Twórca Twittera buntuje się przeciw 140 znakom? Evan Williams wciąż zaskakuje

Nowatorski Blogger, rewolucyjny Twitter, kontrowersyjne Medium. Od czasu dotcomowej rewolucji wiadomo, że projekt, w którym bierze udział Evan Williams nie przejdzie bez echa. Czas na blogowanie 2.0? - Skąd! Teraz nastały już czasy 3.0, a nawet 4.0. - odpowiada twórca Twittera w rozmowie z Logo24.

Evan Williams to mało znana postać nad Wisłą, bo ogólnie w dziedzinie świata IT jakby jesteśmy trochę w tyle za USA, Koreańczykami, czy nawet żyjącymi w "Europie Wschodniej" Estończykami... Za to już na dobre przyjął się u nas Facebook, czyli ulubione medium rodziców dzisiejszych amerykańskich nastolatków. Jeśli nie Twitter, czy w przyszłości "coś innego" zrobi w Polsce jeszcze podobną karierę? Aby się dowiedzieć, co to będzie, z uporem próbowaliśmy zająć złapać na Skype jednej z największych globalnych gwiazd świata IT. I tym, co miał na ten temat do powiedzenia, byliśmy rzeczywiście zaskoczeni.

Chłopak zawsze z innej epoki

Urodził się w 1972 roku, niespełna 3 miesiące po tym, gdy prezydent Richard Nixon ogłosił program załogowych lotów kosmicznych przy użyciu wahadłowców. W podstawówce Evan tkwił myślami jednak już w zupełnie innej epoce i rysował na papierze własne gry video. Chciał tworzyć "nowe technologie" czy jak dziś lubi mawiać: "projekty, dzięki którym ludzie będą mogli się dzielić ze światem myślami".

W szkole średniej zachwycił się nawet zajęciami z programowania. Potem jednak przyszedł trudny okres dojrzewania i na kilka lat porzucił komputerowe pasje. Do college'u poszedł tylko dlatego, że nie wiedział co innego mógłby robić. A do wyjazdu z sennej Nebraski do Kalifornii zachęciła go nie chęć zdobywania świata, ale była dziewczyna, przekonana, że on na pewno nigdy się z rodzinnej miejscowości nie wyniesie.

Jeszcze nie przeczuwając przyszłych sukcesów wiedział, że zostanie przedsiębiorcą. - To pewnie dlatego, że mój ojciec nim był, więc pójście w jego ślady wydawało się naturalne - mówi w rozmowie z portalem Logo24 Evan Williams. - No i nie lubiłem szkoły, więc wyszedłem z założenia, że nie spodoba mi się praca dla kogoś innego. 

Jak dziś mówi, zawsze chciał, aby jego projekty z mogły umożliwić ludziom podzielenie się swoimi myślami ze światem.

Prekursor blogowania

Pod koniec lat 90-tych XX wieku Williams, podobnie jak i inni entuzjaści internetu, prowadził bloga. Ten w niczym nie przypominał blogów znanych nam obecnie. Blogowanie wiązało się 25 lat temu z postawieniem własnej strony internetowej - wysiłkiem uchodzącym wówczas za dziwaczne i kosmiczne.

W marcu 1999 Evan Williams wpadł na pomysł, który później miał przynieść mu rozgłos. - Napisałem skrypt, który miał ułatwić aktualizację mojej osobistej strony internetowej - wspomina. - Wydawało się to przydatną funkcją, którą można byłoby zamienić w produkt. 

I tak pięć miesięcy później, jako poboczny projekt Pyra Labs - firmy współtworzonej przez Williamsa, powstała platforma Blogger.com. Natychmiast zyskała uwagę społeczności blogerów i mediów. Do masowego odbiorcy dotarła rok później, wraz z uruchomieniem popularnego do dziś Blogspot.com. 

Wyrażanie myśli, opinii i poglądów nigdy nie było prostsze - Williams dał ludziom możliwość stworzenia bloga w kilka minut. W 2003 roku platforma miała już ok. milion zarejestrowanych użytkowników. 

Prekursor ćwierkania

- Dostarcza rozrywki, jest łatwy w obsłudze i użyteczny. Nie zaszkodziło, że prasa była nim zafascynowana - odpowiada Williams, gdy pytam, co sprawiło, że Twitter stał się tak popularny. Liczby mówią same za siebie - od 2006 roku serwis dorobił się ponad 250 milionów aktywnych użytkowników i sprawił, że Williams stał się bardzo bogatym człowiekiem. 
Istotą Twittera są krótkie informacje, tzw. tweety, które nie mogą przekraczać 140 znaków. Z założenia miały mieć charakter towarzyski, stąd nazwa twitter (z ang. świergotać, którego definicja nawiązuje do krótkich, błahych informacji).

Zapewne żaden z założycieli serwisu nie spodziewał się, że będzie on używany przez przedstawicieli świata polityki, mediów czy showbiznesu, a jego moc udowodnią sytuacje konfliktowe na świecie. Z dnia na dzień okazało się, że wcale nie trzeba prowadzić bloga, żeby dojść do głosu i zostać usłyszanym. I to natychmiast. 

Prócz szybkości w przekazywaniu informacji, serwis daje możliwość śledzenia idoli i autorytetów, czyli umożliwia bezpośrednią interakcję z osobami, które nas interesują. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczną galę Oscarów, podczas której na Twittera wrzucono selfie z czołówką amerykańskich aktorów. Rezultat? Pobity rekord udostępnień - ponad 5 milionów interakcji. 

Buntownik przeciw limitowi 140 znaków?

Tymczasem Williams nigdy nie przestał blogować. A jego najnowsze dzieło - Medium, jest konsekwencją tego, czego się nauczył od czasu założenia Bloggera i Twittera. Gdy pytam go, czy jest to blogowanie 2.0, odpowiada: - Teraz nastały już czasy 3.0, a nawet 4.0. Nie definiujemy Medium w ten sposób choć platforma służy temu samemu celowi: pomaga ludziom dzielić się historiami i pomysłami - przekonuje Williams. 

Opublikowanym tekstem można dzielić się z innymi użytkownikami analogicznie do Twittera. Ranking postów przypomina sposób działania Digg czy Reddit, a treści można przypisać do konkretnej kategorii jak np. w Tumblr. Trudno jednoznacznie ocenić, czym tak naprawdę jest Medium. To platforma dla bloggerów, wydawca treści i magazyn w jednym. Jedno jest pewne - wyróżnia się na rynku internetowym zdominowanym przez serwisy przeładowane informacjami i grafiką.

Medium wdrożyła dość popularny dziś model pozyskiwania treści i zarządzania nią, tzw. content curation. Serwis jednocześnie opłaca grupę profesjonalnych dziennikarzy oraz ekspertów w swoich dziedzinach, a także zachęca pragnących wyrazić siebie amatorów do zakładania profili i pisania własnych tekstów. Dzięki temu platforma jest źródłem ciekawych przemyśleń i informacji pochodzących z bardzo odległych od siebie źródeł. Williams przekonuje, że Medium został stworzony dla ?krótkich historii, które poprawią samopoczucie i manifestów, które zmieniają świat?. 

Tu jesteś nie tylko blogerem, ale też częścią redakcji

Każdy użytkownik może opublikować osobny tekst widoczny na jego profilu lub stworzyć tzw. ?kolekcję? (treści w ramach jednego tematu), którą będzie zarządzał. Ale Medium nie działa samoistne. Wszak to dziecko Williamsa. Dlatego platforma zatrudniła agentkę literacką Kate Lee, która od listopada 2012 roku pełni funkcję dyrektora kontentu. Do jej zadań należy odkrywanie nowych talentów, zabieganie o dobrych autorów, czy umieszczanie ciekawych pomysłów w odpowiednim kontekście.

Wszyscy autorzy dostają do dyspozycji wygodny interfejs edycji treści, który umożliwia konsultowanie zawartości artykułów jeszcze przed ich publikacją - to nowatorski pomysł. Tym samym piszący stają się częścią społeczności Medium, którą mogą poprosić o informacje zwrotne na temat swojego tekstu. Te pojawiają się w notatkach po prawej stronie artykułu. Możemy z nich skorzystać lub nie. Także od nas zależy czy upublicznimy te notatki czy zachowamy je dla siebie. Zdaniem Williamsa to szansa na konstruktywną wymianę uwag i pomysłów między autorami.

- Wierzymy, że świetne pomysły i wartościowe poglądy mogą pochodzić zewsząd. Medium różni się od innych platform, bo tutaj wspólnie dzielimy się przestrzenią. Zamiast wyspy w internecie jaką stanowi blog, publikujesz w doskonale rozwijającej się sieci, gdzie jest większe prawdopodobieństwo, że ?wpadniesz? na innych i znajdziesz właściwą publiczność.  

Co przyciąga 13 mln internautów?

Pomysłodawcy Medium przekonują, że jako jego czytelnicy możemy dotrzeć do najlepszych treści niezależnie od tego, kiedy one powstały. Natomiast jako autorzy piszemy wiedząc, że portal skupia się na znalezieniu odpowiednich odbiorców dla naszych tekstów. I to nie tylko z chwilą publikacji, ale także później. 

Tutaj autorzy nie muszą utrzymywać stałego tempa wstawiania postów (jak w przypadku tradycyjnych blogów), bo data publikacji nie ma znaczenia. Nie grozi nam także brak inspiracji. Redakcja przygotowała listę, jej zdaniem, najciekawszych tekstów (tzw. Reading List), podczas gdy użytkownicy ustalają własną (tzw. Top 100), która jest zestawieniem najczęściej czytanych postów. To świetny sposób odkrycie innych autorów. 
Ponadto Medium oferuje model promowania treści, który ma ułatwiać zdobycie czytelników nawet początkującym autorom. Może to jeden z powodów, dla którego zagląda tu miesięcznie 13 mln unikalnych użytkowników.

Williams ma sprecyzowaną wizję serwisu: - Chcemy, żeby Medium stała się najlepszą i największą platformą wydawniczą na świecie. Miejscem, gdzie każdy może się podzielić tym, co dla niego ważne niezależnie od formy, gdzie można stworzyć lepsze rzeczy współpracując z innymi, gdzie pomysły i ludzie czerpią z siebie nawzajem. Chcemy, żeby właśnie tu spotykali się twórczy myśliciele i autorzy, którzy sprowokują innych ludzi do myślenia i odczuwania.

Więcej o: