Andrzej Saramonowicz: czytasz, więc jesteś

Kobiety, które nie czytają, są dla mnie jak te, które się nie myją.

Kilka dni temu mój znajomy Z. - o którym myślę ciepło, choć jego związki z kobietami zbytnio przypominają relacje Hioba z Bogiem - wpadł do mnie z winem. Zanim zdążyłem pokroić pecorino, wypił je sam, po czym jęknął: "cztery lata życia mi zmarnowała, stary, nie chcę jej więcej widzieć!" - i popadł w odrętwienie, które niechybnie sugerowało, że powinienem zająć stanowisko. Nie miałem na to zupełnie ochoty. Dama, której Z. poświęcił wspomniane cztery lata życia (poświęcając je równocześnie żonie, z którą - że się tak wyrażę - procedował symultanicznie), była, owszem, niewiarygodnie piękna, ale nawet ta ponadnormatywna uroda nie mogła przykryć braków w uzębieniu jej inteligencji; ten zaś rodzaj szczerbatości powoduje u mnie dystans szczególny. Wszelako - jak już wspomniałem - ciepło myślę o Z., więc przez te wszystkie lata w kwestii jego sercowo-podbrzusznego wyboru konsekwentnie milczałem. Tym razem jednak - błagalny wzrok Z. uświadomił mi to aż nadto - dłużej już nie mogłem. "Zdradziła cię, tak?" - otworzyłem kolejną butelkę w geście męskiej solidarności. "A gdzie! - żachnął się. - Jest wierna jak rzeka u Żeromskiego!". "Buchnęła ci kasę?" - drążyłem. "Widzisz te buty? - targnął nogę na wysokość stołu. - Obrzuca mnie prezentami niczym Wokulski Łęcką!". "Sypnęła o was twojej żonie?" "No co ty, lojalnością przebija samego Michaela Corleone!" Poczułem się na tyle bezradny, by tekstem "więc o co ci, k ., chodzi?" wejść na najwyższy diapazon niezrozumienia. Popatrzył na mnie smutno. "Stary, ona czyta wyłącznie opakowania po kremach!" "I to ci przeszkadza?" - roześmiałem się. "A tobie by nie przeszkadzało?" - zapytał ze szczerością dziecka, a potem tylko pił, a kiedy nie było już nic do wypicia, zamówił taksówkę i wyszedł.

Długo nie mogłem potem zasnąć. Przed oczami zjawiła mi się A., którą Bóg w swej szczodrobliwości obdarzył pełnią kształtów i zmysłowością upadłego anioła. Budziła we mnie dzikie żądze, które domagały się natychmiastowego rozbrojenia w edenie jej doskonałej cielesności. Niestety, w wykwintnym apartamencie, do którego mnie zaprosiła, droga do sypialni prowadziła przez salon. Było w nim wszystko, co wzięty dizajner może zaproponować ludzkości: gięte meble z kosztownego kompletu, których głównym zadaniem jest udawać, że kompletem nie są; ściany w odcieniu "wszystkie betony świata"; lampy stanowiące najwyższe osiągnięcie geometrii hiperbolicznej; a przede wszystkim świece: świece w lichtarzach, świece w kielichach, świece w akwariach, świece wiszące i świece puszczone luzem. Nie było jednak - do dziś na wspomnienie tego faktu targa mną dreszcz - książek. No dobra, kłamię. Była jedna. Rozłożony niedbale na podłodze - nieopodal białej, skórzanej sofy - album z fotografiami Helmuta Newtona. Biblia wszystkich niepiśmiennych. Świeca mojego podniecenia zgasła w jednej chwili.

Kobiety, które nie czytają, są dla mnie jak te, które się nie myją - funkcjonują poza skalą erotyki. Można z nimi pleplać, nie sposób z nimi rozmawiać. Różnica między rozmową a pleplaniem jest równie potężna, co opozycja między życiem a jego brakiem. Pleplanie jest pieczęcią śmierci, tym boleśniejszej, że stemplowanej każdym otwarciem ust, które nie mają nic mądrego do powiedzenia. Seks z kimś, kto wyłącznie plepla, przypomina nekrofilię przy włączonym telewizorze. Być może ktoś to lubi, ja jednak - odkąd pozbyłem się pryszczy nastoletniości - mówię takim sytuacjom: adieu. Bo seks - choćby nie wiem jak gimnastyczne formy miał przybierać - jest dla mnie zawsze dodatkiem do rozmowy. A rozmowa - choćby nie wiem jak akrobatyczne figury miała wykonywać - zawsze powraca do raju słów sprzed momentu ich wygnania: do literatury. W niej kryje się życie realne, które my - mniej lub bardziej udolnie - usiłujemy odtwarzać w matriksie naszej fizycznej egzystencji. W niej jest prawdziwa miłość, prawdziwa rozpacz, prawdziwe szaleństwo, prawdziwa namiętność i prawdziwa pasja. Kobieta, która tego nie rozumie i która powtarza: "przecież to tylko książki, zbiór kurzu i roztoczy", tak naprawdę nie istnieje. Jest narysowana i to w dodatku płasko, w 2D. A trójwymiar jej bioder, piersi i ust to tylko iluzja, wynikająca z ułomności męskiego wzroku.

Więcej o:
Komentarze (175)
Andrzej Saramonowicz: czytasz, więc jesteś
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • miss_fahrenheit

    Oceniono 402 razy 366

    "Dama, której Z. poświęcił wspomniane cztery lata życia (poświęcając je równocześnie żonie, z którą - że się tak wyrażę - procedował symultanicznie), była, owszem, niewiarygodnie piękna, ale nawet ta ponadnormatywna uroda nie mogła przykryć braków w uzębieniu jej inteligencji;"

    Żona pana Z. zmarnowała znacznie więcej czasu.

  • franz1914

    Oceniono 349 razy 241

    Wyjątkowo pretensjonalne poglądy, snobistyczne, podszyte elityzmem i klasizmem i pewnie jeszcze innymi izmami. Według założeń autora większość kobiet z klas niższych (one zazwyczaj nie czytają), niewykształconych to głupie baby które tylko paplają. "Kobiety, które nie czytają, są dla mnie jak te, które się nie myją - funkcjonują poza skalą erotyki. Można z nimi pleplać, nie sposób z nimi rozmawiać. Różnica między rozmową a pleplaniem jest równie potężna, co opozycja między życiem a jego brakiem. " Otóż jest to kolosalna bzdura. Znam kobiety, często powyżej 50 lat, które z racji czasów w których przyszło im dorastać, pochodzenia (np biedne rodziny) nie nabyły edukacji ani nawyku czytania, a mimo to są inteligentnymi, wrażliwym i mądrymi osobami, które mają często bardzo trafne i głębokie spostrzeżenia. Znam też kobiety po studiach, które czytają a mają niewiele do powiedzenia, a jak już to po prostu powtarzają przeczytane opinie. Czytanie z pewnością rozwija (choć zależy co się czyta), ale nie daje gwarancji , że ktoś będzie mądrym, wrażliwym człowiekiem. Na czym polega rozmowa? Na odwoływaniu się do literatury, sypaniu cytatami, powtarzaniu cudzych idei? Mam przyjaciółkę, wykształcona, oczytana osoba (ma doktorat z socjologii), potrafimy godzinami rozmawiać, o życiu, o ideach, o problemach przyziemnych, jak i społecznych, sztuce itd rzadko jednak kiedy odwołujemy się do konkretnych pisarzy, książek. Z pewnością to co przeczytaliśmy ma wpływ na nasze rozmowy, ale nie jest tematem rozmowy. Bardziej liczą się nasze własne opinie, w dużej mierze uformowane z własnych obserwacji, przemyśleń. Przychodzi do mnie pani do sprzątania, 49 lat, (biała Amerykanka, mieszkam w USA) niewykształcona zbytnio, nie czyta, ma za to świetny smak w muzyce, od Stonesów, Jamesa Browna, Marvin Gaye, Velvet Underground, po Arcade Fire, Red Hot Chilli Peppers. Na literaturze nie zna się wcale, ale bardzo fajnie się z nią rozmawia na rożne tematy np społeczne. Sprząta u rożnych ludzi, od do przeciętnych z klasy średniej (niższej) po bogatych, a nawet zwolenników teorii konspiracyjnych mających bunkry, zapasy żywności i kolekcję broni, w tym ciężkie karabiny maszynowe. Sporo się od niej dowiedziałem o tym jak ludzi do których nie mam dostępu myślą, żyją. Jej opowieści są barwne,poparte całkiem przyzwoitymi obserwacjami psychologicznymi (nie ma wykształcenia jak pisałem, ale ale ma wyczucie i intuicje do ludzkich charakterów). Ma więcej do powiedzenia niż niejedna zanim mi kobieta po studiach, której rozmowa polega na tym, że pyta czy czytałem najnowszą książkę kogoś tam albo widziałem nowy film, oczywiście ambitny. Jak jednak przychodzi do rozmowy o tym filmie to ograniczają się do paru wyświechtanych frazesów typu doskonała gra, ale o przesłaniu, poruszonych problemach itp nie mówi nic.

  • wezyronly

    Oceniono 214 razy 154

    Mężczyźni, którzy nie czytają - są dla mnie tym samym, czym dla autora tego finezyjnego tekstu są niemyjące się kobiety.... Cóż, to działa w obie strony, o czym autor powyżśzego chyba nie pomyślał...

  • kongregacja

    Oceniono 129 razy 111

    znam wielu facetow, ktorzy nie czytaja i tu fakt pokrywajacy sie - ze sie tak wyraze - nadaja sie tylko do tych pewnych rzeczy, a i to nie wszyscy, bo o zgrozo, czesc z nich naprawde sie nie myje! ;)

  • voodeen

    Oceniono 134 razy 110

    Rozważaniom Autora trudno nie przyznać słuszności. Problem jednakowoż leży gdzie indziej. Otóż żyjemy w rzeczywistości, która wykreowała taką właśnie "szczerbatą" normę. Kobieta musi być piękna (i to w tym "szczytowym" [od Dr. Szczyt], a więc fizycznym wymiarze)! Stąd pewnie bierze się fascynacja "wielkich" tego świata modelkami. Powiedzmy sobie uczciwie, osobami nie najwyższych intelektualnych lotów (choć może zdarzają się chwalebne wyjątki), których alfabet to: A jak Armani, B - Burberry, C - Chanel, D - Dior, itd. I konia z rzędem temu, kto zwróci uwagę na zakurzoną mysz biblioteczną - ale za to oczytaną, a nie ulegnie natrętnej seksualności photo-shopowej bogini z okładki. Tak, kobieta powinna być inteligentna i oczytana, podobnie jak facet umyty i szarmancki. Ale są to raczej wytwory pobożnych życzeń, bo otaczające zjawiska potwierdzają tezę przeciwną.
    Cóż, pozostaje nam (cytując klasyka) "śnić sen, najpiękniejszy ze snów", że kiedyś tak będzie. Z pozdrowieniami v-d

  • pieddro

    Oceniono 93 razy 75

    Nareszcie pięknie ujęte! Ale gwoli prawdy, odsetek tego typu głupoty u mężczyzn zapewne jest podobny... Cóż, jeśli ktoś przy wyborze partnera patrzy tylko na powierzchowność, prędzej czy później tego bardzo żałuje. Uroda przemija i g%^^&o pozostaje.

  • sniyg

    Oceniono 130 razy 70

    Mocno egzaltowane acz skądinąd zrozumiałe wywody u pana w pewnym wieku - z wiekiem wydolność organizmu maleje stąd w akcie seksualnym akcent przenosi się na rozmowę - która, jeśli już ma zabierać coraz więcej czasu oczywiście, że lepiej gdy odbywa się z kimś inteligentnym. Nie ma jednak co czarować rzeczywistości - każdy zdrowy chłop w pierwszej fazie zauroczenia patrzy na nogi, piersi i pośladki, niż na to czy pani ma książki czy nie ma, w salonie zwłaszcza. Bo są ludzie, którzy trzymają książki w gabinecie, więc opadające podniecenie po przejściu przez salon może być przedwczesne. Tezy, że prawdziwe życie dzieje się w książkach podczas gdy nasze to matrix - jest tak kuriozalna, że nie skomentuję.

  • sunim

    Oceniono 83 razy 65

    Bardzo słuszne uwagi. Choć przed czterdziestką to chyba takich spostrzeżeń dokonuje sie nie w drodze do sypialni, ale wracając z niej.

  • msqu

    Oceniono 78 razy 62

    Czy to jest pan, który napisał scenariusz do 'Lejdis'? I on komuś zarzuca braki w lekturze?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX