Beau Brummell: człowiek, który nauczył nas elegancji

Brummell był pierwszym prawdziwym celebrytą - tylko dzięki wyglądowi wdrapał się na szczyty drabiny społecznej.

Brummell był pierwszym prawdziwym celebrytą - tylko dzięki wyglądowi wdrapał się na szczyty drabiny społecznej. (fot. The British Library Board / Getti Images)

Mężczyzna widywany na ulicach Caen we Francji był brudny, zarośnięty i w pomiętym ubraniu. Przecież nie mógł to być Beau Brummell - arbiter elegancji, pierwszy mężczyzna metroseksualny, który kilka lat wcześniej nie darowałby żadnej plamce na swym garniturze! A jednak - to właśnie był on. Na samym dnie. Przez niewinny żarcik.

Gdy dwa lata temu na piłkarskie mistrzostwa Europy przyjechała do Polski reprezentacja Chorwacji, zapytałem ich kibiców, co zawdzięcza ich ojczyźnie świat. - Krawat - stwierdzili zgodnie, choć pod szyjami zawiązane mieli szaliki w chorwacką kratę.

To twierdzenie nie zostało do dzisiaj obalone - gdzieś na polach wojny trzydziestoletniej w XVII w. to chorwaccy najemnicy zawiązywali wokół szyi chusty, zwane przez Francuzów najpierw "croate", wreszcie "cravate". Krępowały mniej niż kryzy i w razie zranienia nie trzeba było rozrywać szat, by ranę opatrzyć. Trudno dzisiaj uwierzyć w pierwotne, bojowe zastosowania krawata, skoro z filmu "Miś" wiemy przecież, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Ówczesne krawaty sprawdzały się jednak w boju. Przede wszystkim służyły do tego, by w skwarze pola walki ocierać pot z twarzy.

Dzisiaj mało kto odważyłby się użyć ich w towarzystwie w takim celu. A to wszystko dzięki George'owi Bryanowi Brummellowi, miłośnikowi elegancji najprostszej. On zastał świat w chwili, gdy w dziedzinie mody dosięgnął sufitu. Misterne hafty, koronki na kaftanach, okazałe peruki, pantofle z klamrami, wreszcie sam fular (protoplasta dzisiejszego krawata), także ozdobiony wieloma dodatkami i wiązany w coraz bardziej skomplikowane supły - eleganccy mężczyźni ubierali się wtedy w bardzo wyszukany sposób. To wszystko kosztowało niekiedy fortunę.

- 800 funtów na rok wystarczy - mówił Beau Brummell, pytany o to, ile kosztuje odpowiednia garderoba stylowego mężczyzny (na dzisiejsze pieniądze to - w zależności od przelicznika - od pół do miliona funtów). Trochę jak w dowcipie o Nowych Ruskich komentujących dzieła sztuki w Ermitażu: - Skromnie, ale z klasą.

Dandys z krzywym nosem

Bo w świecie mody Beau Brummell był niczym Maksymilian Robespierre. Twierdził, że to nie urodzenie stanowić powinno o pozycji człowieka, ale jego maniery i dbałość o siebie. Arystokratą można się stać, nie trzeba się nim urodzić - taka koncepcja wręcz idealnie pasowała do czasów, w których padały kolejno: hasła o równości, wolności i braterstwie, Bastylia i głowy monarchów.

Gdy pod wpływem rewolucji Francja przyjmowała jako barwy narodowe niebieski, biały i czerwony, George Brummell na własnej skórze doświadczał równości i braterstwa - jego ojciec dzielił swój majątek równo między trzech synów, zamiast zostawić go tradycyjnie najstarszemu. George był synem najmłodszym i odziedziczył 30 tysięcy funtów.

Po służbie wojskowej odziedziczył z kolei krzywy nos, bo w pułku dragonów koń kopnął go prosto w twarz. To był jego wielki kompleks. Może od prób odwrócenia uwagi od tego nosa zaczęła się modowa rewolucja? A może od podatku, który w 1795 r. premier William Pitt nałożył na puder do peruk. Miał przynieść angielskiemu skarbowi dochód w wysokości 210 tysięcy gwinei. Przyniósł zaledwie 46 tysięcy, gdyż odpowiedzią angielskich elegantów na ten podatek była po prostu rezygnacja z noszenia peruk.

Beau Brummell nie stoi jedynie za zniknięciem peruk typowych dla XVIII w. On wyplenił wszelkie zbytki, w jakie obfitował strój ówczesnego mężczyzny. Teraz to krój odzieży i jakość wykonania, a nie dodatki, miały być wyznacznikiem dobrego smaku. Biała koszula, kaftan (przodek dzisiejszej marynarki), pełne spodnie i biały kawałek batystu prosto zawiązany pod szyją. Jedynymi ozdobami, jakie dopuszczał, były: sygnet, zegarek z dewizką oraz spinki do mankietów i krawat, niekiedy bardzo długi, ale zawsze nakrochmalony. Właśnie... krawat. To on stał się istotą elegancji, pod warunkiem, że nie był wiązany zbyt przemyślnie.

Czyli koszula, marynarka i krawat. Na salonach?! Pod koniec XVIII w. to był szok.

O co chodziło Brummellowi? Jak pisze Ian Kelly w biografii "The Ultimate Man of Style", ten pierwszy dyktator mody zwykł mawiać: "Jeżeli ludzie zwracają na ciebie uwagę na ulicy, to znaczy, że jesteś źle ubrany".

Piękny Beau

Jak to jest w ogóle możliwe? Jakim cudem naperfumowany fircyk spoza najwyższych sfer mógł stać się prawdziwym arbiter elegantiarum, który przeniósł stolicę dobrego smaku z ogarniętego rewolucją Paryża do Londynu? Czy to nie dziwne?
Odpowiedzią jest... humor. Ludzi dowcipnych wówczas nie brakowało. Sęk w tym, że nie zawsze w dobrym tonie było ów dowcip wykorzystywać w towarzystwie, role te powierzano błaznom.

Brummell nie miał z tym problemu. Poczucie humoru stanowiło cały jego majątek i kapitał. Wybaczano mu z tej racji wiele i z wielu ekstrawagancji czyniono wyznacznik stylu. Legendą obrosły wizyty w jego apartamencie przy Chesterfield Street, podczas których na pojawienie się gospodarza trzeba było czekać nawet pięć godzin.

- Tyle czasu potrzebuje na toaletę, bez której nie pokaże się gościom - szeptano.

- A trzewiki poleruje ponoć szampanem. Najdroższym - rosły legendy.

Pojawiał się zawsze nienagannie ubrany, bez jednego zagniecenia na garniturze, wyperfumowany, ogolony, czysty. Stosował cztery przełomowe zasady kąpieli, jakie sformułował na użytek angielskich wyższych sfer i które zrobiły wówczas sporo zamieszania.

Kąpielowe reguły Beau Brummela: 1. Codziennie mycie twarzy i rąk to za mało, trzeba wejść do wanny. 2. Kąpiel jest lepszym pomysłem niż łaźnia parowa. 3. należy kąpać się w ciepłej wodzie, a nie zimnej. 4. Braku kąpieli nie zatuszują perfumy i proszki zapachowe.Kąpielowe reguły Beau Brummela: 1. Codziennie mycie twarzy i rąk to za mało, trzeba wejść do wanny. 2. Kąpiel jest lepszym pomysłem niż łaźnia parowa. 3. należy kąpać się w ciepłej wodzie, a nie zimnej. 4. Braku kąpieli nie zatuszują perfumy i proszki zapachowe. / fot. East News

Zabawny, ale nie wulgarny. Uszczypliwy, ale nie złośliwy. Odważnie komentujący, ale nie chamski - tym ujął elity, wśród których błyskawicznie rosły jego wpływy i znajomości. Z następcą tronu księciem Walii Jerzym (późniejszym Jerzym IV) na czele, który już w 1800 r. chciał koniecznie zaprzyjaźnić się z najlepiej ubranym w całej Anglii, a może i Europie człowiekiem.

Brummell zyskał przydomek Beau (Piękny), trafił na dwór i był tego dworu ozdobą. Tak, to chyba najwłaściwsze słowo, biorąc pod uwagę charakter Watier's, klubu dla dżentelmenów, założonego w 1807 r. przez Beau Brummella, lorda Williama Alvanleya, Henry'ego Pierreponta i Henry'ego Mildmaya na rogu Piccadilly i Bolton Street. "Klub Dandysów", napisał o nim Lord Byron, guru romantycznej poezji brytyjskiej. Dandys - od tej pory tego słowa używa się na określenie mężczyzn Brummellowi podobnych.

Zemsta tłuściocha

W 1954 r. Curtis Bernhardt nakręcił film "Piękny Brummell", z samą Elizabeth Taylor w jednej z ról, w którym całą opowieść o angielskim dandysie epoki romantyzmu oparł na więzi, a potem konflikcie trzech Jerzych - Brummella, Byrona i księcia Walii, granego przez Petera Ustinova. Zafascynowani sobą nawzajem, doprowadzili tę relację do katastrofy. A poszło o ciasteczka...
W 1813 r. rządzący wtedy król Jerzy III czuł się już naprawdę fatalnie. Chorował na porfirię, sikał na czerwono, miał niemal epileptyczne ataki i sporo czasu spędzał w łóżku, cierpiąc na straszne bóle brzucha. Jedna z teorii głosi, że to związki arsenu zawarte w pudrze do peruk mogły przyczynić się do rozwoju choroby. W każdym razie - król nie był zdolny do władania. Faktyczne rządy sprawował jego syn, regent Jerzy. A za wzrostem jego roli poszedł wzrost ego. Od czasu choroby ojca, zwiastującej jego rychłą koronę, dawnych przyjaciół traktował per książęca noga. Także tych, z którymi ubierał się do niedawna u tego samego krawca - w zakładzie Schweitzer & Davidson na Cork Street, a następnie u położonego po sąsiedzku Meyera.

Kłopot w tym, że ci krawcy mieli coraz więcej cielska do ubrania. Zarówno regenta Jerzego, jak i lorda Byrona zawsze cechowała skłonność do słodyczy i tendencja do tycia. Ten ostatni pod wpływem Beau Brummella omal nie wpędził się w anoreksję, unikając wszystkiego, co mogło zepsuć mu sylwetkę. Regent się tym nie przejmował. Po prostu tył.
W lipcu 1813 r. Brummell i członkowie Klubu Watier's organizowali bal maskowy, którego istotą jest wszak ukrywanie swojej tożsamości. Na balu pojawił się także książę regent. Przywitał się z lordem Alvanleyem i Henrym Pierrepontem, ale resztę - w tym Brummella - pominął. Wtedy arbiter elegancji pozwolił sobie na pytanie: "Alvanley, who's your fat friend", czyli "Alvanley, kim jest twój tłusty przyjaciel?"

No taki żarcik, nawiązujący do masek na twarzach gości, ale - o zgrozo! - również do tuszy księcia. Pewnie kilka lat wcześniej, gdy George Brummell swymi dowcipami i przygadywaniami na temat wyglądu, stroju i higieny zyskiwał raczej przyjaciół niż wrogów, wszyscy po prostu by się zaśmiali i zawołali: "Ach, ten Brummell!". Tym razem już tak nie było.

Nieduży pomnik Beau Brummella stoi dziś na Jermyn Street. Ta ulica to mekka najelegantszych mężczyzn w Londynie. Beau zagląda do Piccadilly Arcade, pasażu pełnego salonów z koszulami na miarę. / fot. Herr uebermann / WikipediaNieduży pomnik Beau Brummella stoi dziś na Jermyn Street. Ta ulica to mekka najelegantszych mężczyzn w Londynie. Beau zagląda do Piccadilly Arcade, pasażu pełnego salonów z koszulami na miarę. / fot. Herr uebermann / Wikipedia

Kiła i mogiła

Żart był początkiem końca salonowej dyktatury dyktatora mody. Łatwo się domyślić, co było dalej. Akcje Brummella traciły z każdym miesiącem, za to rosły jego długi. Coraz trudniej było mu znaleźć przyjaciół, od których mógłby pożyczyć pewne sumy na spłacenie innych sum. Duże weksle przechowywał np. legendarny klub dla dżentelmenów White's. Lata przebywania w najwyższych sferach Anglii, olbrzymie spektrum przyjaciół spowodowały, że nie zostawiono go jednak w potrzebie.
Widywano Brummella w towarzystwie kobiet tak intrygujących, jak chociażby lady Hester Stanhope, słynna podróżniczka i awanturniczka, która przemierzyła Imperium Osmańskie i Bliski Wschód, by zyskać miano "Królowej Pustyni". Dandys zabawiał też Elizabeth Howard, księżną Rutland, ale najbliższa mu była pochodząca z Prus Fryderyka Charlotta, księżna Yorku, a zatem szwagierka króla Jerzego. Kiedy zmarła, Beau zamówił dla siebie dość ekstrawagancką pamiątkę - ceramiczną miniaturę lewego oka księżnej.

Potężni znajomi wsparli go, gdy 18 maja 1816 r. musiał wyjechać, a właściwie zbiec do Francji przed wierzycielami. Zamieszkał w hotelu Dessin w Calais, a w 1830 r., po śmierci na atak serca króla Jerzego IV, przyjaciele z Anglii (zwłaszcza lord Alvanley) pomogli mu otrzymać stanowisko konsula w Caen. Wtedy wdał się we flirt z nastoletnią córką madame Aimable de St Ursain, która zatrudniła go jako nauczyciela angielskiego.

Najchętniej bym tu skończył, bo aż przykro pisać dalej. Ostatnie lata pierwszego metroseksualnego mężczyzny świata były bowiem okropne. 4 maja 1835 r. trafił do więzienia za długi na rzecz pana Leleux, właściciela hotelu Dessin. Wyszedł w lipcu, dzięki pieniądzom pożyczonym od sklepikarza. Brudny, nieuczesany, nieogolony, bynajmniej nie codziennie kąpany snuł się po ulicach w obłędzie, którego przyczynę zdiagnozowali medycy szpitala dla obłąkanych Bon Sauveur. Beau Brummell trafił tam po drugim już udarze. Diagnoza brzmiała: nieleczona kiła. 30 marca 1840 r. dandys zmarł, miotając się w szale po łóżku.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Eugen Sandow jako antyczny heros Eugen Sandow: człowiek, który nauczył cię pakować
  • Auguste Escoffier Auguste Escoffier: człowiek, który był cesarzem kucharzy świata
  • Thomas Edison z fonografem Thomas Edison: człowiek, który dał nam prąd
Komentarze (15)
Beau Brummell: człowiek, który nauczył nas elegancji
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    jael53

    Oceniono 95 razy 93

    Człowiek pochodzący z domniemanych dołów społecznych odziedziczył 30 tys. funtów. W czasach, gdy 500 funtów to był całkiem przyzwoity pieniądz - a jak przyzwoity, to się z tegoż tekstu można dowiedzieć. Warto czasem przeczytać to, co się napisało.

    Brummel dostał się do towarzystwa właśnie dlatego, że miał te środki - one zastąpiły mu brak właściwej pozycji społecznej.

  • avatar

    czyngischann

    Oceniono 51 razy 35

    Czyli wnioskując z tego że umiał jedynie produkować nowe długi - żadną pracą czy zarabianiem pieniędzy ten pan nawet nie usiłował się trudnić. No cóż, rzeczywiście bohater.

  • avatar

    lech.s

    Oceniono 28 razy 26

    Takie wspomnienie sprzed lat: byłem na sympozjum kardiochirurgów polskich (elita chirurgów, mogłoby się wydawać) jako zaproszony (za słoną opłatą, oczywiście) przedstawiciel firmy medycznej. Podczas wieczoru "pożegnalnego" jeden z nich (nie znałem go wcześniej) podszedł do mnie i wytarł sobie czoło moim krawatem, ku rozbawieniu swojej tanecznej partnerki. Mnie po po prostu zatkało, bo nigdy wcześniej z takim chamstwem i to w "pretendującym" towarzystwie się nie zetknąłem. Zamiast sierpowego w podbródek gościa, uśmiechnąłem się krzywo i odszedłem. Czy jest ktoś mądry, kto zna jakieś sensowne rozwiązanie w podobnej sytuacji??

  • avatar

    ezo-mir

    Oceniono 29 razy 19

    Tak to już bywa, że coś co kiedyś było metroseksualne, genderowe, przeciwko prawu bożemu, itd. (golenie się, mycie się, używanie dezodorantu, noszenie spodni przez mężczyzn, a później noszenie spodni przez kobiety) po pewnym czasie staje się normalne. Nowi tradycjonaliści już nie chodzą w żupanach gdy tak głośno krzyczą o "pedalskich rurkach".

  • avatar

    pinkink3

    Oceniono 19 razy 11

    Interesujace i zgrabnie napisane.

  • avatar

    mic234

    Oceniono 22 razy 10

    Mnie myć się nauczyła mama...

  • Jan Kowalski

    Oceniono 7 razy 5

    Znakomity tekst Panie Radosławie, świetnie się czyta. Dzięuję!

  • avatar

    kman0ps

    Oceniono 13 razy -9

    Ciekawa postać.

    Trochę jego upadek, został potraktowany po macoszemu. Ale ogólnie tekst fajny.

    Gabinet okulistyczny Jelenia Góra
    Leczenie zeza Jelenia Góra

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy