Lo: Samochód koncepcyjny to nie tylko gadżet

Z Anthonym Lo, dyrektorem dizajnu zewnętrznego grupy Renault, rozmawiamy o sensie inwestowania w auta koncepcyjne, procesie powstawania nowych modeli i wolności twórczej w branży motoryzacyjnej.

Piotr Mieśnik: - Dizajnerzy zazwyczaj dla nas, odbiorców ich sztuki, są anonimowi. Czy mógłby się pan przedstawić modelami, które są pana dziełem?

Anthony Lo: - Po studiach car designu w Royal College of Art w Londynie rozpocząłem pracę dla takich marek, jak Lotus, Audi czy Mercedes. Zaprojektowałem m.in. Lotusa Carltona, pracowałem nad Audi A-4, a w Mercedesie nad koncepcyjnymi M-B F200, M-B Maybach czy klasą S. Ale wolę się skupić na Renault, bo tu rozpocząłem najbardziej znaczącą pracę. Trzeba wiedzieć, że projektowanie aut to nie jest praca indywidualna, ale zespołowa. W drużynie mamy pięćset osób, a ja mam ten przywilej, że im przewodzę. Wskazuję kierunek rozwoju pomysłów oraz identyfikację, która współgra z wartościami marki Renault.

A są nimi...

- Przez nasze projekty chcemy podkreślać pasję życia - dlatego cały czas myślimy o kierowcach, o ich potrzebach, a nie puszczamy wodze fantazji i tworzymy samolubne projekty. Choć czasem możemy zaszaleć tak, jak to było przy modelu koncepcyjnym Renault Dezir. A kolejne punkty w moim CV to modele takie jak Twin'Z, Twin'Run czy Initiale Paris, które jest nową wersją Espace. Wiele naszych aut przeszło gruntowny lifting i to w bardzo krótkim czasie. Teraz przygotowujemy się do premier aut, które zastąpią starsze modele. A muszę zaznaczyć, że sam akt twórczy to już jest za mało, niezbędna jest perspektywa biznesowa. Łatwo to wyjaśnić na przykładzie naszych nowych: Clio, Captura, Scenica czy Talismana - optymalne rozwiązanie to, gdy projektujesz coś co się ludziom podoba, kupują to i są skłonni wydać na to więcej pieniędzy.

Ferry Porsche powiedział kiedyś, że nie mógł znaleźć auta, o którym śnił, więc sam je zrobił. Jaki był pana impuls do projektowania samochodów?

- Tak jak wielu małych chłopców bardzo interesowałem się autami, mogłem się nimi bawić i oglądać je godzinami. Wychowując się w Hongkongu miałem jednak tę przewagę nad innymi, że na tym stosunkowo małym terytorium mogłem spacerując, dostrzec niemalże wszystkie marki i klasy samochodów, poczynając od tych z półki premium po auta z seryjnej produkcji. Jeśli do tego doda się wiarę w swój cel i podążą się tą drogą - to w końcu udaje się realizować marzenia z dzieciństwa.

Co jest najpierw: jajko czy kura? Wymyślacie auto i proponujecie jego produkcję czy ktoś u was zamawia model mający spełniać konkretne wymagania?

- Zazwyczaj dostajemy design brief z departamentu planowania, jasno określający jakiego auta firma od nas oczekuje. Zdarza się, że projektujemy coś bardzo bliskiego temu, co jest w briefie, ale czasem odchodzimy od tego mocno. Obecne Clio to dokładne zastąpienie wcześniejszego modelu, pomysł na to auto się nie zmienił. Ale np. z modelem Captur jest już całkiem inaczej, on miał zastąpić model Modus, a jest przecież bardzo różniącym się od niego samochodem: dynamicznym, modnym crossoverem, z możliwością personalizacji. Modus był zaś bardzo funkcjonalnym, małym samochodem rodzinnym. W tym przypadku wyszliśmy daleko poza brief, ale dzięki temu stworzyliśmy auto bardziej ekscytujące.

Ile trwa droga od pomysłu, projektu, aż do czasu gdy model trafi do salonu?

- Zazwyczaj zajmuje to około trzech lat. Cykl życia auta na rynku to normalnie około sześciu lat, a to oznacza, że często projektując nowy model, musimy myśleć aż dziewięć lat do przodu. Ciekawym zagadnieniem dizajnu aut jest to, aby nie wyprzedzać przyszłości, ale oferować to, co w danym czasie będzie pożądane przez kierowców.

Czy nadal w projektowaniu używa pan papieru i ołówka, czy już tylko zaawansowanych programów komputerowych?

- Możecie mnie nazwać staromodnym, ale nadal zużywam mnóstwo papieru. Czasem najlepsze pomysły rodzą się w chwili, gdy nie masz dostępu do komputera, a po prostu coś sobie rysujesz na kartce. Komputerowe programy są świetne do planowania technicznych aspektów, i to jest ich przewaga, ale bryłę auta cały czas najlepiej się po prostu rysuje. Papier i ołówek wciąż są bardzo ważne.

"Concept cars", czy one poza prestiżem mają jeszcze jakieś inne znaczenie, czy te rozwiązania mogą przekładać się na seryjną produkcję?

- Zdecydowanie tak. To nie tylko fajny gadżet, którym możemy się pochwalić, ale samochód, który wyznacza nasz przyszły kierunek. Model Dezir zrobiliśmy w rok, a taka praca daje dużo wolności projektantom, mogą rozwinąć skrzydła. To z kolei pozwala nam wejść na kolejny szczebel, rozwijać się. Rozwiązania, które testujemy w modelach koncepcyjnych, mogą mieć i mają potem przełożenie na rozwiązania w produkcji seryjnej.

Więcej o: