Martyniuk: Fani czasem kładą nam się przed autem

22.09.2017 12:33
- Przed sukcesem piosenki "Przez Twe oczy zielone" byłem osobą rozpoznawalną, ale nie w aż takim stopniu. Teraz, ilekroć idę na zakupy czy gdzieś wyjeżdżam, zawsze mam ze sobą w saszetce kilka swoich fotek, które chętnie podpisuję - przyznaje Zenek Martyniuk w rozmowie z Kubą Dobroszkiem.

Z Zenkiem Martyniukiem rozmawiam przed spotkaniem autorskim, które z okazji premiery jego książki zorganizowano w warszawskim Empiku. Choć stoimy na uboczu, między premierami DVD nowych seriali a kolekcją kultowych filmów z lat 90., co chwila ktoś podchodzi i prosi o zdjęcie.

Kuba Dobroszek: Udało się tu Panu dotrzeć? Pozostała jeszcze godzina do spotkania autorskiego, a sala już pełna - każdy czeka na zdjęcie i autograf.

Zenon Martyniuk: - Sporo się dzieje, fanów i wywiadów rzeczywiście mnóstwo. Zdążyłem już podpisać kilka książek, zrobiłem sobie parę fotek. Jedna osoba powiedziała mi, że przejechała 300 kilometrów tylko po to, żeby się ze mną spotkać. To miłe.

Robert Klatt z zespołu Classic powiedział mi kiedyś, że w okresie największego zainteresowania disco polo czuli się z kolegami trochę jak Beatlesi. Ma Pan podobnie?

- To nie ta skala. Kiedy oglądam stare biograficzne filmy o Lennonie to widzę prawdziwą histerię. U nas tak to nie wygląda, choć ludzie również się świetnie bawią podczas koncertów. Znają teksty piosenek, tańczą...

Wypuszczają Pana po koncertach?

- Przygody się zdarzają! Zwłaszcza, kiedy gramy nad morzem. Tam odpoczywają ludzie z całej Polski, a my zwykle gramy w okresie wakacyjnym dwa koncerty dziennie. I czasem bywa tak, że musimy szybko przejechać z jednej części wybrzeża na drugą. Spieszymy się, a fani kładą się przed samochodem, żebyśmy tylko nie odjechali. Zwykle kończy się jakimś grupowym zdjęciem.

W innych zakątkach kraju ludzie tak samo reagują?

- Podobnie. Przed sukcesem piosenki "Przez Twe oczy zielone" byłem osobą rozpoznawalną, ale nie w aż takim stopniu. Teraz, ilekroć idę na zakupy czy gdzieś wyjeżdżam, zawsze mam ze sobą w saszetce kilka swoich fotek, które chętnie podpisuję. Nie ma rady, jak mógłbym nie podpisać? To, co robię, robię dla siebie, a jeśli komuś się to przy okazji podoba, to mogę się tylko cieszyć.

Zdarzyły się Panu przykre zaczepki?

- Raczej nie.

To co Pan takiego w sobie ma, że Polacy tak Pana lubią?

- Lubią za muzykę! W swoją pasję wkładam całe serce. Staram się śpiewać najlepiej jak tylko potrafię. Wybieram takie teksty, które są proste, ale nie prostackie. Do tego dochodzą interesujące aranżacje. Wiesz, dostaję dużo maili, w których ludzie pytają, jak to zrobiliśmy, że staliśmy się aż takim fenomenem.

I co Pan odpowiada?

- Lata praktyki. Na gitarze zacząłem uczyć się grać w wieku ośmiu lat. Potem były występy na szkolnych akademiach. Następnie pojawiły się pierwsze zespoły, a doświadczenie w nich zdobyte zaprocentowało, bo udaje nam się występować do dziś. Oczywiście cały czas się przy tym uczymy - czasy się zmieniają, nasze brzmienie też więc musi się zmieniać.

Trochę gorzej z tą sympatią jest u "poważnych" dziennikarzy. Jakiś czas temu naTemat w jednym z tekstów podzielił nasz kraj na "Polskę Chylińskiej" i "Polskę Martyniuka". "Polska Martyniuka" to w założeniu ta gorsza część.

- Uwielbiam piosenki Chylińskiej z czasów O.N.A.! To są inne klimaty, choć ja słucham każdej muzyki, nie zamykam się na jeden gatunek. Scorpions, Europe, Modern Talking, Bad Boys Blue, Elvis Presley, Mieczysław Fogg - jak sam widzisz rozstrzał jest spory (śmiech). Moje utwory są wypadkową tych inspiracji.

To dlaczego "poważni" dziennikarze muzyczni nazywają disco polo czymś gorszym?

- Nie wiem. My podchodzimy do wszystkiego bardzo profesjonalnie, jak większość zespołów. Nie robimy aranżów na kasetach za pięć złotych jak twierdzą niektórzy. Dorobiliśmy się już prywatnego, fajnego studia, w którym nagrywamy. Nad piosenkami długo pracujemy, nie wypuszczamy byle czego. Dlatego nasza twórczość jest tak lubiana.

Zenon Martyniuk i Monika Rokita
Fot. materiały prasowe

Słuchacze na koncertach częściej proszą o "Życie to są chwile" czy "Przez Twe oczy zielone"?

- Nasze koncerty zwykle składają się z kilkunastu piosenek, gramy ok. godziny. Muszą więc znaleźć się zarówno starsze dokonania jak i te nowsze. Ostatnio pewien mocno rockowy zespół spytał mnie, czy w swoim utworze może wykorzystać fragment "Przez Twe oczy zielone". Mnie się wydaje, że to nie będzie pasować, ale jeszcze z autorką tekstu nie odpowiedzieliśmy.

Niektórzy na melodię tej piosenki zamawiają frytki w McDonalds.

- Mnie się to jeszcze nie zdarzyło (śmiech). Często piszą do mnie również studenci, którzy chcieliby przerobić "Przez Twe oczy zielone", tak żeby wyszły fajne podziękowania dla wykładowców. Piosenka żyje swoim życiem.

Skąd jej fenomen? Zastanawiał się Pan kiedyś?

- Ma przede wszystkim wyjątkową linię melodyczną. Już pierwsze kilka dźwięków sprawia, że ludziom chce się tańczyć!

No i "oczom zielonym" bardzo pomógł przecież Kamil Grosicki.

- Tak, to obecnie jeden z naszych najpopularniejszych piłkarzy, który grał kiedyś w mojej Jagiellonii Białystok! Pamiętam, że w dniu po awansie Polaków na Euro 2016 - po tym pamiętnym meczu, kiedy kadra śpiewała w szatni "Przez Twe oczy zielone" - mój telefon urywał się od samego rana. Media dzwoniły, każdy prosił o komentarz. Pierwszy był chyba TVN24. Redaktor dzwoni i pyta: "Wie Pan co się stało?". Odpowiadam, że nie wiem. Na to on, żebym włączył telewizor i zobaczył. No i zobaczyłem (śmiech).

Pana piosenki nuci mnóstwo młodych ludzi. Czuje się Pan głosem pewnego pokolenia?

- To po prostu rozrywka. Wydaje mi się akurat, że mój repertuar podoba się raczej nieco starszej młodzieży. Moja twórczość nie jest na jedno kopyta, każda piosenka opowiada o czymś innym, każda jest zrobiona w innej aranżacji.

Zenon Martyniuk - wokalista i lider zespołu Akcent, okrzyknięty Królem Disco Polo. W wolnych chwilach pisze wiersze. Czołowy przedstawiciel nurtu discopolowo-cygańskiego; potrafi śpiewać w języku romskim, a także mieszanką języka polskiego, romskiego i arabskiego. Ma żonę Danutę i syna Daniela - wraz z rodziną mieszka obecne w Białymstoku. Właśnie ukazała się jego biografia "Życie to są chwile" - na 200 stronach artysta opowiada o swoim dzieciństwie, początkach w branży muzycznej, miłości, rodzinie i sukcesie.

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (2)
Martyniuk: Fani czasem kładą nam się przed autem
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: trololola

    0

    "Chwile ulotne"? Przecież to wykonywała niegdyś Paktofonika...
    A nie chodziło przypadkiem o "Życie to są chwile?" :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy