Książę Filip - prymak, co ma klawe życie

Przez całe życie w cieniu małżonki, przez cały czas posłuszny i oddany koronie. Książę Filip - choć to gołodupiec - jest kimś znacznie więcej niż tylko dodatkiem do najdłużej panującej brytyjskiej królowej.

Prymak to najbardziej obraźliwy epitet, który na Podlasiu może usłyszeć mężczyzna. Bo co to za facet, który po ślubie zamieszkuje w domu żony? Przecież to nie chłop, a zwyczajny gołodupiec! Jeśli idzie o ciężar gatunkowy, to z prymakiem równać się może chyba tylko włoski cornuto (rogacz).

Trudno znaleźć więc gości marzących o statusie majątkowym prymaka. No, może poza kurczącymi się w błyskawicznym tempie kręgami zakonników, którzy w ubóstwie widzą cnotę lub - jak kto woli - drogę do ubogacenia po śmierci.

Dziś, w roku 2017, bycie zależnym od żony to dla większości mężczyzn rzecz trudna do przełknięcia. Jeśli dopadło cię to nieszczęście, pomyśl o księciu Filipie, który znosi to od blisko 70 lat.

WIELE ZALET I JEDNA (ISTOTNA) STRONA MEDALU

Jest 20 listopad 1947 r. W katedrze opactwa Westminster księżniczka Elżbieta mówi sakramentalne "tak" swojemu wybrankowi. Książę Filip w czerwcu skończył 26 lat. W czasie II wojny światowej miał okazję powąchać prochu na kilku okrętach Royal Navy. Jako porucznik zaokrętowany na niszczycielu HMS Wallace w 1943 r. ocalił swoją jednostkę przed zatopieniem, ustawiając na tratwie zasłonę dymną, która uniemożliwiła atak samolotom wroga. Ma same zalety - jest młody, bystry, odważny, przystojny i... No właśnie, należy do licznie reprezentowanej klasy szlachetnie urodzonych prymaków.

Elżbiecie to nie przeszkadzało. Innego zdania był jej ojciec, król Jerzy VI Windsor (ten, którego zmagania z jąkaniem i nieśmiałością w "Jak zostać królem" zagrał Colin Firth). Filip musiał więc początkowo stawić czoła niechęci przyszłego teścia. Król Jerzy chciał dla córki nie tylko kogoś co najmniej zamożnego. Szło mu też o maniery i pochodzenie zięcia. A młody oficer większość życia spędził w szkołach dla chłopców, a jako 19-letni szczeniak trafił na pierwszy okręt, więc siłą rzeczy z dworską etykietą musiał być na bakier. No i to pochodzenie - Filip nawet nie urodził się w granicach Brytyjskiej Korony!

Przyszedł na świat w 1921 r. na greckiej wyspie Korfu, jako przedstawiciel trzeciego pokolenia duńskiej dynastii Glucksburgów. W 1863 r. jego dziad, książę Wilhelm, przyjął imię Jerzy I Grecki, by przy wsparciu Anglii, Francji i Rosji przez następne pół wieku rządzić ówczesną Helladą, krajem tak biednym, że na utrzymanie dworu musiały składać się rządy sprzyjających Jerzemu mocarstw.

Po wybuchu rewolucji w Grecji w 1922 r. Filip, jego cztery starsze siostry i rodzice musieli emigrować do Francji. Tak rozpoczęła się wielka tułaczka małego księcia. Początkowo Filip został uczniem amerykańskiej szkoły w Paryżu. Stamtąd wysłano go na nauki do Londynu (1928), a pięć lat później do Schloss Salem w Niemczech. Tą szkołą kierował Kurt Hahn, wybitny pedagog o żydowskich korzeniach. Po dojściu Hitlera do władzy placówka została przeniesiona w 1934 r. do Szkocji i nazwana Gordonstoun, więc 13-letni Filip po raz kolejny zmienił miejsce zamieszkania.

Ukończył uczelnię pięć lat później i trafił do akademii Royal Navy w Dartmouth. W 1939 r. uczelnię wizytowała para królewska. Filip został przydzielony jako opiekun księżniczek: 13-letniej Elżbiety i cztery lata młodszej Małgorzaty. Młody mężczyzna oczarował starszą z sióstr.

W pierwszych latach ich znajomość przetrwała dzięki legendarnej solidności Royal Mail. Zakochana w dalekim kuzynie Elżbieta musiała zadowolić się miłością korespondencyjną, bo gdy Hitler najechał Polskę, a potem Skandynawię, kraje Beneluksu i Francję, było jasne, że Brytyjczycy powinni myśleć raczej o wzmacnianiu obrony przeciwlotniczej niż umacnianiu najżarliwszych nawet uczuć.

DŁUGA LISTA WYRZECZEŃ

Ze ślubem przyszło im poczekać aż do 1947 r. Król Jerzy VI, który ostatecznie zaakceptował kandydaturę przyszłego zięcia, wymógł na nim, by z ożenkiem wstrzymał się jednak do 21. urodzin córki. Filip musiał załatwić też parę "drobiazgów": uzyskać brytyjskie obywatelstwo; przejść z prawosławia na anglikanizm; zrzec się tytułu księcia Grecji i Danii i przyjąć nazwisko Mountbatten, czyli formę angielską nazwiska matki Alicji Battenberg.

Musiał również zaakceptować to, że po ślubie jego dzieci nie będą mogły nazywać się Mountbatten, a odziedziczą po Elżbiecie nazwisko Windsor.

Co to wówczas oznaczało dla mężczyzny? W Koronie Anno Domini 1947 panował patriarchat i  paternalizm. Kary cielesne były czymś oczywistym, a za homoseksualizm groziło więzienie lub chemiczna kastracja (po skazaniu za obrazę moralności wybitny naukowiec Alan Turing, jeden z ojców chrzestnych współczesnej informatyki, popełnił samobójstwo).

Dopiero jeśli się o tym pamięta, można sobie wyobrazić, z czym się musiał zmierzyć małżonek Elżbiety w chwili ślubu. A nie był to koniec wydarzeń, na których musiała ucierpieć męska duma księcia.

6 lutego 1952 r., w wieku niespełna 57 lat, na raka zmarł król Jerzy VI, a już nazajutrz Elżbieta została ogłoszona królową.

2 czerwca 1953 r. podczas koronacji, którą po raz pierwszy w dziejach transmitowała telewizja, książę Filip musiał oddać żonie hołd. Uklęknąwszy przed nią na oczach siedmiu tysięcy gości obecnych w katedrze opactwa Westminster, przysiągł lojalność, wierność i  poddaństwo. Komentowało to na żywo 750 korespondentów, a słuchało ponad dwadzieścia milionów telewidzów na całym świecie.

SPECJALISTA OD GAF

Wbrew obawom króla Jerzego VI książę całkiem nieźle wypadł jako mąż i poddany Elżbiety II. Gdy w wieku 30 lat zakończył karierę w Royal Navy, został pełnoetatowym cieniem najważniejszej kobiety w Wielkiej Brytanii. Towarzyszył jej w niezliczonej liczbie oficjalnych wizyt, ceremonii i  uroczystości. Z zapałem przecinał wstęgi, ściskał dłonie i uśmiechał się do wspólnych zdjęć. W przeciwieństwie do swojego syna, księcia Karola, uniknął towarzyskich skandali. Ograniczył się do popełniania gaf, którymi można by obdzielić całą Royal Navy. Próbki? Nie ma sprawy.

W 1965 r., na wystawie sztuki w Etiopii, oceniając dzieła, stwierdził, że wyglądają, jak prace jego córki, które przyniosła z lekcji plastyki.

Rok później ogłosił, że brytyjskie kobiety nie potrafią gotować (dziś feministki miałyby używanie). W 1967 r. pytany przez dziennikarzy, czy chciałby pojechać z wizytą do Związku Radzieckiego, odparł, że tak, że bardzo chętnie to zrobi, pomimo że te skurwysyny wymordowały połowę jego rodziny.

Kiedy w 1981 r. Anglię nawiedziła recesja, książę Filip nie mógł się nadziwić, że przecież wszyscy dotąd narzekali na brak wolnego czasu, a teraz nagle skarżą się, że mają go w nadmiarze (sic! w końcu byli bez pracy)!

Najsłynniejszą międzynarodową gafę strzelił jednak w 1986 r. w czasie podróży do Chin. Na spotkaniu z brytyjskimi studentami rzucił frywolną uwagę, że jeśli pobędą dłużej wśród Chińczyków, ich oczy staną się skośne. Ale to była tylko przygrywka, bo pytany, co sądzi o Pekinie, użył określenia "ghastly" (upiorny, makabryczny). I choć w żaden sposób nie wpłynęło to na brytyjsko-chińskie stosunki, w Londynie dziennikarze po raz kolejny załamywali ręce nad jego brakiem stylu i ogłady.

Wśród tych, którzy przeprowadzali z nim wywiady, uchodził za humorzastego. Owszem, gdy miał dobry dzień, bywał miły, czarujący i odpowiadał pełnymi zdaniami. Ale jeśli kogoś nie polubił lub akurat nie był w nastroju do pogawędki, potrafił mocno zaleźć za skórę, nie szczędząc rozmówcy cierpkich słów.

Nigdy nie był jednak postacią jednowymiarową. W 1956 r. piano na jego cześć peany, gdy wraz ze swoim profesorem Kurtem Hahnem ufundował przyznawaną do dziś Nagrodę Księcia Edynburga, premiującą aktywnych młodych uczniów i społeczników.

Sprawdził się też jako patron wielu organizacji i działacz na rzecz przyrody - od 1961 r. wspiera słynną WWF (World Wide Fund for Nature), zasiadając w jej władzach.

W 1997 r., gdy w wypadku w Paryżu zginęła księżna Diana, stał się oparciem dla wnuków - książąt Williama i Harry'ego. Bo choć nigdy nie mógł znaleźć wspólnego języka z własnym synem (Karola przymusił do małżeństwa z Dianą), jest uznawany za wzorowego dziadka i pradziadka.

W 2011 r. ogłosił, że dziewięćdziesiątka to dobry wiek na usunięcie się w cień. Ale gdy książę William brał ślub z Kate Middleton, dziadka nie mogło przy nim zabraknąć. Nie zabrakło go też, gdy w 2013 r. na świat przyszedł jego prawnuk George, a dwa lata później prawnuczka Charlotte.

ZDROWIE KRÓLEWSKIEJ PARY

Jako wzorowy wychowanek profesora Hahna książę Filip jest wielkim admiratorem tężyzny fizycznej i sportu. Z racji kariery w marynarce ma słabość do żeglarstwa, czemu dał wyraz, startując wielokrotnie w  międzynarodowych regatach. Uwielbia jeździectwo i wyścigi zaprzęgów - pod jego okiem zostały zresztą opracowane przepisy tej dyscypliny

W 1956 r. w Melbourn otworzył letnie igrzyska olimpijskie. W latach 50. skierował też wzrok ku niebu i postanowił nauczyć się pilotować samoloty. Za sterami spędził ponad pięć tysięcy godzin, co oznacza, że gdyby cały ten czas leciał non stop, zajęłoby mu to 214 dni. Całkiem niezły wynik jak na ojca czworga dzieci, męża królowej zajmującego się etatowo odsłanianiem tablic pamiątkowych i wręczaniem nagród, udzielaniem wywiadów, patronowaniem kilkuset organizacjom i regularnym strzelaniem gaf.

10 czerwca książę Filip będzie obchodził 96. urodziny, a  20 listopada kamienne gody. Siedemdziesiątą rocznicę małżeństwa uświetni najprawdopodobniej premiera drugiego sezonu serialu "The Crown", opowiadającego o życiu i panowaniu królowej Elżbiety (w najdroższej produkcji Netfliksa księcia Filipa gra rewelacyjny Matt Smith).

W przyszłym roku czekają go obchody 65. rocznicy koronacji królowej Elżbiety. Znów trzeba będzie unieść lampkę szampana i pozować z rodziną do kolejnego portretu. Cóż, w Pałacu Buckingham na luksus w postaci emerytury mogą liczyć jedynie zwykli śmiertelnicy. Boska królowa i jej nieodłączny cień są skazani na dożywocie.

Więcej o: