Dzięki Wodeckiemu polubiłem tajską kuchnię

Zbigniew Wodecki

Zbigniew Wodecki (fot. ŁUKASZ KRAJEWSKI | Agencja Gazeta)

Wczoraj, w wieku 67 lat, zmarł Zbigniew Wodecki. Kilka lat temu miałem zaszczyt przepytywać artystę. To wciąż jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie wywiadów.

Z muzykiem spotkaliśmy się w jednej z warszawskich azjatyckich restauracji. Byłem nieźle przygotowany do rozmowy, niestety popełniłem jednak jeden poważny błąd - przed wywiadem zjadłem obiad. Jako osoba wówczas jeszcze wzbraniająca się przed orientalnym jedzeniem, myślałem, że na miejscu nic nie skubnę. Błąd.

- Uwielbiam te smaki - zagaił na wstępie Zbigniew Wodecki.

- Ja wręcz przeciwnie - odparłem mało podekscytowany.

- Ale jedną z tutejszych zup musi Pan spróbować! MUSI! - ożywił się artysta i nie czekając aż zaprotestuję, zamówił porcję również dla mnie.

I tak gawędziliśmy sobie, degustując tajskie przysmaki. Towarzyszyło nam kilku znajomych artysty oraz Katarzyna Dzbeńska-Kabat, sama siebie przedstawiająca jako największa fanka Zbigniewa Wodeckiego. Choć rozmowę co chwila przerywały telefony ze szpitala - muzyk był przed ważnym zabiegiem - czas do deseru upłynął niesłychanie szybko.

Dziękuję, panie Zbigniewie. Nie tylko za wspaniałą muzykę. Również za to, że dzięki Panu polubiłem azjatycką kuchnię.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Mamed Khalidov i Szczepan Twardoch Twardoch: Jestem zażenowany pytaniami o boks
  • Literacka mapa świata. Co na miejscu Polski?
  • Liam Neeson zaskoczył pracowników pewnej kanadyjskiej restauracji Kanapki, które Liam Neeson może zjeść za darmo
Skomentuj:
Dzięki Wodeckiemu polubiłem tajską kuchnię
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy