Selekcjoner zdradza, jak wejść na imprezę do klubów z selekcją

05.01.2018 14:09
- Wielokrotnie grożono mi pobiciem, a nawet śmiercią - przyznaje Ramzes, selekcjoner wpuszczający (lub nie) gości do sopockiego klubu Atelier. Nam zdradza, jak wejść.

Kuba Dobroszek: - Dużo obelg się nasłuchałeś?

Ramzes: - Pod wpływem alkoholu czy narkotyków w ludziach wyzwalają się ogromne emocje i negatywne reakcje na najnormalniejszą rzecz, jaka może cię spotkać, gdy wybierasz się w weekend na miasto, czyli niewpuszczenie do klubu. Powiem wprost: goście potrafią być okrutni.

Jak opisałbyś swoją pracę?

- Zacznijmy od tego, że to nie jest typowa praca lub zawód. To dodatkowe zajęcie, funkcja. Bardzo stresująca, bo ludzie potrafią być nieprzewidywalni. Wiesz, czego najbardziej się boję, gdy stoję przed wejściem do Atelier? Odurzonego człowieka, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać. Wyobraź sobie - ja mam 165 cm wzrostu, ważę niewiele i muszę twarzą w twarz skonfrontować się z gościem, któremu mam powiedzieć, że nie wchodzi do klubu z jakiegoś powodu...

Jakie najczęściej są to powody?

- Zanim do tego dojdziemy, chciałbym jeszcze powiedzieć, że twierdzenie, iż selekcjoner odpowiada tylko za wpuszczanie ludzi na imprezę, jest ogromnym uproszczeniem. Zwłaszcza w moim przypadku, bo ja sporo gości po prostu znam i kiedy wpada taki stały bywalec, to moja rola zwykle ogranicza się do zagadania i spytania: "Co słychać?".

Selekcjoner jak psycholog?

- Klimat w klubie tworzą wnętrze, muzyka, serwowane drinki, ale najbardziej - goście. Osoba, która stoi przy wejściu i decyduje o tym, kto może się bawić, a kto nie, w dużym stopniu kreuje atmosferę miejsca. Są oczywiście dyskoteki, gdzie zasada selekcji działa bardzo zero-jedynkowo, czyli np. nie wpuszczamy osób w adidasach, ale w Atelier sięgamy trochę głębiej. My nie mamy określonego dress code'u, więc nie mam problemu z zaproszeniem zarówno panów w garniturach, jak i tych w podartych dżinsach. Pod warunkiem, oczywiście, że zachowują się odpowiednio.

Współpracujesz bardzo blisko z ochroną?

- Mam jedną zasadę, której staram się trzymać: ja, jako selekcjoner, pracuję teraz, żeby ochroniarz nie musiał pracować później. To jest moje główne zadanie, sens selekcji. Jeśli gość przy barze awanturuje się z barmanem, bo ten nie chce go natychmiast obsłużyć, to znak, że źle wykonałem swoją pracę.

Jak w kilkanaście sekund sprawdzić, czy potencjalny gość będzie się dobrze i kulturalnie bawił?

- To widać po wielu gestach i słowach. Zazwyczaj udaje mi się to stwierdzić nawet po sposobie podchodzenia do wejścia. Jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, to zawsze staram się porozmawiać. Nie mówię o głębokiej psychoanalizie, ale o kilku sprawdzających pytaniach.

Czyli?

- Proste zagadywanie: "Dobry wieczór, co słychać, ile osób jest z państwem?". Jeśli widzę, że ktoś już ma problem z określeniem liczby współtowarzyszy, to znaczy, że ma mnie gdzieś i prawdopodobnie będzie miał też gdzieś barmana, który stwierdzi: "Proszę nie machać rękami, zaraz pana obsłużę". Jest też jedno pytanie sprawdzające, bardzo prowokacyjne, ale tak naprawdę - najskuteczniejsze.

Jakie?

- "Dobry wieczór, czy posiada pan kartę klubową?"

Co w tym prowokacyjnego?

- W wielu klubach karty klubowe nie istnieją, a na wejściu są pretekstem do odmówienia wstępu gościom, którzy np. przyszli w dresie. Jednak w Atelier takie karty rzeczywiście istnieją, wydaliśmy ich kilka tysięcy. Jej posiadacz ma pierwszeństwo wejścia do środka. Agresywna reakcja na pytanie o kartę klubową mówi o gościu wszystko.

W którym momencie imprezy masz najwięcej pracy?

- Zazwyczaj od godz. 22:30 do 1:00. Musisz pamiętać, że ja trochę rozszerzam swoją funkcję selekcjonera. Nie tylko decyduję, czy dana osoba może wejść do środka, ale również doglądam tego, jak goście bawią się już po wejściu. Czasem kogoś upomnę, czasem obudzę przysypiającą osobę i zasugeruję zamówienie taksówki. Poza tym każdego gościa informuję, że jeśli będzie świadkiem jakiejś niepokojącej sytuacji, zawsze może mi o tym powiedzieć, a ja już odpowiednio zareaguję. Co czasami wiąże się z zabawnymi sytuacjami...

To znaczy?

- Jak słyszysz, mam dosyć skrzeczący głos. Ochroniarz, z którym najczęściej pracuję, ma na imię Michał. I gdy coś się dzieje w klubie, zwykle najpierw słychać mój głośny pisk: "Michaaaał, ten pan mnie szarpie!" (śmiech).

Jaki procent gości stanowią ci, których nie wpuszczasz do klubu?

- Bardzo różnie. Zdarzają się wieczory, kiedy nie odbiję ani jednej osoby. Ale zdarzają się również takie, kiedy nie wpuszczę setki czy nawet więcej. Wiele zależy od pogody - jeśli jest zimno i pada, to wiem, że będzie spokojna noc.

Jakie obelgi słyszysz od osób, którym odmawiasz wstępu?

- Słyszałem już mnóstwo gróźb karalnych! Wielokrotnie grożono mi pobiciem, a nawet śmiercią. Kiedyś dwóch panów przez trzy godziny czekało na mnie pod klubem. Stali oparci o ogrodzenie i co jakiś czas rzucali w moim kierunku "kurwą", żebym, nie daj Boże, nie zapomniał o ich istnieniu. Znudziło im się kilkanaście minut przed tym, jak kończyłem pracę... Rozzłoszczeni ludzie nie obrażają mnie w "uniwersalny" sposób. Jak już wspominałem, jestem raczej niski, dlatego często słyszę, że jestem karłem czy kurduplem. Wiele razy dowiedziałem się, że jestem pedałem, choć preferuję kobiety. Swego czasu miałem długą brodę. Jeden z panów, którego odbiłem, nazwał mnie wówczas "brodatą kurwą". Trochę się to przyjęło wśród moich znajomych (śmiech).

Przemoc fizyczna?

- Zdarza się, choć najczęściej jest zduszana w zarodku przez ochronę. Nie liczę już nawet, ile razy byłem popychany czy szarpany. Raz mnie nawet duszono, parę razy zostałem spoliczkowany. Takich sytuacji niestety nie da się całkowicie wyeliminować. Na szczęście nigdy nie doszło do naprawdę groźnego zamieszania. Myślę, że gdybym zobaczył nóż czy broń palną, to zastanowiłbym się, czy wrócę do pracy w kolejny wieczór.

A czy...

- Kurczę, myślałem, że będziesz pytał o jakieś sytuacje z dziewczynami!

Chcesz mi coś opowiedzieć?

- Moją byłą partnerkę poznałem właśnie w pracy! Często przychodziła do Atelier, ja wpuszczałem ją do klubu i tak się do siebie uśmiechaliśmy, że narodził się z tego poważny związek. Niestety rozpadł się m.in. ze względu na mój tryb pracy. A ile mógłbym opowiadać o wieczorach panieńskich...

Jest pikantnie?

- Prawniczki wykorzystają do kłótni nawet najmniejszy powód! Zawsze znajdą na ciebie paragraf... To słabe, bo na imprezach powinno się oddzielać życie prywatne od zawodowego. Poza tym, największy problem jest zawsze z paniami, które wydają się spokojne i stonowane. Przychodzą do klubu leciutko spłoszone, ale po wypiciu "jednego drinka za dużo" wychodzi demon - szpilki w róg, tańce na stole, wieszanie się na lampie.

Staniki latają?

- Ja czuję niesmak, kiedy kobiety przychodzą do klubu zbyt roznegliżowane. Nie mówiąc już o atrybutach pań bawiących się na wieczorach panieńskich, czyli rogach...

To co robisz, kiedy wiesz, że dziewczyny zarezerwowały boks, ale przyszły poprzebierane?

- W Atelier długo nie organizowaliśmy wieczorów panieńskich ani kawalerskich. Kiedy zaczęliśmy, robiliśmy to bez większych ograniczeń - sam decydowałem, co jest przesadą, a co nie. Teraz mamy taką zasadę, że przy rezerwacji stolika uprzedzamy panie, że wulgarne gadżety nie są mile widziane. Nie tolerujemy szarf czy rogów, ale nie mamy problemów z wiankami czy małymi, gustownymi przypinkami. Inna historia - jedna kobieta złapała mnie kiedyś za krocze.

Mam nadzieję, że nie pani młoda?!

- To chyba była druhna. Stałem przy drzwiach, rozmawialiśmy. Bardzo zbliżyła swoją twarz do mojej, próbując mnie kokietować - jej koleżanki miały właśnie rogi, więc nie chciałem ich wpuścić z tym gadżetem. Mówiąc kolokwialnie: złapała mnie za jajca, a ja stanąłem jak wryty. Panie nie weszły, choć gdy emocje już opadły, sytuacja zaczęła mnie trochę śmieszyć. Współpracownicy żartowali, że próbowała mnie przekupić małym molestowaniem. Dziewczyny w ogóle często całują mnie w czoło czy po policzkach, żeby tylko zdobyć moją przychylność. Buziak nie jest niczym złym, jeśli nie jest nachalną próbą przekupstwa.

A jak jest z wieczorami kawalerskimi?

- Zazwyczaj jeśli grupa nie miała wcześniej rezerwacji, to nie wpuszczam. Tacy panowie przeważnie mają albo jakieś głupie koszulki, albo są już na tyle pijani, że i tak bym ich nie nie wpuścił. Powiem tak: panowie mogą narobić więcej szkód, a panie częściej męczą bułę.

Męczą bułę?

- Np. zamawiają 15 mohito z rzędu. Uwierz mi, barman dostaje białej gorączki. Inny przykład? Uczestniczki wieczorów panieńskich często mają spis zadań do wykonania podczas zabawy, np. pocałować DJ-a czy selekcjonera. Jako obsługa absolutnie tego nie tolerujemy. Na szczęście z mody wyszły już słomki z penisami i torty w kształcie fallusa.

Na koniec: jaką masz radę dla gości, którzy po prostu chcą wejść i dobrze się bawić?

- Wystarczy być miłym i sympatycznym. Zawsze powtarzam, że mnie jest łatwo "kupić". Jeśli ktoś podchodzi i pyta: "Dobry wieczór, czy można?", to ja zawsze odpowiadam: "Ależ proszę bardzo, życzę udanej zabawy". To dla mnie sygnał, że ktoś potrafi się przywitać, zna podstawowe zasady dobrego wychowania. No i polecałbym unikać szarych dresów, w których się chodzi po domu. To trochę stereotyp w stylu "w tych butach nie wejdziesz", ale niestety - nieważne jak bardzo wyluzowany i tolerancyjny byłby klub, szare dresy po prostu nie przejdą.

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (61)
Selekcjoner zdradza, jak wejść na imprezę do klubów z selekcją
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    nieprzyjazny

    Oceniono 125 razy 109

    " Np. zamawiają 15 mohito z rzędu. Uwierz mi, barman dostaje białej gorączki."
    Hmm. Barman się wkurza że musi robić drinki? Może niech się na klauzulę sumienia powoła?
    O ile rozumiem stanowisko pana selekcjonera to tutaj już chyba popłynął? Jest mohito w ofercie? Klient chce i płaci? No to w czym problem? Rozumiem że to nudne, nonstop to samo, brak wyzwań - ale cóż, taka fucha. Czy barman się przejmuje losem gościa który w listopadzie po 8 albo i więcej godzin dziennie zmienia opony z letnich na zimowe a chciałby zamiast tych samych opli i volkswagenów obsługiwać bolidy f1 w pitstopie?

  • avatar

    Gość: Marcin

    Oceniono 34 razy 30

    Nie oceniajcie człowieka dlatego, że wykonuje swoją pracę. Proponuje po przebywać w towarzystwie `osób, które podczas zabawy mają za nic dobre obyczaje, czyjąś własność czy odrobinę szacunku dla osób postronnych. Nie wszyscy się nadają do przebywania wśród ludzi. To jest przykra prawda wynikająca z mojego wieloletniego doświadczenia.

  • avatar

    scierplaminoga

    Oceniono 42 razy 26

    selekcja ze względu na ubiór w klubach, gdzie największe buraki przychodzą w garniturach jest śmieszna. Barman się wkurza jak zamawiam mohito co chwilę ? To nie idzie robić na produkcji 1000 sztuk w 8h tego samego. Ludzie wy klub prowadzicie, a nie robicie operacji na otwartym sercu. Trochę zejdźcie na ziemie

  • avatar

    zbyfauch

    Oceniono 29 razy 25

    Ponownie muszę stwierdzić, że jestem stary. Ale w tym przepadku dobrze mi z tym.

  • avatar

    java3

    Oceniono 69 razy 23

    "Barman dostaje białej gorączki kiedy zamawiasz 15 mohito z rzędu"

    Normalnie szczęka mi opadła. Niektórym barmanom, widzę, zupełnie w dupach się poprzewracało. A co go to, k..., obchodzi ile ja mohito zamawiam???
    Mogę zamówić nawet 50 i jego psim obowiązkiem jest mi to podać. I być przy tym uprzejmym.
    To jego praca, a nie własny folwark.
    Poza tym, d tego JAK będzie pracował, zależy ILE dam mu napiwku.

  • avatar

    dj.80

    Oceniono 15 razy 15

    Kilka lat temu w Warszawie.
    Kolacja firmowa. Drętwo na maksa. Po wszystkim szef wszystkich szefów rzuca hasło, żeby iść do jakiegoś klubu. Kilka osób wyraża chęć, ruszamy. Ktoś rzuca propozycję pobliskiego lokalu. W wejściu stoi jakiś burak cukrowy, wielkie panisko. Zerknął na nas i mówi "możecie wejść, zapraszamy, ale ten rudy nie wchodzi". Tyle że ten rudy był szefem na Europę jednego z największych koncernów spożywczych na świecie. Facet nosił zegarek, którego wartość była większa niż roczną pensja tego buraka. Dobrze że nie kumał po polsku, to się wszyscy wycofaliśmy, mówiąc że nie ma miejsc.
    Tyle w temacie "selekcji".

  • avatar

    pick.up

    Oceniono 30 razy 14

    Eh, ta nomenklatura... Dzis mówi się "selekcjoner", a kiedyś to byl "dozorca". Podobnie z dziewczynami, które na instagramie hashuja sie jako "blogerki fitness", a kiedyś były to po prostu "modelki erotyczne"

  • avatar
  • Arek Jabłkowski

    Oceniono 39 razy 11

    Programowo nie chadzam do zadnych klubow z selekcjonerami na wejsciu. Ide sie zabawic, posluchac muzyki , wypic pare drinkow czy piwek albo w samotnosci albo w towarzystwie (w zaleznosci od nastroju), nie ide do knajpy sie lansowac czy wyrywac panienki. Zaden pajac na wejsciu nie bedzie mnie oceniac po wygladzie czy zachowaniu czy nadaje sie by mnie wpuscil w progi swojej "swiatyni" , nie chcecie mojej kasy to cha wam w de pajace. Wiecej moja noga w takim miejscu nie postanie a w Warszawie jest w czym wybierac jesli chodzi o lokale. To nie lata 90 gdzie dobrych klubow bylo kilka i selekcja rzadzila jak ss-man na rampie. Generalnie omijam wszystkie kluby o ktorych wiem ze selekcjonerzy maja muchy w nosie i ego rozdete jak balon i dorabiaja ideologie do pasienia krow tj chlania alko i zabawy. Jak ktos zaczyna dymic to go powinna grzecznie ale konsekwentnie ochrona wyprowadzic z klubu . Nie wyobrazam sobie sytuacji ze selekcjoner nie wpusci mnie do jakiejs knajpy tylko dlatego ze mam na de jeansy i sportowe lekkie cichobiegi na nogach. Wielokrotnie ubrani super lajtowo i sportowo chodzilismy cala ekipa na lody czy nawet na obiad do Belvedere w wawskich Lazienkach i nigdy nie zdarzylo sie nam by odmowiono obslugi z racji ubioru . Garniak to sie panie selekcjonerze zaklada na galowy bal "w Operze" a nie idac na pare drinkow do tancbudy chocby nie wiem jak elitarnie chciala wygladac. Mohito nie zamawiam. Wale czysta whisky albo tequile ew piwko a jak idziemy cala ekipa to sie bierze od razu ze 2 -3 flaszki i wtedy rzeczywiscie barman moze sie wqrwic bo nie jest w stanie nie dolac czy rozcienczyc drinkow . :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy