Snajper, który pokonał Niemców. Rozmawiamy z Arkadiuszem Milikiem

11 października, 2014 r., godz. 21:51. W polu karnym Arkadiusz Milik skacze najwyżej, uderza piłkę głową... I gol! Po tej bramce szczęśliwi kibice mogliby go zanieść na rękach do Amsterdamu, gdzie gra na co dzień.

Ale nie wierzę, że Arkadiusz Milik by im na to pozwolił. Choć pod koniec 2014 r. strzelał bramki jak na zawołanie - i w reprezentacji, i w Ajaksie Amsterdam, to powtarza, że przecież zwycięża cała drużyna. A on po prostu robi to, co lubi, czyli gra w piłkę.

PIOTR HYKAWY-ZABŁOCKI: Wiem, że to dziwnie brzmi, ale masz 21 lat, a strzelając tę bramkę Niemcom, przeszedłeś do historii polskiej piłki... [Polska grała z Niemcami 19 razy (w tym 12 towarzysko). Raz zwyciężyła, sześć razy zremisowała, przegrała 12 razy. Bilans bramek: 11-31 - red.].

ARKADIUSZ MILIK: Nie przesadzaj...

Uwierz mi. Chyba że zaczniemy wygrywać seryjnie z Niemcami. Jeśli nie, to twoja bramka będzie powtarzana tak samo jak bramka Domarskiego na Wembley.

- To nie ja wygrałem to spotkanie, ani Sebastian Mila, tylko cała drużyna. Nie mamy wielu zawodników o wybitnych umiejętnościach, dlatego musimy zwyciężać razem. Jeśli nie będziemy grać drużynowo, to ciężko będzie o sukces.

Jest Robert Lewandowski...

- No tak, to zawodnik światowej klasy.

...I przed meczem z Niemcami wszyscy liczyli na niego, nie na ciebie.

- Pewnie tak było. Zresztą mało ludzi w ogóle wierzyło, że możemy wygrać. Poprzednie eliminacje na pewno nie napawały optymizmem. Wygrana z Gibraltarem nie była żadnym wyznacznikiem jakości drużyny. Brakowało nam meczu z mocnym rywalem, aby udowodnić, że jesteśmy dobrze przygotowani. My wierzyliśmy w swoje umiejętności, ale też nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać.

Przyznasz, że to na Roberta była większa presja?

- Tak, ale to wynika z tego, co już osiągnął.

Teraz, jeśli drużynie nie będzie szło, to ty będziesz musiał strzelić bramkę.

- Wiem. W końcu jestem napastnikiem. Co by się nie działo, czy to w reprezentacji, czy w klubie, nawet jeśli będę świetnie grał, to zawsze na końcu pojawi się pytanie: "Ale czy strzelił bramkę?".

Z tego jestem rozliczany, chociaż oczywiście nie można patrzeć tylko na bramki. W meczu z Niemcami Robert Lewandowski nie strzelił, ale grał świetnie. Najważniejsze jest zwycięstwo.

Czy ty patrzysz na karierę Roberta? Jak się rozwijał i szedł do przodu? Teraz gra u Guardioli w Bayernie, to już szczyt.

- Zawodnicy różnie się rozwijają, więc nie można bezmyślnie wszystkiego kopiować. Robert jest w miejscu, w którym wielu ludzi chciałoby być. Ale powiem tak: nie każdy musi iść taką drogą i nie dla każdego będzie ona dobra.

A dlaczego w ogóle ten 2014 r. był dla ciebie taki udany?

- W karierze piłkarza są różne momenty, są wzloty i upadki. Gdy z Górnika Zabrze przeszedłem do Bayeru Leverkusen, to nie grałem regularnie. Nie dostawałem tylu szans, na ile moim zdaniem zasługiwałem. Dlatego naprawdę byłem zmobilizowany, aby udowodnić, że potrafię grać w piłkę, że jestem dobry piłkarzem.

Gdy przyjechałem do Ajaksu, byłem tak nabuzowany... jakoś to się skumulowało i szczególnie druga część tego roku była udana.

Udana?! Dziennikarze porównują twoje statystyki ze statystykami Ibrahimovicia i Sureza, gdy grali w Ajaksie, i wychodzi im, że masz lepsze!

- Spokojnie, osiem bramek strzeliłem w Pucharze Holandii, gdy graliśmy z drużynami amatorskimi. To są tylko statystyki, a Ibra i Suárez są jednymi z najlepszych napastników na świecie.

Nie chcę się porównywać. Nie będę tego robił, bo ja jestem Milik i jestem Polakiem. Zależy mi, żeby moja historia była zapisana na osobnej kartce, a nie była łączona z innymi nazwiskami.

Wiesz, że po bramce z Niemcami wszystkie portale analizują każdy twój mecz? Zacząłeś być rozpoznawany na ulicy?

- Nie da się ukryć, że ostatnio moja rozpoznawalność poszła w górę (śmiech). Gdy idę na zakupy, to rzadko kiedy nikt nie prosi o autograf lub zdjęcie. Ale to jest naprawdę przyjemne. Pokazuje, że ciężką pracą i poświęceniem można wiele osiągnąć. Teraz naprawdę wiem, ile przyjemności czerpię z grania.

Popularność ma też ciemną stronę. Przejmujesz się negatywnymi komentarzami?

- Komentarzy nie czytam, ale jeśli ktoś napisze artykuł, to owszem. Śledzę portale sportowe; choć jeśli ma się słabszy okres, to lepiej tego nie czytać...

Przejmujesz się czy odcinasz od tego?

- Nie da się nie przejmować. Bo chciałoby się dobrze grać. Człowiek sam nakłada na siebie wymagania.

Kiedy postanowiłeś zostać piłkarzem? Tak na poważnie, bo każdy chłopak, gdy ma pięć lat, chce zagrać na mistrzostwach świata.

- Ale ja naprawdę miałem pięć lat. Wkładałem w to całe serce. Wiesz, niektórzy opuszczali treningi: bo choroba, bo imieniny, bo jasełka. A ja przez 10 lat opuściłem tylko jakieś 30 treningów. Naprawdę chciałem zostać piłkarzem.

Ale tak zawodowo? Że są z tego pieniądze, że to jest praca?

- Szczerze mówiąc, ja nigdy nie pomyślałem, że to będzie moje praca. Dalej tak nie myślę. To, że dostaję za to pieniądze, to jest przyjemne. Ale dla mnie to jest dalej moja pasja, to jest moja miłość i trochę narkotyk, bo nie wyobrażam sobie życia bez piłki. A jeśli chodzi o pieniądze, to nie patrzę takimi kategoriami. Pieniądz, pieniądz, pieniądz Wiadomo, że utrzymuję z tego siebie i swoją rodzinę, ale to jest moja pasja i miłość. Tylko pod takim kątem patrzę, bo jak to się zmieni, to czas kończyć karierę.

Ładnie powiedziane, bo znam takie przykłady, że młody chłopak dostawał pierwszy porządny kontrakt w dużym klubie i zapominał o treningach, za to biegł kupić sportowe auto...

- Też słyszałem o takich przypadkach. W moim życiu tak nie było i mam nadzieję, że nie będzie. Mój pierwszy trener z Rozwoju Katowice był także moim wychowawcą. Wiele mu zawdzięczam. On pokazywał, że nie warto myśleć o pieniądzach i sławie. Trzeba po prostu robić to, co się lubi, grać dobrze w piłkę.

Gdy miałem 16-17 lat, zaczęły się mną interesować większe kluby. Pomyślałem, że skoro ktoś się mną interesuje, to jest szansa coś osiągnąć. Czyli trzeba jeszcze ciężej pracować, bo gdy jeden z tych klubów mnie weźmie do siebie, to trzeba być od razu gotowym wskoczyć do pierwszego składu i walczyć o swoje. Do wszystkiego trzeba dojść ciężką pracą.

Sama praca wystarczy? W Bayerze nie grałeś...

- Nie grałem, tam był Stefan Kießling, król strzelców Bundesligi. Był ode mnie po prostu lepszy. Stwierdziłem, że bycie drugim nie ma sensu - świetny ośrodek, świetny stadion, dbają o zawodników, ale co z tego, skoro siedzę na trybunach i nie mam radości z życia. Poszedłem do Augsburga, tam dostawałem szanse.

Fajnie, że taki moment mojej w karierze też był, bo w dużym stopniu niepowodzenie buduje sukces. Było ciężko, ale przetrwałem. Najważniejsze, że w tym momencie jestem w Ajaksie i gram.

Jak to jest, gdy się spotyka Bergkampa?

- Jeden z dziesięciu najlepszych piłkarzy na świecie. Ronaldo, Bergkamp, Henry i ktoś tam jeszcze. Tak szczerze, to nawet teraz, patrząc na jego ruchy i umiejętności czysto piłkarskie - bo wiadomo, że kondycja już nie ta - to jest świetny zawodnik. Ćwiczenia, które nam pokazuje... super. Ma niesamowitą technikę.

A pierwszy trener Frank de Boer?

- Powiem tak: gdy pierwszy raz zobaczyłem, jak de Boer wchodzi do szatni, to prawie stanąłem na baczność. Ma charyzmę. Jak się z nimi rozmawia, to przechodzą ciarki. Wiadomo, co on i Bergkamp osiągnęli, gdzie grali, mam do nich ogromny szacunek.

W ubiegłym roku zrealizowałeś jeszcze jedno marzenie: zagrałeś w Lidze Mistrzów.

- Tak, naprawdę wiele się wydarzyło. Ten mecz z Niemcami, mecze w Lidze Mistrzów, przeciwko Barcelonie i Paris Saint-Germain. Tak naprawdę nie wierzyłem, że to się zdarzy, a zagrałem w Lidze Mistrzów, strzeliłem bramkę... Ten rok nie pójdzie w zapomnienie, będę go pamiętał do końca życia. Chciałbym to potwierdzić w tym roku.

Właśnie o to chciałem zapytać, czy się nie boisz...

- Nie, ja się nie boję. Oczekiwania pójdą w górę, to jasne. Ludzie zaczynają wymagać, a to dobre, bo motywuje cię do pracy, nie możesz spocząć na laurach.

Czyli presja cię nie przytłacza?

- Nie, chyba nie mam z tym problemu. Wiedziałem, że wielu ludzi będzie oglądać mecz z Niemcami i nie czułem presji. OK, jak wychodzisz na boisko, a obok ciebie Messi czy Ibrahimović...

Którymi niedawno mogłeś pograć sobie w Fifie...

- (śmiech) A teraz wchodzę na boisko i trzeba rywalizować. Świetne uczucie, teraz to doceniam. Fajny rok i chciałbym to powtórzyć.

Czyli jakie plany?

- Przede wszystkich chciałbym awansować z reprezentacją do mistrzostw Europy we Francji. Czekają nas jeszcze ciężkie mecze, ale to byłoby spełnienie marzeń. Jeśli chodzi o klub, to chcielibyśmy znów awansować do Ligi Mistrzów, zająć pierwsze miejsce w rozgrywkach w Holandii, a w Lidze Europy zajść bardzo wysoko albo nawet wygrać te rozgrywki.

A właściwie dlaczego reprezentacja zaczęła tak dobrze grać?

- Wydaje mi się, że sukces buduje atmosferę. Nastroje są lepsze, dzięki wynikom nie jesteśmy na celowniku mediów. Spotkanie z Niemcami było przełomem. Potem była Szkocja, bardzo ciężki mecz. Przegrywaliśmy 2:1, ale walczyliśmy do końca i wywalczyliśmy remis. Podobały mi się słowa Wojtka Szczęsnego, który powiedział, że reprezentacja sprzed roku przegrałaby ten mecz 3:1. A my byliśmy wyczerpani, ale się staraliśmy i wyrównaliśmy. Te punkty na koniec eliminacji mogą okazać się bardzo ważne.

Powiedz, jak wygląda twój dzień w Amsterdamie?

- Jak jest wolny dzień, to zależy, jak się czuję. Bo czasem po meczu muszę odpocząć, jakiś film obejrzę. Zwiedzam Amsterdam, chodzę do muzeów, wiele rzeczy robię. Staram się zdrowo odżywiać, nie trzymam jakiejś konkretnej diety, ale staram się. To bardzo pomaga, nie miałem na ten temat pojęcia w Górniku. Dlatego też nie piję w ogóle alkoholu, czasami, bardzo rzadko lampkę czerwonego wina do obiadu.

A jak ci się mieszka w Holandii?

- Bardzo dobrze. Wiadomo, że może język muszę jeszcze podszkolić

Dobrze, że tam wszyscy mówią po angielsku.

- Tak, to plus, ale uczę się holenderskiego. Trochę się już zadomowiłem. Choć Amsterdam i Holandia dziwne są, jeżeli chodzi o rowery. Na każdym kroku rower. Trzeba się przyzwyczaić i uważać, gdy się jedzie samochodem (śmiech). Amsterdam to w ogóle supermiasto, bardzo ładne, te kanały... bardzo mi się podoba. No, ale jak są mecze, to nie mam czasu na zwiedzanie.

Kupiłeś już rower?

- Miałem rower wcześniej, kupiłem w Augsburgu. Ale rzadko jeżdżę. Jak jestem zmęczony po meczu, to ciężko wsiąść na rower. Choć jak jest ładna pogoda, to biorę rower i jadę do miasta. To się bardziej opłaca niż samochodem. Musiałbym zaparkować, a parkingi w Amsterdamie są bardzo drogie, za 20 minut 2,5 euro. Poza tym zdrowo. Czasem z dziewczyną gdzieś jedziemy, w Amsterdamie są miejsca, gdzie nie da się autem pojechać. Przyjemne miasto do życia.

Strasznie grzeczny z ciebie facet, żadnych szaleństw?

- Wiesz, ja nie żyję samym sportem, lubię wyjść, dobrze się ubrać.

Korzystasz z porad stylistów?

- Nie, nie. Ubieram się na czuja. Lubię dobrze się ubrać, dobrze wyglądać. To chyba moja dziewczyna we mnie zaszczepiła, bo kiedy się poznaliśmy, to się ze mnie śmiała, że nie mam stylu, ubieram się, jak chcę. Teraz staram się to zmieniać.

Masz ulubiony styl?

- Lubię ubierać się sportowo. Zależy od dnia, jak idę na treningi, to tak się ubieram. Ale jak idę na spotkanie, tak jak dziś, to różnie. O, dziś mam spodnie moro, buty wysokie, sweterek...

No sweterek ładny, taki designerski.

- Zegarki lubię. Są jedną z rzeczy, które zawsze mi się podobały.

Kolekcjonujesz?

- Mam teraz dwa, ale nie kolekcjonuję. Na razie mam 20 lat i to nie jest dla mnie najważniejsze. Lubię zegarki, lubię na nie często patrzeć, bo (wiadomo) są rzeczy, które nie zawsze można mieć, ale gdzieś tam na instagramach czy fejsbukach przeglądam.

Lubię też buty, uwielbiam wysokie buty.

No, to może cię złapałem - masz ich pełną szafę?

- Nie, co ty. Nie jestem taki, żeby szastać pieniędzmi na takie rzeczy. To tylko przyjemność.

To na co ty wydajesz pieniądze?!

- Inwestuję trochę... dzisiaj jest pieniądz, jutro może go nie być. Dlatego korzystam z pomocy profesjonalistów i inwestuję. Na razie starcza mi na wszystko.

Przypomniały mi się historie z Anglii, gdzie bankrutowali piłkarze, który zarabiali po kilkadziesiąt tysięcy funtów tygodniowo. Zawsze się zastanawiałem, na co wydali taką fortunę...

- Ja tego też nie potrafię zrozumieć. Gdy się zarabia takie pieniądze jak w Premier League, to jest chyba niemożliwe, żeby zbankrutować. Chyba że się wchodzi do sklepu i mówi: "Chcę to, to i to i jeszcze to". Bo jeśli ktoś żyje na wysokim poziomie, ale rozsądnie, to nie ma prawa ich stracić nawet do sześćdziesiątki. A jednak są tacy, którzy kończą karierę i są bankrutami. Ja raczej nie będę (śmiech).

. . .

Arkadiusz Milik - rocznik 1994, urodził się w Tychach. Wychowanek Rozwoju Katowice. W 2011 r. przeszedł do Górnika Zabrze i w jego barwach zadebiutował w Ekstraklasie. W grudniu 2012 r. został sprzedany do Bayeru Leverkusen. Grał jednak mało, następny sezon spędził na wypożyczeniu w Augs-burgu. Od lipca 2014 r. w Ajaksie Amsterdam - gdzie gra bardzo dobrze. W 22 meczach strzelił 17 bramek.

W reprezentacji Polski zadebiutował w 2012 r. W sumie w 14 meczach zdobył sześć goli, w tym tego najważniejszego - przeciwko reprezentacji Niemiec.

Więcej o:
Komentarze (4)
Snajper, który pokonał Niemców. Rozmawiamy z Arkadiuszem Milikiem
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • jarr17

    Oceniono 30 razy 18

    Jestem Polakiem, ważne jest dla mnie wspólne dobro, nasze dziedzictwo.

  • the_nameless_one

    Oceniono 9 razy 7

    panie milik, proszę uczyć się niderlandzkiego, nie holenderskiego! :)
    poza tym bardzo miło posłuchać młodego, poukładanego faceta. powodzenia!

  • stalowykij

    Oceniono 17 razy 5

    Stara ślaska kultura pracy, nieskażona i ekonomicznymi imigrantami z interioru oraz komunistycznymi fanaberiami.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX