Każdy może być zasobem antyterrorystycznym

Piotr Mieśnik
30.08.2017 11:47
A A A
Maciej Górski

Maciej Górski (Fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta)

Z Maciejem Górskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, rozmawiamy o tym, jak zachować się w sytuacji zagrożenia atakiem terrorystycznym.

Piotr Mieśnik: - Spotykamy się w kawiarni czy wchodząc do niej, od razu rozglądasz się by, ocenić, czy jest bezpiecznie?

Maciej Górski: - Oczywiście. Zawsze obserwuję przestrzeń, w którą wkraczam, i analizuję to, co w niej się dzieje.

A na co każdy z nas powinien zwracać uwagę?

- Na wszystko co niepokoi, bo odbiega od normy. Jeżeli w centrum handlowym w sierpniu widzimy człowieka w kurtce, i ta kurtka jeszcze dziwnie się na nim układa, to oczywiście może to być bezdomny, który wszystko, co ma, założył na siebie, ale może to być też ktoś, kto ma tam schowany karabin albo ładunki wybuchowe. Może też być to miks tych sytuacji, np. bezdomny, którego w jakiś sposób skłoniono do przeprowadzenia zamachu.

No i co wtedy zrobić?

- Są służby, które powinniśmy nie tyle zaalarmować, co poinformować o naszym niepokoju. W centrum handlowym to będzie ochrona: "ten gość dziwnie wygląda, zwróćcie uwagę, może mu trzeba pomóc?". W ten sposób każdy z nas staje się tzw. zasobem kontrterrorystycznym, bo to pierwsze działanie nie wymaga od nikogo odwagi ani skomplikowanej wiedzy, wymaga tylko uważności i reakcji. Powinna zajść reakcja łańcuchowa: ochrona marketu powinna być przeszkolona tak, aby wiedzieć, jak wypytać tę podejrzaną osobę tak, aby stwierdzić, czy rzeczywiście może stwarzać zagrożenie. Jeśli poczuje niepewność, to ma numery alarmowe do koordynatorów, a ci mają już łączność ze służbami mundurowymi. Taki system sprawdza się od lat w Izraelu. Jeśli działa, to tak naprawdę bardzo trudno jest dokonać w przestrzeni publicznej nietypowego działania, które pozostanie niezauważone. Niestety nam, szczególnie w Europie, wyłączyła się ta uważność.

Ludzie w słuchawkach, wzrok wbity w smartfony...

- Też, ale problem jest głębszy. Współczesne modele państw dały nam złudzenie, że to one i tylko one będą się zajmować tymi zagrożeniami za nas. A zupełnie naturalnym odruchem każdego człowieka jest pilnowanie siebie, swojej rodziny i terenu, na którym egzystuje.

W Izraelu są agenci, których główną rolą jest właśnie obserwacja.

- Tak, tam system polega na tym, że bardzo mocny nacisk położony jest na obserwację, a zajmują się tym tzw. etatowi watcherzy. Są świetnie przeszkoleni: potrafią czytać mowę ciała, znają profile psychologiczne, m.in. terrorysty czy samotnego wilka, potrafią wychwytywać nietypowe zachowania, które są nieadekwatne do danej przestrzeni.

Podasz jeszcze jakiś przykład takiego zachowania?

- Mężczyzna, który nie wygląda przyjaźnie i ciągnie za sobą np. trójkę dzieci. W szybkim tempie, pokrzykuje, wpycha je do auta. Oczywiście, to może być zdenerwowany tata, ale też ktoś, kto je uprowadził. Watcherzy zwrócą na to uwagę, zareagują.

O braku uważności świadczy też eksperyment, który przeprowadziłeś ze studentami.

- Prowadząc jedno ze szkoleń, wnieśliśmy na teren uniwersytetu 50 sztuk broni. To były atrapy, jednak nie do odróżnienia na pierwszy rzut oka. Na teren uczelni wchodziliśmy w grupie kilkudziesięcioosobowej, a torbę z bronią dostał chłopak, który odróżniał się od grupy: większość z nas była w kurtkach, bo pogoda była deszczowa, a on miał krótkie spodenki, a do tego śniadą karnację i brodę. Pograliśmy stereotypem, chłopak odstawał wyraźnie od grupy. Mimo tego, że z torby wystawały nawet fragmenty broni, to nikt nie zwrócił na niego uwagi. Co ciekawe, gdy później ćwiczyliśmy w auli zachowania w sytuacji, gdy ktoś prowadzi ostrzał, to mimo odgłosu strzałów nikt nawet nie zainteresował się, czy w auli dzieje się coś złego. Jesteśmy jako społeczeństwo nieuważni i nadal sądzimy, że zagrożenie nas nie dotyczy. A przecież jeśli każdy z nas będzie choć trochę czujny, to okaże się, że przeciwko tym złym ludziom stoi nas wielu i trudno będzie im zaatakować. To oczywiście nie oznacza, że wyeliminujemy zamachy, ale przeprowadzenie ich będzie bardzo utrudnione. Jeździsz metrem?

Zdarza się.

- No to przykład z metra - jeśli do niego wejdziesz, a wszyscy w nim zwracają uwagę, czy ktoś nie zostawia bagażu, to trudno będzie ci go tam zostawić. Tym bardziej że nie ma ataku terrorystycznego, który by nie miał testu, sprawdzenia przestrzeni, a jeśli szanse jego przeprowadzenia są nikłe, to napastnicy często odstępują od swoich zamiarów.

Wróćmy do miejsca naszej rozmowy. Jesteśmy w centrum handlowym, a w nich przeprowadzono już kilka ataków. Przypuśćmy, że nagle coś się tu dzieje. Co wtedy robimy?

- Pierwsza sprawa: nie panikujemy. Wiem, że to trudne, ale nie jest powiedziane, że powinniśmy uczyć się tylko rzeczy łatwych. Druga sprawa: idę o zakład, że jak zapytasz baristek, gdzie jest wyjście ewakuacyjne, to one nie będą wiedziały.

No i nie wiedziały, wygrałeś.

- No właśnie, bo druga ważna sprawa, to mieć rozeznanie w terenie. Trzecia rzecz: na bazie tego rozeznania wiedzieć, gdzie się można schować w tzw. prowizorycznym safe roomie, czyli pomieszczeniu, gdzie nie ma okien, przeszklonych powierzchni, są dość grube ściany i drzwi, być może nie specjalistyczne, lecz takie, które da się zablokować.

Jaki to ma sens? Jeśli napastnik ma shot guna, to rozwali je jednym strzałem...

- Oczywiście, że rozwali! Tyle że my zyskujemy czas, a on traci amunicję. To nie jest tak, że jak ktoś ma broń, to już lepiej położyć się, nic nie robić i czekać na to, co ma być.

OK, ale on może sforsować te drzwi np. kopniakiem.

- Mechanizm działania napastnika jest taki, że w większości przypadków będzie używał broni. Włącza mu się myślenie tunelowe. Oni trenują atak, a nie zdobywanie pomieszczeń czy przestrzeni. Pamiętaj, że terroryzm nie liczy ofiar - dla napastnika nie będzie istotne, czy zginie 5 osób czy 15, ale sam efekt. Dlatego będzie szedł i niszczył. A w naszej sytuacji dobrze byłoby choć trochę znać się na broni. Jeśli on ma kałasznikowa, to po 30 strzale albo amunicja mu się skończy, albo będzie musiał przeładować. My zyskujemy czas. Na co? Na jeden z trzech aspektów zachowań: na "run" (ucieczkę), "hide" (ukrycie się) lub ostateczny "fight" (walkę).

Mam wrażenie, że w mediach lansuje się taki model zachowania, że mamy się położyć, nie ruszać i czekać, aż ktoś przyjdzie z pomocą.

- Bo w Unii Europejskiej doktryna związana z bezpieczeństwem wygląda nieco inaczej niż ta izraelska, o której wspominałem. A mianowicie tu jest: run, hide i... inform. Moim zdaniem to jest bardzo złe podejście, bo nie ma na świecie takich służb, które nas zawsze i wszędzie ochronią. W ogóle ten element walki został w  naszym kręgu kulturowym bardzo mocno osłabiony, wręcz napiętnowany.

Dlaczego to złe?

- Dlatego, że nie musimy być bezbronni. Wśród terrorystów modne stałe się ataki nożowników. Załóżmy, że do takiego aktu dochodzi w tej kawiarni. Możemy czekać na służby i patrzeć, jak napastnik krzywdzi ludzi, albo możemy się rozejrzeć i dostrzec, że tu jest mnóstwo broni: szklanki, gaśnice, krzesła. Na nożownika powinno wystarczyć. I nie mówię tego bez powodu. Już kilka lat temu wywiad izraelski alarmował, że terroryzm w  Europie się zmieni.

Na czym ma polegać zmiana?

- Nie będzie bomb. W UE bardzo trudno zdobyć czy kupić materiały wybuchowe, a potem je przewozić. Tu służby działają bardzo dobrze, i chwała im za to, jak i również za to, że działają po cichu. Dlatego terroryści nastawiają się teraz na proste ataki terrorystyczne: nożownicy, rozpędzone ciężarówki. Natomiast jeśli nauczymy się reagować, to będziemy wspaniałym wsparciem dla służb.

Ty od nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Warszawskim będziesz wykładał "antyterror system".

- Będą to zajęcia oparte na haśle: każdy może być zasobem antyterrorystycznym. Będą to zajęcia uczulające cywili, w jaki sposób należy się zachować, zareagować albo ewentualnie podjąć walkę w momencie zagrożenia. Atrakcyjność tego przedmiotu polega też na tym, że 65 proc. to będzie praktyka, a 35 proc. teoria. Praktyka, od ćwiczeń face to face - uczymy kilku prostych elementów, jak się bronić, aż po zajęcia grupowe - dotyczące np. sytuacji gdy jest wybuch, tego jak wybiegać z obiektu, jak się ewakuować, działać w warunkach ogromnego stresu, czy wreszcie pokazujemy jak się zachowywać, gdy służby już wejdą i muszą szybko odróżnić ofiary od napastników.

Miejmy nadzieję, że ta wiedza nigdy nam się nie przyda.

- Niestety wszystko wskazuje na to, że może być odwrotnie. Dlatego powinniśmy uczyć się, choćby pierwszej pomocy, tak żeby w ekstremalnej sytuacji móc pomóc sobie i innym.

Zobacz także
  • Równość Uścisk dłoni - co oznaczają poszczególne gesty?
  • Sebastian Mikosz Mikosz: Linie lotnicze bardzo się rozwijają
  • Jarosław Maringe Król alfonsów o seksbiznesie w Polsce

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy