy.

No więc zahaczę cię o ten skecz z papieżem. Dołączyłeś do Dody, Behemotha, a także Galileusza, Kopernika i wielu innych czarownic. Jak się czujesz z hiszpańską inkwizycją na plecach?

- Różnica jest taka, że Kopernik zmienił świat, a ja tylko „puściłem bąka”. Bawi mnie to i jednocześnie przeraża. Chciałoby się zrobić coś?naprawdę ostrego, zmienić świat, zatrząść Ziemią w posadach, na zasadzie „Żywotu Briana”, a tutaj wychodzisz z monologiem, o którym nawet pani z telewizji powiedziała, że nic tu mocnego nie ma. I nagle pojawia się jakiś gość, którego to oburzyło. 

Mówi się jednak, że granica tego, co mogą znieść widzowie, wciąż się przesuwa. Czujesz, że to ty właśnie przesuwasz tę linię?

- Chciałbym. I mam poczucie, że jestem jednym z tych, co przesuwają, i bardzo się z tego cieszę. Dla mnie w stand-upie nie powinno być granic. 

Nazajutrz po zamachach z 11 września Sarah Silverman występowała w klubie komediowym i opowiedziała taki dowcip: „11 września był niszczący, zwłaszcza dla mnie. Tego dnia dowiedziałam się, że sojowa kawa latte ma 900 kalorii, a piłam ją codziennie”. Część osób się zaśmiała, część była oburzona. Fajnie to potem tłumaczyła: „Dzień po zamachach przyszliście do klubu komediowego, na występ komediowy. Każdy z was, ja też, chciał odreagować to, co się wydarzyło”. Według mnie kontekst tłumaczy tak mocny żart. 

U nas, w Polsce, do wszystkiego podchodzi się zbyt emocjonalnie. Jest parę sztandarowych haseł, które wywołują przerażenie: Oświęcim, Katyń, papież, Kościół. Tak było ze skeczem o polityku i dresiarzu. Puścił go Artur Andrus w swojej audycji. Dresiarz Blacha pojechał do Putina i tak mu dał z baniaka, że Putin zaczął przepraszać za jakiś Katyń. Ktoś zadzwonił do radia oburzony, że jak można żartować z Katynia. Ale ten człowiek nie zrozumiał, że my nie żartujemy z Katynia, tylko z tego, że trzeba sprać Putina, żeby on przeprosił nas kiedyś za Katyń. Ludzie nie zastanawiają się nad kontekstem, w którym używa się tych słów.

Żart z papieża przyniósł Ci jednak niebywałą popularność.

- Przeraża mnie to. Zapraszają cię wtedy do Kuby Wojewódzkiego. Siadasz i myślisz: „I to właśnie wystarczy zrobić, żeby znaleźć się w telewizyjnym show?” 

Ale nie wiadomo, kto jest tu bardziej winny: ten pan z PiS-u czy media? Bo temu panu coś się nie spodobało, ale to media zaczęły pisać, dopytywać, przedrukowywać. Od 14 lat robiłem wtedy kabaret, mieliśmy wielką oglądalność w internecie, pełne sale widowni - nikt się tym nie interesował.

Przerażające, że przez takie pierdoły, jak skecz o papieżu, można się stać popularnym. Ale wyszło na dobre. Wiele osób powiedziało: „O nie, nienawidzę gnoja”, ale wiele powiedziało: „O! Super, mówi to, co myśli”. I to było fajne, bo zrobiło się miejsce dla tych, którzy nie byli oburzeni. I okazało się, że mamy swoją widownię. 

A dostałeś propozycję udziału w programie telewizyjnym jako ekspert od papieża przed konklawe?

- No właśnie nie. Ale wydaje mi się, że wybrali tak pozytywnego papieża, że gdyby on do mnie zadzwonił, a lubi dzwonić po ludziach, to naprawdę pośmiałby się i miałby pełen luz.

Kabaret Limo z końcem roku przestaje istnieć. Czy ma to związek ze zmianą systemu rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy? Z ocieplaniem się klimatu?

- Nie, nie ma to także nic wspólnego z rozwiązaniem Budki Suflera. Tłumaczyliśmy już naszą decyzję na fejsie, to szczera notka, po prostu każdy z nas chce już pójść swoją drogą. Trzeba wiedzieć, kiedy „ze sceny zejść”, fajnie jest zostawić coś, co ma ręce i nogi, na takim etapie, na którym ludzie z żalem pytają: „fajny kabaret, czemu się rozpadacie?” No właśnie dlatego, żebyś nie pytał: „czemu jeszcze się nie rozpadacie?” 

Występujesz wraz Kacprem Rucińskim i Katarzyną Piasecką w projekcie, który nazywa się Stand-up Bez Cenzury. Czy pojęcie „bez cenzury” coś ułatwia na scenie? Publiczność wie, czego się spodziewać, nie oburza się na hardkorowe żarty?

- Taki tytuł to faktycznie celowe działanie, chociaż Stand-up Bez Cenzury to trochę masło maślane. Ale gdy zaczynaliśmy projekt, próbowaliśmy ostrzec widza, który rzadko kiedy kojarzył hasło stand-up. Chcieliśmy podkreślić, że może być mocniej. Nawet na wstępie mówiliśmy, jak bawi nas hipokryzja niektórych - kiedy pada ze sceny przekleństwo, taki ktoś oburzony mówi: „Ty, patrz, kurwa, przeklął!”.

Oczywiście stand-up to nie tylko hardkor. Przede wszystkim to inteligentna rozrywka, która porusza różne tematy i posługuje się różnym językiem. Kluczowe jest to, że nic go nie hamuje. Potrafi być ostry, ale i bardzo literacki. Potrafi mówić o rzeczach przyziemnych, ale też o tych najważniejszych. Bill Hicks mówił o wolności, George Carlin o religii. Dylan Moran czy Eddie Izzard potrafią zabrać widzów w podróż pełną abstrakcji. Wszystko zależy od występującego komika. Bill Cosby w ciągu dwugodzinnego występu w ogóle nie przeklinał. 

Chodzi o to, że przekleństwo może się pojawić i nie ma w tym nic złego. To tylko słowo. Bezbronne bez kontekstu. Z resztą wszyscy przeklinamy: student, robotnik czy profesor.

Nie używasz przekleństw zamiast przecinka?

- Przekleństwo musi być uzasadnione. Kiedy mówię na scenie, że słowo „karzeł” jest chujowe, to ja uważam, że jest chujowe. Nie, że słabe, kiepskie. Tylko chujowe. Nie przeklinam co drugie zdanie, ale staram się mówić swobodnie. 

Wszystko się zmieniło. 20 lat temu, kiedy ktoś przeklął na ulicy, to podchodził do niego inny i mówił: „możesz się uspokoić?”. A tamten odpowiadał „przepraszam”. Teraz cię za to zabiją, pobiją, nawet jeśli jesteś niewidomy. Kiedyś „Psy” w telewizji leciały zawsze po 23. Ostatnio o godz. 20. Możemy się na przekleństwa oburzać, ale nie o to chodzi w stand-upie. Nie jest w tym monologu ważne to, że przekląłem, tylko to, o czym mówię, np. o homofobii, tolerancji, czy pijanych kierowcach. Temat wychodzi ze mnie, on mnie nurtuje, ciekawi, jestem emocjonalnie z nim związany. A balansowanie między literackością a wulgarnością to jest to, co bardzo lubię. 

Nie szokowało to na początku ludzi, którzy przychodzili na wasze występy?

- Kiedy stand-up nie był jeszcze zbyt znany, ludzie przychodzili na występy, bo kojarzyli Katarzynę Piasecką z kabaretem Słuchajcie, a mnie z kabaretem Limo. Byli w szoku, że przeklinam i opowiadam o niepełnosprawnych czy masturbacji. Tego nie można było zobaczyć w telewizji. 

No właśnie, za moich czasów, kiedy występowałem z kabaretem Afera, żeby zaistnieć, trzeba było być na przeglądzie kabaretów PaKA w Krakowie, a potem w telewizji. A jak jest teraz?

- Telewizja ma wciąż jeszcze jakąś taką moc. Ale jest też internet. To jest piękne, że bierzesz kamerę czy dyktafon i jeśli masz naprawdę coś fajnego do przekazania, to za chwilę obejrzy to dwa miliony ludzi. Jeśli wrzucisz drugi i trzeci równie dobry filmik, to będziesz miał 30 milionów odsłon i w pewnym momencie na twoim występie będzie pełna sala.

Ale wszystko zależy od tego, co chcesz robić. Jeśli chcesz z kabaretem jeździć po domach kultury i festynach, to trzeba wziąć pod uwagę, że burmistrzowie i kierownicy domów kultury sugerują się jeszcze telewizją.

Ale jeśli chcesz grać dla ludzi młodych i wali cię telewizja, to wydaje mi się, że internet jest wystarczający.

Co się robi, żeby dowcip nie był żenadą?

- Trzeba się wyluzować. To kluczowa kwestia. Sam widzę czasami, kiedy popełniam błąd emocji. Jak się wkurzę, to się zacietrzewiam. Nawet na myśl o tym, co się dzieje na końcu świata. Ostatnio czytałem o jakichś debilach, którzy chcieli ukamienować kobietę. Nawet samochód zatrzymałem i gadam do siebie „co za zjeby”, to we mnie siedziało, chciałem o tym coś napisać na Facebooku. Ale ten moment jest najgorszy, bo wtedy wychodzi emocjonalnie zły przekaz. Daj sobie chwilę czasu, usiądź, wymyśl coś sprytnie i wyśmiej to w inteligent- ny sposób. Nie kop, tylko wyśmiej. Uderzenie żartem bardziej boli niż kamieniem.

Najgorsze wspomnienie z występu?

- Graliśmy raz stand-up na festiwalu jazzowym. Mówili nam: spoko, jedźcie ostro swoje, bo to jazzmani, wyluzowani są przecież. Występowałem pierwszy. Wchodzę, zaczynam gadać o tirówkach i nagle dostrzegam dzieci na widowni, ludzie patrzą, jak na idiotę

Nam zdarzało się, że w trakcie występu wykreślaliśmy skecze, taka była „zima” na widowni, żadnej reakcji publiki. Tobie też się to zdarzyło?

- Jasne, mieliśmy kiedyś z Limo występ dla profesorów, chyba w Poznaniu. To był taki program, który zawsze „wchodził”. A oni siedzieli przy stołach bankietowych i tylko patrzyli. Byliśmy też raz na otwarciu jakiejś hali dla tirów. Gramy, jest głośno, bo goście mają totalnie wywalone na nasz występ, patrzą na nas takim wzrokiem, jakby chcieli powiedzieć „jedzenie nam stygnie”.

Często grasz „do kotleta”?

- Tak. Mam totalny luz z graniem „kotletów” czy festynów, jeżeli mam potem siłę i energię do tworzenia w klubach, w stand-upie. Gorzej, gdybym grał tylko „kotlety”. Oczywiście, wolę występy biletowane, bo wiem, że przychodzą na nie ludzie, którzy rozumieją, o co chodzi, a nie idą na występ tylko dlatego, że drzwi są otwarte lub że świeci się światło. 
Gram też na imprezach firmowych, przecież facet z imprezy zwijaczy kabli może później przyjść na twój występ. To nie jest gorszy widz. 

Zresztą rzadko mieliśmy złe grania firmowe, czasem są świetne sale i widownia. Jeden z najlepszych moich koncertów stand-upowych miałem właśnie na imprezie firmowej dla 300 osób, ludzie byli bardzo otwarci, fajni, mogłem jechać ze wszystkim. Na początku myślałem, wejdę, zrobię swoje i spadam. A okazało się, że miałem trzy bisy. 

Zaskoczył cię ktoś kiedyś niestandardową reakcją?

- Miałem monolog o celibacie. Mówiłem, że warto go znieść, bo przecież seks jest naturalny, powinno się go uprawiać, bo jego brak odbija się na psychice: „Patrzcie, jaki Kaczyński chodzi wkurwiony”. I wtedy ktoś z sali krzyknął: bo on odwraca kota ogonem! 

Raz graliśmy na imprezie firmowej, mieliśmy skecz o seksie. I mówię, że seks małżeński jest nudny, kiepski, a ktoś z sali krzyknął: „No?to współczuję”. Ja wtedy na to, „A ty wiesz, że seks nie jest wtedy, kiedy jesteś sam?” Czasami mi się uda odbić piłkę.

A jak z improwizacją, ile procent tego, co mówisz, jest wymyślane na bieżąco?

- Mało. Jestem z tych, którzy mają przygotowany materiał. Nawet Kaśka, która ma najwięcej improwizacji, lubi mieć takie bazy, wokół których się porusza. 

Musiałeś kiedyś ratować imprezę?

- Graliśmy z Limo we Władysławowie. Plener. Najpierw występował kabaret Szarpanina. A potem wchodzę ja: „Witam was serdecznie”, a wtedy bum, burza, ulewa, z dwóch tysięcy ludzi pod sceną zrobiło się 30 osób, wszyscy pouciekali pod drzewa na drugi koniec placu i do toi toiów. Mam takie zdjęcie: stoi taki wielki łuk toi toiów i z tych toi toiów, z każdego z nich, wystaje po dziesięć głów. Sytuacja była taka, że woda zalewała nam mikroporty, zaczynało być niebezpiecznie, więc techniczni nas odłączyli. Ale pomyślałem, że skoro ktoś stoi i nas ogląda, to trzeba zostać. Nawet bez nagłośnienia. Wziąłem klasyczną „szczekaczkę” i gadałem przez 20 minut, jak w jakimś amoku. 

Potem zeszliśmy do tych przemoczonych ludzi i robiliśmy sobie z nimi zdjęcia. Przestało padać, ludzie powychodzili z toi toiów i zagraliśmy cały koncert do końca. To był jeden z takich szalonych, dzikich występów, ale był klimat.

Masz charyzmę?

- Chyba tak. Gdybym nie miał, nie byłbym kilkanaście lat w kabarecie. Mam w sobie chęć robienia i wkurw na wszystkie złe rzeczy. 

A jest coś, co masz kompletnie w dupie?

- To bardzo ładne pytanie. Najbardziej w dupie mam to, o czym nie wiem. Naprawdę. Bo jak już coś wiem, to zazwyczaj się do tego ustosunkowuję, chodzę, przeżywam jak świr. Jak się cieszę, to się cieszę na 100 procent, jak się smucę, to naprawdę mam doła, a jak jestem wkurzony, to trzaskam drzwiami.

Widziałbyś któryś ze swoich tekstów w Muzeum Kabaretu, gdyby takie istniało?

- Ostatnio na rocznicę PaKI wybierano skecz 30-lecia. I wzięli tam naszego „Hitlera”, o gościu, który chce zmienić nazwisko, bo nazywa się Hitler. 

Nie rozumiem fenomenu tego skeczu. On przez trzy minuty bazuje na jednym patencie. A ludzie uznają go za nasz najlepszy skecz. Oczywiście, cieszę się, że się podoba. Nam też, zawsze będzie mnie bawiło nabijanie się z Niemców w kontekście II wojny światowej...

...a mnie nabijanie się z Niemców w kontekście bitwy pod Grunwaldem...

- Tak, domyślałem się. Przez to, że to jest tak przewidywalne, jest zawsze śmieszne. I to dla ludzi z różnych kabaretowych półek. Wszyscy zawsze mówili, że ten „Hilter” jest strasznie śmieszny, a ja do dzisiaj nie wiem dlaczego. 

Abelard to twoje prawdziwe imię?

- Mój dziadek jest artystą malarzem, był profesorem w ASP, nazywa się Hugon Lasecki. Jego matka go tak nazwała. To było wyjątkowe imię. Mój dziadek jest artystą przez duże A, mądrym, oczytanym, kumatym kolesiem. Powiedział, że jak będzie miał córkę, to ją nazwie Heloiza, a jak syna, to będzie Abelard. No i urodziła się córka. Moja mama. Więc moja mama jest Heloiza. Mojej mamie bardzo się to spodobało i nazwała mnie Abelard, a mojego brata Hugo. Dodatkowo dochodzi do tego, że mój tata jest Mirosław z rodziny, gdzie był Zbyszek, Wanda i Bolesław, więc klasycznie. Tylko nazwisko Giza. W jednej rodzinie były dziwne imiona, w drugiej nazwisko. Więc ten tygiel wydał Abelarda Gizę, dodatkowo ciemnego z wyglądu. Dlatego jestem parę razy dziennie Arabem, parę razy Żydem, a czasem jednym i drugim naraz.

Przeszkadzało Ci to jakoś?

- Nigdy mi to specjalnie nie przeszkadzało, ale w przedszkolu kiedyś powiedziałem, że mam na imię Piotrek. Bo ja jestem Abelard Piotr Giza. Na zajęciach plastycznych pani pyta, jak mam na imię, a ja mówię, że Abelard. Co? Abelard. Jak? Abelard. Że jak? Piotrek. Aha, dobrze, dobrze. I tak zostałem Piotrkiem. Kiedyś na zajęcia przyszli rodzice zaciekawieni moimi postępami. Moja mama pyta: - A jak tam Abelardowi idzie? - Komu? - Abelardowi! - Ale tu nie ma takiego. - No tam siedzi. - Nie, to jest Piotrek. 

W Wikipedii, przy haśle „Abelard”, można przeczytać: „Imię to występuje jako nazwisko znanego filozofa i teologa francuskiego: Pierre Abélard. Inna znana postać to: Abelard Giza”.

- W mojej pracy nazwisko Abelard Giza to jest skarb, jak już wpadnie w ucho, to wiesz jest jak marka. Ludzie myślą, że to pseudonim artystyczny. Moja twarz i moje nazwisko powodują, że jestem naprawdę charakterystyczny, i to w mojej pracy jest super. Zawsze dziękowałem rodzicom, nie tylko za to, jak mnie wychowali, ale że dali mi też taką „pieczątkę”.

A jak na ciebie mówili koledzy zdrobniale?

- Miałem masę ksywek: Abelardek, Aba, Abton, Abi, Abcio, Bobik, Gizol, Gizmo. Mój nauczyciel od WF-u nazwał mnie Abdabdul. Ktoś mnie kiedyś skosił na WF-ie, jak graliśmy w piłkę, krzyknąłem „ała”! A nauczyciel: - To u was też się tak mówi?

Dziecku również nietypowe imię zafundujesz?

- Już to zrobiłem. Córka ma na imię Mia. 

Jaki tytuł będzie miała twoja książka? Bo przecież powstanie, prawda? Wszyscy teraz piszą książki

- Bardzo bym chciał napisać książkę! Nie dlatego, że taka jest moda. Bawiłem się w różne rzeczy, w film, w teatr, kabaret. Ale zawsze w teatrze i w filmie muszę iść na kompromis. A w przypadku książki biorę kartkę, długopis i piszę, co chcę.

A może ktoś o tobie napisze książkę?

- Jak ktoś kiedyś będzie chciał napisać książkę o mnie, bo uzna, że to, co robiłem, było spoko, to świetnie. Ale do tego jeszcze daleko, bo trzeba coś osiągnąć, a nie tylko powiedzieć, że papież puścił bąka.

. . .

*Abelard Giza - kabareciarz, komik, scenarzysta, reżyser, twórca filmów niskobudżetowych, członek grupy teatralnej Muflasz. Z wykształcenia politolog, w zawodzie jednak nigdy nie pracował. Urodził się 15 września 1980 r. w Gdańsku, tam też mieszka z rodziną. W VIII Liceum Ogólnokształcącym, którego był uczniem, wraz z kolegą, w 1999 r. założył kabaret Limo. Dziś formację tworzą: Abelard Giza, Ewa Błachnio, Szymon Jachimek, Wojciech Tremiszewski, Hugo Giza. W kwietniu tego roku grupa poinformowała, że z końcem 2014 r. kończy działalność, a członkowie kabaretu zajmą się własnymi projektami, które zresztą już - równolegle z kabaretem - prowadzą. 

Od 2010 r. Abelard Giza występuje z Katarzyną Piasecką i Kacprem Rucińskim w projekcie Stand-up Bez Cenzury. Głośno o Abelardzie Gizie stało się po jego monologu o papieżu pokazanym w programie TVP „Dzięki Bogu, już weekend. Tylko dla dorosłych”. „Papież jest tylko zwykłym facetem ( ). Na przykład puści bąka... Nie! Papież? No tak, normalnie. Zjada, przełyka, trawi. To nie zabierają tego anioły? Nie, to jest zwykły facet”. Telewizja została ukarana karą 5 tys. zł za przekroczenie granicy swobody wypowiedzi.

Więcej o:
Komentarze (48)
Abelard Giza: "Stand-up luzuje majty"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • marych

    Oceniono 8 razy 2

    papież to chyba pierdzi na tęczowo, jak jednorożec

  • gadodu

    Oceniono 19 razy -7

    szkoda, że wziął się Pan Abelardzie za przesuwanie chamstwa i gnojówki na środek sceny, ona i tak tam wlezie, idąc Pana rozumowaniem zmień nazwisko Giza na Pi..., śmiechu będzie co Niemiara

  • 24alert

    Oceniono 28 razy -16

    żałosny śmieć, opluł katolików, teraz będzie półbogiem dla środowisk o poglądach GW

  • bokassa

    Oceniono 51 razy -17

    Niech debil zrobi numer o swojej mamusi Heloizie i jak go wypierdziała z dupy i dlatego jest taki ciemny .Będziemy tarzać się ze śmiechu z Abelardka.

  • Edward Buslowicz

    Oceniono 27 razy -5

    Popatrzmy araczej posluchajmy jezyka polskich dzieci poczowszy przejdzimy przez wszystkie warstwy spoleczne nie wylanczajac nikogo,to sie okarze,ze Abelard to aniolek.Jestesmy krajem koltunow zakapleksionych i armia prawdziwych polakow.Dla wielu jedynym kontaktem z rozrywka jest msza niedzielna a wdomku diskopolo na maksa.

  • wkkr

    Oceniono 48 razy 0

    Może by tak zażartował z homoseksualizmu, ciekawe czy wtedy idiota z Agory zaliczył by go do jednej grupy z Kopernikiem.

  • losiu4

    Oceniono 44 razy -16

    nas..ac, naszczać, narzygać... oczywista na krzyż lub okolice. oto postęp pełną gębą.

    Pozdrawiam

    losiu

  • prochdast

    Oceniono 48 razy -16

    kto go chce oglądać ? a z islamu nie robi żartów ? ....prymitywne i chamskie

  • bobomegadzida

    Oceniono 34 razy -16

    Mogę ci Abi moim stand-upem wyluzować szczękę także będziesz mógł POd balkonami na oczach POstawić sobie doniczkowe kwiaty frajerze pie...ny

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX