Mercedes E Klasa: w podróży z Milesem Davisem

Nie lubię jazzu. Uwielbiam za to Mercedesa. Postanowiłem sprawdzić czy jazda nową E Klasą jest na tyle przyjemna, że dłuższą trasę wytrzymam nawet z Milesem Davisem.

No dobra, jest taki jeden jazz, który wielbię. Mieści się na zwykłej płycie i został nagrany przez mojego ukochanego artystę - Jean Michel Jarre'a. Ten album ("Sessions 2000", możesz sprawdzić!) lubię jednak głównie przez wzgląd na sentyment, więc nie będzie wypaczał mi testu. Drogę z Warszawy do mojego rodzinnego Pogwizdowa postanowiłem spędzić przy "Kind of Blue" Milesa Davisa.

Bo jeśli mam się przekonać do jazzu, to tylko z jednym z najważniejszych wydawnictw w historii gatunku. Po za tym skoro Julia Roberts w "Uciekającej pannie młodej" wręcza go małżonkowi jako dowód nieprzemijającej miłości, to coś musi być na rzeczy!

Ponoć prawie wszystkie utwory z "Kind of Blue" zostały nagrane już za pierwszym razem - Davis nie lubił przeciągać sesji w studiu. Sam artysta zresztą szybko wrócił do codziennych obowiązków - dokończył zaplanowane wcześniej koncerty, nie mając jeszcze świadomości, że skomponował dzieło przełomowe. Album, który wiele lat później "Rolling Stone" umieści w ścisłej czołówce swojego słynnego rankingu z najlepszymi płytami w historii muzyki.

Okazało się, że z E Klasą miałem trochę jak z "Kind of Blue". Wiedziałem, że jest to auto ponadczasowe, uznane przez wielu za doskonałe. Kojarzyłem je, choć nigdy przesadnie mnie nie absorbowało. Dopiero, gdy w pełni się z nim zapoznałem, zrozumiałem dlaczego tak wielu kierowców go pożąda. Wystarczył jeden odsłuch Davisa, by uzupełnić płytotekę o spokojniejsze dźwięki oraz weekendowa przejażdżka Mercedesem E Klasą, by we własnym garażu zaparkować marzenia o niemieckiej limuzynie.

Zaczęło się niepozornie, niczym pierwsze dźwięki "So What". Podczas wyjazdu ze stolicy, w olbrzymich korkach samochód prowadził się pewnie. Choć E Klasa jest autem stosunkowo długim (w końcu to limuzyna!), miałem pełne poczucie swobody. Na trasie komfort nie ustawał, wręcz przeciwnie - przerodził się w motoryzacyjnego "Freddie Freeloadera", czystą radość z jazdy. Ależ przyjemnie sunęło się dwupasmówką, gdy wokół pustka, dzień już dawno zakończony, a z głośnika wydobywał się delikatny saksofon!

Mercedes E Klasa

Dzieło Davisa to idealna współpraca wielu muzyków. W Mercedesie również nic nie szwankuje. Począwszy od ekonomicznego, acz silnego silnika, na doskonałym systemie głośnomówiącym skończywszy. Podświetlenie deski rozdzielczej zrobi wrażenie na zakochanych w wizualnych detalach, a płynność jazdy - na zagorzałych kierowcach. Jeśli "Kind of Blue" jest perfekcją dźwięku, to E Klasa - prowadzenia.

Trochę mnie to zaskoczyło. Spodziewałem się, że pojazd od Mercedesa zrobi na mnie wrażenie. Ale że aż takie?! Tak samo mam zresztą z "Kind of Blue" Davisa. Szkoda tylko, że z jednym musiałem się rozstać. Bo oddanie tak perfekcyjnego samochodu dołuje jeszcze bardziej niż smutne takty "Blue in Green"...

Więcej o: