Stéphane Antiga: "Cały zespół na treningach zasuwał tylko w jednym celu"

- Uwielbiam nurkowanie swobodne. Mistrzostwa świata w siatkówce porównam więc do zejścia pod wodę. Cały zespół na treningach zasuwał ciężko tylko w jednym celu - by wypłynąć na powierzchnię z rekordowym wynikiem - mówi Stéphane Antiga, selekcjoner polskiej kadry, dzięki któremu właśnie zdobyliśmy złoty medal na Mistrzostwach Świata w siatkówce.

Rozmawialiśmy ze Stéphanem Antigą na krótko przed startem mistrzostw. Jego nominacja na stanowisko trenera siatkarskiej reprezentacji Polski wzbudziła kontrowersje. Czynny zawodnik trenerem? Przecież w momencie wyboru Francuz był siatkarzem PGE Skry Bełchatów. Graczem znakomitym, szanowanym, ale bez żadnego doświadczenia trenerskiego.

I właśnie on poprowadził biało-czerwonych po zwycięstwo - do tego w mistrzostwach odbywająych się w Polsce, w której siatkówka jest tym, czym piłka nożna dla Brazylijczyków.

. . .

Jarosław Bińczyk: - Jak to jest siedzieć na beczce prochu?

STÉPHANE ANTIGA: - Bardzo wygodne miejsce.

Pytam, bo w Polsce trenerów kadry jest z kilkanaście milionów. Krytyki na pewno nie unikniesz. Twoi poprzednicy nie zawsze sobie z nią radzili, bywało, że obrażali się na wszystkich. Czy Stéphane Antiga też strzeli focha?

- Krytycy i podpowiadacze istnieją od czasu, gdy narodził się sport. Od tego nikt nie ucieknie. Pewnie, że liczę się z tym, że będę krytykowany, że po przegranych meczach mogę zostać zmieszany z błotem. Cóż, w Polsce siatkówka jest ogromnie popularna, więc rozumiem emocje.

Opinie zamieszczane w mediach są ważne, ale przede wszystkim dla kibiców. Choć w reprezentacji zawsze zapoznajemy się z krytycznymi uwagami. Zapewniam, że jeżeli opinie będą trafione, możliwe, że zdecydujemy się coś zmienić, choć w krótkim czasie zmiany nie zawsze są możliwe. Wiesz, macie wielu dobrych dziennikarzy, ale oni czasami nie wiedzą wszystkiego, co dzieje się w kadrze.

Ale obrażanie się? To nie ja.

Brak medalu na mistrzostwach nie będzie porażką, będzie klęską. Wiesz, kto to powiedział?

- Musisz mi przypomnieć.

Twoi szefowie w związku. Tak ogromne są oczekiwania na pierwszych mistrzostwach świata, których jesteśmy gospodarzami. Chyba nie pomaga ci to w zdjęciu presji z drużyny.

- Nie znam sportowca z górnej półki, a przecież tacy grają w reprezentacji, który nie chciałby wygrywać. Nie po to chłopaki harują na treningach, poświęcają życie rodzinne, żeby tylko zagrać na mistrzostwach. Robią to, a ja razem z nimi, żeby osiągnąć sukces.

Uważam jednak, że nie powinni się skupiać na tym, co się dzieje na zewnątrz. Dla nich najważniejsza musi być i jest opinia sztabu szkoleniowego: moja i Philippe'a [Philippe Blain - asystent Antigi]. Widzę, kiedy zawodnik popełnia błędy, wiem, kiedy źle gra. To ja wiem, nad czym musimy więcej pracować. Jeżeli ktoś miał tylko 30-procentową skuteczność w ataku, ale dobrze bronił, przyjmował i blokował, to ocenię go dobrze, choć inni będą go krytykować. Powtarzam chłopakom, że krytyka musi pochodzić tylko od sztabu szkoleniowego. Inną mają się nie przejmować. Tamta niech spada na mnie. W związku z mistrzostwami nic się nie zmienia - celujemy wysoko.

Wysoko, czyli gdzie? Cztery lata temu zajęliśmy 13. miejsce.

- Jest wiele silnych drużyn, choćby Rosja i Brazylia, która w Lidze Światowej grała słabo, bo przygotowywała szczyt formy na mistrzostwa. Ale my też wszystko podporządkowaliśmy mistrzostwom. Wysoki cel to medal. Chcemy medalu.

Siatkarze chwalą atmosferę w drużynie, a przecież nie zawsze tak było. W przeszłości dochodziło nawet do rękoczynów. Jaki jest twój patent na okiełznanie tych wszystkich trudnych charakterów?

- To nie tylko moja zasługa. Po prostu spotkali się ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że osiągną coś naprawdę wielkiego tylko wtedy, gdy będą zgrani na boisku i poza nim. To ważne szczególnie, gdy działa się pod presją. Ważne jest również to, że bez względu na swoją pozycję, każdy w tej drużynie chce się dalej rozwijać. Podam przykład: dla mnie bardzo ważne było poprawienie obrony. To nie jest łatwe, bo żeby zrobić postęp, potrzeba trzech rzeczy: chęci, pracy i otwartej głowy. Jeśli nie chcesz dobrze bronić, to ci się nie uda. U nas tego problemu nie ma, bo wszyscy starają się być coraz lepsi. Właśnie w tym elemencie, poprawieniu obrony, jak w żadnym innym, pomaga dobra atmosfera w drużynie. Jeśli atakujesz i wiesz, że z tyłu inni cię będą asekurować, to jest łatwiej. Masz zaufanie do kolegów i nie boisz się. To w grze zespołowej bezcenne.

A w budowaniu dobrej atmosfery nie pomógł twój charakter? Oglądałem cię na boisku przez siedem lat i nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek stracił panowanie nad sobą. Jako trener też jesteś uosobieniem spokoju. To poza?

- Nie denerwuję się, bo nie mam powodów. Na razie, poczekaj do mistrzostw (śmiech). Jak ktoś daje z siebie sto procent, a każdy z chłopaków dotychczas dawał, to przecież nie mogę się denerwować.

Ale przecież ty nawet głosu nie podnosisz... W ogóle zdarzyło ci się krzyknąć na któregoś ze swoich byłych kolegów z boiska? W końcu teraz jesteś ich szefem.

- Ależ krzyczę na nich, krzyczę, tyle że... bardzo rzadko. Czasami przerywałem zajęcia, gdy robili coś nie tak, jak wymagałem. Najważniejsze, żeby za każdym razem drużyna wiedziała, dlaczego zwracam jej uwagę, i szybko wyciągała wnioski. Dlatego gardła i gwizdka używam nieczęsto.

Nie miałeś ochoty wskoczyć na boisko, gdy drużynie nie szło w czasie meczu?

- Oczywiście, że miałem. Przecież przez ponad 20 lat byłem zawodowym siatkarzem. W takich sytuacjach napominam sam siebie, że przecież nie zawsze wszystko wychodzi, tak jak się chce, nawet na tak wysokim poziomie, jaki jest w reprezentacji. Jeśli coś jest wytrenowane, wielokrotnie przećwiczone, to wcześniej czy później wyjść musi.

Ze składem śmiało sobie poczynasz. Bardzo śmiało. Postawiłeś na młodzież, która zaczęła naciskać na doświadczoną gwardię: Wlazłego, którego namówiłeś do powrotu do kadry, Kurka czy Winiarskiego. Uważasz, że lata świetności naszych gwiazd się kończą?

- Nonsens. Musiałem dać im odpocząć. Wiedziałem, że nowi zawodnicy mają wielki potencjał. Ale potencjał to jedno, a dobra gra w reprezentacji - drugie. Jednak nawet ja nie przypuszczałem, że tak szybko mogą stać się aż tak dobrzy. Jestem bardzo zadowolony, bo Bociek, Kłos, Wrona, Drzyzga czy Buszek stali się konkurencyjni dla najlepszych polskich siatkarzy. Poza tym znakomicie wkomponowali się w grupę. Dzięki temu, że tak się rozwinęli, także treningi są lepsze, co wpływa na rozwój wszystkich - tych młodych i tych doświadczonych.

Raul Lozano, Daniel Castellani i Andrea Anastasi w odróżnieniu od ciebie nie mówili po polsku. Teraz zawodnicy żartują, że mają trenera mówiącego po ludzku.

- Wielu chłopaków w drużynie zna języki obce, więc problemu by nie było, i nie ma. Bywa przecież, że w czasie meczów, gdy dochodzą emocje, rezygnuję z polskiego. Jeśli mam coś ważnego do przekazania Michałowi Winiarskiemu lub Łukaszowi Żygadle, to rozmawiam z nimi po włosku.

Podczas przerw w czasie meczu też często przerzucam się na angielski, bo obawiam się, że nie wszyscy dobrze zrozumieją mój polski. Bywało też i tak, że zabrakło mi polskiego słówka i panowała kilkusekundowa cisza, a przecież przerwy są krótkie.

Kokietujesz, jak na obcokrajowca mówisz po polsku bardzo dobrze.

- To miłe z twojej strony. Na początku pobytu w Polsce chciałem go szybko opanować i przyznam, że za pierwszym podejściem poddałem się. To dlatego, że gdy próbowałem coś powiedzieć, nikt mnie nie rozumiał. Chodziłem ze słownikiem, ale i to niewiele pomagało. Efekt był taki, że na przykład w restauracjach zawsze podawano mi nie to, co chciałem. To mnie zniechęciło i dałem sobie spokój. Równocześnie regularnie uczyłem się hiszpańskiego, włoskiego, angielskiego czy niemieckiego i z nimi nie było kłopotów.

Dopiero w Bydgoszczy [Antiga w latach 2011-2013 lata był zawodnikiem Delecty Bydgoszcz] postanowiłem, że znów spróbuję mówić po polsku. Także po to, by pomagać w szkole synowi. Teraz to dzieci, zwłaszcza Timote, który ma siedem lat i chodzi do polskiej szkoły, mnie poprawiają. Młodsza Manoline też nieźle daje sobie radę.

Jako zawodnik letnią przerwę w rozgrywkach poświęcałeś na odpoczynek w domu na Majorce. Teraz jeździsz na mecze i zgrupowania. Nie brakuje ci tych sielankowych tygodni?

- Rzeczywiście ciężko się przyzwyczaić, bo od kilku lata wakacje spędzałem na Majorce. Kupiliśmy tam mieszkanie, jeszcze gdy grałem w tamtejszym klubie. Tak się nam spodobało to nieśpieszne życie, że po wyjeździe do Polski nie sprzedaliśmy mieszkania. Wieczorami uwielbiamy siedzieć na tarasie ze Stéphanie [żona Antigi], sączyć czerwone wino i słuchać muzyki Keitha Jarretta.

Najtrudniej jest bez rodziny, która wyjeżdża odpoczywać, a ja nie mogę, bo pracuję. Nie, nie skarżę się, bo wiedziałem, że tak będzie musiało być, a to, co robię, jest przecież pasjonujące. To przygoda życia i jak się głębiej zastanowić, spełnienie moich marzeń. Wypocznę, wierzę, że w doskonałym humorze, po zakończeniu mistrzostw.

Na Majorce masz też chyba święty spokój, bo w Polsce jesteś coraz popularniejszy. Możesz jeszcze spokojnie przejść ulicą?

- Na Majorce mogę się wyciszyć. A w Polsce? Czasami ludzie mnie zaczepiają, ale w bardzo sympatyczny sposób. W ogóle według mnie jesteście otwarci i chętni do pomocy. Cała nasza rodzina czuje się w Polsce świetnie. A pamiętam, jak przed wyjazdem do Polski znajomi mówili "Stéphane, jedziesz do kraju ponuraków". I co? Pomylili się. A już polscy kibice to światowy fenomen.

Grałem w klubach poza Polską i zdarzało się, że trybuny świeciły pustkami. Dla sportowca to dramat. Tutaj jest to nie do pomyślenia. Siatkówka i siatkarze są traktowani wyjątkowo. To zobowiązuje.

Nurkujesz bez aparatu tlenowego. Strzelam: zacząłeś po obejrzeniu "Wielkiego błękitu"?

- Ha, to nie było trudne. Obejrzałem ten film, gdy byłem młody. Nie ma chyba nikogo, kto po obejrzeniu "Wielkiego błękitu" nie poczułby, jak wspaniałe jest nurkowanie i nie chciał tego spróbować. Ja spróbowałem i stało się to moim hobby, jeśli nie pasją.

Nie czujesz obaw?

- Jestem odpowiedzialnym człowiekiem. Wiem, na co mnie stać, i nie ryzykuję. Mam rodzinę i schodząc pod wodę, zawsze o tym pamiętam.

Jaki jest twój rekord głębokości?

- Naprawdę skromny. Coś około 20 metrów. Pod wodą udało mi się wytrzymać bez tlenu przez cztery minuty.

Nie boisz się, że te mistrzostwa świata będą dla ciebie jak zejście na 100 metrów, czyli coś, po czym zginiesz?

- Pierwszy mecz mistrzostw świata zagramy na Stadionie Narodowym przy 60-tysięcznej widowni. Będzie to wielkie wydarzenie, święto nie tylko dla polskiej, ale w ogóle światowej siatkówki, które przejdzie do historii sportu. Plan jest prosty. Każdy zawodnik gra na sto procent. W ataku nie waha się, w obronie nie ma dla niego straconych piłek. Presja nie osłabia go, a wyzwala to, co najlepsze. Wygrywamy mecz z Serbią, a później zdobywamy medal. Robiłem wszystko, żebyśmy i ja, i drużyna zanurkowali bezpiecznie, a wynurzyli się z rekordem.

Stéphane Antigafot. Tamara Pieńko


STÉPHANE ANTIGA - ma 38 lat. Był pierwszym siatkarzem światowej klasy, który w 2007 r. zaczął grać w polskiej lidze. Jego klubami była Delecta Bydgoszcz i PGE Skra Bełchatów. W maju przejął naszą kadrę, zastępując Włocha Andreę Anastasiego, który kiedyś trenował go we włoskim Cuneo. Kontrakt podpisał do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r.

Osiągnięcia klubowe: pięciokrotny mistrz Polski, siedmiokrotny mistrz Francji, dwukrotny mistrz Hiszpanii. Osiągnięcia z reprezentacją: brązowy medal mistrzostw świata, dwa wicemistrzostwa Europy, srebrny medal Ligi Światowej.

. . .

Nasza sesja zdjęciowa:

produkcja Dorota Sikorska

make-up i fryzury Edyta Piasecka

stylizacja Jola Stefańska

produkcja Dorota Sikorska

Więcej o:
Komentarze (22)
Stéphane Antiga: "Cały zespół na treningach zasuwał tylko w jednym celu"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • imesch

    Oceniono 219 razy 219

    Jak widac, jedyna rzecz potrzebna do tego, by polski sport sie rozwijal to normalnosc.

  • chinagirl

    Oceniono 101 razy 87

    Nie dość, że przystojny :), to jeszcze spokojny, skromny itp. Aż przyjemnie popatrzeć i posłuchać. Polacy, mężczyźni, bierzcie przykład...

  • d.d.5

    Oceniono 85 razy 81

    fajny "Chłopczyk" z tego Antigi:))))

  • akorbacz4

    Oceniono 40 razy 22

    Z takimi ludźmi można budować i drużynę i jej przyszłość ----- może dałoby się zapisać do tej ekipy Jarosława Kaczyńskiego? Może w końcu by się czegoś nauczył?????????

  • semiromek

    Oceniono 17 razy 5

    Tamaro Pieńko - nie rób więcej zdjęć. Serio.

  • roso102

    Oceniono 4 razy 4

    Takich polaków nam potrzeba!!!

  • starykawaler35

    Oceniono 18 razy -4

    przypominam szanownemu redaktorowi,ze nie ma czegostakiego jak aparat tlenowy do nurkowania i nie nurkuje sie na tlenie GDYZ JEST TOKSYCZNY I ZABOJA PONIZEJ 6 M....100% tlen jest uzywany do dekompresji po dlugich nurkowniach ale na glabokosci do 6m !!!
    najczesciej w nurkowaniu rekraacyjnym jest uzywane sprezone powietrze....takie jakim oddychamy na powierzchni...dziekuje za uwage

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX