Znany raper i kickbokser - nie stroni od mordobicia, a jego przewodnikiem jest Jezus [WYWIAD]

Obca jest mu nienawiść, ale spełnia się w walce. Jurek "Juras" Wroński nafaszerowany jest sprzecznościami jak indyk w święto dziękczynienia.

Śródmieście Warszawy. Rozgrzewka dla początkujących w klubie kickboxingu Street Fighter. Tu rządzi "Juras", aktualny wicemistrz świata w formule kick light. To on i jego osobowość, a nie sama walka, są magnesem przyciągającym młodzież. Nie ma tu nikogo kto nie znałby przeboju "Moja pierwsza dziewczyna" (6 mln odsłon na YouTube).

Dzieciaki, do których się podłączyłem, dają z siebie wszystko. Ćwiczymy uderzenia i kopnięcia na tarcze. Kombinacje bokserskie i proste zadania sparingowe. - Garda szczelna, pięści przy policzkach, łokcie przy żebrach. Rękawice są miękkie. Łeb twardy. Trzeba się ugiąć, żeby zwyciężyć - zagrzewa Wroński.

Młodzi kickboxerzy w pełni aprobują twardą, szczerą narrację o życiu (w ogóle) i życiu "na dzielnicy" (w szczególe), którą proponuje im lider formacji "Pokój z widokiem na wojnę".

Alex Kłoś: Sport czy muzyka, co byś obstawił gdybyś musiał wybierać?

Jurek "Juras" Wroński: - Nic z tego. Nie wyobrażam sobie, żebym coś odpuścił. Gdy przydarzyła mi się kontuzja i na rok wypadłem ze sportu, to przestało mi iść w rapie. Coś ze mnie wyparowało. A gdybym, teoretyzując, odpuścił muzykę, to nie miałbym już takiego bodźca do rozwijania się umysłowo. Przy pisaniu tekstów też trzeba się solidnie nagimnastykować.

Jak trafiłeś do kickboxingu?

- Życie na osiedlu wiązało się z bijatykami, przy okazji których kilka razy połamałem sobie palce. Stwierdziłem, że muszę zacząć trenować sport walki, w którym używa się nie tylko rąk, ale i nóg. Nie byłem i nie jestem fanem dalekowschodnich sztuk walki, więc pomyślałem o kickboxingu. Dotarcie na pierwszy trening zajęło mi jednak kilka lat.

Decydujący był kolejny brzydki uraz. W trakcie awantury na imprezie hip-hopowej znokautowałem bramkarza, a jego koledzy w odwecie wynieśli mnie w ciemny zaułek i pobili do nieprzytomności. Rano, gdy obudziłem się z kolejnym opatrunkiem na głowie, stwierdziłem, że to już czas i najszybciej jak to możliwe zapisałem się na treningi.

Miałem 21 lat. Koledzy z osiedla podśmiewali się, że jestem za stary i że zamiast bujać się z nimi po dzielni, chodzę wieczorami ćwiczyć. W klubie też się ze mnie śmiali, bo ego oczywiście miałem już mistrzowskie, a umiejętności podstawowe. Ale wierzyłem mocno, że będę wygrywał i faktycznie po trzech latach zdobyłem srebrny medal na mistrzostwach świata w kick light contact, kilka lat później mistrzostwo Polski w full contact, a potem Puchar Świata w K1.

Ekspresowe tempo. Przydało się doświadczenie z ulicy?

- Są mistrzowie treningu, którzy podczas prawdziwej walki spinają się tak bardzo, że nie są w stanie wykorzystać wszystkich umiejętności. Klubowe sparingi to nie ringowa wojna. Na sparingach są koledzy, trener, a na zawody przychodzi kilkaset osób i nagle ktoś krzyczy: "Urwij mu łeb!". W takiej scenerii dobrze sprawdzi się nie teoretyk, ale praktyk, który bił się na ulicy i dobrze zna stres związany z walką. Taki, gdy trafi w ręce dobrego trenera, ma szanse stać się dobrym zawodnikiem. Jeżeli ktoś nie pękał na ulicy, to tym bardziej nie spęka w ringu.

Na scenie też trzeba być wojownikiem?

- Oczywiście. Musisz dać z siebie wszystko, bo tylko jak się pojedzie na sto procent, to koncert będzie udany. Chodzi o to, żeby złapać z ludźmi kontakt i dać im energię, która ich poniesie. W nagrodę ta energia wraca do ciebie, bo nakręceni ludzie oddają ją pomnożoną stokrotnie.

Jak pojawił się w twoim życiu hip-hop?

- W latach 90. koledzy w szkole słuchali amerykańskiego rapu. Zafascynował mnie. Z jednej strony to muzyka niechlujna, z drugiej tworząca spójną całość. Zajarałem się twórczością nowojorskich raperów z Wu-Tang Clanu, Mobb Deep oraz Nas'em.

I też, ot tak po prostu, zostałeś raperem?

- Gdy zacząłem słuchać pierwszych polskich składów: Molesty, ZiP Składu czy Wzgórza, to poczułem, że też tak chcę. Puszczaliśmy z Radarem, kumplem z licealnej ławki, beat i skrobaliśmy teksty. Po kilku latach ćwiczeń i pisania do szuflady nagraliśmy demo jako WSP. Wydał nas Krzysiek Kozak, który wydawał wtedy klasyków, m.in. Wzgórze Yapa 3 czy Warszafski Deszcz.

Kick-bokser i raper  ,, Juras ,,  Jerzy Wronski. Od lewej KaeN, Marcin, Kick-bokser i raper  ,, Juras ,,  Jerzy Wronski, Dawid.fot. Marta Wolff / Diaphragm Art

Masz do rapu niezłe papiery? Z wykształcenia jesteś pedagogiem religii i etyki.

- Na pewnym etapie życia zacząłem czytać Pismo Święte. Dowiedziałem się, że jest taki kierunek, jak pedagogika religijna i etyka w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, i po prostu zacząłem studia. Z ciekawości, z potrzeby poszukiwania sensu w tym wszystkim. Jedni wkręcają się w UFO, inni w New Age czy ciemną stronę księżyca, a ja zwróciłem się do tego w czym wyrosłem.

A jak pogodzić kickboxing z nauką o nadstawianiu drugiego policzka?

- Dla mnie to nauka o tym, żeby się nie mścić. Nie kierować się nienawiścią. To nauka o tym, że ludzie są z natury dobrzy.

Twój najpiękniejszy moment w sportowej karierze?

- Pierwsze mistrzostwo Polski, które zdobyłem w 2005 r. Wspinałem się na ten szczyt, wygrywając kolejne walki turnieju, i gdy doszedłem do finału, pomyślałem, że to moment, w którym mogę spaść, a bardzo nie chciałem się być drugi. Musiałem pokonać dobrego gościa. Wyszedłem przed halę zaczerpnąć świeżego powietrza i uspokoić myśli. Zawody był w Piasecznie, skąd pochodzi moja mama. Pomyślałem, że nie mogę zawieść jej, siebie i przyjaciół, którzy przyjechali mi kibicować. Wygrałem i zostałem wyróżniony jako najlepszy zawodnik turnieju.

Co czujesz przed wejściem do ringu?

- Najczęściej głód walki, który można nasycić dopiero w ringu. Ból jest przyjacielem, bo napędza, podnieca. Walcząc, lubisz go, bo wiesz, że twojego przeciwnika też boli. To czysty układ. Kiedy zaczyna się trenować ten sport, trzeba zaakceptować to, że będziesz bity i kopany. Trzeba się bawić w ringu i poczuć rytm walki.

Ludzie czasami tak obrywają, że nie pamiętają, co się z nimi działo.

- Kolega podczas walki był liczony, a jednak wygrał. Były zdjęcia, gratulacje, a potem usiadł w szatni naprzeciwko swojego pucharu i zapytał mnie, kto wygrał walkę.

Jakieś refleksje a propos obijania mózgu?

- Ten sport tyle mi daje, że bilans jest na plus. Kiedyś przyglądałem się starym kickboxerom. Widać było, że ci goście po czterdziestce są w świetnej formie fizycznej i psychicznej. To mnie uspokoiło.

To może boks. Tam jest kasa!

- Mam już za sobą pierwszą walkę bokserską. Wygrałem, ale w walce brakowało mi kopnięć. W boksie jest tak, że jak ktoś się zamknie szczelnie w gardzie, to trzeba go otwierać jak skorupiaka. A przecież wystarczy dobrze kopnąć i ta skorupa zaczyna pękać.

A MMA?

- Nie ma sensu wchodzić w świat, w którym byłbym średniakiem. Musiałbym się uczyć zapasów i walki w parterze. W kickboxingu jestem w krajowej czołówce, a Polska jest w światowej czołówce. Należymy przy tym do najlepszej federacji - WAKO.

Czy koledzy raperzy biorą przykład z twojego sportowego stylu życia?

- Często widać, że hip-hopowy styl życia odciska piętno na twarzach, wątrobach i mózgach przede wszystkim. Świat hip-hopu boryka się z uzależnieniami. Hektolitry wychlanej gorzały, góry wyjaranych jointów i tak dalej. Najwieksze żniwo zbiera alkohol. Balanga jest od piątku do poniedziałku, potem odsypianie, leczenie kaca i od nowa. Koncerty i bania.

I bum! Pojawia się "Juras". Trzeźwiuteńki jak...

- Też nie jestem święty. Czasami idę na imprezę, bo bardzo lubię towarzystwo, wesołe i z polotem. Ale jak mam koncert, a niedługo potem zawody, to robię swoje i wracam do hotelu. Wszyscy piją wódkę do rana, a ja śpię.

Jak nie bania, to może dziewczyny?

- Jak ktoś chce posuwać na lewo i prawo, to możliwości są nieograniczone. Można przekroczyć kolejną dziesiątkę zaliczeń w miesiącu, ale na dłuższą metę takie prowadzenie się nie wnosi nic szczególnego do życia. Nie żałuję specjalnie niczego, co kiedyś robiłem, bo miło jest powspominać. Ale empirycznie sprawdziłem, że zaufanie i więź ze stałą partnerką wnoszą do życia o wiele więcej niż kolejna przelotna znajomość choćby z najseksowniejszą kobietą. Jestem w stałym związku już od trzech lat.

Raperzy grają w filmach, myślałeś może o tym?

- Dostałem propozycję współpracy przy scenariuszu. Trwają prace nad filmem na podstawie mojej historii.

Patrząc na twoją drogę sądzę, że będzie to historia z happy endem.

- Na razie tak. Nie miałem konfliktu z prawem. Żyję z koncertów, sprzedaży płyt, tantiem, z ministerialnych stypendiów sportowych za wyniki, z walk zawodowych oraz z pracy trenerskiej. Ale moja droga nadal trwa. Może na starość zrobię rachunek sumienia i będę mógł ją ocenić. Na razie nie chcę się w to bawić. Staram się wyciągać wnioski z popełnionych błędów, aby ich nie powtarzać. Chcę też pamiętać wszystkie momenty, w których sam potrafiłem się pozytywnie zaskoczyć, by nie tracić wiary w siebie.

Nie czuję się odpowiednią osobą, by wygłaszać jakieś odezwy do narodu. Życie może być piękne, bo pięknie jest spełniać swoje marzenia. Młodość trwa krótko, ale ma się wtedy najwięcej energii. Jak wykorzysta się tę młodzieńczą energię do podążania za marzeniami, to można się samemu zdziwić swoimi osiągnięciami. I to jest piękne. Wszystko na ten temat napisałem w kawałku "Rób swoje".

Jurek fot. Marta Wolff / Diaphragm Art

"Juras" na ringu...

Przez 10 lat kariery sportowej trenował w czterech warszawskich klubach. Jego trenerami byli najlepsi trenerzy klubowi oraz trenerzy kadry Polski. Aktualnie jest zawodnikiem klubu Palestra Warszawa, gdzie przygotowuje się do kolejnego sezonu pod okiem Łukasza Roli. Od 2008 r. prowadzi własną szkołę kickboxingu Street Fighter, w której ćwiczą zarówno osoby trenujące rekreacyjnie, jak i te, które w przyszłości chcą startować w zawodach w kickboxingu.

...i na scenie...

Przygodę z rapem rozpoczął w 2000 r., zakładając z Radarem, Damianem i Zatorem skład WSP, który zadebiutował albumem "Wspólnicy" (wytwórnia RRX). W 2004 r. nawiązał współpracę z Wigorem ze składu Mor.W.A. Już rok później wydali album JurasWigor "Wysokie loty" (wytwórni Prosto). Potem wraz z Korasem z Zip Składu założył zespół Pokój z widokiem na wojnę. Ich płyta "2010" (wytwórnia Prosto) wyszła w 2010 r., a kolejna (pierwsza solowa "Jurasa") "Droga wojownika" ukazała się w rok później. Kolejna płyta składu jest planowana na czerwiec 2014 r.

TYTUŁY JURKA WROŃSKIEGO

- Wicemistrz świata kick-light 2013, Alanya, Turcja

- Mistrz Polski kick-light, Kartuzy 2013

- Puchar Świata K1, Innsbruck, Austria 2011

- Zawodowe Mistrzostwo Polski K1 organizacji UFR, kat. wag. -75 kg, Lubawa 2011

- Międzynarodowy Puchar Polski K1, Węgrów, Polska 2011

- Mistrz Polski full-contact, Lublin, Polska 2008

- Puchar świata w light-contact, Szeged, Węgry 2008

- Wicemistrz świata light-contact, Belgrad, Serbia 2007

- Wicemistrz świata light-contact, Węgry 2005

- Mistrz Polski light-contact: 2009, 2008, 2007, 2006, 2005

KICKBOXING

To połączenie karate i boksu. Wyglądająca tak samo albo bardzo podobnie formuła jest znana na całym świecie, ale tajski Muay Thai, chińska Sanda, kambodżańskie Serey, birmański Lethwei czy francuskie Savate to mimo wszystko odrębne światy.

POCZĄTKI KICKBOXINGU W POLSCE

Nielegalne kluby pojawiły się u nas na początku lat 80. Nasi fajterzy szybko wtargnęli do światowej elity. Pierwszy tytuł mistrza świata wywalczył Piotr Siegoczyński. Po nim legendą stał się Marek "Punisher" Piotrowski.

Komentarze (44)
Znany raper i kickbokser - nie stroni od mordobicia, a jego przewodnikiem jest Jezus [WYWIAD]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • halx77

    Oceniono 9 razy -5

    Mówi się ze jazda religijna to najgorsza choroba,ale to mówią ludzie którzy nie rozumieją na czym ten świat oparty,nie biorą pod uwagę że powstał on z choroby(Adam i Ewa+wąż),a jedynym wyjściem z choroby jest właśnie zrozumienie tego, że przez walka o byt jak szczury lub inne gady prowadzi ostatecznie do porażki i straconego cennego czasu w ciele człowieka (być może lepiej dla mentalnych szczurów by żyły w ciele szczurów jeśli nie wykorzystują umysłu którego przeznaczeniem jest zrozumienie Boga ).
    Właśnie przez przekazy i ich porównywanie, można zobaczyć Jezusa umysłem i to powinno człowiekowi wystarczyć,reszta powinna być niespodzianką ,to można wywnioskować z wszystkich które pozostawił ,szkoda że wolicie czytać fikcję, dzisiejszych lub wczorajszych pisarzy, którzy nie mieli oczyszczonego umysłu z naleciałości materialnych dogmatów,które za zwyczaj był spekulacjami jałowymi w prawdę.
    Ja piszę tylko dlatego na takie tematy, bo chcę uciszyć wszystkie te głosy, które mnie rażą ,bo widzę w nich powielenie bredni kultywowanych przez wiele lat w tej cywilizacji, która ma się za cywilizowaną ,a jest przegniotą masą w zaawansowanym stadium rozkładu .
    Jeśli nieznajomy ma czelność powiedzieć mi które zwierze jest pożyteczne w tym świecie ,to tylko to pokazuje jak herezja niepostrzeżenie robi swoją pracę -nie macie prawa na takie osądy i ingerencję w ten świat .
    Można powiedzieć że Jezus miał charakter ekstremisty,ale nie takiego jak wszyscy ubodzy w rozumowanie sobie pomyślą,lubił pracę z ekstremalnymi przypadkami z "Legionem "ułomnych leni duchowych !!!!
    A co do mojego kumpla z ławki i podwórka którego znam od 6 roku życia, to on pochodzi z dobrej rodziny, jego ojciec jako harcerz walczył z hitlerowcami i tak wychował swojego syna aby walczył z tym światem, ale że nawet jego ojciec, nie przekazał mu wszystkich wskazówek ,bo też o nich nie wiedział ,to Juras błądził jak my wszyscy .
    Ja i On naoglądaliśmy się wiele przypadków ludzkich tragedii,ja stwierdziłem że tak nie chcę ,a Bóg pomógł mnie wyciągnąć z tego bagna,i to jest właśnie to jeśli cierpisz to duchowość cie porwie i stworzy z ciebie skałę odporną na strzały tego świata ,a ci co się śmieją z królowej nauk i nie zaszczepią się nią za w czasu, kiedy dostaną złoty strzał -popadną w wegetację i staną się robotami którzy jako pokutę zadadzą sobie pracę fizyczną,tylko po to żeby czuć się jeszcze chwilę normalnie,ja takie przypadki widzę w mojej rodzinie (roboty bez wyższych uczuć,których nie można nazwać ludźmi )

  • Wojciech Robak

    Oceniono 4 razy -4

    Żenada. Nawet nie chce mi sie czytać o tym kolesiu. Gazeto! Co to jest?

  • facelift

    Oceniono 11 razy -3

    Debilny artykuł o debilu.

  • brauling

    Oceniono 2 razy -2

    Jak taki milujacy to do przeladunku wegla z wagonu lopata i kopanie rowow wtedy przestanie cwaniaczyc burak.

  • helpfooluser

    Oceniono 54 razy -2

    za dużo zielska
    za dużo ciosów na łeb
    stąd ten jezus

  • raskolnikov74

    Oceniono 58 razy -2

    Hahahaha, Jezus kazał mu się napie/rda/lać po ryjach :) Co za tępy gó/wnojad.

  • lilo150

    Oceniono 17 razy -1

    ach Jezus...... czyli to truchło uznane nie wiadomo dlaczego za bóstwo. Aha.

  • klawiatura1979

    Oceniono 29 razy -1

    Juras, szacun za osiagniecia. Hejterzy moga wiazac Ci buty!

  • gelbigel

    0

    Juras to w Ziperze był a ten to co za juras znowu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX