Kryzys męskości. Panowie, co się z nami dzieje?!

Kiedyś męski świat był prosty. A teraz? Mężczyzna ma być czułym przyjacielem, partnerem i jednocześnie samcem z "50 twarzy greya". Zaczynamy się zastanawiać, jaki właściwie powinien być mężczyzna. Wymyślmy to, zanim za nas zrobią to kobiety...

Ja mu daję idealny wstęp do dirty talk, a ten pyta o uczucia. Ja mu wyjeżdżam z układem bez zobowiązań, a ten już czeka, żeby drzewo sadzić, dom budować i syna płodzić - Majka zgasiła energicznie papierosa i popatrzyła na mnie, trochę wściekła, a trochę rozżalona. - Kiedy to się w ogóle stało? Kiedy oni zdążyli uczepić się tych spódnic, które my już dawno zdjęłyśmy? Mówię ci, świat był prostszy, gdy to kobiety płakały przez mężczyzn, nie na odwrót." - tak w lutowym numerze "Logo" pisała nasza felietonistka Malvina Pe.

No właśnie, czy faceci uczepili się spódnic? Czy mężczyźni są jeszcze prawdziwymi mężczyznami? A może żyjemy w epoce Wielkiego Kryzysu Męskości?

Która płeć jest słabsza?

- Moim zdaniem rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem męskości, rozumianym jako przemiana. Wzorce męskości, które funkcjonowały przez tysiące lat w kulturze zachodniej, przechodzą bowiem weryfikację. Zastanawiamy się, jakie społeczność ma oczekiwania wobec mężczyzn oraz jak mężczyźni na te oczekiwania chcą i mają odpowiadać - uważa Jacek Masłowski, psychoterapeuta z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, specjalizujący się w problemach współczesnych mężczyzn, prezes fundacji Masculinum.

- Kryzys męskości? Sami mężczyźni zaczęli o tym mówić, więc zapewne istnieje - potwierdza Kazimiera Szczuka, działaczka feministyczna. Ale socjolog Marta Duch-Dyngosz, redaktorka krakowskiego miesięcznika "Znak", protestuje. - Męskość wcale nie jest w kryzysie. Raczej przestała być rozumiana przez wszystkich tak samo. Tradycyjny wzorzec mężczyzny stał się po prostu tylko jednym z wielu - mówi Duch-Dyngosz.

- Rozumiem, skąd się to pojęcie bierze, ale wyczuwam tutaj raczej spojrzenie żeńskie. Nie sądzę, żeby sami mężczyźni stwierdzili: kurczę, jesteśmy w kryzysie, zastanówmy się, co z tym zrobić - zauważa pisarz Wojciech Kuczok, laureat nagrody Nike. Z drugiej strony Kuczok przypuszcza, że mężczyźni jednak zauważyli, że często są już od kobiet zwyczajnie słabsi. - Wydaje mi się, że w naszej kulturze rozjechały się wizerunek mężczyzn i rzeczywistość. Wizerunek jest taki, że mężczyzna jest innowatorem, konstruktorem, organizatorem i zarządcą. A przecież kobiety wyszły z domów i pokazały, że są tak samo dobre jak mężczyźni w sferach zarezerwowanych dotąd tylko dla nich - podkreśla Marta Duch-Dyngosz.

Dr Jacek Wasilewski, kulturoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa jednak, że teza o kryzysie męskości jest wydumana. - Chodzi raczej o demokratyzację męskości jako oferty. Zastanówmy się: czy w momencie kiedy ludzkie społeczności żyły na sawannie, wszyscy mężczyźni byli słowni, dobrzy i pełni poświęcenia dla partnerek? Nie. Na porządku dziennym były gwałty, przemoc i tym podobne. Nikt się nie zastanawiał, czy chłop żeniący się z wieśniaczką, albo arystokrata, za którego wychodzi panna z dobrego domu, jest dojrzale męski, w pełni swej osobowości! Piramida Maslowa * była trochę inaczej ustawiona - zauważa Wasilewski.

Coraz częściej się zdarza, że kobieta nie potrzebuje już mężczyzny tylko dlatego, by ten ją utrzymywał. Wymagania rosną. - Musi być pięknym herosem, który ma czytać książki, wspierać ją na każdym kroku i rozumieć, a jednocześnie nadal potrafić dać w mordę - mówi Wasilewski. Jego zdaniem można mówić bardziej o kryzysie mitu równości, tego, że "każda kobieta dostanie wspaniałego faceta", niż o kryzysie męskości. - Kiedy widzę męskie stowarzyszenia zajmujące się różnymi sportami, pijatykami, jazdą samochodami, to w ogóle nie widzę żadnego kryzysu męskości. To nie znaczy oczywiście, że wielu mężczyznom nie przydałaby się terapia...

Ach te wielkomiejskie singielki...

Zastanawiam się, czy kryzys męskości to przypadkiem nie jest przede wszystkim kryzys patriarchatu jako wzorca męskości?

Kazimiera Szczuka: - Patriarchat, najkrócej rzecz ujmując, jest systemem dominacji męskiej płci nad żeńską, ale w praktyce jest to wielopoziomowe i skomplikowane. Mężczyźni powoli zaczynają się orientować, że wcale im się to tak bardzo nie opłaca. System władzy symbolicznego ojca wyzyskuje przecież i żony, i córki, ale również synów - mówi.

Patriarchat traci rację bytu, kiedy mężczyzna nie potrafi przynieść do domu pieniędzy. A przecież czasy takie, że zwolnienia nie oszczędzają nikogo. Rzucam tezę, że mężczyźni, którzy zderzyli się z problemem utraty pracy i są niżej na drabinie społecznej, będą się szybciej zmieniać niż faceci u góry, z pieniędzmi i władzą. - Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Wiadomo, że rzeczywistość wymusza pewne zachowania. Nie stawiałabym jednak tezy, że zwykli mężczyźni są awangardą przemian męskości - uśmiecha się Marta Duch-Dyngosz.

Wojciech Kuczok: - Jeżeli mamy dostrzec kryzys męskości, to panuje on raczej w wielkich miastach wśród ludzi wykształconych niż w okolicach wiejskich, w których też pomieszkiwałem. Im wyższy status społeczny, tym bardziej ten kryzys się objawia. Z tej prostej przyczyny, że facet jest coraz bardziej zbędnym dodatkiem. Nie ma już potrzeby porąbania drewna, wykonania ciężkich prac fizycznych. W dużych miastach kobiety zaczynają sobie radzić generalnie lepiej niż faceci. Jest tu dużo więcej prężnych, energicznych, wyemancypowanych, dobrze zarabiających, pewnych siebie, znających swoją wartość dam, którym stali partnerzy właściwie nie są potrzebni. Coraz więcej kobiet pozostaje więc przy tzw. singlowaniu, nie dostrzegają powodów, żeby wiązać się na stałe z mężczyznami.

Kazimiera Szczuka podkreśla różnice pomiędzy "tradycyjnym" a "nowoczesnym" związkiem. W patriarchacie mężczyźni od wieków mieli prawo do koncentrowania się na sobie i przerzucania obowiązków na kobiety. - Dziś od wyobrażonego "męskiego" mężczyzny oczekujemy, jak sądzę, nie narcyzmu, lecz uwagi, troski i wsparcia w codziennym życiu oraz erotycznej więzi - mówi. Ale Jacek Wasilewski zauważa, że w tych oczekiwaniach kryje się sprzeczność: - Patriarchat ma się cofnąć, żeby dać miejsce kobietom w obszarze władzy i kontroli. Mają jednak zostać zachowane takie elementy, jak zdobywanie kobiet, bycie szarmanckim i opiekuńczym. Czyli: "Bądź rycerzem i opiekuj się, ale jednocześnie nie kontroluj mnie i pozwól mi być wojowniczką" - podkreśla.

Wnioskuję, że nie ma innego wyjścia: mężczyzna musi docenić rolę kobiety, a patriarchat odejdzie do lamusa. Nie wszyscy tak jednak sądzą. - W Polsce pojawia się coraz więcej opinii sugerujących powrót do tradycyjnego modelu, naturalnych ról społecznych. Poza tym wciąż wielu mężczyzn nie jest przyzwyczajonych do pomagania w domu - mówi Marta Duch-Dyngosz. - A przecież tak naprawdę chodzi o jedno: o wolność wyboru. Nie każda kobieta musi być szefową. Chodzi o to, żeby kobieta mogła, a nie musiała zostać w domu z dzieckiem, i o to, żeby mężczyzna nauczył się akceptować te wybory - tłumaczy.

Chcę być jak tata/ chcę być jak Messi

Jeśli myślisz, że przejmowanie ról odbywa się dopiero teraz, jesteś w błędzie. - Mniej więcej dwieście lat temu, czyli w czasach industrializacji, w kulturze zachodniej zaczęło zachodzić zjawisko polegające na tym, że mężczyźni znikali z pola widzenia dorastających synów. W związku z tym pomysł na to, jak stać się mężczyzną, przestawał być jasno przekazywany, zaczął być bardziej intuicyjny - uważa Jacek Masłowski. Wcześniej ojcowie wykonywali codzienne prace na oczach dzieci: na polu, w gospodarstwie, w warsztacie. W XIX w. zaczęli znikać w fabrykach. - To samo pan funduje własnemu dziecku. Całuje pan syna i mówi "idź do szkoły", a pan gdzieś jedzie i nie wiadomo, co pan robi - tłumaczy Masłowski. Chłopcy mają bardzo mgliste pojęcie, na czym polega praca np. dziennikarza czy psychoterapeuty. - Nie bardzo kogo mają naśladować - dodaje. Do tego dochodzą jeszcze wojny światowe, które spowodowały zniknięcie milionów młodych mężczyzn w najlepszym wieku do tego, żeby wspierać społeczność w codziennym życiu. W efekcie pojawiła się olbrzymia luka, którą chłopcom wypełniły kobiety. Poza tym pojawiły się też inne możliwości czerpania wzorców, na przykład radio, kino czy telewizja.

Nasilenie się tego trendu wywołało jednak reakcję. - W ostatnich latach następuje "powrót" ojców do domu. W Polsce dobrze to teraz widać, choć to nie jest wcale polski wynalazek. Zaangażowane ojcostwo staje się ważnym elementem w życiu coraz większej liczby mężczyzn. Wynika to pewnie także z faktu, że wielu mężczyzn w dzieciństwie odczuwało brak ojców i chce własnym dzieciom tego oszczędzić - uważa Masłowski.

Jednak nie tylko. Wpływ na taką sytuację ma ruch emancypacyjny kobiet, które przestały o sobie myśleć tylko w kategoriach matki i żony, ale chcą być aktywne. Kobiety coraz częściej oczekują, że mężczyźni wyraźnie wezmą współodpowiedzialność za wychowywanie dzieci.

- Badania wcale nie potwierdzają, że kobiety chcą odchodzić od klasycznych wzorców, a mężczyźni chętniej biorą na siebie obowiązki domowe i rodzinne. Statystyki wciąż pokazują zasadnicze nierówności: kobiety pracują na dwóch etatach, w domu i w pracy zarobkowej, zarabiają mniej, natykają się na szklany sufit itd. Za naszą obecnością na rynkach pracy nie idzie głębsza zmiana podziału władzy i obowiązków - uważa jednak Kazimiera Szczuka. - Jesteśmy na etapie uświadamiania sobie, że już nie sposób wrócić do porządku, w którym kobieta będzie siedzieć w domu, a mężczyzna będzie poza domem - mówi Marta Duch--Dyngosz.

- Żyjemy w czasach, kiedy rodziny nuklearne, czyli składające się z ojca, matki i dzieci, coraz częściej żyją w oddali od swojej dalszej i bliższej rodziny. W efekcie różne obowiązki są rozłożone tylko na dwie osoby. A pamiętam, że kiedyś w familokach było tak, że kiedy wybiegł pan na plac z mieszkania, to wszystkie umy, ciotki i tak dalej, które były wokół, miały baczenie. Nie było tak istotne, gdzie pan obiad zje i gdzie pan lekcje odrobi, bo gdzieś przecież pan ten obiad zjadł i gdzieś lekcje odrobił - przypomina Jacek Masłowski. Teraz w wielkich miastach jest inaczej. Wszystko jest ogrodzone, podzielone. Bez wielopokoleniowego wsparcia nie da się wychowywać dzieci jak kiedyś.


Szata godowa zamiast władzy

Kryzys męskości ma jeszcze - według wielu - dość oczywisty przejaw, czyli wygląd zewnętrzny facetów. Słychać narzekania, że są wymuskani, że przesadnie dbają o siebie.

- Nie odczuwam żadnego kryzysu męskości - mówi Rafał Maślak, który wygrał konkurs Mister Poland 2014. - Kiedy jednak obserwuję niektórych mężczyzn, zaczynam zdawać sobie sprawę, że jednak istnieje. Chodzi mi o wymyślny sposób ubierania się, te dziwaczne stylizacje. Tak jakby ubranie miało coś udowadniać... Z drugiej strony to bardzo dobrze, że mężczyźni w Polsce wreszcie o siebie dbają. Facet wcale nie musi być przecież ciągle przepocony, żeby był facetem - podkreśla.

Maślak pamięta, że wstydził się mówić znajomym o starcie w konkursie Mister Poland 2014. - Pochodzę z niewielkiego Międzyrzecza w województwie lubuskim. Znajomi mówili mi: "Lepiej weź się do jakiejś roboty, a nie w konkursach będziesz startował". A teraz ciągle dostaję SMS-y i telefony z gratulacjami. Powtarzają, że dobrze zrobiłem, że pokazałem, na co mnie stać... - dodaje.

Jacek Wasilewski rozróżnia dbałość o wygląd i przesadną dbałość o wygląd. Przypomina, że z tej drugiej drwili już starożytni Rzymianie. Przytacza pogardliwą wzmiankę Cycerona z "Drugiej mowy przeciw Katylinie" * o jego poplecznikach.

"Widzicie ich, jeszcze gładkich na gębie albo z wymuskanymi brodami, z włosami ułożonymi w lśniące loki, w tunikach do kostek, z długimi rękawami, odzianych, rzekłbyś, w żagle wzdęte, nie togi" - pisał Cyceron. Tu wyjaśnijmy, że tunika według ówczesnych standardów powinna być bez rękawów i podciągnięta w pasie.

- To telewizja pompuje w ludzi umiłowanie kultury wizerunku. Przesadne dbanie o wygląd przez mężczyzn wiąże się z modą lansowaną przez media. Obserwuję te różne seksualizmy. Był metroseksualizm, teraz jest lumberseksualizm - kręci głową Jacek Masłowski. Do łask wróciły brody i flanelowe koszule. - To jest poszukiwanie przez wygląd zewnętrzny tego, co jest naprawdę męskie. Najpierw mieliśmy chłopca czy raczej metroseksualnego dzidziusia. Gładkiego, miłego, pięknie uczesanego, takiego: wow! To rozchwianie w modzie, w wizerunkach, w sposobie ubierania się, jest trochę komunikowaniem tego, że ciągle szukamy współczesnego wzorca bycia mężczyzną. I przyglądamy się, na ile jest fajnie być miłym chłopcem, a na ile gościem, który wygląda jak niechluj, ale jest to przecież tak atawistycznie męskie - przekonuje.

Jacek Wasilewski: - Mamy czasy kiedy wygląd zewnętrzny nie jest istotny, ale tylko do pewnego momentu. Wszędzie, gdzie mamy do czynienia z pracą związaną z wyglądem, np. w telewizji, ma to znaczenie dla męskości. Wszystko jest sprawą wyboru. Jeżeli facet miał siłę polityczną albo ekonomiczną, wygląd nie był ważny. Jeśli nie miał, musiał mieć coś innego, co daje sławę, która ciągnie się za nim jak pawi ogon, żeby to skompensować. Teraz, kiedy kobiety mają więcej pieniędzy, często więcej inteligencji czy też władzy, co zostaje mężczyznom? Czasem tylko dbałość o wygląd zewnętrzny - przekonuje. - Im mniej takich pól, na których mężczyzna wygrywa, tym bardziej szata godowa jest istotna. Czy piękny samochód jest rodzajem "wyglądu"? Oczywiście! A co jeśli nie stać kogoś na taki samochód? Wtedy wystarcza efektowny garnitur albo piękna fryzura - uśmiecha się Wasilewski.

Feralna trzecia randka

Wojciech Kuczok buntuje się wobec tych przejściowych męskich mód, które mają budować atrakcyjność dla kobiet. - Zawsze byłem chudziną. W szarpaninach zwykle to ja dostawałem w ryj. Byłem raczej samcem omega niż alfa, ale swoją męskość odnajdowałem nie dzięki wyglądowi, a... grotom *. Pamiętam gości, którzy mi dziękowali za to, że ich wyprowadziłem na powierzchnię, że "uratowałem im życie". To dało mi luz.

Zawsze byłem wymagający i wybredny, jeśli chodzi o stosunki towarzyskie damsko-męskie. Nigdy nie szedłem w ilość, czym przechwalało się wielu moich znajomych. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby z tego powodu mieć jakieś kompleksy. Udało mi się nie dać obsadzić w roli, w którą niestety weszło paru moich kumpli. Stali się "złotymi domowymi rączkami". Mieli przybić, co trzeba, naprawić pralkę, dzieci zawieźć do przedszkola, wymalować płot, a potem mogli sobie ewentualnie pisać czy co tam chcieli robić. A ja wolałbym nie. Jeśli moje relacje zaczęły się psuć, bo moja partnerka nie potrzebowała już romantycznego kochanka, który ją rozanielał regularnie, tylko chciała, żebym się przeobraził w jakąś samorąbiącą siekierę albo samobieżną smycz do wyprowadzania psa, to zostawiałem kartkę z czułym listem pożegnalnym. I już byłem gdzie indziej. Nie dać się sfunkcjonalizować, to jest dla mnie najważniejsze. Kiedy widzę, że zaczynam być obsadzany w jakichś rolach wbrew własnej woli, tłumaczę, że mi to nie odpowiada. A gdy wtedy trafiam na intensywną dezaprobatę, wycofuję się - opowiada Kuczok.

Czy można zgodzić się z twierdzeniem, że w dzisiejszych czasach nie wszystkie kobiety chcą budować głębokie relacje? - Zawsze istniały kobiety, którym nie odpowiadał model heteroseksualnej monogamii. Oczywiście, mężczyźni, którzy stronili od tego modelu, znacznie łatwiej wpisywali się w role społeczne, często wręcz utwierdzali w ten sposób swoją męskość. Tymczasem kobietom groził "upadek", czyli wykluczenie i napiętnowanie np. za romans czy nie daj boże nieślubne dziecko. Wybitne kobiety najczęściej zmuszone były wybierać między ambicjami zawodowymi a rodziną. Dziś mamy nieco większe pole manewru - uważa Kazimiera Szczuka.

- Wydaje mi się, wbrew pozorom, że obecnie faceci są bardziej emocjonalni, jak już włożą nie tylko to w tamto, ale włożą w to również serce, to potem trudno się im odkleić. Facet, który prześpi się dwa razy z dziewczyną, która potem nie widzi już powodów, żeby się z nim spotykać, ma nieszczęście się w niej zakochać i chciałby ją przekonać, że może warto by kontynuować znajomość, natychmiast jest diagnozowany jako stalker. Przy graniu trzeciej ballady na mandolinie pod balkonem zgarnia go już policja za uporczywe nękanie. W tym sensie jest to kryzys męskości: mężczyzna w wielkim mieście boi się trzeci raz pójść z kobietą do łóżka, żeby nie być oskarżonym o stalking - przekonuje Wojciech Kuczok.

- To jest ze sobą sprzężone. Kryzys męskości jest związany z kryzysem kobiecości. Kobiecość też bowiem przechodzi kryzys, czyli przemianę. Proszę zauważyć, jaka jest retoryka niektórych środowisk feministycznych, które głoszą, że macierzyństwo ogranicza czy wręcz uwłacza kobiecie. Wydawałoby się, że jest to esencja kobiecości, tymczasem okazuje się, że w tej narracji to jest niefajne. Dopóki te dwie sfery - męskość i kobiecość - ze sobą się nie poukładają, tak długo będziemy rozmawiać o kryzysie w relacjach - mówi Masłowski.

Kryzys męskościrys. Łukasz Majewski/TinBoy


Co przyniesie nam kryzys?

- Jeśli jest realny, a nie konstruowany przez media, może zmienić czy przynajmniej rozluźnić dominujące wzorce, dać mężczyznom większe możliwości wyboru, w tym, oczywiście, opcję "udomowionego ojca" - uważa Kazimiera Szczuka. Jacek Masłowski nie zna prostej odpowiedzi. - Kryzys może przynieść zmianę. Na co? Tego jeszcze nie wiemy. Temu kryzysowi nie da się zaradzić, jego trzeba po prostu przeżyć. Zupa się gotuje i nie wiadomo, co z niej wyjdzie - przyznaje. - Żyjemy w bardzo specyficznym miejscu na świecie. Kultura zachodnia to mniej więcej 7 procent ludności na świecie. Nam się często wydaje, że tak, jak jest u nas, jest wszędzie. Zdarzenia w Afryce Północnej czy Azji Mniejszej pokazują, że to nieprawda. Istnieją kontrpropozycje, które bardzo silnie upominają się o swoje istnienie na świecie. Z jednej strony podejście "złagodzenia" męskich ról wydaje się atrakcyjne - to jest bezpieczne społecznie, milsze, łatwiejsze w obyciu. Nie zapominajmy jednak, że w innych rejonach świata istnieją chłopcy zupełnie innego formatu, którzy mają inne pomysły na życie. W konfrontacji z nimi "uładzony" mężczyzna nie ma żadnych szans. Po prostu zniknie. Dlatego wydaje mi się, że całkowite opuszczenie męskich pozycji przez mężczyzn w kulturze zachodniej może być dla tej kultury groźne...

Jej celem jest m.in. poszukiwanie nowego etosu mężczyzny, promowanie współczesnych męskich cnót, wartości i ról.

Weźmy na przykład tradycyjną śląską rodzinę. Chop na grubie (po śląsku - kopalnia) robi, a kobieta zajmuje się domem. On przynosi pieniądze i ma uprzywilejowaną pozycję w rodzinie. W filmie "Perła w koronie" Kazimierza Kutza jest słynna scena. Dzieci chcą zjeść mięso i kradną kotlet, ale muszą go oddać. Mięso należy się ojcu górnikowi. - To modelowy przykład tego, jak kiedyś była definiowana patriarchalna rola mężczyzny w tradycyjnych społecznościach, które przecież w wielu miejscach w Polsce w dalszym ciągu są i mają się nieźle. Ale dla wielu ten model jest już nie do przyjęcia - uważa psychoterapeuta Jacek Masłowski, który wywodzi się z Tychów (śląskie).

Komentarze (102)
Kryzys męskości. Panowie, co się z nami dzieje?!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: depdep

    0

    Osobiście uważam, że w tym coraz bardziej bezpiecznym świecie, jest coraz mniej miejsca na przepływ męskiej energii. Mamy ZUS, brak wojen, działającą policję i inne służby porządkowe, a lista typowo męskich zajęć kurczy się z różnych powodów. Nie bez wpływu jest lewacka propaganda. Kobiety są marzą o bezpiecznym świecie i to bezpieczeństwo można zapewnić sobie na dwa sposoby. Pierwszy: nie mieć dzieci. Drugi: skoro już jestem niewolnicą własnych hormonów to trzeba znaleźć frajera, który mi to bezpieczeństwo zafunduje. I tu pojawia się problem - faceci powoli wycofują swojej męskiej energii, ponieważ na każdym niemal kroku podejmowane są próby kastrowania tej energii, jako "sprawcy wszelkiego zła". To nie znaczy że jej nie ma - po prostu nie płynie już w kierunku kobiet (muszących spełniać się jako żony i matki - oczywiście na koszt facetów), i to właśnie odczytywane jest jako kryzys męskości.
    NIE, moje drogie panie. Nie ma żadnego kryzysu męskości. Następuje tylko odwrót męskiej energii od waszych roszczeniowych postaw.

  • Gość: Aleksander

    Oceniono 1 raz 1

    Bawi mnie to. Kryzys męskości? Raczej chore kobiece ambicje. Nawet jak kobiecie odpowiada rola żony i matki to nie może tego robić bo staje się własnością ! Niektóre Panie mają już tak wyprany mózg że nie wiedzą czego chcą. A faceci ? Są nas miliony i idziemy własną drogą MGTOW ! Tak to my już nie damy się ciągnąć za penisa. Drogie Panie róbcie co chcecie i tak już wymieramy.

    Najciekawsze jest to że co myśli facet wie feministka ! Ale jak kobiety się buntują przeciw feminizmowi to są nie do edukowane i nie znają definicji feminizmu. Drogie Panie mam 28 lat WŁASNE SPŁACONE mieszkanie i stabilną pracę, nie będę ryzykował utraty wszystkiego dla jakiejś "KU...". MGTOW for rest of my live !

  • kolo125

    Oceniono 3 razy 1

    P I E R D O L E N I E !!!
    PS. a cenzurę w d u p ę sobie wsadźcie !!!

  • mille666

    Oceniono 4 razy 4

    " Musi być pięknym herosem, który ma czytać książki, wspierać ją na każdym kroku i rozumieć " dalej nie sposób czytać tego bełkotu... jeśli dzisiejszy "męźczyźni" muszą spełniać takie normy, to istotnie mają problem... lecz z własnym mózgiem.

  • piotrkargul

    Oceniono 2 razy 2

    Na Marszu Niepodległości jakoś nie ma kryzysu męskości!!
    Czy takie wylansowane żelusie będą chciały zmienić cały system????

  • antonow2

    Oceniono 3 razy 1

    Odpowiadam na pytanie zawarte w tytule; Panowie czytaja takie bzdety jak Logo24 ktore robi im piane z mozgowia.

  • colage

    Oceniono 6 razy 4

    Pizdusiom bez osobowości wydaje się, że ubranie sie zgodnie z nakazami mody (z definicji będącej obszarem aktywności kobiet i gejów), zapuszczenie brody, robienie sobie słitaśnych selfików i generalnie rozczulanie się nad sobą, z automatu czyni mężczyzną.

  • witajtabloidzie

    Oceniono 5 razy 5

    To śmieszne, że akurat Logo24 zadaje pytanie o kryzys męskości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX