Jak nauczyć się chwalić samego siebie

Znasz ten typ. Uśmiechnięty, wyprostowany, wita się z każdym, jakby był właścicielem firmy, a nie młodszym sprzedawcą. I bez przerwy opowiada, jak świetnie jeździło mu się na nartach, jak fantastycznie prowadzi się jego nowe auto i - to najgorsze - jakie rewelacyjne ma wyniki w robocie. Nieważne, że wyniki ma żadne, a w zeszłym tygodniu przypadkiem zauważyłeś, jak ukradkiem wsiada do poobijanego matiza. Szefowie jedzą mu z ręki.

Tacy goście sprawiają, że "autopromocja" stała się w Polsce brzydkim wyrazem. A tymczasem - bez tego daleko nie zajedziesz. Czas nauczyć się chwalić - a przecież na pewno masz czym.

- Naszym problemem jest to, że chwalenie się jest uważane za coś w złym guście - mówi coach kariery Beata Rzepka. - Przez to dla wielu ludzi mówienie o tym, co się zrobiło, co się udało, jest kłopotliwe.

Wszystko przez to, że zbyt wielu ludzi chwali się, nie mając czym. Po prostu psują rynek.

Tymczasem autopromocja jest niezbędnym narzędziem w każdej świadomie budowanej karierze. Postaw się na chwilę w pozycji swojego szefa: ma pod sobą kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, z których każda ma pełną czapkę obowiązków, celów, osiągnięć. Naprawdę nie jest łatwo stale kontrolować, komu z twoich ludzi co się udało. To w twoim interesie jest zwracanie uwagi na własne osiągnięcia, bo bez tego mogą po prostu zostać przeoczone. Bez czyjejkolwiek złej woli: po prostu wszyscy dookoła mają własne problemy.

Ale uwaga! Według opublikowanych w majowym "Journal of Experimental Social Psychology" badań ludzie bardzo często przeceniają to, jak pozytywnie odbierana jest ich autopromocja. I starają się podbijać sobie bębenka za bardzo, irytując otoczenie. "Dystans między osobą, która dzieli się informacjami na swój temat a odbiorcą zmniejsza empatię osoby samopromującej się i zmniejsza poziom przyjemności odczuwanej przez odbiorcę" pisze autorka badania Irene Scopelliti.

Słowem: Myślisz, że kiedy chwalisz się wynikami, wychodzisz na turboprofesjonalistę, tymczasem słuchacze nie mogą się doczekać, żeby obgadać cię za plecami.

- Często popełniamy podstawowy błąd: kiedy już się chwalimy, staramy się pokazać przewagę nad innymi- mówi Rzepka.. Tymczasem byłoby dobrze zacząć od tego, że jesteśmy świadomi swoich zalet, ale i niedociągnięć. Trzeba spójnie pokazywać to, jakimi ludźmi jesteśmy: kiedy potrafimy pokazać też to, w czym niekoniecznie jesteśmy najlepsi, stajemy się bardziej wiarygodni, kiedy mówimy o swoich zaletach, nie brzmi to jak czcze przechwałki. Pamiętajmy, żeby docenić sukcesy innych, pamiętajmy, żeby pogratulować czy wesprzeć kogoś, komu coś się udało.

Słowem autopromocja to nie jest jednorazowy popis: promować się musisz konsekwentnie i subtelnie. Żeby twoi szefowie, kumple, współpracownicy odebrali za dobrą monetę to, że opowiadasz o swoim superprojekcie, musisz być dla nich wiarygodny. A nad wiarygodnością trzeba pracować bez przerwy. Budujesz kapitał zaufania po to, żeby w przyszłości więcej ludzi było skłonnych poklepać cię po ramieniu.

Ale załóżmy, że już nieraz udowodniłeś wszystkim, że jesteś w porządku. Kiedy się chwalić?

- Najlepiej mimochodem, na kawie, lunchu czy papierosie - tłumaczy coach. - Nie organizuj specjalnego spotkania po to, żeby zabłysnąć, najlepiej takie informacje przekazywać w luźnej rozmowie, rzucić koledze, szefowi "a wiesz, takie coś mi się dzisiaj udało". Dobrze informować nawet ludzi, którzy z danym projektem czy działką nie mieli nic wspólnego; żeby budować swoją pozycję.

Warto podkreślać osiąganie ważnych celów, kamieni milowych, zdobywanie nowych klientów czy kontraktów. Ale - to bardzo istotne - chwaląc się, mów o konkretach! Nie: "miałem dobry tydzień", tylko: "od poniedziałku udało mi się zdobyć czterech nowych klientów!". Im konkretniej, im więcej twardych danych, tym wiarygodniej wypadasz i tym lepiej dla twojego wizerunku.

Dobrze jest też wplatać autopromocję w dłuższe historie - nie mów o tym, że zrobiłeś właśnie MBA - zamiast tego opowiedz, jak ciężko było go wywalczyć, ile nieprzespanych nocy prześlęczałeś nad książkami, ilu nowych rzeczy się dowiedziałeś. Pokaż, że to było trudne, fajne, fascynujące - taka historia nie tylko będzie naturalna i przekonująca. Przy okazji pokażesz siebie jako ciekawego, fajnego, pracowitego człowieka.

Pomagają też proste sztuczki, które nie wyglądają jak tradycyjne "chwalenie się", a dają jeszcze lepszy rezultat:

- Jeśli zadowolony klient wysyła maila do pracownika "panie Andrzeju, dziękuję bardzo", naturalne będzie to, że pan Andrzej prześle tego maila do swojego przełożonego, z dopiskiem "super, udało się". - tłumaczy Rzepka. To nie są przechwałki - informujemy szefa o czymś dobrym dla całej firmy. Naturalne jest to, ze cieszymy się reakcją klienta i chcemy się nią podzielić z przełożonymi. Nie zachowujmy tylko dla siebie dowodów tego, że coś się udało!

Ale warto dobrze wyczuć moment. Wróćmy na moment do "Journal of Experimental Social Psychology": eksperymenty przeprowadzone na sporej grupie studentów pokazały jasno, że autopromocja przynosi lepsze rezultaty, kiedy odbiorcy są czymś zajęci. Kiedy słuchacz myśli o czymś innym, przyznaje wyższy status człowiekowi, który się chwali. Ale są dwa haczyki: po pierwsze, w takiej sytuacji dopilnuj, żeby nikt inny nie próbował się chwalić równolegle z tobą, bo zajęty odbiorca często nie jest w stanie później przypomnieć sobie, kto co powiedział - i może twoje zasługi przypisać konkurencji. I jest jeszcze drugi problem, który dotyczy każdej autopromocyjnej sytuacji - wyniki eksperymentu jasno pokazały, że osoby, które się chwalą, są postrzegane jako zimniejsze, mniej przyjazne - i mniej sympatyczne. - Niewskazane jest informowanie o tym, co robimy, tak jakbyśmy traktowali innych z góry - mówi Rzepka. - Starajmy się traktować innych po partnersku, to będzie widoczne w tonie głosu, postawie, tym, jak rozmawiamy. Bez tego zostaniemy odebrani jak aroganci.

I nie mów o sobie codziennie do tej samej osoby, tego nie zniesie nawet twój najlepszy przyjaciel. Pytaj ludzi, co u nich - to nie tylko zwykła, ludzka uprzejmość, to pomaga też budować zaufanie do ciebie. Teraz najważniejsze. Pamiętaj, że autopromocja jest tylko narzędziem, a nie celem: jeśli wszystko, co będziesz robić, będzie nakierowane na wypromowanie się, pokazanie, jaki to z ciebie chojrak, bardzo szybko staniesz się obiektem szyderstw. W centrum uwagi ma być to, co robisz, a nie to, jak się promujesz. Twój status ma być konsekwencją twoich umiejętności, talentów, sukcesów. Inaczej będziesz takim samym bufonem jak pan ze wstępu.

- Pamiętaj o dumie! - dodaje trenerka - Nie da się niczym zastąpić autentycznej satysfakcji z własnych osiągnięć prawdziwą dumę zawsze da się odróżnić od czczych przechwałek.

Ale na koniec, pamiętaj: autopromocja to umiejętność jak każda inna. Jej też można, ba! warto się nauczyć. Chwalenie się też można wyćwiczyć, ale TRZEBA ĆWICZYĆ. Jeśli uznasz, że "i tak nie umiesz" i nic nie zrobisz, nigdy nie będzie lepiej.

- Chwalmy się, nawet jeśli popełniamy błędy, jeśli czasem pochwalimy się nie w porę albo nawet za bardzo - przekonuje Rzepka - Wyciągaj konsekwencje, ucz się na swoich błędach - i rób to po prostu z każdym dniem coraz lepiej!

Kiedy ktoś mówi ci: "słuchaj, fajną rzecz udało mi się zrobić", nie zamieniaj tego w licytację i nie mów, że ty coś zrobiłeś lepiej, nawet jeśli tak było. Niech się ta osoba nacieszy, potem ona będzie chętniej słuchała o twoich sukcesach.

Nie mów o sobie bez przerwy, bo bardzo szybko ludzie przestaną słuchać.

Nie mów ogólnikami. Masz się czym chwalić? To chwal się konkretnie, to zrobi większe wrażenie.

Nie myśl "patrzcie, jestem od was lepszy", bo to wychodzi w postawie, tonie głosu, spojrzeniu. Nie patrz na innych z góry, żeby oni nie patrzyli na ciebie krzywo.

Pamiętaj, że autopromocja jest środkiem, a nie celem. Ma wynikać z tego, co faktycznie robisz, a nie zastępować robotę.

 

Jak nie wyjść na bufona, czyli czego nie robić chwalenie się dla nieśmiałych

- Mów o projektach, zdarzeniach w kontekście wartości, jaką wniosły np. do twojej firmy. Pokaż, że jesteś cennym pracownikiem.

- Skoncentruj się na wynikach. Jeżeli określisz swoje osiągnięcia liczbami, kwotami, procentami - dodasz sobie wiarygodności.

- Mów o tym, co robisz poza pracą. Nie samym korpo człowiek żyje, a to, co robisz w wolnym czasie, mówi wiele o tym, jakim jesteś człowiekiem i pracownikiem.

- Mów też o tym, nad czym jeszcze musisz popracować - nikt nie jest supermanem, a szczerze mówiąc o swoich słabościach, będziesz tylko budował swoją wiarygodność. A to się przyda, kiedy przyjdzie czas się pochwalić.

- Pokaż pasję i dumę - jeśli jesteś dumny z tego, co robisz, wszystkie twoje osiągnięcia będą zauważane szybciej.

- Mowa ciała, ubiór bardzo wpływają na odbiór twoich słów. Pamiętaj, żeby nie wyglądać, jakbyś sypiał w śmietniku na zapleczu. Dobrze ubrany facet jest po prostu wiarygodny. Podobnie człowiek, który nie unika kontaktu wzrokowego, czy nie spina się, mówiąc.

- Ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz!

Więcej o: