Zanim powiesz pracy: "żegnaj". Jak z klasą rozstać się z firmą?

06.12.2017 12:26
Dobrze zaplanuj moment, w którym pożegnasz się z pracodawcą

Dobrze zaplanuj moment, w którym pożegnasz się z pracodawcą (Fot. Shutterstock)

Czujesz się wypalony? Nie docenia cię szef? Bez względu na powody powoli dojrzewasz do decyzji: "Rzucam tę robotę". Nie działaj pod wpływem impulsu, a jeśli już postanowiłeś, że odejdziesz, zrób to z klasą.

Każdy czasem (albo często) ma dni, kiedy mówi sobie "dość". Każdy fantazjuje o rzuceniu tej całej roboty w cholerę i wyjeździe w przysłowiowe Bieszczady albo mniej przysłowiowe, ale cieplejsze Malediwy. I co? I nic. Następnego dnia znowu przychodzisz od tej samej roboty, na którą kląłeś przez całą drogę do domu. Nie odchodzisz. Może czas nie był ten? A może przegapiłeś dobry moment? Czy wiesz, kiedy jest właściwy tajm tu sej gudbaj?

- Powodów może być wiele, ale tak naprawdę sami często czujemy podskórnie, że jest nam źle i warto słuchać naszego ciała - mówi headhunter i doradca kariery Agnieszka Piątkowska. - Zdarza się, że ktoś nienawidzi niedziel, niedzielnych wieczorów do takiego stopnia, że poniedziałek jest wyzwoleniem. To powinno już być powodem do zastanowienia: dlaczego wizja pracy budzi w nas aż tak negatywne emocje?

Decyzji o rzuceniu pracy nie można podejmować pod wpływem impulsu. No, chyba że akurat wygrałeś na loterii, wtedy proszę bardzo. Ale w każdym innym przypadku warto podejść do niej spokojnie i metodycznie. W końcu to jedna z najważniejszych decyzji z potencjalnie ogromnymi konsekwencjami. I tymi pozytywnymi i, jeśli coś pójdzie nie tak, negatywnymi.

Dla większości zmieniających pracę (według niektórych badań nawet dla 88 proc.) najważniejsze przy podejmowaniu decyzji są czynniki inne niż pieniądze: czy czują się w danej pracy dobrze, czy czują się doceniani, czy dogadują się z kolegami i przełożonymi. Ale na początek warto spojrzeć na firmę i siebie nieco szerzej.

- Zachęcam zawsze do patrzenia na swoją sytuację z punktu widzenia makroekonomicznego - mówi Piątkowska. - Warto obserwować, co dzieje się na rynku w mojej branży, bo może się okazać, że jest ona narażona na zmiany prawne, technologiczne czy społeczne, które mogą w krótkim czasie sprawić, że moja własna zawodowa pozycja się zdecydowanie zmieni bez mojej winy.

Słowem: czy firma, w której pracuję, przetrwa? Kiedyś praca w zakładzie produkującym dorożki mogła wydawać się szczytem stabilizacji: ludzie zawsze będą musieli się przemieszczać z miejsca na miejsce. A potem Henry Ford wypuścił na rynek Model T...

- Trzeba obserwować, co się dzieje na rynku, bo możemy nawet lubić naszą pracę, ale za chwilę, za kilka miesięcy czy lat po prostu jej nie będziemy mieli - podkreśla doradca.

Padają nawet firmy wydawałoby się niezatapialne. Na liście 500 największych firm świata zaledwie 30 proc. przetrwało od roku 1955 do dziś.

"ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE, ŻEBY SIĘ UŻERAĆ"

Ważne jest, żeby w tej kwestii liczyć głównie na swoje własne kontakty i rozeznanie. Pracodawcy często nie są miarodajnym źródłem informacji odnośnie kondycji firmy i sytuacji na rynku. Nie chcą paniki w zespole, mogą zresztą sami być przekonani, że firmę da się wybronić, że jeśli wszyscy zacisną zęby i będą pracować z całych sił, uda się przebić przez sztorm. Tyle że nie zawsze się da, a ty to ty, a nie firma. W takich sytuacjach warto wcześniej robić rozeznanie na rynku pracy, bo opłaca się opuszczać tonący statek zanim zaczną to robić wszyscy. Jeśli twój zakład pracy upadnie, twoi koledzy staną się twoimi głównymi rywalami do nowych miejsc pracy. Jeśli trzymasz rękę na pulsie, możesz spokojnie szukać pracy wcześniej i ewakuować się przed definitywnym końcem. Albo zanim firma zdecyduje się przesunąć twoje stanowisko na przykład na Filipiny.

- Nie każdy sobie z tym radzi. Warto wtedy zmienić dział albo pracę, bo życie jest za krótkie, żeby się użerać - podsumowuje Piątkowska. - Zdarzają się też sytuacje, w których zachowania firmy są niespójne z naszymi wartościami. Kiedyś, jako młoda headhunterka, rekrutowałam kandydatów do koncernów alkoholowych i nie rozumiałam, dlaczego wielu z nich odmawia rozmów, mimo że oferty były bardzo ciekawe. Teraz mam więcej doświadczenia i rozumiem, że nie wszystko i nie zawsze musi ci pasować. Nie każdy potrafi sobie wytworzyć osobną "osobowość pracową", zracjonalizować, że firma robi rzeczy, które on sam uznaje za niewłaściwe. Bez tego zaczynamy się wypalać. Nie będziemy już nie tylko szczęśliwi, ale nawet zadowoleni z tej pracy.

Według badań waszyngtońskiej firmy CEB niezwykle motywują do poszukiwania nowej pracy wszelkiego rodzaju rocznice. O 6 proc. więcej pracowników poszukuje nowego zajęcia w rocznicę zatrudnienia się w obecnej firmie. O 9 proc. w rocznicę objęcia obecnego stanowiska. Aż 12-procentowy skok wiąże się z urodzinami, zwłaszcza czterdziestymi i pięćdziesiątymi. Ale, co ciekawe, najbardziej motywujące jest spotkanie ze starymi znajomymi i - zapewne - porównanie tego, co mamy, z tym, do czego doszli oni. Z wszelkiego rodzaju zjazdami absolwentów wiąże się aż 16-procentowy wzrost częstotliwość poszukiwania nowej pracy.

Słowem - czasami ważniejsze od samej pracy jest to, co dzieje się wokół. Chcemy nowej pracy, żeby znów poczuć się dowartościowani, ważni i zadowoleni z tego, co mamy. A firmy same z siebie często nam tego nie dają.

- Nie warto czekać, jeśli firma nie inwestuje w nasz rozwój, nie zachęca do niego - mówi Piątkowska. - Nie możemy zachowywać się jak małe dziecko, iść do jakiejś organizacji i liczyć na to, że ojciec szef będzie nami kierował i dbał o nasze dobro. Nie będzie, bo to my jesteśmy dorośli i my odpowiadamy za nasze życie.

Ale nawet jeśli podejmiesz decyzję o odejściu, pamiętaj, że nie warto palić mostów. Za 3-4 lata możesz spotkać się z tymi samymi ludźmi w innym miejscu. Zawsze, w każdej sytuacji warto zachowywać się z klasą. Nawet jeśli to sytuacja tak traumatyczna jak rozwód - z firmą, której poświęciłeś sporą część życia.

KIEDY ZACZĄĆ ZASTANAWIAĆ SIĘ NAD ZMIANĄ PRACY?

1. Firma się chwieje.  Czy przez zmiany na rynku, czy przez zmianę przepisów przyszłość firmy staje pod znakiem zapytania. W takiej sytuacji lepiej podjąć decyzji wcześniej: po upadku firmy wszyscy twoi koledzy też będą szukać. Ale ostrożnie, jeśli wskoczysz do szalupy, a statek nie zatonie, czeka cię długie wiosłowanie.

2. Wiercisz wzrokiem dziurę w zegarze. Jeśli każdy dzień po przerwie na lunch polega u ciebie na odliczaniu minut do końca roboty, może poszukaj czegoś, co naprawdę lubisz robić. Wtedy czas będzie mijał błyskawicznie.

3. Najgorsze są niedzielne wieczory. Zamiast odpoczywać, denerwujesz się tym, co zastaniesz w pracy? Że znowu musisz tam iść? To dobry sygnał, że czas poszukać czegoś innego.

4. Wszyscy mają dość twojego narzekania. Ludzie w twoim otoczeniu często wcześniej niż ty zdają sobie sprawę z tego, że powinieneś zmienić pracę. Jeśli nie masz nic dobrego do powiedzenia o swojej firmie, znajdź inną.

5. Nie chce ci się opowiadać, czym się zajmujesz. Jeśli pytanie o to, co robisz, działa ci na nerwy - a nie jesteś szpiegiem i nie trafiłeś do programu ochrony świadków - to może nie powinieneś marnować czasu na zajęcie, przy którym sama wzmianka o pracy psuje ci humor.

O CZYM PAMIĘTAĆ PRZED RZUCENIEM ROBOTY?

1. Przejrzyj wszystkie umowy. Przeczytaj uważnie wszystkie dokumenty, które podpisałeś. Zwróć zwłaszcza uwagę na wszelkie okresy przejściowe, czasy wypowiedzenia czy ewentualne klauzule o zakazie konkurencji. Jeśli o nich zapomnisz, narażasz się na poważne finansowe i prawne tarapaty albo na konieczność powiedzenia nowemu pracodawcy, że nie będziesz w stanie zacząć pracy dla niego przez kilka miesięcy. Większość, niestety, nie poczeka.

2. Uaktualnij swoje CV i profil na Linkedin. Nawet jeśli jesteś już dogadany z nowym pracodawcą, to jest dobry moment na krytyczne przejrzenie wszystkich twoich dokumentów rekrutacyjnych. Zwróć zwłaszcza uwagę na zakres twoich obowiązków w firmie, z której właśnie chcesz odejść: potem łatwo będzie zapomnieć o jakimś ważnym szczególe. To też dobry moment na... napisanie rekomendacji dla swoich przełożonych i kolegów na Linkedinie. W zamian na pewno dostaniesz kilka od nich.

3. Przygotuj list z rezygnacją. Decyzję o rezygnacji z roboty zawsze powinieneś przekazać szefowi osobiście, twarzą w twarz. Ale list (krótki!), w którym tłumaczysz swoją decyzję i dziękujesz za dotychczasową pracę, jest w dobrym tonie. Tylko pamiętaj - bądź uprzejmy, nie traktuj tego jako okazji do wylewania żółci.

4. Przygotuj wszystkie niezbędne informacje dla twojego następcy. Hasła, kontakty, procedury - wszystko, co może być mu potrzebne do kontynuowania twojej pracy. To zwyczajna uprzejmość, która kiedyś może do ciebie wrócić.

5. Dokończ wszystkie sprawy. Nie zaczynaj nowych projektów, jeśli wiesz, że nie będziesz w stanie ich zakończyć ani nawet doprowadzić do jakiegokolwiek istotnego punktu.

6. Zachowaj dla siebie próbki swojej pracy. Listy kontaktów. Wszystkie dokumenty, które mogą ci się przydać, a przyszłemu pracodawcy pokażą, co robiłeś i jakim pracownikiem jesteś. To ważne nie tylko w branżach "artystycznych". Oczywiście zapisuj je tylko wtedy, gdy nie są objęte jakimikolwiek zakazami czy obostrzeniami!

7. Sprawdź w kadrach, co przysługuje ci po odejściu - czy możesz oczekiwać, na przykład, na zwrot pieniędzy za niewykorzystane urlopy?

8. Teraz możesz już zabrać swój kubeczek. 

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Zanim powiesz pracy: "żegnaj". Jak z klasą rozstać się z firmą?
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy