Saramoniwicz: małżeństwo to cecha niezbywalna jak zez albo garb?

T. jest zaprzysięgłym kawalerem. Jedyny dłuższy związek, bodajże trzyletni, przećwiczył - jak sam to określa - w prekambrze żywota. D. trwa w małżeństwie od dwudziestu trzech lat i ma trzech prawie dorosłych synów, z których jeden jest nieuleczalnie chory. Poznałem ich dzięki własnemu rozwodowi.

H. był adwokatem mojej żony, D. - sędzią, który orzekał w naszej sprawie. Po krótkim okresie niechęci, jaką do nich żywiłem (wszak dzięki swojej fachowości skutecznie pozbawili mnie majątku), postanowiłem się z nimi zaprzyjaźnić. W końcu ciekawi ludzie nie rodzą się na kamieniu.

Z początku traktowali mnie nieufnie, zapewne bojąc się, że jestem jednym z tych psychopatów, o których robi się filmy grozy. Z czasem poznaliśmy się dobrze, a dziś - nie będzie w tym zbędnej przesady - możemy określić naszą relację jako przyjaźń.

To wielkie szczęście odkryć siłę przyjaźni poza okresem nastoletniości, kiedy międzyludzkie zalążki są jeszcze świeże i pospolite. Dorosłość też nie jest wolna od naiwności, ale brak już jej dziecięcej ufności. Dlatego dorośli rzadko zawiązują przyjaźnie, choć często tym mianem określają relacje, w których na barki innych udaje im się zrzucać ciężar własnych lęków bez konieczności opłaty za wysłuchanie.

Od lat spotykamy się regularnie: ja, Pan Sędzia, Pan Adwokat i Pan Alkohol. Rozmawiamy wówczas dużo o życiu, z tym, że ja i Pan Alkohol mówimy zdecydowanie mniej. To efekt fundamentalnych ustaleń z początku znajomości, podczas których Pan Sędzia i Pan Adwokat zgodzili się, że w czasie rozwodu zostałem do tego stopnia pozbawiony prywatności, iż nie mam żadnego obowiązku dzielenia się nią obecnie.

H. i D. tworzą związki, które nazywam elektrycznymi. H. łączy się z kobietami szeregowo, D. - równolegle.

D. nie interesują przelotne miłostki, delegacyjne flirty i szybkie numerki. "Żeby być z kimś, muszę go kochać, a kiedy kocham, oddaję się cały!" - zapewnia. A kiedy się dziwię: "jak ty możesz oddawać się cały, skoro od blisko ćwierćwiecza masz żonę!", słyszę: "małżeństwo to cecha niezbywalna jak zez lub garb. Owszem, jedno i drugie utrudnia życie, ale - na miłość boską! - pełny człowiek jest kimś więcej niż jedynie własną ułomnością. Kobieta nie jest w porządku, jeśli sprowadza mnie wyłącznie do bycia cudzym mężem!".

W swoim pogmatwaniu D. jest i żałosny, i wzruszający. Ofiarowuje się swojej podziemnej miłości w całej pełni (choć pełni chromej). I traci przy tym godziny, miesiące i lata nie na - jak naiwni wyobrażają sobie życie z kochanką na boku - seksualne brewerie, lecz iluzję życia. Przekonawszy żonę, że miał właśnie jogging, tenis, basen, nagły dyżur, delegację, przebite opony lub umierającego na ulicy starca, wymienia w tym czasie kochance kran, kupuje jej pierdoły w Ikei, wozi po kosmetyczkach, robi kolację w mieszkaniu, które dla niej wynajął, łka, że nie mogą iść razem do knajpy, z pokorą przyjmuje "nie mam dziś ochoty na seks!", a potem wraca do domu, przewija sparaliżowanego syna i długo w nocy nie może zasnąć, umierając z niepokoju, po kogo ona zadzwoniła, kiedy już wyszedł. "Po cholerę ci to? Zwariujesz w tym mętliku!" - rzuciłem ostatnio. "Bez tego zwariuję jeszcze szybciej!" - odpowiedział. "Moje podziemne życie jest jak kule dla inwalidy. Dźwigam na nich swoje życie jawne. Bez tego wsparcia wszystko, co kocham, upadnie i się roztrzaska".

H. twierdzi, że D. ma naturę kobiety: kocha kochać i kocha cierpieć. "Dla kobiet miłość łączy się integralnie z cierpieniem" - zapewnia H. Nigdy tak o kobietach nie myślałem, ale ufam mu, bo w relacjach z płcią piękną H. ma doświadczenie jak mało kto. "Co one w tobie widzą?" - zapytałem go kiedyś. "Nie jest istotnie, co we mnie widzą, ale co ode mnie słyszą" - odparł. "A co słyszą?" "Prawdę". "I to wystarczy?" "Jeśli masz do tego ładne dłonie i niski głos, to tak" - uśmiechnął się.

H. z kolei zadaje się wyłącznie z mężatkami. Niedawno go zaczepiłem, czy jako adwokat od rozwodów poszerza w ten sposób pulę swoich klientek. Popatrzył na mnie zniesmaczony. "Z powodu kulturowych uwikłań kobiety mają potrzebę automistyfikacji. Wdrukowują sobie miłość, by znaleźć usprawiedliwienie dla fizycznych pragnień, a potem idą za tym hologramem. To śmiertelna pułapka, z której muszę je wyciągać. Nie masz pojęcia, ile wysiłku wkładam, by je przekonać, że nuda między udami nie jest wystarczającym powodem do porzucenia męża". "Czujesz się obrońcą rodziny?" - uśmiechnąłem się. "W pewnym sensie". "Jednak mojej żony nie zdołałeś przekonać" - dociskałem. "Bo byłem tylko jej adwokatem. Gdybym był i kochankiem, nigdy byście się nie rozwiedli".

Cały film "Sonda o kobietach" możesz za darmo obejrzeć TUTAJ.

Więcej o:
Komentarze (3)
Saramoniwicz: małżeństwo to cecha niezbywalna jak zez albo garb?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • amorvertical

    Oceniono 30 razy 22

    Skomentuj?
    Przepraszam, a CO? I PO CO? Saramonowiczowi w pełni wystarcza sam Saramonowicz. Podejrzewam, że jak widzi siebie w lustrze to mu staje.

  • mr.hell

    Oceniono 8 razy 8

    ktoś wie jak się rozwieść z Urzędem Skarbowym?

  • mille666

    Oceniono 5 razy 3

    jak rak byłoby bardziej chwytliwie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX