Stroiński: Poza korpo czeka dużo fajnych projektów

Wojciech Brzeziński, Polsat News
31.07.2017 18:51
A A A
Air Show

Air Show (Fot. materiały prasowe Aeroklubu Polskiego)

Znasz jego twarz, znasz jego głos. Od lat prowadził programy informacyjne w Polsacie, aż wreszcie któregoś dnia... przestał. Powiedział dosyć. I... odleciał. Telewizję zamienił na Aeroklub Polski. Maciej Stroiński opowiada, jak zza prezenterskiego biurka przesiąść się do kokpitu.

Wojciech Brzeziński: - Jak wyglądało twoje życie wcześniej? Co w nim lubiłeś, a czego miałeś dość?

Maciej Stroiński: - Od zawsze byłem dziennikarzem, od ponad dekady w jednej firmie, która na moich oczach rozrastała się i stawała coraz bardziej korporacją. Zaczynałem jako szeregowy reporter, a skończyłem jako prowadzący programy na żywo, między innymi "Wydarzenia". Lubiłem to, że każdego dnia życie mnie zaskakiwało. Aż kiedyś w końcu zauważyłem, że tak naprawdę robię ciągle to samo. Niby różne tematy i newsy, ale jednak trochę kierat. Trochę zaczęło to wyglądać jak fabryka śrubek... Pierwsza propozycja, by rzucić telewizję, pojawiła się rok przed odejściem. Ale wtedy kompletnie nie byłem na to gotowy.

To co było ostatecznym impulsem?

- Ostateczny impuls to w zasadzie nie impuls. Nastąpiło zmęczenie materiału. Pewnego dnia, gdy wróciłem do domu, uznałem, że straciłem radość z tego, co robiłem. Kompletnie. Nic. Zero funu. To był ten impuls. Lotnictwo zawsze było w moim życiu. Wiem, że brzmi trywialnie, ale to prawda. Zrobiłem licencję i stwierdziłem, że zazdroszczę kolegom, którzy po wyszkoleniu siadają za sterami airlinerów. Jestem za stary na taką woltę, więc uznałem, że to zawsze będzie tylko hobby, ale życie lubi przynosić niespodzianki. Najlepsze jest to, że w ramach pracy w każdej chwili mogę pojechać na lotnisko i wsiąść do samolotu.

Czego się najbardziej obawiałeś?

- Przez całe swoje dorosłe życie byłem dziennikarzem. W różnych redakcjach, ale zawsze dziennikarzem. Czasami wprawdzie dorabiałem sobie, pisząc projekty marketingowe albo prowadząc szkolenia, ale w tym przypadku chodziło o zmianę na stałe. No i odstawienie od kamery i mikrofonu. Myślałem, że będzie mi tego brakować. Nie brakuje.

To skąd wiedziałeś, że to jest ten moment?

- To nigdy nie jest "TEN" moment. Potrzeba albo jakiegoś impulsu (inni dostają premię, ty nie; albo inni awansują, a tobie odbierają przywileje), albo uznajesz nagle, że jeśli nie teraz, to już nigdy. Gdybym wiedział, że tyle fajnych projektów można robić poza korporacją, to pewnie nie czekałbym z tym krokiem aż tak długo.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • BMW Z4 Najlepsze niedrogie kabriolety
  • Kamil Lodziński Lodziński: Da się na Kanary dolecieć za 200 zł
  • Influencer - praca marzeń? Bądź influencerem i zarabiaj, nie wychodząc z domu

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy