Saramonowicz: " Wojna płci? My z kobietami nie walczymy " [WYWIAD]

- Nie jest tak, że faceci zawsze byli małymi chłopcami w środku, bo wtedy nie zbudowaliby tych wszystkich cywilizacji, które powstały - mówi Andrzej Saramonowicz.

Piotr Mieśnik: - Ciągle słyszymy o kryzysie męskości. Sam tytuł pana książki, czyli "Chłopcy", zdaje się do tego nawiązywać. Czy to, że my, faceci, przestaliśmy dorastać, to znak naszych czasów, czy zawsze tak było?

ANDRZEJ SARAMONOWICZ*:
- Nie jest tak, że faceci zawsze byli małymi chłopcami w środku, bo wtedy nie zbudowaliby tych wszystkich cywilizacji, które powstały. To jest znak czasów, w których żyjemy. Ulegliśmy nieprawdopodobnej presji, która mówi, że wartością jest młodość. Każda minuta i sekunda spycha nas w otchłań nieatrakcyjności. Wszyscy się zaczynają wstydzić, że w ogóle się starzeją, a potem sami siebie przepraszają za to, że istnieją. Z racji tego trzeba się zachowywać młodzieńczo cały czas. Mówię też o sobie. Mam lat 50, chodzę w dżinsach, mam długie włosy i teoretycznie oszukuję swój wiek. Druga rzecz - wraz z emancypacją kobiet, mówiącą, że kobiety samo stanowią o sobie - mężczyźni praktycznie zostali zwolnieni z odpowiedzialności. Dzisiaj, kiedy kobiety mówią, że radzą sobie we wszystkim, łącznie z wychowaniem dzieci, ze swoją własną płodnością i życiem seksualnym - to cóż zostało mężczyznom? Mówienie: dobrze, no to ja będę wiecznym chłopcem. Problem w tym, że kobiety oczekują niemożliwego, chcą być właściwie we wszystkich rodzajach ekspresji mężczyznami, a jednocześnie wymagają od nas, żebyśmy czymś się od nich różnili. No niczym nie będziemy.

Kolejne problemy, które widać w książce, mają te wszystkie -izmy, którym się oddajemy: pracoholizm, seksoholizm i alkoholizm...

- To są pochodne problemu, o którym mówię. Wszystko to wynika z relacji między płciami. Jeżeli kobiety weszły na takie obszary aktywności męskiej, jakimi są przedsiębiorczość, aktywność, nawet rodzaj jakiejś agresji publicznej, i te cechy uznawane są również za kobiecie, no to powstaje pytanie: co dzisiaj jest męskością? Absurd tej postawy polega na tym, że kobiety wymagają od nas nieprawdopodobnej aktywności seksualnej, bo przecież cały czas słyszą o tym, że mają "prawo do miliona orgazmów" itd. W tym aspekcie wymagają, a w innych nie wymagają od mężczyzn, żeby byli mężczyznami, a nawet mówią, że to, co uważasz za męskie, dla nich jest podejrzane. Nie bądź taki i taki, bo to oznacza, że jesteś mężczyzną starego typu, a takich już nie chcemy. No to facet nie wie, kim ma być. Z jednej strony ma być wiotki, a w łóżku demon. No tak się nie da.

Robi się z pana rzecznik praw mężczyzn. Bo jakoś oddaliśmy pole i w ogóle nie słychać naszego głosu.

- Czuję się rzecznikiem zdrowego rozsądku. O tym, jak wygląda życie światopoglądowe społeczeństwa, decydują postawy skrajne. Z jednej strony ta katolicka, która udaje, że od czasów średniowiecza nic się nie zmieniło. Z drugiej strony jest pop-feminizm, tak naprawdę nie będący feminizmem, mówiący, że jeżeli cokolwiek złego się dzieje, to właściwie winni są temu mężczyźni, a najpewniej ci hetero. I każe się mężczyznom tłumaczyć ze wszystkiego: z tego, że kobiety mniej zarabiają itp. One to widzą jako wojnę płci, której tak naprawdę nie ma. Mężczyźni nie prowadzą wojny płci z kobietami, nawet nie znają tego pojęcia, ponieważ w charakterze mężczyzn jest walczyć między sobą. Jeżeli ktokolwiek z kimś walczy, to są to te "uświadomione" kobiety, którym wydaje się, że ich wrogami są mężczyźni. A moim zdaniem wrogiem są stereotypy wyobrażeń tego, jak powinny wyglądać nasze relacje. Dlatego czuję się ambasadorem zdrowego rozsądku, który mówi: nie chcemy chodzić w sukienkach, by wam udowodnić, że jesteśmy równi. Pozwólcie nam pozostać mężczyznami, bo natury nie da się oszukać, Choćby nie wiem co, to kobiety będą ceniły te cechy, które są tradycyjnie postrzegane jako męskie.

Jakiś czas temu napisałem tekst o tym, że rozmowa z kobietą jest dla mężczyzny tak naprawdę chodzeniem po polu minowym. Po lekturze pana książki jestem już tego pewien.

- Oczywiście. My się nie rozumiemy. Są pewne rzeczy wynikające z tego, że kobiety i mężczyźni inaczej postrzegają świat. To jest zdeterminowane naturą, a nie seksistowską i opresyjną męską kulturą, która wpędziła kobiety w trudną sytuację. Mężczyźni i kobiety wypowiadają pewne metakomunikaty, zrozumiałe tylko dla wypowiadającego i dla niego oczywiste. Nikt nas tego nie uczy, więc często są całkowicie mylnie, opacznie odbierane albo ignorowane przez płeć przeciwną. Klasyczny przykład - kobieta i mężczyzna jadą samochodem i ona mówi: "Napiłbyś się kawy?". Na co on odpowiada: "nie, dzięki". Jadą dalej, po kilkudziesięciu kilometrach on zauważa, że jego partnerka jest obrażona. "Co się stało?"- pyta. A ona mówi: "Chciałam się napić kawy". "To dlaczego nie powiedziałaś?"- pyta on. "No przecież pytałam, czy ty byś chciał". To jest klasyczny przykład, w którym kobieta w sposób dla siebie oczywisty wypowiada komunikat, w którym zawarta jest empatia. "Jeśli ja się o ciebie troszczę tym pytaniem, to oczekuję podobnej reakcji zwrotnej". To nie znaczy, że on jest nieczuły. Dla niego to było zerojedynkowy komunikat: czy ja chcę. I odpowiedział w sposób prosty. Musimy rozumieć różnice zadane nam przez naturę i uczyć się je czytać.

Feministki się wściekną...

- Mnie nie obchodzi, czy one się wściekną czy nie wściekną. Próbuję wytłumaczyć kobietom: jeżeli chcecie pracować i nie mieć dzieci, to pracujcie i nie miejcie, a jeśli chcecie mieć i nie pracować, to miejcie i nie pracujcie. Jeśli mężczyzna utrzymuje rodzinę, bo kobieta wychowuje dziecko, to nie ma w tym nic złego, ta kobieta nie jest gorsza. Różnimy się, a bagatelizowanie natury, które wynika z ideologii gender mówiącej, że właściwie nie ma natury, wszystko jest zadane przez układ społeczno-kulturowy, to nieprawda. To jest falsyfikacja rzeczywistości. A ja w głębi rozumu i serca jestem feministą, który, gdyby dostrzegł jakiś element niesprawiedliwości między płciami, będzie walczył o równość.

Co by pan radził, żeby facetowi było dobrze z samym sobą, nawet wtedy gdy, mówiąc językiem jednego z bohaterów "Chłopców", jest ch...wo?

- Niezbędny jest samorozwój. Edukacja nie kończy się, a zaczyna na szkole. Jedną z najciekawszych podróży, jaką człowiek może odbyć w życiu, jest podróż do wnętrza samego siebie. To często zapomniana kraina. Ludzie popieprzają w dziesiątki różnych miejsc, wydaje się im, że jak będą w Boliwii, Tajlandii, to coś ich ubogaci. A ubogacić może tylko wtedy, gdy ich instrumentarium duchowe, którym mogą spojrzeć na świat, jest rozwijane. Co mi z tego, że mam lunetę, którą mogę patrzeć na gwiazdy, skoro ta luneta jest cała zaświniona? W relacjach między płciami podstawą jest dialog. Jeśli ktoś chce zbudować trwałą relację, to lepiej odpowiedzieć sobie na pytania: pierwsze - czy ja chcę mieć z tym kimś dzieci, a drugie - czy ja chcę się z tym kimś zestarzeć? Kiedy przemija fizyczna fascynacja ludzie często odczuwają wobec siebie obcość, bo nic innego ich nie łączy. A co powinno łączyć? Na pewno sympatia i przyjaźń. Związek nie może przetrwać, jeśli ludzie się nie przyjaźnią. Miłość jest do niej dodatkiem.

Książkę "Chłopcy" Andrzeja Saramonowicza w formie ebooka znajdziesz tutaj >>

*ANDRZEJ SARAMONOWICZ: reżyser, scenarzysta i publicysta, twórca niezapomnianego 'Testosteronu'. Ostatnio wydał debiutancką powieść 'Chłopcy'. Jest także stałym felietonistą magazynu 'Logo'.

Więcej o:
Komentarze (46)
Saramonowicz: " Wojna płci? My z kobietami nie walczymy " [WYWIAD]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • jiddu

    Oceniono 61 razy 33

    Nie bardzo wiem o co chodzi, znam tak wiele różnych kobiecych i męskich charakterów, że typowy podział na kobiety i mężczyzn wydaje mi się bezsensowny. Oczywiście różnice istnieją, choćby biologiczne, ale jest wiele innych linii podziału i to ono wydają się być zdecydowanie ważniejsze - na przykład ci, którzy chcą służyć w policji i ci, którzy nie chcą, ci, którzy chcą być sportowcami, artystami, dziennikarzami itd. i ci, którzy w ogóle siebie w tym nie widzą. Płeć co prawda tworzy pewne predyspozycje, ale nie są one decydujące, kobieta z reguły jest słabsza od mężczyzny, ale także mężczyzna bywa słabszy od innego mężczyzny, więc podział raczej przebiega na linii słabsi i silniejsi niż kobieta - mężczyzna. Nie cierpię jazdy samochodem, ani jako kierowca, ani jako pasażer, na początku jednak mnie to fascynowało, ale jak wiele rzeczy szybko znudziło a tłok na drogach zniechęcił mnie ostatecznie, ale znam kobiety, które to uwielbiają, jak i rzecz jasna mężczyzn. Dzielę więc w tym przypadku ludzi na tych, którzy lubią i nie lubią jeździć, nie mieszając w to płci. Są kobiety mądre i niezbyt mądre, podobnie jak mężczyźni, więc chyba lepiej dzielić na mądrych i niezbyt mądrych, ludzi empatycznych i psychopatów itd.

  • eryklot

    Oceniono 82 razy 12

    Jak ja lubię tego gościa :-)
    Jeden z bardziej ogarniętych ludzi w sferze publicznej.
    Żadnych nawiedzeń, trafia w sedno, nie boi się iść pod prąd.
    Przypuszczam, że gdyby ktoś zadał mu pytanie, czy zależy mu na uznaniu ludzi odpowiedziałby jak bohater Birdmana: "Not really." :-)
    Moje ulubione jego stwierdzenie, jakże prawdziwe, to jest: "Żeby facet po 40 mógł być szczęśliwy musi spełnić dwa warunki: najpierw udanie się ożenić a następnie równie udanie rozwieść.".
    Jestem tego najlepszym przykładem :-P

  • emmii28

    Oceniono 27 razy 9

    Pan Saramonowicz ze swoją wizją nieustannej konfrontacji męsko-damskiej i fiksacją na różnicach kobiet i mężczyzn zatrzymał się jakieś 15 lat temu. Wtedy to, zdaje się, był silny taki nurt w poppsychology i popkulturze (sam zresztą ma w tym znakomity wkład w postaci sztuki "Testosteron").
    A tak na poziomie najprostszej refleksji, odruchu w czasie czytania pana S., jego tonu... pretensji i krytycyzmu zawsze mam wrażenie, ze wynika to z permanentnych problemów męsko-damskich ;) Takie odczucie we mnie wywołuje.

  • fuqu

    Oceniono 14 razy 6

    ja kocham moje maszyny,
    żona ich ..... nie kocha.

    Ja się pogodziłem, że tak jest,
    ona nie

    dlaczego?????

  • korollaq

    Oceniono 46 razy 4

    Klasyczny przykład - kobieta i mężczyzna jadą samochodem i ona mówi: "Napiłbyś się kawy?". Na co on odpowiada: "nie, dzięki". Jadą dalej, po kilkudziesięciu kilometrach on zauważa, że jego partnerka jest obrażona. "Co się stało?"- pyta. A ona mówi: "Chciałam się napić kawy". "To dlaczego nie powiedziałaś?"- pyta on. "No przecież pytałam, czy ty byś chciał".

    Typowy przykład zahukanej, podporządkowanej babiny, która boi się wprost poprosić o zatrzymanie na stacji (pewnie jakby chciała do WC, to też by pytała męża czy on chce siku). Nie wiem jak tu można wyciągać wnioski, że nalęgło się za dużo feministek, skoro do takich sytuacji jeszcze dochodzi. I krytykować za to feministki, odwracanie kota ogonem. Feministkom raczej zależy, żeby kobiety wiedziały czego chcą.

  • to_ja_only

    Oceniono 77 razy 3

    "Próbuję wytłumaczyć kobietom: jeżeli chcecie pracować i nie mieć dzieci, to pracujcie i nie miejcie, a jeśli chcecie mieć i nie pracować, to miejcie i nie pracujcie. Jeśli mężczyzna utrzymuje rodzinę, bo kobieta wychowuje dziecko, to nie ma w tym nic złego, ta kobieta nie jest gorsza."

    Ależ feministki myślą dokładnie tak samo. :)

    "Różnimy się, a bagatelizowanie natury, które wynika z ideologii gender mówiącej, że właściwie nie ma natury, wszystko jest zadane przez układ społeczno-kulturowy, to nieprawda."

    Oj, uległ Pan propagandzie katolickiej. Zresztą zapewne całkiem nieświadomie, co tylko świadczy o tym, jak donośny (żeby nie powiedzieć: krzykliwy) w debacie na temat gender jest głos KK, a jak zupełnie niesłyszalny jest głos środowisk bezpośrednio związanymi z badaniami nad gender. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak "ideologia gender". Tzn. jest, ale to byt całkowicie wirtualny stworzony przez hierarchię katolicką do zastraszania swoich owieczek. Wszak taka zhierarchizowana instytucja jak KK straciłaby rację bytu tam, gdzie wszyscy czują się wolni i równi. A gender ABSOLUTNIE NIE TWIERDZI, ŻE NIE MA NATURY i związanej z nią różnic między płciami. Oczywiście, że są, ale nie czynią jednej płci lepszą, a drugiej gorszą, lecz jedynie pod pewnymi względami różniącymi się od siebie. To jedno, a drugie to to, że wiele różnic między płciami próbuje się wytłumaczyć naturą ("tak ma być", "tak zostaliśmy stworzeni"), gdy tymczasem one faktycznie wynikają z uwarunkowań społeczno-kulturowych. To właśnie bada gender - co wynika z natury, a co jednak przez wieki narzucało nam społeczeństwo, próbując tłumaczyć, że niższy status społeczny kobiet wynika z samej natury.

  • ewa100040

    Oceniono 30 razy -4

    biedni tylko im seks w glowie ale wyobraznia ,widocznie czlowieka klasyfikuja wg tego jaki ma byc w lozku ,drodzy zycie to nie tylko seks ktory jest 1 piedziesiata zycia ..zal mi tych ludzi ktorzy jeszcze przypisuja takie bzdury myslac tylko o seksie brrrrr

  • bokaj

    Oceniono 9 razy -5

    jaka ulga przeczytać rozmowę z człowiekiem dojrzale myślącym!

    obawiam się, że niestety, zapłacimy (czytelnicy gazeta.pl) za to półroczem kolejnego wysypu artykułów o cyckach i pośladkach...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX