Trawnik: męska sprawa i symbol statusu Amerykanów

- Możesz bzykać moją żonę, ale nie wolno ci się gapić na mój pieprzony telewizor - to kultowy cytat Ala Pacino z równie kultowej "gorączki". Woody Harrelson z "Detektywa" dodałby jeszcze: - I nie wolno ci kosić mojego pieprzonego trawnika.

Thorstein Veblen stworzył sto lat temu pojęcie "konsumpcji ostentacyjnej", czyli konsumpcji, której jedynym celem jest pokazanie, że kogoś na coś stać. Dwa najlepsze przykłady to przypalenie cygara studolarówką i trawnik.

Nie, skreślmy to pierwsze. Mimo wszystko mężczyzna przypalający cygaro studolarówką będzie z tego mieć coś poza głupim szpanem - o ile oczywiście będzie to dobre cygaro. Zostańmy przy trawniku, to najlepszy przykład.

TRAWNIK SWÓJ WIDZĘ OGROMNY

Trawnik wynalazła angielska arystokracja w XVII stuleciu jako symbol statusu. Przedtem w ogrodach hodowano kwiaty, zioła i krzewy ozdobne albo wręcz warzywa i owoce. Czyli rośliny mające jakąś wartość praktyczną. W skrajnej sytuacji taką, że w razie czego piękne wyhodowane we własnym ogrodzie róże czy iglaki będzie można sprzedać na targu.

Zastąpienie tego trawą służyło wyłącznie podkreśleniu statusu właściciela ogrodu. - Patrzcie! - ogłaszał gościom.

- Stać mnie na to, żeby kawał ziemi poświęcić tylko na trawnik. Nie interesują mnie róże, krzewy, warzywa i owoce. Te sobie hoduję gdzie indziej, bo mam tak wielką posiadłość, że mi na wszystko wystarczy. A jak nie hoduję, to mi dostarczą pod nos, jeśli tylko zadzwonię dzwoneczkiem po mojego wiernego kamerdynera - krzyczał w imieniu właściciela trawnik.

Ba! Stać go było nawet na opłacanie ludzi, którzy zajmują się czymś tak bezsensownym, jak podlewanie i strzyżenie bezużytecznego kawałka ziemi! Bo trawa, jak wiadomo, sama z siebie nie rośnie. Zaniedbany trawnik szybko zamienia się w łąkę. Zapobieganie temu wymaga regularnego wysiłku.

DMUCHAWCE, LATAWCE, WIATR

W dobrych warunkach, czyli w klimacie zbliżonym do angielskiego (lub polskiego), dbanie polega w gruncie rzeczy na podlewaniu i strzyżeniu. Roślina, o którą nam chodzi, czyli na przykład więchlina łąkowa (Poa pratensis L.), w naturalnych warunkach tworzy kwiatostan. Niezbyt ładny, o czym wie każdy, kto się spóźnił z koszeniem.

Koszenie jej na to właśnie nie pozwala. Biedna roślina podwaja wysiłki, żeby jednak ten kwiatostan wyprodukować. W efekcie dostajemy sympatyczną murawę, po której przyjemnie chodzi się na bosaka.

Trawnik, na którym zaniedbano koszenia choć na miesiąc, po skoszeniu będzie już rżyskiem. W dodatku przez ten miesiąc zdążą nam się zalęgnąć chwasty, które dotąd nie miały szans, bo kosząc, "ścinaliśmy je równo z trawą" (właśnie stąd to powiedzenie).

Wśród tych chwastów mogą być urocze dmuchawce, chabry czy maki, dodające piękna każdej łące - ale nam przecież nie chodzi o łąkę. Łąka jest w lesie, łąka jest na wsi, na łące można wypasać kozy albo rozłożyć się z kocem i zestawem piknikowym.

Po łące jednak kiepsko się chodzi na bosaka. Oset w stopę ukłuje, łodyga łydkę podrapie. Bez butów lepiej chodzić po murawie. Tej zalety nikt trawnikowi nie odmawia.

Oczywiście, pozostaje drobiazg. Ani osiemnastowieczni arystokraci, ani współcześni posiadacze domków z trawniczkiem raczej po swojej murawie boso nie biegają. Ich prawdziwą motywacją jest po prostu pokazywanie światu, że ich stać na regularne strzyżenie i podlewanie trawnika.

LORD BYRON NIE MIAŁ KOSIARKI

Najlepiej do tego oczywiście mieć osobistego służącego. Od tego się w końcu się zaczęło.

Sytuacja skomplikowała się, gdy razem z rozwojem kapitalizmu pojawiła się klasa średnia. Ta zaś uwikłana jest w wieczną pokusę upodobniania się do klasy wyższej i podkreślania, że nie jest klasą niższą. Pomagają jej w tym zdobycze techniki. Większość wyznaczników współczesnego mężczyzny z klasy średniej - strój, rozrywki, posiłki - to skutki tego, że zwyczaje arystokracji imitujemy za pomocą technologii.

To arystokracja wynalazła na przykład zwyczaj podróżowania dla przyjemności. Lord Byron swoje podróże opisał tak atrakcyjnie, że klasa średnia chciała je imitować. Dlatego do dziś siedzimy w zatłoczonych odrzutowcach w tanich liniach lotniczych, ściśnięci jak sardynki w puszce, lecąc do Grecji czy Włoch szlakiem Byronowskiego Childe Harolda.

Trawnik znowu jest najlepszym przykładem. W 1830 roku Edwin Beard Budding wynalazł pierwszą mechaniczną kosiarkę. Dzięki temu coś, co dotąd było przywilejem arystokraty, którego stać było na chłopów pracowicie wymachujących cały dzień kosą, nagle stało się dostępne dla sklepikarza, żurnalisty czy adwokata - zakładając, że raz w tygodniu ów dzielny drobnomieszczanin własnoręcznie obiegnie swój spłachetek ziemi z mechanicznym urządzeniem.

FACET OD TRAWNIKA

Tym samym trawnik stał się przedmiotem klasowej obsesji i symbolem statusu. Niższa klasa średnia marzy o domku z choćby maciupeńkim trawniczkiem. Średnia klasa średnia już ma ten trawnik i mniej lub bardziej niechętnie męczy się z własnoręcznym koszeniem.

Wyższa średnia ma już "kogoś od trawnika". A ta prawdziwa wyższa, po staremu, ma ogrodnika.
To nie to samo? Jasne że nie! Po angielsku to są dwa różne słowa - "gardener" to ogrodnik, "lawnmower man" to "facet od trawnika".

Film science fiction na podstawie opowiadania Stephena Kinga "Lawnmower Man" pokazywano u nas pod strasznym tytułem "Kosiarz umysłów". W oryginale chodziło po prostu o aspekt klasowej różnicy między wynalazcą z wyższej klasy średniej (Pierce Brosnan) i "facetem od trawników", czyli przedstawicielem klasy niższej (Jeff Fahey).

W fabule opowiadania i filmu eksperymenty z poszerzaniem możliwości umysłów prowadzą do sytuacji, w której facet z klasy niższej może objąć władzę nad światem. To przecież największy horror dla klasy średniej, godny pióra Stephena Kinga!

MÓJ DOM, MÓJ TRAWNIK

Zupełnie inną fabułę, ale podobną strukturę klasowo-trawnikową ma "Wielki Gatsby" Francisa Scotta Fitzgeralda, ostatnio zekranizowany przez Baza Luhrmanna. Tytułowy Jay Gatsby (Leonardo DiCaprio) jest właśnie facetem z klasy niższej, który wyfrunął do klasy wyższej - co bardzo denerwuje dziedziczną klasę wyższą, w postaci Toma Buchanana (Joel Edgerton).

Tom w końcu doprowadzi do upadku Gatsby'ego. Wszystkiemu temu przygląda się typowy przedstawiciel klasy średniej, Nick Carraway (Tobey Maguire), sąsiad obu bogaczy i narrator powieści. Nicka nie stać na ogrodnika, nie ma też czasu na własnoręczne koszenie, dlatego jego trawnik jest zaniedbany i zaniża standard otoczenia.

Toma jeśli to nawet drażni - nie okazuje tego po sobie. Wymagają tego maniery dziedzicznej klasy wyższej. Gatsby jednak jest nuworyszem, więc się nie przejmuje - pewnego dnia po prostu poleca swojemu ogrodnikowi kosić także trawnik Nicka.

W finale powieści Nick mówi - "Dom Gatsby'ego był wciąż pusty, gdy wyjeżdżałem - trawa na jego trawniku wyrosła równie wysoka, jak na moim". Zapuszczony trawnik staje się więc symbolem upadku Gatsby'ego, tak jak posiadanie rezydencji z gigantycznym trawnikiem było symbolem jego sukcesu.

W przedostatnim akapicie Nick zresztą pisze to wprost: "Gatsby przebył długą drogę do tego trawnika". Może ze względu na tę nostalgię (powieść opowiadana jest z perspektywy kogoś, kto wspomina po latach wzlot i upadek ekscentrycznego sąsiada) Nick jest skłonny wybaczyć Gatsby'emu fundamentalną gafę: NIE KOSI SIĘ TRAWY DRUGIEGO FACETA, jak sapie, z trudem hamując wściekłość, Woody Harrelson do Matthew McConaughey'a w "Detektywie".

ZASTAW SIĘ, A POSIEJ SIĘ

Jak wiadomo, Harrelsonowi tak naprawdę chodzi o zbyt bliską... nazwijmy to, znajomość, którą McConaughey zawiązał z jego żoną. Ale ponieważ gra typowego amerykańskiego gliniarza, wyraża swoje uczucia trawnikową metaforą - jako syn kultury, która wydała na świat Stephena Kinga, F.S. Fitzgeralda i scenarzystów HBO.

Bo trawnik wymyślili Anglicy, ale to Amerykanie nadali mu status ostatecznego symbolu i uniwersalnej metafory. Na przykładzie trawnika najlepiej wyjaśnić paradoks, jakim jest typowo amerykańskie połączenie konformizmu i indywidualizmu.

Z jednej strony domek z trawnikiem jest symbolem indywidualnego sukcesu. Amerykanin ciężko pracuje, żeby się go dorobić (chyba że go po prostu odziedziczył, jak Tom z "Wielkiego Gatsby'ego").
Z drugiej strony - ten domek zwykle stoi pośród identycznych domków, z identycznymi trawnikami, które często nawet nie są odgrodzone od siebie nawzajem. Jak w serialu "Gotowe na wszystko", w takim podmiejskim osiedlu domków z trawnikami nie tylko nie ma miejsca na intymność, ale nawet na indywidualność.

Nawet gdyby ktoś WOLAŁ mieć zamiast trawnika łąkę - nie wolno mu. Chwasty są wiatropylne. Dmuchawce z zapuszczonego trawnika będą grozić sterylnej zieleni innych trawników. Sąsiedzi przywołają takiego buntowniczego sąsiada do porządku.

CI CHOLERNI JONESOWIE

Kapitalnie to jest pokazane w czarnej komedii braci Coen "Poważny człowiek". Główny bohater Larry Gopnik (Michael Stuhlbarg) w zasadzie osiągnął to amerykańskie marzenie o domku z trawnikiem. Jego zmorą jest jednak sąsiad, który wszystko, jak się wydaje, osiągnął w życiu lepiej - ma bardziej zadbany trawnik, bardziej zgodną rodzinę, lepiej zadbany domek.

"Trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie" - mawiają Amerykanie. To ciągle pojawiający się refren w popowych piosenkach wykonawców takich jak Christa Black, Travis i Nik Kershaw. W musicalu "Kobieta roku" piosenkę o tym śpiewa Katharine Hepburn, w wersji broadwayowskiej Lauren Bacall.

Amerykanin uważa siebie za wolnego człowieka w wolnym kraju, ale jego codzienną obsesją jest "dorównywanie Jonesom", czyli temat komiksu "Keeping up with the Joneses" przez 36 lat drukowanego w amerykańskich gazetach. Tytułowi Jonesowie nigdy nie są w tym komiksie pokazani, ale są wciąż obecni w rozmowach głównych bohaterów, jako rodzina z sąsiedztwa, której wszystko udaje się lepiej. I ma oczywiście lepiej zadbany trawnik.

TRAWA Z KORZENIAMI

Ten amerykański rozdźwięk między indywidualizmem a konformizmem nigdy nie był widoczny tak silnie, jak w burzliwych latach 60. (w których dzieje się akcja "Poważnego człowieka"). Wtedy właśnie pojawiła się firma AstroTurf z wynalazkiem tak amerykańskim jak hamburger z coca-colą: sztuczną trawą, za pomocą której można w jeden dzień "dorównać Jonesom". Wystarczy zadzwonić. Pracownicy firmy przyjadą i rozwiną nam idealną murawę. Tyle że sztuczną.

Oczywiście, to oszustwo gorsze chyba nawet niż mętna fortuna Wielkiego Gatsby'ego. Dlatego też amerykańskie określenie "astroturfing" ma silnie pejoratywne znaczenie (którego sens nawet trudno przetłumaczyć na polski). Przeciwieństwem w każdym razie jest "grassroots", czyli coś, co jest autentyczne, bo dotyczy trawy z korzeniami.

Co do mnie, prywatnie proponowałbym jednak rozważanie łąkingu jako całkiem sensownej alternatywy...

Komentarze (11)
Trawnik: męska sprawa i symbol statusu Amerykanów
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • d.d.5

    Oceniono 32 razy 14

    no dobrze,ale o co chodzi w tym wywodzie...

  • drbatman

    Oceniono 8 razy 6

    Świetny tekst, gratuluję. Dziękuję za prezent w postaci boskiego "astroturfing". Śmiem podejrzewać, że mój Pan od koszenia chętnie przytula 50zł, a ja mam tanio dwie godziny więcej na zabawę z dziećmi.

  • ferrment

    Oceniono 7 razy 5

    Też popieram łąking. Moi sąsiedzi patrzą na mnie krzywo;-)

  • code.x

    Oceniono 4 razy 4

    Ciekawie wytłumaczony kawałek wszechświata. Nie miałam -zielonego pojęcia że trawnik może być tak fascynująco opisany, że ma znaczenie kulturowe i że grassroots i plastykowe orchidee. Czad. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy. Dzięki Wojciechu Orliński.

    Wojciech, Orliński, Orliński. Zapamiętać.

  • qwww

    Oceniono 2 razy 2

    "To ciągle pojawiający się refren w popowych piosenkach wykonawców takich jak Christa Black, Travis i Nik Kershaw."

    jakoś nie przypominam sobie Nika Kershawa piosenek o trawnikach...

  • mniklasp

    Oceniono 4 razy 0

    mam wszedzie trawniki w swoich czterech domach w Kalifornii i oczywsicie meksykanskiego ogrodnika.

  • ja.szela

    Oceniono 32 razy -10

    Rany ale bełkot!!! Przeczytałem 3 akapity i wymiękłem. Prawda jest taka że trawnik to najprostszy sposób utrzymania zieleni. Kwiaty, ozdobne krzewy itp. wymagają dużo więcej zaangażowania, nakładów finansowych, pracy a traw wystarczy kosić (max raz na tydzień) i wygląda estetyczni. Doopy nie urywa ale jest estetycznie przy stosunkowo małym nakładzie pracy. Opcja raczej dla minimalistów niż ogrodowych arystokratów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX