Król alfonsów o seksbiznesie w Polsce

Piotr Mieśnik
04.08.2017 12:27
A A A
Jarosław Maringe

Jarosław Maringe (Fot. Alina Gajdamowicz/Agencja Gazeta)

Jarosław Maringe, pseudonim "Chińczyk", w latach 90. był panem i władcą narkobiznesu w Polsce, gdy swoje żniwo zbierała heroina. Teraz w rozmowie z "LOGO" zdradza również brudne tajemnice świata seksbiznesu. - Najdłużej trwający etap mojego życia, to były właśnie dziwki, a nie narkotyki - przyznaje skruszony gangster.

Piotr Mieśnik: - Jaka była twoja rola w polskim seksbiznesie?

Jarosław Maringe: - To zależy na jakim etapie życia. Poznałem ten biznes, gdy wylądowałem w tzw. grupie "Rympałka". Jeśli ktoś nie wie, to było to zbrojne ramię "Pershinga", najmocniejsza z ekip, jedna z odnóg pruszkowskich. Wylądowałem w niej jako małolat. Starzy członkowie grupy, ci doświadczeni, nie chcieli zajmować się agenturami, bo w tamtych czasach kulawo było mieć burdel. I w ten sposób mnie to przypadło w udziale. Moją rolą było zbieranie kasy od alfonsów. A większość członków mojej grupy poszła później siedzieć za napad stulecia: z kałachami ukradli z banku pieniądze w biały dzień.

Ile miałeś wtedy lat?

- Pewnie ze 22 albo 23. Jeździłem po "domówkach" i zbierałem pieniądze. Czasami od alfonsów, a czasami od samych dziwek, bo zdarzało się też tak, że one opłacały się same. To było około 100-200 dolarów miesięcznie.

Głównie duże agencje towarzyskie czy raczej te "domówki", gdzie kobiety przyjmują klientów w mieszkaniach?

- W latach 90. było jeszcze sporo agentur, bo policja przymykała na nie oko, ale trend był taki, że pojawiało się coraz więcej "domówek", i teraz też to one przeważają.

Ilu alfonsów miałeś pod sobą?

- Całe warszawskie Śródmieście, a więc w różnych okresach między 50 a 100 osób musiało mi się opłacać. W ten sposób poznałem mnóstwo ludzi, w tym również prostytutek. To był też czas, kiedy w ogóle nie wyobrażałem sobie seksu z nimi, czułem do nich obrzydzenie. Wtedy byłem jeszcze normalny.

Czy alfonsi również należeli do grupy pruszkowskiej, byli waszymi biznesowymi partnerami?

- Nie, no skąd. Oni byli tylko opodatkowywani. W naszym języku to byli frajerzy, których trzeba było doić z hajsu. Wtedy w ogóle było takie podejście, że chłopak z miasta nie mógł być "pizdą karmiony", nie mógł bezpośrednio utrzymywać się z wykorzystywania kobiet. Teraz to się pozmieniało, teraz grupy przestępcze prowadzą już burdele. Nikt nie przepuści takiej szansy na zarobek.

Rozumiem, że dla członka zorganizowanej grupy przestępczej określenie alfons ma bardzo negatywny wymiar...

- To jest ubliżenie. Alfons zarabia na nierządzie, jest niegodny tego, żeby być w środowisku ludzi grypsujących. Bycie alfonsem to była po prostu patologia.

I wy na tej patologii zarabialiście. Rozliczaliście ich procentowo od zysków czy nakładaliście na nich stałe opłaty?

- Mieli stałą stawkę, oczywiście od prostytutki. To było najczęściej coś koło 200 dolarów, i co najciekawsze, od tamtych czasów minęło wiele lat, a te stawki za bardzo się nie zmieniły.

Skąd się brały dziewczyny, które trafiały do seksbiznesu?

- To proste. One się głównie biorą z ogłoszeń. Same się zgłaszają. Chcą zarobić hajs. Trafiają do "domówek", a stamtąd, co lepsze, są wyławiane do bardziej intratnych zadań, pracują dla bardziej zamożnych klientów.

Nie każdy facet był na takiej "domówce". Jak to wygląda? Jest dziewczyna i jej ochrona?

- Wiesz, czasami te lepsze burdele mają taką specjalną ochronę, o jakiej wspominasz, ale większość zwykłych "domówek" jej nie ma. Są tam dwie dziewczyny, które akurat mają zmianę, i tyle.

To co, jedna czuwa, gdy druga akurat pracuje?

- Nie. Obie pracują. To jest tak, że rzadko kiedy klient tam rozrabia, bo kto o zdrowych zmysłach by tak ryzykował? Przecież wiadomo, że gangsterzy to obstawiają, trzymają na tym łapę.

Gdy likwidowano niedawno jedną z agencji, pojawiła się informacja, że był w niej nawet bankomat dla klientów.

- W moich czasach tego nie było, ale w dużej agencji towarzyskiej, np. na Wiertniczej w stolicy, można było dostać fakturę.

A co z klientem, który nie chciał zapłacić?

- Nie ma takich przypadków. Płaci się z góry.

Mówiłeś, że najlepsze kobiety są wyławiane z "domówek" do innych zadań. To znaczy?

- No na przykład na zagraniczne wyjazdy. To są najbardziej dochodowe źródła w tym biznesie. Wysyła się dziewczyny np. na jachty biznesmenów do Antalyi w Turcji. Do tej pory mam znajomych, którzy tym się zajmują.

Czy zdarza się, że "domówki" odwiedzają również znane osoby?

- Czy odwiedzają? No jasne. Lepiej! Ja z bardzo znanego muzyka zrobiłem gościa, który nie tylko obsługuje koksem, ale i dziwkami całą Warszawę. To jest mój uczeń. On nie miał kasy, a zawsze ciągnął się za nim sznur kobiet. To ja mu mówię: "weź się ogarnij, sznur dziwek się przy tobie lansuje, łapie na tobie klientów, a ty nic z tego nie masz". No i chłopina wziął się do roboty. Mogę ci nawet katalog podesłać.

Katalog czego?

- No katalog z dupami. Wziął i sobie nawet katalog zrobił. Dla klientów. Im one są bardziej znane, tym lepiej mogą zarobić. Jak kiedyś miałem wytwórnię muzyczną, to nawet dla nich teledyski kręciliśmy. One nie za bardzo potrafiły nawet śpiewać, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo przecież nie o muzykę tam chodziło.

Czekaj, chcę się upewnić: mówisz mi, że znany polski muzyk został alfonsem i robi katalogi z dziewczynami dla klientów?

- No tak, sam go przecież stworzyłem. Pokazałem mu ten patent na życie. On od nich nie bierze dużo, bo jakieś 300 zł od zamówienia, to są ekskluzywne dziewczyny - nawet za kilka tysięcy za noc, a jak on ma takich zamówień 100 czy nawet 200 w miesiącu, to można łatwo sobie policzyć, jak na tym wychodzi.

Mówiłeś, że na różnych etapach życia na różne sposoby byłeś związany z seksbiznesem. Pierwszy etap to ściąganie haraczy z alfonsów, a drugi?

- Po drugiej odsiadce nie miałem dziewczyny i sam zacząłem chodzić po burdelach. Już jako klient. Wtedy wkręciłem się w coś, co by można było nazwać "wyzwalaniem" ich.

Pomagałeś im wyrwać się z tego środowiska?

- Nie, to nie to. Na to przyszedł czas jeszcze później. W "wyzwalaniu" chodziło o to, że namawiałem je, żeby nikomu nie płaciły haraczy i tłumaczyłem im, jak to robić. Ja w ten sposób "wyzwoliłem" pewnie ze 20 takich "domówek".

Dlaczego to robiłeś?

- Patrzyłem i myślałem tak: fajna kobieta, fajny z nią seks, to nie będzie pracowała dla jakiegoś alfonsa, który w kółko ją zastrasza.

No ale jak to wyglądało, gwarantowałeś im ochronę?

- Jeszcze inaczej. Starałem się im tłumaczyć, jak działa cały ten system, że opiera się tylko na zarządzaniu ich strachem. Na tym, że gangster wymyśla różne zagrożenia, żeby te dziewczyny się bały, żeby mógł je łatwo zastraszyć.

Na tym właśnie polega władza w seksbiznesie?

- Tak, tylko na tym. Na totalnym zastraszaniu kobiet. One chcą zarabiać pieniądze na uprawianiu seksu, ale alfons stwarza takie poczucie zagrożenia, że ona myśli, że może to robić tylko w tym miejscu i na takich warunkach. Cały ten system polega na wejściu w psychikę kobiety: dowiedzeniu się, czego ona potrzebuje, a czego się boi.

26.05.2017 Warszawa, portret do LOGO . fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
Fot. Alina Gajdamowicz/Agencja Gazeta

Jest psychiczne zastraszanie, domyślam się, że również fizyczna przemoc. Często zdarza się, że alfonsi biją te kobiety?

- Alfonsi albo alfonsiny.

Wśród tej "kadry zarządzającej" są też kobiety?!

- Żartujesz? Kobiet alfonsin jest w tym biznesie bardzo dużo. Co ja mówię, większość to kobiety. Często jest tak, że wcześniej same były prostytutkami, ale okazały się bystrzejsze niż inne i zauważyły, że w tym biznesie gdzie indziej można więcej zarobić, niekoniecznie tyłkiem.

Pytałem o przemoc.

- Była, wiadomo. Kolejny etap w moim życiu to ten, gdy miałem pasję dojeżdżania alfonsów. Niektóre akcje robiłem razem z policją. Doprowadziłem nawet jednego z nich do tego, że został skazany na dożywocie. To była głośna sprawa: Wiesiek z Pigalaka za Mariottem, najsłynniejszy alfons, ikona tego biznesu. Na Pigalaku miał dziewczyny średniego sortu, później jako pierwszy w Polsce zajął się ekskluzywnymi dziewczynami, tzw. escorts. Jako jeden z niewielu pilnował też, żeby one się badały. I właśnie on zabił jedną ze swoich podwładnych.

Nie przypuszczałem, że dochodziło nawet do morderstw...

- A czego się spodziewałeś?

Myślałem, że burdele często są obstawiane przez policjantów i dlatego nie może dochodzić do takich sytuacji...

- Nie, no właśnie nie. To, co pokazują w filmach i w telewizji na ten temat, to zazwyczaj są fantazje.

Co cię naszło, że w końcu zacząłeś "ratować" prostytutki?

- Musisz pamiętać: one o sobie, między sobą nigdy nie mówią: dziwki, prostytutki czy kurwy, tylko dziewczyny. Ewentualnie: dziewczyny do towarzystwa. I ja poznałem taką dziewczynę, która była zaledwie trzeci dzień w pracy. Okazało się, że tydzień wcześniej była jeszcze dziewicą, ale chłopak, z którym to zrobiła po raz pierwszy, rozgłosił to po całej dzielnicy. Ona, tak sobie myślę, dostała jakiegoś urazu psychicznego, tak że z tego żalu przyszła do pracy do burdelu, choć nie musiała przecież, bo miała bogatych rodziców. Gdy ją spotkałem, była naprawdę w strasznym stanie. Z ranami w miejscach intymnych. To przebrało miarkę. Wziąłem tego alfonsa za ucho, chociaż ona bała się do końca.

To było już w czasach, gdy porzuciłeś gangsterkę?

- To było już po tym wszystkim. Wiesz, ja cały czas utrzymuję jakiś kontakt z tym środowiskiem. Mam ponad 200 dziwek wśród znajomych na Facebooku, one cały czas mnie bardzo lubią. Mają teraz chłopaków, mężów - czasem milionerów, a i tak utrzymują ze mną kontakt. Bo wiedzą, że nigdy nie narobię im kichy. Są takie dziewczyny, które czasem mi piszą coś w stylu: "w najstraszniejszym miejscu na ziemi spotkałam najwspanialszą osobę życia". Niektóre z nich czasem nawet ze mną pomieszkiwały. Miały ze mną kontakt nie jak z klientem, ale jak ze zwykłym facetem. Nawet sprzątały mi i gotowały, bo potrzebowały namiastki normalnego domu, takiej zwykłej damsko-męskiej bliskości.

Odwiedzasz jeszcze czasem te przybytki?

- Nie, już nie. Mam młodą dziewczynę. Nie mogę tego zepsuć.

Jarosław Maringe - rocznik 1973, pseudonim "Chińczyk", były gangster, jeden z najbliższych współpracowników szefów "Pruszkowa". Kluczowy gracz w polskim narkobiznesie lat 90. Za przemyt i handel narkotykami skazany łącznie na 12 lat. Teraz zajmuje się tylko legalną działalnością: jest restauratorem, producentem muzycznym, deweloperem i właścicielem kancelarii prawnej. Razem z dziennikarzem śledczym Aleksandrem Majewskim (m.in. "Bez wyroku", "Odwet gliny") pracuje nad wydaniem książki.  

Poznaj tajemnice polskiego środowiska gangsterskiego. Zobacz ebooki dostępne na publio.pl >>

Zobacz także
  • Mnóstwo osób marzy o seksie w trójkącie Seks w trójkącie - zasady, które musisz znać
  • Michał Żurawski Żurawski: Jestem macho. Nie wstydzę się tego
  • Hank Moody, 'Californication' Wazektomia - czy to na pewno bezpieczne?

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (52)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar
  • avatar
  • avatar

    Gość: Taki

    Oceniono 50 razy 48

    Wspomniał, że w filmach są opisane bajki. Mam wrażenie, że tutaj też troszkę bajeczek było. Z tego wywiadu wyłania się obraz gościa, która może i coś tam kiedyś mało mądrego zrobił, może troszkę narozrabiał ale też był aniołem dla kobiet...
    Ehe...

  • avatar

    driftoczenko

    Oceniono 45 razy 43

    Żeby przy polskich warunkach trafić na 12 lat do więzienia, mając do dyspozycji kwiat palestry za największe możliwe pieniądze w tym kraju, to trzeba naprawdę bardzo dużo narozrabiać. Nie wierzę w żadne pozytywne słowo tego pana na swój temat.

  • avatar

    Gość: ABC

    Oceniono 42 razy 36

    Jesteś dla mnie zwykłym prymitywem, ty maringe

  • Janusz J23Ola

    Oceniono 31 razy 31

    Odrażający typ i nic tego nie zmieni, żadna metamorfoza wewnętrzna.

  • avatar

    izarider

    Oceniono 38 razy 30

    Święty jednym słowem... Anioł Stróż... Jakoś mu nie wierzę, poza tym na pewno teraz ma "uczciwe" interesy. Z tego sie nie da wyjść, w tym bagnie siedzi się już zawsze.

  • avatar

    bb7676

    Oceniono 29 razy 29

    w ostatnich latach zapanowała moda na "książki" wspomnienia byłych gangusów. wszystko bazuje na ciekawości naiwnych czytelników, którzy w ten sposób finansują fantazjujących cwaniaków

  • Zyzio Boryzio

    Oceniono 23 razy 23

    "Wysyła się dziewczyny np. na jachty biznesmenów do Antalyi w Turcji. Do tej pory mam znajomych, którzy tym się zajmują."

    Może ma więcej do powiedzenia?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy