Dostęp do broni w Polsce. "Jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych krajów w Europie"

Złagodzenie przepisów o dostępie do broni zamieni każdą stłuczkę na rogu Jerozolimskich i Marszałkowskiej w krwawą strzelaninę z "Tombstone"? Raczej nie. Ale ktoś słusznie założył, że warto Polaków trochę z bronią oswoić.

PO CO CI KARABIN?

Radykalni zwolennicy wprowadzenia w Polsce powszechnego dostępu do broni palnej (czyli takiego, który jest przyrodzony: urodziłeś się w Polsce, możesz więc wejść do sklepu i nakupować sobie strzelb i amunicji) swój mokry sen argumentują zazwyczaj na dwa sposoby.

Argument pierwszy, cywilno-obronny, przy okazji zamachów nabierający zabarwienia uchodźczego: "Lipcowy weekend, centrum Warszawy. Wśród leniwie sunących po Złotych Tarasach zakupowiczów pojawia się zamaskowany mężczyzna. Zza paska wyciąga nóż, jest ewidentnie niebezpieczny. Nim jednak zdąży się rzucić na jedną z rozwrzeszczanych i sparaliżowanych strachem kobiet, pada na ziemię. To Jan Kowalski, ojciec dwójki dzieci, celnym strzałem powalił go na ziemię."

Argument drugi, państwowo-obronny, nabierający mocy przy okazji eskalacji konfliktu na Ukrainie: "W przypadku prowokacji agresywnego sąsiada pomiędzy opłotkami sennego, polskiego miasteczka ląduje eskadra zielonych ludzików. Ledwo ich stopy dotkną ziemi, padają jak kaczki. To zgromadzeni w wojskach obrony terytorialnej obywatele mogli szybko zareagować. Wszystko dzięki karabinkom, które mieli w swoich domach".

RZECZPOSPOLITA ROZBROJONA

Na razie ani jedna, ani druga z nieco przekoloryzowanych interwencji nie mogłaby dojść do skutku. Głównie dlatego, że w  wyniku utrzymania międzywojennego, a potem PRL-owskiego ustawodawstwa Polska jest faktycznie jednym z najbardziej - jak lubią to opisywać amatorzy strzelania - "rozbrojonych" krajów w Europie. Gorzej jest tylko na Litwie i w Rumunii.

Liczby? Na 100 mieszkańców przypada dziś w Polsce zaledwie 1 sztuka broni. W Niemczech na 100 mieszkańców będzie ich 30, podobnie we Francji, Szwecji i Norwegii. Daleko nam do będących w  czołówce Finów i Szwajcarów (40), ale niewiele bliżej też do Czechów (16). Nie mówiąc już o Stanach, gdzie na 100 mieszkańców przypada blisko 90 sztuk broni.

Co z liczbą pozwoleń? Tych też nie ma zbyt wiele. Jak wyliczył mecenas Andrzej Turczyn, który od lat zajmuje się popularyzacją broni palnej, w  2016 r. polska policja wydała ich około 14 tys. Łącznie z licencjami na broń sportową i  myśliwska jest ich więc w Polsce około 200 tys. Samych sztuk broni - od tej krótkiej po strzelby czy karabiny - niewiele ponad drugie tyle. Sporo? Cztery razy mniejsze Czechy mają jakieś 800 tys. sztuk.

Powód? Zdaniem fanów broni zawiłe i długie procedury i niejasne kryteria stosowane przez policję przy wydawaniu pozwoleń. Chciałoby się strzelać, ale nie ma komu, czym i gdzie. W dodatku grożą za to sankcje.

ZAWIESZENIE BRONI

Jakim cudem to możliwe w kraju o takiej historii jak Polska? Cóż, posiadanie broni na własny użytek tępili już nad Wisłą zaborcy. Jak pisał kiedyś w "Uważam Rze" Paweł Łepkowski, we wszystkich zaborach przywilej posiadania broni myśliwskiej miały tylko i wyłącznie bractwa łowieckie. Nikt więcej.

Stan ten utrzymał się po 1918 r. Za nielegalne posiadanie broni palnej, amunicji lub materiałów wojskowych groził rok więzienia i grzywna 5 tys. marek. Rozwiązania wprowadzone przez nowe polskie władze (z wyłączeniem tych, którzy byli tej władzy najbliżsi, tak jak legioniści, będący znanymi kolekcjonerami broni) były jednak częścią szerszego europejskiego trendu. Na Starym Kontynencie - w dużej mierze za sprawą państw totalitarnych, takich jak III Rzesza, Włochy Mussoliniego czy bolszewicka Rosja - sukcesywnie ograniczano dostęp obywateli broni. W myśl zasady, że państwo to instytucja mająca monopol na przemoc. Zamiast ułatwiać mieszkańcom dostęp do broni, rozbudowywano aparat policji.

Kiedy minęła wojenna zawierucha, komuniści z radością powitali ten stan rzeczy. Latem 1946 r. weszły w życie przepisy tzw. małego kodeksu karnego, które za posiadanie broni palnej przewidywały nawet dożywocie lub karę śmierci - władza bała się reakcji. Jeszcze w latach 80. komunistyczni dygnitarze opowiadali Teresie Torańskiej, że choć państwo posiadaczy broni tępiło, sami mieli w swych domach małe arsenały. Panicznie bali się "kontrrewolucji" i w razie potrzeby chcieli mieć się czym bronić.

PRZEPISY I SANKCJE

Co trzeba dziś zrobić, aby wystarać się o pozwolenie na broń? To wcale nie takie trudne. Jak tłumaczył kiedyś Tomasz Awłasewicz, specjalista od broni palnej i strzelectwa, ścieżka jest następująca.

Najpierw badania psychologiczne, potem wyprawa na komendę i złożenie podania. Powody jakie wskazujemy? Tych może być kilka. Pierwszy - wybierany najrzadziej i najbardziej uznaniowo traktowany przez policję - poczucie zagrożenia. Drugi - myślistwo. Trzeci - sport (do obu trzeba dołączyć zaświadczenie, które potwierdzi, że faktycznie się działa w kole łowieckim lub klubie strzeleckim). Jest też jeszcze możliwość posiadania broni odziedziczonej (np. po dziadku żołnierzu) albo potrzebnej do rekonstrukcji historycznej. Każde pozwolenie wydawane jest na konkretny rodzaj i liczbę sztuk broni, a za posiadanie broni bez pozwolenia można trafić do więzienia nawet na osiem lat.

Co ciekawe, po polskiej ulicy można spokojnie przechadzać się z XIX-wiecznym rewolwerem. Wszystko dlatego, że prawo dopuszcza posiadanie tzw. broni czarnoprochowej, produkowanej przed 1885 r., oraz jej replik. Taki colt oczywiście nijak ma się do współczesnych modeli, ale trudno go posądzić o brak skuteczności.

Ale i to może się skończyć. Unijny ustawodawca nie czynił jeszcze co prawda zakusów na modele tak stare, ale chciano już zakazać posiadania dezaktywowanej broni historycznej (dziś można ją mieć, o ile ma np. przewierconą lufę). Wszystko po tym, jak Europol udowodnił, że do Europy Zachodniej trafiło kilka karabinów maszynowych dezaktywowanych na Słowacji i w Czechach, przywróconych przez kryminalistów do użyteczności. Taką broń miał mieć przy sobie niedoszły zamachowiec z pociągu Thalys kursującego na linii Bruksela-Paryż.

BO TUTAJ JEST JAK JEST

Polskie przepisy - w dużej mierze podobne do tych, które obowiązują w innych krajach UE, to jednak dla niektórych ciągle za mało. Pod koniec wiosny z sejmowej zamrażarki wyciągnięto pomysł przygotowany przez środowiska strzeleckie i zgłoszony przez klub Kukiz'15. Co miałoby się zmienić? Przede wszystkim - nieco na wzór hiszpański - wprowadzono by różne poziomy dostępu do broni (np. rozszerzone pozwolenie dawałoby prawo do noszenia broni krótkiej w miejscach publicznych). Broń byłaby dostępna dla każdej osoby mającej 21 lat, niekaranej, zdrowej na umyśle i zamieszkałej w Polsce. Podobnie jak dziś konieczne byłoby stosowne uzasadnienie (sport, łowiectwo, obrona miru domowego), ale policja miałaby zostać pozbawiona uznaniowości w  tym względzie, a pozwolenia - podobnie jak było w II RP - wydawać miałyby starostwa powiatowe. Co pięć lat zainteresowani musieliby zdawać egzaminy praktyczne z posługiwania się bronią.

Po co? - Jestem przekonany, że tak będzie bezpieczniej. Jeżeli ci, którzy posiadają broń, będą musieli co pięć lat zdawać egzamin praktyczny, a broń będzie rejestrowana, to na pewno będzie bezpieczniej - przekonywał Stanisław Tyszka. Twórcy ustawy szacują, że w ciągu pięciu lat liczba pozwoleń wzrosłaby z 3,5 do 17 na tysiąc mieszkańców, docelowo sięgając nawet 30, a obroty branży zbrojeniowej miałby wzrosnąć o 5,4 mld.

CZY ABY NA PEWNO BEZPIECZNIEJ?

Co z argumentami, że broń zwiększa bezpieczeństwo i - mówiąc po ludzku - pozwoli ochronić siebie i swoją rodzinę w wypadku, gdyby np. na naszą posesję przedostał się włamywacz? Są nie do końca prawdziwe. Choć odnotowuje się przypadki unieszkodliwiania potencjalnych ataków, to głównie mają one miejsce w takich krajach jak Izrael, gdzie obywatele mają za sobą wojskowe przeszkolenie i nie tylko umieją operować bronią, ale też są do tego przygotowani psychicznie. W Stanach Zjednoczonych, na przykład których chętnie powołują się miłośnicy broni, czterokrotnie więcej incydentów przerywanych jest przez cywilów nieuzbrojonych w broń palną.

A czy fakt posiadania przez cywilów broni sprawia, że bandyci faktycznie stają się ostrożniejsi? Tutaj także pewności nie ma. Choć statystyki niby pokazują spadek przestępczości w miejscach, gdzie o broń łatwiej, to ostateczny poziom bezpieczeństwa jest wynikiem dziesiątek czynników, które trudno zbadać łącznie (a którymi to zwolennicy i przeciwnicy broni lubią się przekrzykiwać). Czy faktycznie uzbrojenie odstrasza napastników? Być może, ale pada też argument, że przestępca chętniej użyje swojej broni (a przestępca znajdzie do niej dostęp zawsze), jeśli będzie wiedział, że potencjalna ofiara też nią dysponuje.

Również dlatego błędem jest powoływanie się zwolenników powszechnego dostępu broni na Szwajcarię. Broń w zasadzie podlega tam bardzo restrykcyjnej reglamentacji - posiada ją niemal każdy obywatel, który ma za sobą przeszkolenie wojskowe, powtarzane zresztą co roku.

I najważniejsze. Nawet jeśli przepisy się zmienią, musi za nimi pójść zmiana przepisów dotyczących obrony koniecznej. Jak na razie przy przekroczeniu takowych podczas napadu grożą nam dosyć wysokie sankcje. I to nawet w przypadku potraktowania złodzieja kijem bejsbolowym czy młotkiem, a nie bronią krótką kaliber 9 mm.

Na koniec? Zdaniem ekspertów poluzowanie przepisów wymusi wydatki na szkolenia i wyposażenie policji. Jak zauważał Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas: - Dziś policjanci strzelają słabiej niż zaangażowany hobbysta.

SAMOUCY

Strzelania - bez względu na sytuację prawną - Polacy uczą się bowiem sami. Strzelnice - a jest ich w kraju około 200 - odwiedza niemal milion Polaków rocznie. Jak wspominał na swoim blogu Andrzej Leszczyński, twórca internetowego kanału Gun TV, tylko cywile wystrzeliwują co roku od 15 do 20 milionów najpopularniejszej amunicji kaliber 9 mm. Takie hobby jest stosunkowo tanie i pozwala bawić się bronią bez inwestowania w sprzęt, pozwolenie i warunki do jego przechowywania. Ceny w Warszawie? 30 zł za pół godziny strzelania (w tym opieka instruktora, broń i jedna tarcza). Wynajęcie całej strzelnicy na godzinę? 500 zł. Większość strzelnic oferuje też szkolenia. Cena za naukę podstaw to 400 zł, w tym 50 sztuk amunicji i 1,5 godziny strzelania.

Takie organiczne podejście do sprawy chwali część internautów. "Obawiam się, że to jeszcze nie moment na to, by Polacy otrzymali pozwolenia na broń. Najpierw zajmijmy się tworzeniem strzelnic, uczmy zasad obsługi broni i uświadamiajmy, jak bezpiecznie się z nią obchodzić i kiedy jej użyć - potem takie pomysły jak legalna dostępność do broni. To nie jest zabawa" - napisał jeden pod dyskusją o powszechnym dostępie. Wydaje się to strzałem w dziesiątkę.

Komentarze (3)
Dostęp do broni w Polsce. "Jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych krajów w Europie"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Anka

    0

    Nooo dajcie jeszcze Polakom dostęp do broni .. hahha wystrzelają się na ulicy, gdy tylko zapytają ... kogo popierasz ???? ;)

  • Gość: Hel

    0

    Znikają komentarze

  • Gość: Ron

    0

    Broń nie zabija, tak jak długopis nie robi błędów ort, kiedy to w końcu zrozumiecie.. Niech będą zakazy posiadania noży, siekier no i dziecko z pracą powinno iść zawsze do poprawczaka...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX