Piotr Głowacki: Disco polo? Pomogło wielu ludziom przejść przez najtrudniejszy okres przemian po 1989 r.

Jeśli sądzisz, że disco polo to takie umpa, umpa, koniecznie przeczytaj ten wywiad. Może otworzyć ci oczy. - w pewnym sensie ta muzyka pomogła wielu ludziom przejść przez najtrudniejszy okres przemian po 1989 r. Było ciężko, ale dzięki chwilom zabawy, śpiewu i tańca daliśmy radę - mówi Piotr Głowacki.

Przyzwyczailiśmy się, że aktorzy bronią filmów, w których zagrali. I choć "Disco polo" akurat broni się samo (już widzieliśmy, warto!), to nie spodziewaliśmy się, że Piotr Głowacki z taką pasją będzie bronił samej muzyki. I że przypomni nam, że my też tańczyliśmy na weselach w rytm... wiesz sam, też tańczyłeś.

Piotr Hykawy-Zabłocki, Mikołaj Kirschke: - Na początek pytanie fundamentalne: "Majteczki w kropeczki" czy "Mydełko Fa"?

PIOTR GŁOWACKI: - Fundamentalne? Dlaczego?

Bo to są chyba dwa największe hity w dziejach disco polo.

- Nie wiem, wydaje mi się, że każdy ma swój ranking. Mnie najlepiej kojarzą się te piosenki, które mają w tytułach albo w refrenach największe słowa: wolność, nadzieja. Najbardziej lubię, kiedy w disco polo zderza się niskie z wysokim, głębokie z powierzchownym. Kiedy ta muzyka jest nośnikiem wielkich spraw.

Powiedziałeś "lubię w disco polo". Słuchasz disco polo?

- Ta muzyka towarzyszyła mi od dzieciństwa, bo spędziłem je na wsi. Wtedy to jeszcze nie było formalnie disco polo, tylko po prostu muzyka ludowych zabaw, czyli źródło, z którego wywodzi się ten nurt. Disco polo jest współczesną muzyką ludową. Jest naszym polskim country, które cały czas się zmienia.

A potem? Mieszkałeś w Toruniu, Warszawie, Krakowie. To takie miasta z zacięciem inteligenckim. My też jesteśmy chłopakami z dużych miast i oczywiście mieliśmy kontakty z disco polo, ale to były jednak kontakty mocno przelotne....

- Jasne, przelotne. Panowie, w moich klimatach wszystkie większe uroczystości rodzinne były okraszane tą muzyką. Śmiem twierdzić, że w naszym kraju na przełomie lat 80. i 90. na większości imprez międzypokoleniowych było disco polo. Przecież przez jakiś czas była to jedyna muzyka do tańca w parach! Mówię o sytuacjach dansingowych.

Weźmy przebój "Jesteś szalona". Wszyscy go kojarzą, a po odpowiedniej ilości alkoholu okazuje się, że nie tylko kojarzą, ale i refren znają, i nawet więcej niż refren.

Ale z drugiej strony Polska ma problem z disco polo. Polska się wstydzi disco polo.

- Polska nie wstydzi się disco polo. Miliony ludzi kupuje disco polo.

To kto się w takim razie wstydzi disco polo? Dlaczego na przykład nie ma disco polo na Eurowizji?

- Nie ma?

W sumie faktycznie...

- Gdzie zaczyna się disco polo? Był Michał Wiśniewski na Eurowizji? Był. Mieliśmy spoko hymn Euro 2012?

Wiśniewski Wiśniewskim, ale czy takie hardcorowe disco polo nie ma problemu z przebiciem się do mainstreamu?

- Moim zdaniem z kulturą jest jak z ruchem samochodowym. W Polsce każdy, kto ma samochód, ma genetycznie zakodowane, że staje się tym, który jechał karetą, a chłop ściągał na jego widok czapkę. I to nadal podskórnie w nas jest: jadę samochodem, jestem pan, a ten pieszy z boku ma się zatrzymać i ściągnąć czapkę. Tak samo jest z muzyką. Jest muzyka oficjalnego mainstreamu, która jedzie karetą

A jednak w mieście najwięcej jest pieszych. Piesi są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu. Trzeba uświadomić sobie, że miasto to chodniki i ulice. Kiedy damy pierwszeństwo chodnikom, spotkamy się na nich wszyscy i będziemy mogli je upiększać, cieszyć się nimi.

Każdy musi wysiąść w końcu z tego samochodu.

- Właśnie. Tak samo w Polsce większość, może precyzyjniej, miliony słuchają disco polo. To jest normalne. Na tym ludzie zarabiają pieniądze, są artyści z "wyższych" rewirów, którzy pod pseudonimami piszą teksty i muzykę. Kiedy to zauważymy, dużo się zmieni. Samo zwrócenie uwagi uruchomi procesy, których się nie spodziewamy.

A kiedy to zauważymy?

- Myślę, że film pomoże to zauważyć. Zobaczymy, ile osób pójdzie do kin.

Porównaliśmy disco polo do country. Czy disco polo stanie się w końcu uznawaną sztuką, doczeka się swojego Johnny'ego Casha?

- Nie wiem, jak to będzie. Trudno porównywać szanse. Johnny Cash pojawił się w innych czasach...

Ale... wiecie, kto jest najczęściej zapraszaną na juwenalia gwiazdą? Zenek Martyniuk z zespołem Akcent. On właśnie ma coś takiego w sobie... przed nim był Janusz Laskowski, wielki bard jeszcze epoki pre-disco polo. Dziś jest Zenek. On ma w sobie coś tak autentycznego, co przekracza granice. Mając wiedzę muzyczną, możesz z łatwością określić poziom skomplikowania jego utworów, ale nie możesz mu odmówić wewnętrznej autentyczności. To jest jego muzyka. A on jej królem. Wystarczy, że odniesiesz się do niego, jak choćby w "Być jak Zenek", na melodię... jak to było...

"Move Like Jagger".

- Dzięki. I masz hit.

Zastanawialiśmy się nad pokrewieństwem hip-hopu i disco polo. Oba nurty wyrastają z trudnej sytuacji. Tyle że hip-hop uświadomił sobie, że wyjścia nie ma, a disco polo stara się sprzedawać marzenia. Pytanie, czy one są osiągalne?

- W pewnym sensie disco polo pomogło wielu ludziom przejść przez najtrudniejszy okres przemian po 1989 r. . Gdyby nie ta muzyka, do której mogli sobie potańczyć, prawdopodobnie nie znieśliby ciężaru tych zmian. Było ciężko, ale dzięki chwilom zabawy, śpiewu i tańca daliśmy radę. To jest powód do radości. Zobaczmy, jakim fantastycznym narodem jest naród polski, że tak szybko nadrabia straty do zachodniej Europy. Dziś disco polo jest też w klubach wielkich miast. Jest bogatsze. Lepiej wygląda. Słychać je z otwartych okien dobrych samochodów. To również dowód na to, jak bardzo sprawni jesteśmy. Pomysłowi. Elastyczni.

Film "Disco polo" jest utrzymany w konwencji amerykańskiej baśni, czasami wręcz komiksowej. Na ile disco polo to jest Ameryka?

- Spójrzcie na teledysk do piosenki "O Tobie, kochana" Milano, który nakręcili podczas trasy koncertowej w Ameryce. Tam jest klucz do naszego wspólnego snu przy okrągłym stole. Kiedy w scenariuszu pojawiła się Ameryka, pomyślałem: "Wow, to film, który jest rozrywką, ale może powiedzieć dużo więcej o stanie naszej świadomości z lat 90., niż dysertacje uniwersyteckie".

W tej baśniowości?

- W tym, że przypomina ci - tak, o tym marzyłem. Ja też chciałem być jak "Miami Vice" i "Dynastia". Na imprezach były same Cristal i Alexis. Solidarność do zwycięstwa poprowadził John Wayne.

Gary Cooper.

- Racja. Ale kowboj. Nie było na plakacie Gandhiego, był kowboj. To prawda zmiany 1989 r. Kiedy się czyta postulaty pierwszej Solidarności, widać, że chciała opiekuńczej Danii. A w '89 okazało się, że nie o Danię chodziło, tylko o pełne półki i wolność w stylu Jankie.

Bo "my są Amerykany". USA założył Kościuszko i to nie my jesteśmy 52. stanem, tylko oni są naszym 50. województwem. *

To było nasze myślenie, gdyby było inne, inaczej wyglądałaby dzisiaj Polska. Ameryka jest mitem, bo wolność generuje potrzebę pomysłowości, i Amerykanie muszą się umieć dostosować, być flexi. I my też musimy być flexi, skoro nie wiemy, jaka jutro będzie pogoda (śmiech). I dlatego, gdy usłyszałem, jaki będzie ten film, zakochałem się.

A ci muzycy realizowali ten american dream?

- O tym też opowiada film. Na czym najlepiej się zarabia w Ameryce? Na ludziach. I to jest opowieść o tym, że możesz mieć zapał i serce, ale jeśli nie jesteś świadomy zasad ekonomii, to łatwo z ciebie zrobić naiwniaka.

Rozmawiałeś z tymi muzykami? Jak to wyglądało w ich przypadku?

- Wspólne było to, że grali z radości. Cieszyli się, że mogą dać radość ludziom. I nagle przekierowały się na nich kamery, oni robili dalej to, co do tej pory, tylko częściej, mocniej, więcej. Nagle z atrakcji miejscowej zabawy stali się gwiazdami Sali Kongresowej. Ktoś na tym robił wielkie pieniądze. Ale ideologicznie to był prawdziwy garaż, tylko że ze stodoły. Muzyka punkowa nie wstydziła się określenia, że jest muzyka garażową, tak disco polo jest muzyką stodolnianą. Nie. Remizową, to lepsze słowo.

Byłeś w remizie?

- Byliśmy na koncercie Weekendu w Chmielnikach. 300 osób w drewnianej altanie, a występ jak w teledysku. W warunkach polowych chłopaki dają pełnowymiarowe dance'owe show, a widownia szał.

A na dyskotece na kilka tysięcy ludzi?

- Byliśmy w Explosion, na urodzinach stacji telewizyjnej, gdzie były same topowe gwiazdy. Ta muzyka wygrywa również w kategorii gościnność. Była to najlepsza polska impreza, jeśli chodzi o bufet, na jakiej byłem. A do tego świetna atmosfera. Czujesz się jak w Hollywood na Oscarach, wiem, że to wielkie porównanie, ale idźmy za nim: tam spotykają się wszyscy najważniejsi uczestnicy amerykańskiego rynku filmowego i czujesz, że konkurują ze sobą, ale są szczerze uśmiechnięci, bo to jest ich wspólne święto. Trudno o taką sytuację w polskim show-biznesie. A na tej gali to poczułem. Zobaczyłem grupę szczęśliwych ludzi, którzy robią to, co lubią, grają dla widowni, która ich uwielbia, i nie mają problemu z liczbą sprzedanych płyt. To im wystarcza jako ekwiwalent za to, jak są traktowani przez salonowych muzyków. Czasami tylko zażartują: "Wiesz, naprawdę nie wiem, co oni do nas mają. Mnie na przykład nie przeszkadza, że w popie przyznają sobie złote płyty za piętnaście tysięcy sprzedanych płyt" (śmiech). Panowie, w najlepszych czasach disco polo złota płyta średnio osiągała pół miliona sprzedanych egzemplarzy. Bayer Full na 17 wydanych kaset tylko jedną sprzedał poniżej miliona!

Ale w wywiadach z muzykami disco polo pojawia się takie hip-hopowe podejście. Odnosisz sukces, w teledysku pokazujesz gołą dziewczynę i golda na szyi. A oni opowiadają, że mają jacht i lexusa.

- Ja bym powiedział, że to jest polskie

No tak, Stany Zjednoczone są przez Kościuszkę założone, więc hip-hop jest zdecydowanie Polski.

- Pomińmy kwestię "gołych dziewczyn" w teledyskach, bo to jest szersze zagadnienie kulturowe, i tu go nie rozstrzygniemy, choć warto zaznaczyć, że obraz kobiety w disco polo jest nadal zdecydowanie inny niż w roznegliżowanym oficjalnym mainstreamie. Ale pytaliście o radość z sukcesu i o tym mówię - to jest polskie. Mnie się to podoba! Cieszy mnie, że te dziewczyny, ci faceci, mam na myśli wykonawców z tych sytuacji białostockich i podłomżyńskich, mówią w świecie, który ma twarde zasady, że robiąc to, co lubią, osiągnęli sukces. Działając uczciwie, mają samochód czy ten jacht.To jest postawa Pudziana, który mówi: "Mam hummera na gaz. A mam go na gaz dlatego, że dzięki temu, że mam go na gaz, mam hummera". Proste.

To jest dowód na zaradność. Nie poznajesz polskiej chałupy wiejskiej po tym, że się rozsypuje, tylko po tym, że jest przy niej zrobiony elegancki trawnik i stoi fajna fura, że ciągnik jest holenderski. Jestem polskim rolnikiem, śpiewam disco polo, mam odrzutowiec.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że kręci cię sława i kasa. Jak muzyków, o których mówimy.

- Miałem nadzieję, że będzie to odczytane jako wyraz mojego poczucia humoru

(śmiech) Ale nie kręci cię to?

- Poczucie humoru? Oczywiście, że tak, zwłaszcza gdy polega na tym, że mówimy o sobie prawdziwe rzeczy w sposób, który wywołuje śmiech.

Jesteś aktorem kojarzonym głównie z drugim planem, nawet jeśli są to role kradnące cały film, tak jak w "80 milionach". Czy to ci odpowiada?

- Hmm... w 2007 r. dostałem taką nagrodę, w plebiscycie dla czytelników mojej lokalnej "Gazety Pomorskiej": kto z naszego regionu będzie gwiazdą jutra? To jedna z fajniejszych nagród, bo to fajnie być gwiazdą jutra, bo odciąża cię dzisiaj. Nie muszę myśleć o tym, co mam, i że to stracę. Nie. Ja jestem dla siebie samego gwiazdą jutra. Dzięki temu dzisiaj mogę robić swobodnie to, co robię, i mam naprawdę dużo pracy. Jedno spotkanie rodzi następne. Czuję, że jestem na dobrej drodze, i to jest dla mnie najważniejsze

Ale masz wymarzony pierwszy plan w dużym filmie?

- Chciałbym zagrać polskiego fizyka kwantowego, który dostaje Nagrodę Nobla za odkrycie wspierane przez państwo. Patent staje sie hitem, który daje Polsce kasę od całego świata.

Skoro przy nagrodach jesteśmy. Od 2006 do 2013 r. byłeś nominowany do Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, dla młodego, obiecującego aktora. Jak długo aktor jest młody i obiecujący?

- Według przepisów do 35. roku życia.

To jest tak jak ze Związkiem Młodzieży Polskiej*.

- Tak, z tym mi się to zawsze kojarzyło. Ale dziś młodzi nie będą pamiętali, co to był Związek Młodzieży Polskiej.

Zrobimy przypis *. Ale tam można było być specjalną uchwałą młodszym dłużej. Fajnie jest być młodszym dłużej.

- Stalin i inni tacy przywódcy mogli być członkami takich organizacji wiecznie... A właściwie jakie było pytanie?

O Nagrodę Zbyszka Cybulskiego

- To superuczucie, podsumowanie pewnego etapu pracy, świetne paliwo na przyszłość.

Masz jakiegoś reżysera, u którego chciałbyś zagrać?

- Fajnie byłoby znaleźć się w świecie Quentina Tarantino, Terry'ego Gilliama, Tima Burtona... ich fantazji.

"Disco polo" też idzie w tym kierunku.

- Dlatego tak mi się spodobało. Lubię fantazjować i wierzę, że kino jest właśnie po to. Uwielbiam wielkie filmy, małe też, ale to, czego w Polsce nie ma, to takie megafilmy. Chciałbym zagrać w filmie, na który mógłbym iść do IMAX-a.

Teraz "Gwiezdne wojny" będą seryjnie kręcone

- Może jakiś wątek polski będzie. Lecą, trafiają na planetę, gdzie wszyscy mówią po polsku.

Jakiś zaginiony polski rycerz Jedi.

- "Gwiezdne wojny Uprising", było to?

Powstania w tytule jeszcze nie było...

- Mogłyby być, taka polska część, nie? Polska partyzantka w kosmosie. Ja się piszę.

 

 

. . .

PIOTR GŁOWACKI - Rocznik 1980. Urodził się w Toruniu, po ukończeniu liceum rozdarty między stolicą a byłą stolicą - studiował w Warszawie (Akademia Teatralna), ukończył PWST w Krakowie. W stolicy grał wTeatrze Rozmaitości, w Krakowie - w Starym Teatrze. Od 2014 r. wiceprezes Związku Artystów Scen Polskich.

Gra dużo, wymieńmy filmy, za role w których był nagradzany: "Oda do radości" (2006), "80 milionów" (2012) z brawurową rolą kapitana SB Stanisława Sobczaka, "Ścinki" (2013),"Dziewczyna z szafy" (2014) oraz "Bogowie" (2014).

*Zapowiedziany przypis. Związek Młodzieży Polskiej działał w latach 1948-57, był jednym z symboli polskiego stalinizmu, organizacją indoktrynująca młodzież. Po nim istniał Związek Młodzieży Socjalistycznej, a od 1976 r. - Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, który m.in. miał "krzewić postawy sportowej rywalizacji i wrażliwości społecznej". Młodzież według definicji ZSMP to osoby w wieku 15-35 lat.

Komentarze (15)
Piotr Głowacki: Disco polo? Pomogło wielu ludziom przejść przez najtrudniejszy okres przemian po 1989 r.
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • palo_ma1

    Oceniono 98 razy 64

    Dorabianie ideologii do skrajnego chłamu podstawianego niemuzykalnej tłuszczy przez zawodowców.

  • Doraso23

    Oceniono 78 razy 48

    Nigdy nie lubiłem disco polo. To nie ma w ogole jakielkowiek wartosc artystycznej. To jest muzyka pod alkohol , wesele , studniówkę itp świrowanie pawiana.

  • sprzedafca

    Oceniono 53 razy 39

    Szkoda gadać... Pełno ostatnio takiej "sztuki" u nas. Ponoć gdzieś w TV celebryci wykonują pełne artystycznego zaangażowania skoki do basenu. Następne będzie "S.RANIE NA EKRANIE", a discopolo jako tło muzyczne. Idealnie!

  • klamtusek

    Oceniono 47 razy 33

    To wcale nie jest umpa umpa, to jest KUPA NIESPŁUKANA!!!!!!!!!!!!!

  • hildebrant666

    Oceniono 34 razy 26

    To jest umpa umpa. Pomogło w czymś komuś? Może. Nie wiem. Nie zaliczam się do odbiorców tego typu produkcji. Ktoś kto mówi o "salonowych muzykach"... niech sobie zostaje na bazarze jeśli tam właśnie dobrze się czuje.

  • goodlife-blog

    Oceniono 27 razy 21

    Przerażające, że aktor który przed chwilą otrzymał nagrodę Orła, wije się jak piskorz, żeby obronić tezę, której obronić nijak się nie da. Krąży dookoła - a to że bufet był dobry,a to że w jego rodzinie wszyscy słuchali. Nie padł za to ani jeden argument na potwierdzenie tezy, że jest to w ogóle muzyka. Tym się różni tradycyjnie rozumiana muzyka od d-p, że ta pierwsza jest dziedziną sztuki i jako taka opowiada o człowieku i świecie, ta druga jest dziedziną biznesu i nie mi nic o człowieku i świecie, powstawała i powstaje w celu zarabiania pieniędzy i tak powinna być traktowana jak muzyka do windy albo reklamy. Osobną natomiast sprawą jest jej popularność. Ci, którzy w pijackim amoku wykrzykują, że to najlepsza muzyka, zazwyczaj nie mieli szansy usłyszeć w życiu niczego innego, więc nie mają żadnego porównania. Głównie dzięki kolejnym rządom zamykającym kolejne biblioteki i domy kultury i dopuszczającym, żeby w publicznej tv Rolnik szukający żony pojawiał się na zmianę z kasią i mrokami, dorota z ciechanowa oceniała tańczących na lodzie, a w charakterze muzycznych autorytetów występowali Janowski i Sierocki.

  • fuiio

    Oceniono 28 razy 18

    Jak to nie ma wartosci artystycznej? Ma--tylko odbiorca jest specyficzny, Jaki odbiorca taki artyzm..

  • fafarafafafa

    Oceniono 12 razy 12

    "Mnie najlepiej kojarzą się te piosenki, które mają w tytułach albo w refrenach największe słowa: wolność, nadzieja". I to jest kwintesencja - forma jest nieistotna, treść rządzi. Podobne podejście mają grafomańskie nastolatki, którym się wydaje, że żeby stworzyć poezję trzeba nawrzucać w losowej kolejności wielkich słów. Nie, Szanowny Panie, to tak nie działa. Jeżeli produkujesz gipsowe krasnale ogrodowe, to nawet jakbyś zrobił takiego z polską flagą i znaczkiem solidarności w klapie, to nie będzie to wzniosłe. Będzie co najwyżej żałosne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX