Korpowspinacz - efektywnie, ale z klasą

To chyba przynajmniej częściowo wina Olivera Stone'a i Michaela Douglasa. Ich "Wall Street" miało być przestrogą przed korporacyjną butą; zamiast tego grany przez Douglasa Gordon Gecko - bezwzględny, arogancki, czasami chamski - stał się idolem tysięcy korpowspinaczy. Co z tego, że jest nie do wytrzymania, powtarzają sobie - jest skuteczny, pędzi do góry i ludzie go szanują. Po czym próbują go naśladować. I przy okazji zmieniają biuro w pole bitwy, na którym krew (zwykle) się nie leje, ale przekleństwa lecą gęsto, a mniej "przebojowi" są wdeptywani w podłogę z włoskiego marmuru. Tyle że... Brak poszanowania dla podstawowych zasad daje doskonałe rezultaty tylko na filmach. Biznes takich ludzi nie lubi.

Wojciech S. Wocław - konferansjer z doświadczeniem na czterech kontynentach i instruktor biznesowego savoir-vivre'u takich domorosłych rekinów biznesu widział już wielokrotnie.

- Panuje moda na opieranie się nie na zasadach, ale na wyjątkach, które te zasady łamały - mówi.

- Jako polonista myślę, że nasza epoka jest romantyczna: mamy pojedynczych bohaterów, którzy porywają naszą wyobraźnię, rzadko kiedy skupiamy się na pozytywistycznej pracy u podstaw, która jest mało seksowna, ale o wiele bardziej efektywna.

Słowem: jak kiedyś każdy żołnierz nosił w plecaku marszałkowską buławę, tak dziś w szafie każdego menedżera średniego szczebla wisi czarny golf Steve'a Jobsa. Ale Jobs, Gates, Musk i inni różnią się w jednym od byle korporacyjnego aroganta: znają zasady, które łamią, wiedzą, kiedy je łamać i co zaofiarować od siebie w zamian.

- Biznes lubi profesjonalizm, a nie fajerwerki - mówi Wocław. - Gwiazdorstwo jest dobre w kinie, w biznesie przeważają zasady, bo wszystko powinno być tłem dla naszej pracowitości, lojalności, profesjonalizmu - wszystkich cnót dobrego pracownika, klienta, usługodawcy. To dotyczy i stroju, i zachowania. Niestety wielu ludzi, którzy zaczynają karierę, ma problem z wzorcami, nie zna kanonu zasad, choćby stroju. Wzorujemy się na tym, co widzimy telewizji, czyli na festiwalu stylistów, którzy prześcigają się w coraz to bardziej oryginalnych pomysłach.

Strój to jeden z kluczowych elementów biznesowej etykiety, choć opisanie wszystkich zasad nim rządzących, to temat na dłuższą opowieść.

- Pamiętam, że w Sydney, które nam kojarzy się raczej z surferskim luzem, 90% spotkanych w city biznesmenów miało na sobie nienaganne garnitury. Zdecydowana większość z nich wyglądała, jakby dopiero co wyszła od krawca - wspomina konferansjer. - Garnitur nie jest taki straszny, jak go malują. Jak kołnierzyk koszuli uwiera - kup większy. Jak jest za gorąco - nie kupuj garniturów z domieszkami poliestru. Poza tym nie w każdej pracy musisz chodzić w jednokolorowym garniturze. Styl Woody'ego Allena, czyli tweedowa marynarka i spodnie w kant czy chinosy, to naprawdę fajny styl dla inżynierów, pracowników naukowych czy wielu przedsiębiorców. Ogólna zasada brzmi: ubieraj się nie według stanowiska, na którym jesteś, tylko tego, na którym chciałbyś być - mówi Wocław.

Choć oczywiście powinieneś raczej pohamować chęć wybrania się do pracy w kombinezonie pilota myśliwca czy zbroi Batmana. Ale choć stara zasada mówi: jak cię widzą, tak cię piszą, lista błędów popełnianych w biznesie jest bardzo długa i zdecydowanie nie ogranicza się do nieodpowiedniego stroju.

- Nagminne jest zbyt szybkie przechodzenie na ty. Oczywiście taki zwyczaj w wielu środowiskach, wśród aktorów czy artystów, istniał i 40 czy 50 lat temu, ale dziś, bombardowani zachodnimi wzorcami, przechodzimy na ty często niemal natychmiast. A rozmówca niekoniecznie musi sobie tego życzyć - tłumaczy Wocław. - Zresztą coraz częściej obserwuję firmy, w których normą staje się mówienie per pan czy pani.

Czasami problemem jest próba przenoszenia na grunt biznesowy całkiem poprawnych zachowań z innych dziedzin życia. Tymczasem biznes rządzi się swoimi prawami.

- Na szkoleniach widzę, że powodem problemów są często relacje mężczyzna-kobieta w sytuacjach biznesowych - mówi ekspert. - Tymczasem zasada ogólna jest prosta: w biznesie nie ma płci. W sytuacji biznesowej pierwszeństwo ma osoba stojąca wyżej w hierarchii. W naszej kulturze wielu mężczyzn ma z tym problem. Zdarza się to np. biznesmenom w średnim wieku, którzy wchodząc na przykład do gabinetu prezesa innej firmy, witają się najpierw z jego asystentką, bo jest kobietą. To ma swój urok, ale w młodszym pokoleniu powinno się tego raczej unikać. Podobnie jak całowania w dłoń w sytuacjach zawodowych.

Precedencja jest kluczowym pojęciem w całej biznesowej etykiecie. Także w internecie (patrz ramka). To od hierarchii ważności zależy, kto komu podaje rękę (tylko ważniejszy mniej ważnemu), kto pierwszy mówi "dzień dobry" (pracownik szefowi, szef odpowiada). Tylko po osobie stojącej wyżej zaczynamy jeść, siadamy czy wychodzimy ze spotkania. To ważne zawsze, ale szczególnie przy kontaktach z osobami z kręgu kultury azjatyckiej. Tam - i tak sztywne w Europie - zasady precedencji są absolutnie nienaruszalne. Podobnie jak wszelkie rytualne gesty mające wyrazić szacunek.

- Kiedy ktoś podaje w Japonii wizytówkę, robi to dwiema rękami, tak też należy ją odbierać. Prowadziłem niedawno imprezę dla japońskiej firmy. Wymiana wizytówek z kilkoma menedżerami to była naprawdę skomplikowana operacja. Odbieranie, ukłon, przyglądanie się wizytówce, chowanie, wyjmowanie własnej, wręczanie, ukłon Chwilę to trwało. Ale to piękne świadectwo wzajemnego szacunku - wspomina Wocław.

Rytuał wręczania i przyjmowania wizytówek daje ogromne pole do strzelania gaf. Wziąłeś wizytówkę i nie patrząc na nią, schowałeś do kieszeni spodni? Równie dobrze mogłeś rozmówcy powiedzieć "zjeżdżaj, mały". Aby okazać szacunek rozmówcy, musimy wizytówkę przyjąć, przyjrzeć się jej i schować do wewnętrznej kieszeni marynarki, wizytownika albo portfela. Absolutnie nie piszemy po niej w obecności właściciela ani nie dłubiemy nią w paznokciach. Kiedy wizytówki wręczamy, robimy to zadrukowaną stroną do góry.

Ale nic nie daje takiego pola do popisu jak branżowa impreza. Z jedzeniem. Krawat w sosie, przewalająca się góra jedzenia nabranego ze szwedzkiego stołu czy - w ekstremalnych przypadkach - jedzenie sushi widelcem. Po takiej imprezie nikt już nie spojrzy na nieszczęśnika tak samo. Mit profesjonalisty runął do naczynia ze strogonowem.

- Dobrze jest, jeśli jesteśmy na stanowisku menedżerskim, wybrać się w czasie wolnym do restauracji i spróbować zjeść trudne dania: mule, sushi, krewetki i tym podobne - opowiada konferansjer. - Nie wstydzić się poprosić kelnera o instrukcje.

To nie hobbystyczne obżarstwo, to trening przed branżowymi imprezami. Przeszkoleni, nie będziemy bledli ze strachu, gdy okaże się, że inni uczestnicy imprezy zjedli już wszystko oprócz udek. Ale uwaga, szwedzki stół to pułapka, którą trzeba rozbroić umiejętnie.

- Bierzemy tylko rzeczy, które można jeść widelcem, nawet jeśli kuszą nas udka i skrzydełka. Widziałem już biznesmenów, którzy siedzieli na schodach albo opierali się o parapet i próbowali kroić mięso - uśmiecha się Wocław.

To oczywiście błąd organizatora, który nie powinien takiego jedzenia serwować w takiej sytuacji, ale to marna pociecha, kiedy o ciebie, piłującego na schodach nożem stek, potknie się prezes największego kontrahenta.

- Najważniejsza zasada takich imprez brzmi: nie chodź głodny na taką imprezę - przestrzega trener. - Zjedz coś wcześniej, żeby żołądek nie przejął funkcji mózgu.

Czy te wszystkie zasady, przepisy, prawa i prawidła są ograniczające? Pewnie tak, ale przede wszystkim ograniczają twoje możliwości zrobienia z siebie idioty. Więc warto się ich trzymać.

Reguły może łamać ktoś, kto jest w stanie unieść konsekwencje ich łamania, kto ma wystarczająco mocną osobowość - mówi Wocław. - Etykieta w biznesie to nie ceremoniały i frazesy, to zbiór zasad, dzięki którym w każdej sytuacji zawodowej możesz się odnaleźć bez zastanawiania nad tym, co robić. Możemy się skupić na celach.

I dodaje: - Przypominają mi się słowa Michała Choromańskiego o Karolu Szymanowskim: "Prawdziwy artysta w życiu codziennym jest najbardziej zwykłym człowiekiem wśród ludzi. Świadczy to poniekąd o jego odrębności. W naszym wieku bowiem, kiedy co drugi osobnik jest wybujale oryginalny, najbardziej oryginalny byłby człowiek wyzuty z wszelkiej oryginalności". I o to chodzi w etykiecie w biznesie. Nie o wyzbycie się osobowości, ale o stworzenie przewidywalnego, budzącego zaufanie tła, na którym możemy pokazać naszą osobowość. Z jakiegoś powodu jednym z podstawowych kolorów garnituru biznesmena jest szary - i tak powinno być.

E-savoir-vivre

Kultura osobista i internet - to na pierwszy rzut oka pojęcia sprzeczne. Wystarczy odwiedzić dowolne forum. Ale nawet pomijając rynsztok, coś w internecie sprawia, że łatwo, zbyt łatwo przechodzimy w nieformalny tryb komunikacji. Ostrożnie! Tu wbrew pozorom obowiązują te same normy, które rządzą "prawdziwym" światem.

Kilka porad, które pomogą uniknąć krępujących sytuacji.

Jeśli zdarza się, że pokazujesz klientowi coś na swoim komputerze, dbaj o jego schludność. Nie ustawiaj jako tapety czegoś, co mogłoby wprawić klienta w zakłopotanie - nie chodzi tylko o panienki, ale też np. wakacyjne focie z plaży

Maile to po prostu listy, tyle że zamiast listonosza dostarcza je protokół. Jeśli wiesz, do kogo piszesz, ale ta osoba cię nie zna, zaczynaj od "Szanowny Panie" bądź "Szanowna Pani". Jeśli mail może odebrać osoba, której płci nie znasz, pisz "Szanowni Państwo". I nadawaj mailom konkretny tytuł, zamiast najpopularniejszego tytułu świata, czyli "re:"

Zapraszanie do kontaktów na portalach społecznościowych podlega tym samym zasadom precedencji, co choćby podawanie ręki. Osoba stojąca w hierarchii wyżej zaprasza osoby postawione niżej. Nie odwrotnie. To szczególnie ważne w przypadku LinkedIn czy Goldenline, czyli stron o profilu stricte biznesowym.

Nie wysyłaj na czacie Face-booka wiadomości zawodowych. Po pierwsze, taka wiadomość może się zgubić. Po drugie, postaw się w sytuacji faceta, który przychodzi do domu o 21, odpala FB i nagle widzi okienko z wiadomością od kontrahenta albo, nie daj Boże, szefa. Od komunikacji biznesowej są maile, ew. Goldenline czy LinkedIn

Komórka też jest twoją wizytówką, więc jeśli używasz jej w sytuacjach biznesowych, dbaj, by nie dawała powodów do zdumionych spojrzeń. Czyli znów, jak w przypadku komputera, uważaj na to, co masz na tapecie. I, co o wiele ważniejsze, nie ustawiaj jako dzwonka "Jesteś szalona" czy podobnej melodii, która wywołałaby konsternację na spotkaniu biznesowym.

Jak pachnieć?

Nie trzeba mieć nosa, żeby wiedzieć, że śmierdzący potem z siłowni sprzedawca nie będzie szczególnie skuteczny. Ale higiena to tylko początek. Tymczasem w Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że perfumy to coś babskiego. Dla mężczyzn zapach może być ważną wizytówką, tyle że tu też łatwo o wtopę. Poważny biznesmen nie pachnie jak drogeria.

Reguła jest taka: kiedy się czymś psikamy, po 15 minutach sami nie powinniśmy już niczego czuć. Jeśli czujemy, to znaczy, że przesadziliśmy - tłumaczy ekspert. - Zapach powinien być wyraźnie wyczuwalny z odległości pół metra, czyli mniejszej niż ta, w której zwykle stoimy, rozmawiając z kimś. Jeśli czuć nas z drugiego końca sali, to mamy problem.

Perfumy dzielą się na takie na dzień i na wieczór, na lato i zimę. Istotą jest to, że mamy perfumy cięższe i lżejsze. To te lżejsze powinniśmy stosować, wybierając się do pracy, bo nie są tak zobowiązujące.

Perfumy mają być logo mężczyzny - tłumacz Wocław. A logotyp w identyfikacji firmy jest rzeczą ważną, ale w gruncie rzeczy o stosunkowo niewielkich rozmiarach.

Więcej o: