Bartłomiej Topa na kilku frontach. Rozmawiamy o "Karbali"

10.09.2015 12:39
płaszcz: Wojtek Haratyk /Bracka 18,
golf: Boss,
spodnie: Rodrigo De La Garza/Delagarza.pl,
pasek: Vistula,
buty: Shoepassion /Shopassion.com,
zegarek: Tommy Hilfiger/Swiss.com.pl

płaszcz: Wojtek Haratyk /Bracka 18, golf: Boss, spodnie: Rodrigo De La Garza/Delagarza.pl, pasek: Vistula, buty: Shoepassion /Shopassion.com, zegarek: Tommy Hilfiger/Swiss.com.pl (Fot. Tamara Pieńko)

Kolejna w mundurze, pierwsza poważna na froncie. Rolą kapitana, który obronił irackie mury rządowe, a przede wszystkim wyprowadził spod obstrzału rebeliantów 80 żołnierzy polskich oraz bułgarskich, Bartłomiej Topa sprawdza swe aktorskie siły w kinie wojennym. Unikając moździerzy polityki, pogadaliśmy o milszych sprawach. Zdrowie. Picie. Życie!

Spotykamy się w knajpce dla mamusiek na Starej Ochocie. To oaza spokoju. Tak jak Bartek. Choć czeka na mnie od 30 minut - inaczej zapamiętaliśmy godzinę spotkania - nie wykazuje oznak zdenerwowania. Treść wywiadu autoryzuje później bez jednej poprawki.

Łukasz Figielski: - Przewertowałem wywiady, jakich udzieliłeś od swej wizyty w "Logo" przed 2,5 laty. Wszyscy wałkują to samo. Schemat: sport i zdrowie, góry i matury, przeszły i przyszły Smarzowski, film aktualnie promowany...

Bartłomiej Topa: - ...Tu wchodzi: "Jak się przygotowywałeś do roli?", koniecznie! O "Karbali" też już mówiłem. Że nie byłem w wojsku, że strzelałem z ostrej amunicji, że się czołgałem i złamałem żebro... Najgorsze są te kroki milowe w karierze: "Kiedy zadzwoniło, że będziesz aktorem?", szkoła i studia, jakieś miłości i rozstania. Przecież nie stworzę nowego obrazu samego siebie.

T jak Topa, T jak triathlon. Wczoraj [czyli 9 sierpnia - przyp. red] odbył się gdyński, po raz pierwszy z chwalebnym znaczkiem "Ironman". Startowałeś?

- Jestem na takim etapie przygotowań do kolejnego filmu, że musiałem odpuścić. Oglądałem relację. Imponujące. Przed pięcioma laty było nas 300 osób. Teraz - parę tysięcy. Wciąż aktywnie biegam - chciałbym wesprzeć Fundację Synopsis, startując w warszawskim maratonie w sztafecie [nowa formuła; dystans podzielony na trzy odcinki: 12+9,5+21 km - przyp. red.]. Aktorzy tak mają, że non stop się testują, przygotowują, aby być przygotowanymi na wszystko, bo "a nuż ktoś zadzwoni". I trzeba zagrać upośledzonego. Albo kobietę - mówię o mężczyźnie...

Możesz zagrać maratończyka. Albo innego długodystansowca. Korzeniowski?

- Lepiej tego, który przywiązał psa do bramy schroniska i pobiegł do Aten, by "pomagać chorym". Piotra Kuryłę. Pytanie: po co się w ogóle tak biega i biega?

Żeby się... sprawdzić?

- Tylko co ci po tym, że wygrasz albo dorzucisz kolejny medal za uczestnictwo? Obsesja startów i konkurencji jest mi obca. W szkole sportowej też zawsze stałem z boku. Dla mnie starty to kwestia zagęszczania rzeczywistości i trzymania mięśni w gotowości. Bo przyciąganie ziemskie jest okrutne. Trenujemy po to, by chwycić dziewczynę mocno za rękę!

A rywalizacja filmowa punktowana lwami, orłami i innymi kaczkami?

- Byłem w kinie na "Mission: Impossible - Rouge Nation". Cruise'owi wydaje się, że jest Bondem wszechświata, i próbuje sprostać Craigowi przed premierą "Spectre". Czy w Polsce jest taka walka? Chyba nie ma. Każdy projekt inny, inni ludzie, inne pasje, nie da się tego porównywać. Konkurencja na lwy i ptaki... To passé.

Ciężko o klasyczną batalię, bo często zmieniacie barwy klubowe. Nie będzie cię w "Wołyniu" Smarzowskiego.

- Ale spotykamy się, gadamy przez telefon, będziemy jeszcze razem pracować. Gdy reżyserowi kiełkuje ten jego pomysł, stara się zebrać ekipę o właściwej wrażliwości. Jeśli się uda, film dobrze rezonuje z publicznością i przychodzi 2 mln widzów. Fajnie, że jest to możliwe, bo mamy ograniczony rynek, nie mówimy po angielsku.

W "Karbali" po angielsku mówisz sporo.

- Kapitan mówi. Teraz podpułkownik - Kaliciak. Wzorowana na nim postać filmowa nazywa się Kalicki. Spotkaliśmy się kilka razy, ale... Ocena karbalskiej sytuacji jest mocno skomplikowana, z każdej strony.

Oglądałem film na wczesnym etapie postprodukcji. Plenerowa część wygląda lepiej. Kręciliście ją w Jordanii.

- Spędziliśmy tam tydzień. Choć kraj jest pod wspaniałym kloszem Amerykanów, było sporo momentów stresujących. Ekipa w honkerach i mundurach została obrzucana kamieniami, na szczęście kierowcy znali uliczki.

Mieliście obstawę? Prywatną lub rządową...

- A skąd! Gdy Amerykanie kręcili "The Hurt Locker. W pułapce wojny", mieli walichę pieniędzy i rozdawali rządzącym rejonem rodzinom i plemionom. My nie mieliśmy kasy, filmowaliśmy szybko i zwijaliśmy się do hotelu. Do południa, bo robiło się gorąco, w każdym tego słowa znaczeniu. Nie byliśmy wystraszeni na niby. I nie mam wielkiej ochoty tam wracać.

Czyli wojskowego musisz odgrywać, bo to nie twoja bajka. Trochę ról mundurowych już masz na koncie. Policja, straż graniczna, armia... Podobny arsenał aktorskich sztuczek i emocji?

- Tylko trochę, bo odpowiedzialność dowódcy za 80 chłopaków ["Karbala"] jest inna niż policyjnego kowboja, który próbuje walczyć o prawdę ["Drogówka"]. Do tego scenariuszowo byliśmy zamknięci przez cztery dni i trzy noce w jednym miejscu. To generuje odmienne emocje, adrenalinę, zmęczenie. W necie znajdziesz autentyczne nagrania polskich żołnierzy z tej akcji.

Bohaterowie?

- I bohaterowie, i najemnicy. Zdecydowałem się dotknąć tematu, by zrozumieć uczucia i motywacje tych gości.

Też jesteś najemnikiem - aktorskim.

Oczywiście, że tak. Dostajemy propozycje, przyjmujemy lub odmawiamy.

Jak zostałeś kapitanem Kaliciakiem? Nie jesteś typem w stylu Lindy.

- Może wzięto mnie na zasadzie zderzenia kontrastów, w celu uczłowieczenia Kaliciaka-Kalickiego, którego głównym zadaniem była ochrona chłopaków, a nie City Hall poprzez bohaterskie walki z szaleńcami. No bo to jednak szaleńcy, przypinający do paska pięć kilo dynamitu. Trudne historie, mam potężny problem z oceną takich sytuacji.

Zawsze można rzucić frazesem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Warszawscy powstańcy...

- Kolejny taki temat... Właśnie obejrzałem "Powstanie Warszawskie", ten kolorowany fabularyzowany dokument z taśm archiwalnych. "Jakby wyglądała stolica, gdyby...". "Gdzie się podziało 200 tys. osób". Morze wątpliwości.

Decyzja o powstaniu zapadła tu obok. Jak ci się mieszka na Starej Ochocie?

- Kocham ją! Czekam na wymianę torów na Filtrowej, będzie jeszcze ciszej i bardziej zielono. Mam problem z Polem Mokotowskim, że takie łyse... Kiedyś mieszkałem na Dolnym Mokotowie, Łazienki pod domem, praktycznie jak w lesie.

Ale Łazienki są średnio przyjazne użytkownikowi. Zakaz chodzenia po trawie i jeżdżenia rowerem po ścieżkach.

- Oraz wprowadzania zwierząt. Może ze względu na te wiewiórki, pawie i karpie? W tym zestawieniu Pole Mokotowskie rzeczywiście jest jak Central Park. Można swobodnie pobiegać, ostatnio trafiłem na kino plenerowe.

Tam właśnie trenujesz?

- Uczę się Pola, szukam tras po szutrze, bo wolę drogi nieutwardzone. Wokół Filtrów biegam niechętnie, nie mam odpowiednio miękkich butów.

Basen?

- Hilton na Woli, niezapchany i higieniczny.

Rower?

- Powsin. Można robić 25-kilometrowe pętelki po prawie nieużytkowanych drogach publicznych.

Czym jeździsz?

- Świetny karbonowy giant, współpracuję z tą firmą od lat. Miałem mniej profesjonalny rower, ukończyłem na nim dwa pełne triathlony. Ogromna różnica - inna postawa, wyważenie, nawet szumi inaczej. Rekreacyjnie jeżdżę rowerem miejskim.

Co masz na ręku?

- Polar V800, świetny zegarek sportowy. Szybko łapie sygnał GPS - w przeciwieństwie do timeksa, którego miałem poprzednio. Dobrze dogaduje się z aplikacją, informuje o przychodzącym połączeniu. Paruję go też z paskiem na klatkę z czujnikiem, mierzę relację między tętnem a czasem przebiegnięcia odcinka. Mam już 48 lat, trzeba się kontrolować.

Żarcie?

- Bardzo ważna sfera życia. Jakiś czas temu wziąłem udział w programie "Zdrowie powraca do zdrowia", przez sześć tygodni byłem leczony żywieniem. Wyjątkowa sprawa. Całkowicie odrzuciłem gluten i cukier - w połączeniu ze sportem to pomaga mi w zbalansowaniu organizmu. Założyłem ze znajomymi firmę Terafood. Produkujemy mleko z orzechów brazylijskich i migdałów, robimy krakersy - alternatywę dla pieczywa - i desery terapeutyczne, które możesz jeść bez poczucia winy.

Skąd mam wiedzieć, że ty mówisz prawdę, a nie jakiś inny ekspert żywieniowy?

- Musisz sprawdzić na własnym organizmie. Czy jesteś śpiący, zmęczony, czy chorujesz. Ja nie choruję od paru lat - recepta to sport i jedzenie.

Też tak chcę! Tylko czy można to połączyć z imprezami?

- Wódę pić trzeba. Tylko z umiarem.

Jak to, a pszenica?

- Zalecam ziemniaczaną. Są wódki lepsze - wielokrotnie destylowane - i gorsze. Wino też jest dobre, pijemy je od tysięcy lat.

Inne używki?

- Lecznicze działanie marihuany udowodniono naukowo, ale dostęp do rzetelnych badań jest utrudniony. Zresztą - jak z żarciem - nigdy nie wiadomo, którym mądralom ufać. Trzeba oddychać głęboko, obserwować, co się dzieje wokół, i być szczęśliwym.

Bitwa o City Hall

City Hall to po angielsku ratusz - ten mieści(ł) się w Karbali, ważnym ze strategicznego punktu widzenia półmilionowym mieście w środkowym Iraku, świętym dla szyitów. W 2004 r. był siedzibą tymczasowych władz prowincji (oraz siedzibą policji i więzieniem). Między 3 a 6 kwietnia, gdy w mieście przybywały miliony pielgrzymów, zaatakowały go siły powstańcze - "religijna milicja" Muktada as-Sadra. Porzucony przez irakijskich aliantów, został zdobyty i utrzymany przez działających w ramach NATO-wskiej misji stabilizacyjnej żołnierzy polskich i komandosów bułgarskich, łącznie 80 osób. To była największa i najbardziej krwawa bitwa z udziałem naszych sił zbrojnych od czasów II wojny światowej. Najkrwawsza dla przeciwników - kilkadziesiąt osób. Zero strat po naszej stronie. Temat przez długi czas przemilczany, a właściwie zamieciony, trafił do świadomości publicznej dzięki reportażowi w "Gazecie Wyborczej", a następnie programowi w TVN.

"Karbala"

Polski film wojenny trafia do kin rzadziej niż polscy żołnierze na Bliski Wschód. Nowe dzieło Krzysztofa Łukaszewicza ("Lincz") to hołd złożony weteranom walki o City Hall, z podziurawioną od kul biało-czerwoną flagą w tle. Data premiery chyba nieprzypadkowa: 11 września.

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (1)
Bartłomiej Topa na kilku frontach. Rozmawiamy o "Karbali"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    plastikpiokio

    Oceniono 4 razy -2

    każdy chłopczyk duży lub mały bardzo lubi bawic się w wojnę ----więc mamy tego wyniki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy